sobota, 11 sierpnia 2018

Wakacyjne Wyzwanie - Krótka notka o "Królu rozrywki"

Ach, Paryż... Miasto świateł, sztuki i historii. Jedna z najwspanialszych stolic Europy, uważana za tak przepiękną, że na rozczarowanie tym, jaka jest w rzeczywistości wymyślono termin "syndrom paryski".

Naprawdę byłam ciekawa, co mi Oscar zaproponuje, kiedy zechcę wybrać się do Paryża. Spodziewałam się jakiegoś filmu artystycznego albo jakiejś komedii francuskiej, ale nie - Oscar postanowił zaprosić mnie na widowisko musicalowo-cyrkowe o P. T. Barnumie.

Swego czasu Król rozrywki święcił trumfy w kinach. Ja sama nie byłam zainteresowana obejrzeniem go, bo niespecjalnie przepadam za Hugh Jackmanem, a sam P.T. Barnum mnie mało interesował. No, ale wyzwanie to wyzwanie. Zobaczmy więc jak musicalowy film biograficzny daję radę.

Phineas Taylor Barnum jest synem krawca, który marzy o luksusie i poklasku; a także wzdycha do dziewczynki z wyższych sfer, Charity. Po latach biorą ślub i Barnum szuka sposobu na to, jak się wzbogacić i zapewnić rodzinie godziwy byt. Kupuje muzeum woskowe, ale mimo usilnych starań całej rodziny Barnumów, przez dłuższy czas nie ma prawie chętnych do obejrzenia wystawy. Jedna z córek P. T. stwierdza, że to dlatego, że w muzeum jest "za dużo rzeczy martwych" i że jej tata powinien wprowadzić do muzeum coś żywego. Barnum wpada więc na pomysł, aby przygotować teatr osobliwości i zatrudnia, między innymi, dotkniętego karłowatością Charliego i kobietę z brodą Lottę. Wkrótce jego cyrk zaczyna robić się popularny, z jednej strony przyciągając tłumy widzów, z drugiej - ludzi, którym obecność "dziwadeł" się nie podoba. A Barnumowi ciągle mało, chce się dostać do wyższych sfer i dlatego nawiązuje znajomość z Philipem Carlyle'm i śpiewaczką Jenny Lind.

Ciekawe jest to, że w ostatnim sezonie Legends of Tomorrow był odcinek, w którym pojawiała się postać P.T. Barnuma. Grany przez Billy'ego Zane'a Barnum pokazany był jako ktoś, kto źle traktował swoich pracowników (zwłaszcza kobietę z brodą) i w pewnym momencie nie cofnął się przed grożeniem ukochanej jednego z bohaterów, aby zmusić go do pracy w cyrku. I też dzisiaj cyrk (zwłaszcza taki, w którym istnieje gabinet osobliwości) traktowany jest raczej jako miejsce wyzysku i okrucieństwa. A już kierownicy cyrku są w fikcji przedstawiani jako chciwi, wykorzystujący ludzi do własnych celów manipulatorzy.

I też Król rozrywki z jednej strony przedstawia Barnuma jako wizjonera, kogoś niesamowicie kreatywnego i potrafiącego wykorzystać okazję; a z drugiej strony jako kogoś, kto chce wspiąć się po drabinie społecznej, a przez to zaniedbującego swoją rodzinę i podejmującego niebezpieczne ryzyko.

Jeśli zaś chodzi o jego relacje z cyrkowcami, twórcy chcą go przedstawić jako postać niejednoznaczną, niby otwartą na osoby z określane mianem "dziwadeł"... ale w niektórych scenach rzeczywiście traktującego ich trochę przedmiotowo. Byłoby to nawet coś interesującego - takie pokazanie jak kontrowersyjną postacią był Barnum - jednak w pewnym momencie twórcy pokusili się o przesłodki finał, w którym zarówno jeden z dawnych przeciwników protagonisty, jak i grupa, którą niedawno wzgardził, mówią mu jakim to on jest wspaniałym, ludzkim panem.

