piątek, 18 maja 2018

7 interesujących rozwiązań w uniwersach superbohaterskich


Uwaga! Tekst zawiera spoilery do drugiego sezonu Daredevila, Mighty Med, One Punch Mana, Tiger and Bunny, My Hero Academia, The Death of Superman i Kleszcza!

Superbohaterowie istnieją od jak dawna? Osiemdziesięciu, dziewięćdziesięciu lat? To całkiem sporo, nie? Wystarczająco długo, aby siłą rzeczy z czasem twórcy superbohaterskich uniwersów zaczęli wprowadzać do nich pewien realizm. A konkretnie – w miarę jak rozwijało się społeczeństwo, próbowali oni wyobrazić sobie jak społeczeństwo w DC albo Marvelu rozwijałoby się w świecie, gdzie superbohaterowie żyją tuż obok zwykłych ludzi. I przez lata stworzyli kilka interesujących rozwiązań.

Właśnie o nich chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Starałam się ograniczyć do jednego przykładu na uniwersum (chociaż na początku rozważałam dwa przykłady z DC) i aby kilka z nich obejmowało takie pomysły, które wielu twórców próbowało wprowadzić jako komentarz społeczny, ale tylko niektórzy – moim zdaniem – zrobili to najlepiej. A że wkrótce czeka nas Czerwiec z Supermanem, wydaje mi się, że lista ta jest tym bardziej na miejscu.

Tak więc oto siedem rozwiązań w uniwersach superbohaterskich, które ja osobiście uważam za interesujące.

Miejsce siódme: Proces Franka Castle (Marvel Cinematic Universe)
W trakcie swojej kariery prawniczej Matt Murdock miał okazję być obrońcą wielu superbohaterów – od Namora i Hulka w komiksach po Fantastyczną Czwórkę i Petera Parkera w serialach animowanych Sabana. Nie mogło też zabraknąć takiej sytuacji w serialu Netflixa, będącego częścią Marvel Cinematic Universe. Fani, co prawda, chcieliby, żeby pierwszym tego typu klientem kancelarii „Nelson & Murdock” był Zimowy Żołnierz, jednak padło na Franka Castle’a, czyli Punishera.

Jak może pamiętacie z mojego artykułu o konfliktach między superbohaterami, w drugim sezonie Daredevila Matt i Frank zaczynali jako przeciwnicy, bo mieli różne poglądy na temat tego czy zabijać przestępców, czy nie. Poza tym jest taka kwestia, że kancelaria „Nelson & Murodck” na początku tego sezonu chroniła jedynego ocalałego z masakry dokonanej przez Castle’a członka irlandzkiego gangu. Akcja się nie udaje, przestępca ginie, ale Daredevil, który dowiedział się kilku rzeczy na temat Punishera i miał okazję z nim dwa razy porozmawiać (raz – na dachu, drugi raz – kiedy pomógł Frankowi uciec z niewoli u pałającego zemstą przywódcy Irlandczyków), doszedł do wniosku, że coś w tej sprawie śmierdzi i trzeba by się zająć obroną Punishera. Foggy i Karen są przez pewien czas sceptyczni, biorąc pod uwagę to, że przegrana może kancelarię wiele kosztować (poza tym, wiecie, jest ta cała kwestia Punishera będącego masowym mordercą), ale koniec końców, Matt przekonuje ich do tego i wkrótce podejmują się oni obrony Franka Castle.

Co prawda, Matt potem zajęty jest Elektrą i wątkiem Ręki, więc większość roboty robią Foggy i Karen, niemniej jednak proces Punishera ma istotne znaczenie z punktu widzenia uniwersum, zwłaszcza tego zakątka, który okupują seriale Netflixa o Obrońcach. Ów proces nie tylko wzbudza silne emocje wśród obywateli Nowego Jorku, ale też pewnej pani prokurator zależy na tym, aby Punishera skazać, gdyż to utworzyłoby precedens prawny związany z działalnością vigilante, którymi są przecież Daredevil, Luke Cage i (do pewnego stopnia) Jessica Jones. Dodajmy do tego, że osoby odpowiedzialne za śmierć żony i dzieci Franka, bardzo chcą się go pozbyć i mamy sytuację, w której Matt, Foggy i Karen próbują odeprzeć ataki z wielu stron.

