wtorek, 31 lipca 2018

Wakacyjne Wyzwanie - Krótka notka o "Mów mi Vincent"

Następny przystanek na moim wakacyjnym szlaku to Tokio. Zapewne nie będzie dla Was zaskoczeniem, że kiedy uzgadnialiśmy z Oscarem jakie miasta będą tematami na tegoroczne Wakacyjne Wyzwanie, moje rozumowanie za włączeniem do gry Tokio było mniej więcej takie:

"Okej, Tokio to Japonia, Japonia to manga, anime i twory animco-podobne. A Oscar lubi mangę i anime, więc mi może coś ciekawego z tych dwóch mediów zapoda."

Jednak, kiedy przyszedł czas uzgadniać propozycje na do drugą rundę Wakacyjnego Wyzwania, nasza rozmowa przebiegła mniej więcej tak:

Oscar: Łotr 1.

Ja: Że co?

Oscar: Tokio - nowoczesność - maszyna - robot - Łotr 1.

Ja: Ale wiesz, możliwe, że kiedyś będę znów robić Gwiezdnowojnowe Wyzwanie i będę chciała włączyć w to Łotra 1, więc może lepiej, abyś mi dał coś innego.

Oscar: No to Mów mi Vincent. Gra w nim Bill Murray, który grał też w Między słowami, którego akcja działa się w Japonii. Gotowe.

No tak. Zapomniałam, że kolega Oscar poza horrorem, mangami i anime, lubi też mało znane komediodramaty.

Vincent McKenna to stary alkoholik, hazardzista i ogólnie rzecz biorąc nieciekawy typek. Jest cyniczny, zadłużony, nieprzyjemny dla otoczenia, a także korzysta z usług ciężarnej prostytutki Daki. Pewnego dnia jednak do domu obok wprowadza się Maggie wraz z synem Oliverem. Z początku Vincenta Maggie i Oliver mało obchodzą, jednak podczas pierwszego dnia w szkole Oliver pada ofiarą szkolnego psikusa i nie może wejść do domu ani zadzwonić do matki, dlatego prosi Vincenta o możliwość skorzystania z telefonu. Ponieważ Maggie nie może wyjść z pracy, Vincent niechętnie zgadza się przechować chłopca u siebie. Widząc w opiece na malcem sposób na zarobienie kilku tak potrzebnych mu groszy, umawia się z Maggie, że będzie pilnował Olivera, kiedy ona będzie w pracy.

Pamiętacie może poprzednie Wakacyjne Wyzwanie i zrecenzowane przeze mnie Ciało za milion? Napisałam wtedy, że film, którego fabuła opiera się na przechodzących z rąk do rąk zwłokach powinna mieć "to coś", co sprawiałoby, że nie byłaby ona wtórna. Wspominam o tym teraz, bo motyw cynicznego, niesympatycznego faceta zajmującego się dzieckiem i przez to z jednej strony zyskującego nową perspektywę na świat, a z drugiej - pokazującego swoje ukryte głębie, też był wałkowany milion razy i siłą rzeczy niełatwo go zrobić dobrze.

A jest jeszcze taka sprawa, że Vincent jest grany przez Billa Murraya, którego ja nigdy specjalnie nie lubiłam, bo zwykle grał takich zblazowanych, na dłuższą metę męczących gości. Toteż przez dłuższy czas byłam przekonana, że mi się Mów mi Vincent nie spodoba.

Ale widzicie, w pewnym momencie główny bohater mówi taką rzecz: "Co ty właściwie o mnie wiesz?" Mówi to do Maggie, która właśnie zbeształa go za to, że wrócił późno z jej synem i nie wiadomo gdzie się szlajał. Przez cały film poznajemy jakieś skrawki informacji na temat Vincenta i to daje nam taki niepełny jego obraz. Wiemy, że ma żonę z Alzheimerem i że regularnie pierze jej ubrania, ale wiemy też, że ją zdradza z Daką. Wiemy, że Daka nie jest z nim w ciąży, ale z jakiegoś powodu on jej pomaga, a ona zwierza mu się ze swoich problemów w pracy i chce, aby on dotknął jej brzucha, kiedy dziecko się porusza. Wiemy, że ma kota i znajomych, z którymi przesiaduje w barze, ale nie gada z nimi często. Wiemy, że umie walczyć, ale zaprzecza, aby był w wojsku. Wiemy, że ma problemy z pieniędzmi, ale z drugiej strony nie chce obciążać Maggie kosztami odszkodowania za zniszczenia jakie na jego podwórku poczyniła jej ekipa od przeprowadzki. Dopiero w wielkim finale dowiadujemy się o nim całej prawdy.