W ogóle jest kilka momentów, kiedy Barnum podejmuje ryzyko i wiedzie mu się całkiem nieźle, ale ma się wrażenie, że to szczęście jest tymczasowe; że niebawem stanie się coś złego i bohater wszystko straci. Może to kwestia konwencji, może kwestia realizmu, ale jednak ja miałam takie wrażenie.

Jest również ten poboczny wątek miłosny między Philipem Carlyle'm i czarną akrobatką, Annie Waller. Nie wiem na ile są to prawdziwe postaci, ale rozumiem, że Annie miała się tak komponować z motywem "dziwadeł", jako osoba również pogardzana przez społeczeństwo, na którą wyższe sfery spoglądają krzywo. Szczerze mówiąc mało mnie ten wątek obchodził (znacie mnie - rzadko kiedy lubię romanse), choć przyznam, że Zendaya i Zac Efron zagrali całkiem nieźle.

Tak po prawdzie to ten film mnie nawet miło zaskoczył. Zdziwiająco dużo filmów biograficznych ma motyw romansowy, w którym główny bohater zdradza swoją żonę, a tutaj, co prawda, wydaje się na początku, że tak właśnie będzie również w przypadku Barnuma, jednak kiedy już ma dojść do jakiejś intymności między nim a Jenny, mimo wszystko facet się powstrzymuje i postanawia wracać do domu.

Musicale jednak powinno się oceniać pod dwoma kątami: spektaklu i muzyki. A pamiętajmy, że jest to film o cyrkowcach. Spodziewałam się więc, że będzie mnóstwo zapierających dech w piersiach, mających na celu zaczarować widza scen. I tak też jest... tylko że wiele piosenek w Królu rozrywki ma taki gorzki posmak. Już pierwsza, którą widzimy, jest kolorowa, radosna, ociekająca blichtrem... i nagle się gwałtownie kończy i widzimy młodego Barnuma przed sklepem, wpatrującego się w czerwony frak. Ta scena nadaje niejako ton całemu filmowi.

Jeśli chodzi o piosenki, które najbardziej mi się podobały, to były dwie: ta, w której Barnum namawia do współpracy Carlyle'a; i ta, w której cyrkowcy postanawiają nie kryć się już w cieniu i szykują się do kolejnego występu. Tak poza tym, to żadna z nich nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć.

Czy obejrzałabym Króla rozrywki znowu? Może, ale nie jakoś specjalnie, aby go sobie powtórzyć. Raczej posłuchałabym sobie poszczególnych piosenek, a to też chyba tylko wtedy jakby mnie naszła ochota.

H mm...ciekawe jak sobie Oscar radzi w Tokio?

2 komentarze:

  1. Z tymi złymi cyrkami osobliwości wykorzystującymi ludzi to nie było tak do końca. Oczywiście, były to instytucje obliczone na zysk, np. gdzieś czytałem, że Barnum sprzedawał bilety na ślub Tomcia, co w sumie nie jest chyba tak dalekie od ustawek dzisiejszych celebrytów. Z drugiej cyrki osobliwości dawały szansę zarobku ludziom wyrzuconym na margines społeczny. I to nie byle jakiego zarobku, bo dobijali do kwot, o których w tamtych czasach przeciętniak mógł tylko pomarzyć.
    Król rozrywki nie jest takim zupełnym filmem biograficznym, bo nie wszystko odpowiada rzeczywistości, np. Lynd i Barnuma nie łączyły romantyczne relacje.
    W sumie nigdy o tym nie wspominałaś, ale zaskoczyłaś mnie tym, że nie przepadasz za Jackmanem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi chodziło o to, jak jest cyrk przedstawiany. Oczywiście, wiem, że czasami to było miejsce, gdzie ktoś odbiegający od normy mógł zarobić, ale słyszałam też o tym jak niektórzy rodzice sprzedawali do cyrku swoje dzieci dotknięte karłowatością.

      Wiesz, zanim mi jeszcze zadałeś ten film, wyszedł jego Szczery Zwiastun, więc o tym, że nie było romansu, wiedziałam XD.

      Nigdy nie pytałeś, czy przepadam czy nie. Aczkolwiek, powiem ci, że np. "Wolverine'a: Genezę" lubię.

      Usuń