Sam Frank z jednej strony nawiązuje więź z Karen i z nią często rozmawia; a z drugiej odmawia użycia PTSD jako linii obrony ze względu na szacunek wobec żołnierzy, którzy faktycznie na nie cierpią. W ogóle podczas tego procesu Frank odkrywa, tak przed swoimi sojusznikami, jak i przed widzami, swoją lepszą stronę. W szpitalu mówi Karen, że nigdy nie strzela do cywili (czyli ma pewien kodeks honorowy), a kiedy pewien młodzieniec krzyczy: „Zabiłeś mi ojca!”, Punisher jest wyraźnie wstrząśnięty. Poza tym jego były dowódca opowiada historię, w której Castle okazuje się być nie tylko odważny i bohaterski, ale też troszczy się o życie swoich współtowarzyszy.

Ostatecznie proces kończy się tym, że Frank idzie na układ z Wilsonem Fiskiem, który obiecał mu dojście do mordercy jego rodziny, i sam się pogrąża. Jednakże wątek Punishera w drugim sezonie Daredevila trwa nadal, aż do końca.

Miejsce szóste: Oddział specjalny (Mighty Med)
Mighty Med to jeden z tych seriali na Disney Channel, za którym stoi ciekawy pomysł, ale serial nie zawsze jest w stanie wykorzystać jego potencjał w pełni. Tym razem głównym założeniem fabuły jest istnienie oddziału szpitala poświęconego schorzeniom superbohaterów.

Po nieudanym eksperymencie dwaj nastoletni chłopcy – Oliver i Kaz – utknęli w plastikowej obręczy, wybrali się więc na pogotowie, aby tam obręcz została usunięta. Przypadkiem Kaz dostrzega dziwnego mężczyznę, który wszedł do schowka na szczotki. Nadpobudliwy Kaz zaciąga Olivera w ten sam schowek, a tam na  ścianie wisi dziwny, świecący obrazek, w którym chłopcy szybko rozpoznają łamigłówkę. Po ułożeniu jej, odkrywają tajny oddział szpitala – tytułowy oddział specjalny, w którym leczeni są superbohaterowie posiadający supermoce. Na początku ordynator, Horacy Diaz, chce się Olivera i Kaza pozbyć (gdyż są „normalsami” i nie powinni nawet wiedzieć o oddziale), ale wkrótce odkrywa, że ponieważ mają oni całkiem sporą wiedzę o superbohaterach, postanawia ich zatrudnić na pół etatu.

I choć nastolatki pracujące w szpitalu tylko dlatego, że czytają komiksy, to pomysł, który lekko trąci myszką, ma on pewien sens. W tym uniwersum istnienie superbohaterów jest ukrywane, więc komiksy to taki w miarę bezpieczny zapis ich potyczek ze złem. Oliver i Kaz czytali większość tych komiksów, znają więc historie swoim pacjentów – wiedzą, jak działają ich moce, jakie są ich słabości i czego się spodziewać po rozmaitych superłotrach. Dodajmy do tego, że Oliver i Kaz mają nieraz świetne pomysły na to, jak zażegnać pewne kryzysy i nagle ich obecność jest nieco mniej bezsensowna.

Sam oddział specjalny składa się z izby przyjęć, kilku łóżek, siłowni i laboratorium, ale też wyposażony jest w zmyślną aparaturę, która pomaga uporać się ze szczególnymi potrzebami pacjentów. Również personel medyczny składa się z osobników o supermocach. Mamy więc ordynatora Horacego, który potrafi zatrzymywać czas; jego siostrzeńca, Alana, który posiada zdolność telekinezy; i pewnego sanitariusza, który jest speedsterem (ale może biec tylko do tyłu). Na oddziale siedzi też superbohaterka, Skyler Burza, która utraciła swoje moce i próbuje sobie z tym poradzić, dopóki Horacy i chłopaki nie odkryją jak jej pomóc.

Jak dotąd postacią, którą lubię najbardziej, jest właśnie ordynator Horacy Diaz. Z jednej strony nieco wredny i zakręcony, a z drugiej – w miarę rozsądny i potrafiący stanąć na wysokości zadania. Jeszcze nie obejrzałam serialu do końca, jednak wiem, że w późniejszych odcinkach zostaje odkryte, że Horacy to tak naprawdę starożytny uzdrawiacz superbohaterów, Kaduceo; i że potrafi o wiele więcej, niż się ludziom wydaje.

Miejsce piąte: Poziomy zagrożenia (One Punch Man)
Długo się zastanawiałam, który element uniwersum One Punch Mana nadaje się najlepiej na tę listę i doszłam do wniosku, że na pewno nie jest to Stowarzyszenie Bohaterów, ze swoją biurokracją i hierarchią, ale to, że owa organizacja wprowadziła pewien podział zagrożenia Tajemniczych Bytów, które regularnie atakują świat przedstawiony.