W ogóle takim motywem przewodnim w tym filmie są święci, a konkretnie - co konstytuuje świętość. Oryginalnym tytułem Mów mi Vincent jest Saint Vincent (święty Vincent), a Oliver chodzi do szkoły katolickiej i dostaję pracę domową, aby opisać jednego historycznego świętego, uznanego przez Kościół, i jedną osobę, którą uważa za współczesnego świętego. Od razu wiadomo, kogo wybierze i właściwie najistotniejsza jest kwestia tego jak dochodzi o tego, że Vincent może zostać uznany za świętego.

Sama relacja między Vincentem a Oliverem ujdzie, jeśli mówimy o samym motywie "cyniczny palant opiekuje się dzieckiem i okazuje się być nieco mniejszym palantem". Pewnych rzeczy na pewno można się spodziewać, jak nietypowe życiowe lekcje, nagłe osobiste wynurzenia tak chłopca, jak i Vincenta, czy chociażby mężczyzna stający w obronie Olivera, kiedy ten zostaje zaatakowany przez szkolnych łobuzów. Jednak w pewnym momencie Vincent robi coś bardzo złego i w sumie nie zostaje to odkryte przez resztę postaci ani film w żaden inny sposób się do tego nie odnosi. Co wcale nie znaczy, że znajomość Olivera z Vincentem nie ma żadnych konsekwencji później.

W ogóle Oliver był taką sobie postacią. Nie wzbudził we mnie żadnych silnych emocji, a to niedobrze w tego typu opowieściach.

Natomiast na pochwałę zasługuje Melissa McCarthy, która gra Maggie. Bo w przeciwieństwie do Murraya gra jednak postać zupełnie różną od swoich zwyczajnych ról. Tym razem jest rozwódką, która próbuje sobie ułożyć życie z dala od męża prawnika; borykającą się dramatycznymi przypadkami w pracy w szpitalu i z problemami swojego dziecka w szkole. Naprawdę dobrze wyszła na przykład, w scenie, kiedy dyrektor i nauczyciel Olivera informują ją, że jej syn brał udział w bójce, a ona zaraz potem się załamuje. Zrobiło mi się jej wtedy naprawdę żal i chciałam, aby jej były mąż trzymał się od niej i od Olivera z dala.

Chyba nic więcej nie mogę o tym filmie powiedzieć. Na pewno jako opowieść o tym, że każdy ma swoją historię, sprawuje się całkiem nieźle i tak po prawdzie to nawet w wielkim finale trochę mi się zaszkliło w oczach... Ale mimo wszystko nie obejrzałabym Mów mi Vincent znowu.

Hmmm.... ciekawe jak sobie Oscar radzi w Kairze.

1 komentarz:

  1. Mangę jeszcze jako tako czytam, ale do anime jakoś straciłem zupełny zapał. Na wybór tego filmu wpłynęła właściwie ciekawostka o Tokio:
    Ponoć w hotelu Park Hyatt, gdzie nagrywano "Między słowami" można wykupić specjalny pakiet tematyczny - kosztuje on 380 tysięcy jenów. W cenę wliczone jest 5 noclegów oraz odwiedzanie miejsc związanych z filmem".
    Jeśli chodzi o "Mów mi Vincent", to jeszcze warto wspomnieć o pomyśle na scenariusz. Jego autor T. Melfi adoptował siostrzenicę. W nowej szkole dziewczynka dostała zadanie domowe, to samo, które otrzymał Oliver. Dla niej współczesnym świętym był wujek.

    OdpowiedzUsuń