Tajemnicze Byty to potwory, które lata temu zaczęły pojawiać się na terenie Japonii i wprowadzać zamęt. Czasem są one wynikiem eksperymentów, czasem mutacji wynikającej z zanieczyszczeń, czasem są istotami z innych planet, ale zawsze są duże i groźne. To, co jednak jest najważniejsze, to to, że właśnie spotkanie jednego z takich potworów i Saitamy doprowadziło do tego, że powołano do życia Stowarzyszenie Bohaterów. Z kolei Stowarzyszenie Bohaterów po jakimś czasie wprowadziło rangi oparte na sile i popularności bohaterów; a także podział Tajemniczych Bytów ze względu na to, jakich zniszczeń mogą one dokonać.

Najsłabszy poziom to Wilk (pojawienie się bytu, który może stanowić zagrożenie i do którego wysyła się co najwyżej trzech bohaterów klasy C albo jednego bohatera klasy B). Potem mamy: Tygrysa (zagrożenie dla dużej liczby ludzi, do którego wysyła się pięciu bohaterów klasy B albo jednego bohatera klasy A), Demona (zagrożenie dla całego miasta lub jego infrastruktury, do którego to zagrożenia wysyła się dziesięciu bohaterów klasy A lub jednego bohatera klasy S), Smoka (zagrożenie dla wielu miast) i Boga (zagrożenie dla przetrwania całej ludzkości).

Ta klasyfikacja jest najpierw tłumaczona przez Ganosa Saitamie, a potem wykorzystywana w praktyce nie tylko w dialogach, kiedy to Stowarzyszenie informuje swoich członków o nadchodzących zagrożeniach; ale też poprzez tabliczki informacyjne pod każdym pojawiającym się po raz pierwszy potworem. Teraz zresztą w mangowej adaptacji webcomiku trwa Saga Stowarzyszenia Potworów, więc mamy okazję widzieć potwory, których poziom nie spada poniżej Demona. Co więcej – istnieje spore prawdopodobieństwo, że Pogromca Bohaterów, Garou, stanie się wkrótce potworem. Istnieje też teoria, że sam Saitama już dawno nie jest człowiekiem.

Miejsce czwarte: Superbohaterskie reality show (Tiger and Bunny)
Wielu twórców próbowało podejść do superbohaterów jak do celebrytów. Według mnie najlepiej przedstawiono ten pomysł w anime Tiger and Bunny, które poznałam dzięki Vampircii. Tam nie tylko walki superbohaterów ze złoczyńcami są relacjonowane na żywo przez telewizję i robi się z nich jeden wielki spektakl; ale też sami superbohaterowie mają sponsorów i nieraz ich zbroje zawierają lokowania produktów. Ba – mamy nawet przerywnik w postaci jednej z superbohaterek reklamującej nam pepsi!

Naturalnie nasi superbohaterowie muszą się starać, aby podobać się gawiedzi i aby nie wypaść z gry. Nasz bohater, którego supermoc ma limit czasowy, zostaje zmuszony przez nowego sponsora do współpracy z arogantem o podobnej mocy, co on. Tak oto nasze nowe superbohaterskie duo – Tiger i Bunny – zostaje uformowane. Na początku panowie się nie dogadują, z czasem jednak – jak można się spodziewać – przekonują się do siebie i stają się prawdziwymi towarzyszami broni.

Jednak skoro w tym uniwersum tak ważna jest spektakularność superbohaterów i ich wizerunek, poruszane są kwestie tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami; tego, jak pewne rzeczy są przedstawiane; oraz tego, jak społeczeństwo postrzega pewne supermoce. Na przykład po jakimś czasie dowiadujemy się, że idol Tigera z czasów dzieciństwa był zupełnie inny w gronie rodziny. Z kolei jeden z superbohaterów, z którymi Tiger i Bunny współpracują, jest zmiennokształtnym – obiektywnie rzecz biorąc ma bardzo przydatną supermoc, jednak nie za bardzo nadaje się ona do pokazania w telewizji podczas monumentalnych potyczek. Do tego mało kto wie o tym, że Tiger ma córkę; nawet niektórzy superbohaterowie dowiadują się o tym bardzo późno. Poza tym w tym świecie jest jeszcze problem uprzedzeń względem osób z mocami, a w związku z tym są też terroryści, którzy zrodzili się z tych uprzedzeń.

Szkoda tylko, że w Tiger and Bunny nie ma kogoś w stylu Pogromcy Bohaterów Garou czy Zabójcy Bohaterów Staina – kogoś, kto atakowałby bohaterów ponieważ uważa, że robią to, co robią, dla sławy i pieniędzy. Prawda, mamy Lunatica, który uważa, że współcześni bohaterowie są za delikatni dla przestępców… no ale umówmy się – to bardziej Punisher, niż Stain. A szkoda, bo jednak One Punch Man i My Hero Academia zrobili to lepiej.

A skoro już przy tym jesteśmy…

Miejsce trzecie: System edukacyjny superbohaterów (My Hero Academia)
Już wcześniej Sky High próbowało coś zdziałać z konceptem szkoły dla superbohaterów. Zdaję sobie sprawę, że na pewno jest gdzieś na rynku kilka komiksów o podobnej tematyce. Jednakże jak dotąd najlepiej rozwinięty motyw edukacji przyszłych pokoleń superherosów widziałam właśnie w My Hero Academia.

Pamiętajmy, że świat, w którym żyje Izuku Midoriya, w przeważającej ilości składa się z osobników z „quirkami", czyli supermocami. Przez lata użytek quirków został uregulowany prawnie i stworzono oddzielny zawód bohatera, aby przeciwstawić się napływowi złoczyńców z supermocami. Z czasem zaczęto też szkolić młodzież, która chciałaby zostać bohaterami, do tego, aby należycie wykonywała swoje zadania. Stworzono cały system edukacyjny – od liceum po staże – mający na celu wykształcenie takiego superbohatera.

Izuku chce się dostać do Yuuei – najlepszej szkoły kształcącej bohaterów. Pierwszy egzamin na Yuuei jest dość interesujący. Wiecie dlaczego? Bo polega na tym, że w sztucznym mieście kandydaci muszą pokonywać mechaniczne pająki i zebrać jak najwięcej punktów… ale rzecz w tym, że jest jeszcze dodatkowa, ukryta punktacja – punkty ratownicze, nagradzające chęć kandydatów do pomocy innym. I w taki sposób Izuku (między innymi) dostaje się do upragnionej szkoły.

Od teraz nasz protagonista i jego koledzy z klasy uczą się rozwijać swoje quirki, zdają kolejne egzaminy, uczestniczą w szkolnych wydarzeniach, takich jak festiwal sportowy czy zielona szkoła… ale też biorą udział w stażach pod różnymi superbohaterami, zdobywają prowizoryczne licencje na działalność bohaterską i trenują różne sytuacje, skupiając się, na przykład, na katastrofach naturalnych. Konkurują również z innymi szkołami, a wychowawca klasy Izuku, Aizawa, potrafi być straszną piłą.

Izuku i reszta mają też pecha, bo co rusz Yuuei atakuje nowopowstała Liga Złoczyńców, a sami uczniowie stają się obiektem ataków różnych mrocznych indywiduów. To z kolei sprawia, że grono pedagogiczne Yuuei musi wynajdywać coraz to nowe środki bezpieczeństwa, aby chronić swoich uczniów.

Poza tym system edukacyjny w My Hero Academia nie jest idealny i są historie o tym jak ludzie się na nim zawiedli. Wspomniany wyżej Stain dorobił się swoich skrajnych poglądów, widząc jak zachowują się niektórzy bohaterowie; a Gentle Criminal chciał zostać bohaterem, ale miał pecha. No i powiedzmy sobie szczerze – zawsze znajdą się ludzie, którzy po prostu nie będą lubić bohaterów za to, że są tak obrzydliwie praworządni.

Miejsce drugie: Narodowy Dzień Żałoby (uniwersum DC)
O tym dowiedziałam się z recenzji The Blackest Night Linkary… i jak dotąd nie znalazłam o tym informacji nigdzie poza tym eventowym komiksem.

Otóż dzień, w którym Superman zginął w potyczce z Doomsdayem, został ogłoszony Narodowym Dniem Żałoby (National Day of Mourning). Później, kiedy Superman powstał z martwych, święto zyskało nowe znaczenie – stało się dniem, w którym ludzie upamiętniają superbohaterów, którzy polegli w obronie ludzkości. Noszą nawet specjalne jasnozielone wstążki i przychodzą na groby owych superbohaterów. Linkara zwraca uwagę na to, że jest to ciekawy element budowania świata przedstawionego, w którym superbohaterowie istnieli od lat czterdziestych.

Sam w sobie Narodowy Dzień Żałoby jest poniekąd wzruszający. Co prawda, superbohaterowie mają tendencję do powracania w ten czy inny sposób do życia, jednakże pamiętajmy, że niektóre z tych śmierci zwykle muszą czekać na jakiś reboot serii, aby zostać odwrócone. Poza tym dość często postaci padają jak muchy podczas jakiegoś wielkiego eventu jak Civil War albo Kryzys na Nieskończonych Ziemiach; i że zwykle nie czeka ich spokojna śmierć, tylko śmierć w boju (a trzeba tu jeszcze nadmienić, że w kontekście The Blackest Night ta scena ludzi czczących pamięć poległych superbohaterów nabiera smutnego posmaku…) Można więc potraktować Narodowy Dzień Żałoby jako coś na miarę Dnia Weterana poświęconego superbohaterom.

Miejsce pierwsze: Dwudziesta Ósma Poprawka (Kleszcz z 2016)
Pod koniec drugiego odcinka Kleszcza z 2016, policja zastaje Artura otoczonego ciałami członków Gangu Piramidy. Księgowy w przerażeniu zaczyna krzyczeć: „Dwudziesta Ósma Poprawka! Prawo Murphy’ego! Powołuję się na Dwudziestą Ósmą Poprawkę!”, na co jeden z policjantów klnie pod nosem i mówi przez radio: „Hej, odbiór! Mamy tu… mamy tu superbohatera.”

Po czym w następnym odcinku dowiadujemy się, że niejaki Cat-Man Dude został aresztowany w sprawie serii ataków i w trakcie zatrzymania został zdemaskowany, a jego tajna tożsamość wyjawiona. Nazwisko Mudsa „Murpha” Murphy’ego (bo tak się zwał Cat-Man Dude w cywilu) zostało rozpowszechnione przez media, to z kolei poskutkowało tym, że ludzie Terrora włamali się w nocy do domu Murphy’ego i zabili jego rodzinę. Właśnie dlatego ustanowiona została Dwudziesta Ósma Poprawka (zwana również Prawem Murphy’ego… tija…), według której organy prawne nie mogą wyjawić tajnej tożsamości superbohatera zarejestrowanego w AEGIS.

Uwielbiam pomysł Dwudziestej Ósmej Poprawki. Widzicie, koncept rejestracji i prawa regulującego superbohaterów jest prawie tak stary jak X-Meni (a ostatnio nawet mogliśmy podziwiać go w Kapitanie Ameryce: Wojnie Bohaterów), ale zwykle były to prawa, które miały w jakiś sposób kontrolować superbohaterów i karać ich za działanie samodzielne. Tutaj zaś mamy sytuację, w której owe regulacje mają za zadanie chronić superbohaterów – ich prawo do prywatności, ich rodziny i ich własne życia.

Co więcej – jest to prawo, które trafiło do konstytucji Stanów Zjednoczonych! Mogę sobie wyobrazić, że historia Cat-Man Dude’a wstrząsnęła opinią publiczną; że ludzie wychodzili na ulice protestować i maszerowali do Waszyngtonu z transparentami; że w kongresie i w prasie zaczęto debatować o prawach superbohaterów do tajnych tożsamości i jak można by je chronić.

I tak, wiem, że superbohaterowie muszą być zarejestrowani; i że brak Artura w rejestrze nie został wykryty tylko dlatego, że policjanci nie chcieli nawału papierkowej roboty, ale mimo wszystko mamy tu sytuację, w której prawo jest, że tak powiem, „superhero friendly” i to jest coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.

I właśnie specjalnie zaczęłam tę listę od procesu Punishera i skończyłam na Dwudziestej Ósmej Poprawce. A to dlatego, że chciałam Wam pokazać jak różnie prawo może się odnosić do superbohaterów w uniwersach, gdzie są oni częścią świata przedstawionego. A poza prawem dotknęliśmy również kwestii służby zdrowia, edukacji, przeciwdziałania katastrofom, rozrywki, a nawet świąt narodowych. Ludzie wymyślili to wszystko zastanawiając się nad tym, jak te sfery naszego życia odnosiłyby się do świata, w którym superbohaterowie to chleb powszedni.

I wiem, że nie wszyscy moi czytelnicy lubią superbohaterów, ale sami przyznajcie – to się dopiero nazywa budowanie świata przedstawionego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz