sobota, 3 lutego 2018

Artykuł: O lęku i fanatyzmie, czyli American Horror Story: Kult

Uwaga! Poniższy artykuł zawiera spoilery do siódmego sezonu American Horror Story.

Sezon szósty American Horror Story nie wyszedł zbyt dobrze. Dość powiedzieć, że Roanoke było jednym wielkim rozczarowaniem i bezsprzecznie oboje z Oscarem uważamy go za najgorszą odsłonę serii do tej pory. Toteż pozostało nam wierzyć, że Ryan Murphy wróci do formy w następnym sezonie. I też wkrótce dowiedzieliśmy się, że siódmy sezon będzie nawiązywał do wyborów prezydenckich w USA… i że Murphy postara się z jednej strony pokazać lęk, który wywołało w niektórych grupach zwycięstwo Donalda Trumpa; a z drugiej strony wykazać, że obie strony sceny politycznej mają swoje racje i swoje wady. Następnie pojawiła się informacja, że w siódmym sezonie będzie nawiązanie do Twisty’ego; że sezon będzie miał podtytuł Kult i że będzie eksplorował temat tajnych stowarzyszeń.

Wszystkie te aspekty sprawiły, że byłam nieco sceptyczna wobec sezonu siódmego. Twisty wydawał mi się wzięty znikąd, a tajemniczy kult pasował mi bardziej do czegoś w stylu Lovecrafta, niż do wyborów (dawno doszłam do wniosku, że AHS powinno zrobić jeden sezon nawiązujący do mitologii Cthulhu i do prozy Lovecrafta w ogóle; i że motywem przewodnim tego sezonu powinna być religia). Zwłaszcza, że jeśli chodzi o motyw sekty w amerykańskich horrorach, jest co wybierać: Dzieci kukurydzy, The Wicker Man, czy mitologia Cthulhu właśnie. Nie mówiąc już o tym, że religia protestancka, ze wszystkimi jej odłamami, ma w amerykańskim społeczeństwie spore znaczenie. Oczywiście, można było dorzucić motyw polityki, aby powiedzieć coś o kulcie jednostki, jednakże nic poza tym. Nie ukrywam też, że trochę tego mojego sceptycyzmu brało się z sezonu szóstego, którego jednym z gorszych elementów był właśnie motyw sekty osadników z Roanoke.

W końcu jednak nadeszła premiera American Horror Story: Kult, i choć na początku trudno mi się było do pewnych rzeczy przekonać, z czasem doszłam do wniosku, że Ryan Murphy powrócił do dawnej formy. Tak więc trzy miesiące po zakończeniu sezonu wreszcie biorę się za analizowanie AHS: Kult.


Noc wyborów prezydenckich 2016. Właśnie została ogłoszona wygrana Donalda Trumpa. Ally Mayfair-Richards, jej żona Ivy i przyjaciele są zdruzgotani, tak samo jak Winter Anderson. Jednakże starszy brat Winter, Kai, jest podekscytowany całą sytuacją. Wkrótce zaczynają dziać się dziwne rzeczy: Ally (która cierpi na coulrofobię) widzi w supermarkecie upiornych klaunów; sąsiedzi pań Mayfair-Richards zostają zamordowani w makabryczny sposób i wkrótce do ich domu wprowadza się niepokojąca para, Harrison i Meadow Wiltonowie; a sama Ally staje się obiektem prześladowań tajnego stowarzyszenia, którego założycielem jest Kai.

Jak dotąd najbardziej demoniczna rola Evana Petersa.
Pierwszym motywem przewodnim AHS: Kult jest strach i to jak ten strach potrafi oddziaływać na społeczeństwo. Jest taki termin w języku angielskim – fear mongering – który tłumaczy się zwykle na sianie paniki, jednak dosłownie znaczy handlowanie strachem. Chodzi o retorykę, która ma na celu wzbudzić w społeczeństwie lęk przed kimś lub przed czymś. Używanie lęków i obaw w celu przejęcia kontroli, to jedna z najbardziej powszechnych i skutecznych form manipulacji, używana nieraz w polityce z mniejszym lub większym skutkiem.

I też Kai używa strachu, aby przejąć kontrolę nad miasteczkiem. Już w pierwszym odcinku wygłasza stwierdzenie, że świat powinien zostać opanowany przez strach i spalony, aby rozpoczęła się rewulucja. Najpierw próbuje przekonać samorządowców do tego, że czasy są niebezpieczne, dlatego trzeba powołać milicję obywatelską; a kiedy jego wniosek zostaje odrzucony, bierze się za budowanie swojego tajnego stowarzyszenia, którego członkowie przebierają się za klaunów i dokonują makabrycznych zbrodni.

Zresztą Winter podąża za bratem w dużej mierze również dlatego, że się go boi. Właściwie to odnosi się wrażenie, że ma on nad nią pewnego rodzaju władzę, zwłaszcza, kiedy siedzą razem przy stole, połączeni małymi palcami i Kai pyta siostry, czego się boi (sztuczkę z palcem będzie zresztą stosować również na innych członkach swojej sekty). Winter podąża za Kaiem wbrew swoim feministycznym poglądom. W pewnym momencie nawet (kiedy Kai chce, aby jego siostra stała się matką „zbawiciela”) dziewczyna stwierdza z irytacją, że jeszcze niedawno brała udział w Marszu Kobiet.

Kai ma też w zanadrzu pomoc w postaci reporterki Beverly Hope, która sieje panikę, mówiąc że przestępczość jest coraz wyższa, chociaż wedle statystyk w miasteczku spadła.

Ally, na której skupia się przez jakiś czas sekta Kaia, wkrótce popada w paranoję: instaluje dodatkowe zabezpieczenia w swoim domu i w ogóle zaczyna coraz rzadziej wychodzić na zewnątrz. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że zarówno jej coulrofobia jak i tryfobia (lęk przed dziurami) nasiliły się po wygranej Trumpa. Sama Ally wspomina terapeucie o tym, że było tak również po ataku na World Trade Center, i że wtedy podniosła się na nogi dzięki wsparciu Ivy i wieściach o wygranej Barracka Obamy. Tak więc jej paranoja ma podłoże w tym, że wydarzenia ze świata sprawiają, że nie czuje się ona bezpieczna. I tajne stowarzyszenie Kaia używa jej lęków i fobii, aby zrobić z niej wariatkę, a nawet doprowadzić do tego, że zabije niewinnego człowieka (kucharza z knajpy prowadzonej przez Ivy), myśląc, że to czyhający na nią morderczy klaun. Ally nie tylko widzi klaunów, nie tylko widzi dziwną ciężarówkę z lodami, która w nocy rozsiewa truciznę, zabijającą ptaki; ale też jest świadkiem tego jak zwierzątko jej synka zostaje zabite w mikrofalówce.

Ally uważa, że kampania do samorządu  Kaia opiera się na sianiu paniki i nieufności wobec imigrantów. W pewnym momencie Kai składa kobiecie wizytę (w ramach kampanii właśnie). Ally stwierdza, że go nie poprze, bo wierzy w otwartość, Kai jednak wykazuje, że sam fakt zamykania się przed nim świadczy o tym, że w chwili, kiedy człowiek czuje się zagrożony, zapomina o otwartości wobec innych.

Tak czy inaczej w przeciągu kilku następnych odcinków obserwujemy jak Ally zaczyna być postrzegana jako ktoś, kto ma zwidy, wzywa policję bez powodu i mówi o tajemniczych „nich”. Patrząc z zewnątrz, można odnieść wrażenie, że ma manię prześladowczą i boi się czegoś, czego tak naprawdę nie ma. W rezultacie zagrożone jest nie tylko jej psychiczne i fizyczne bezpieczeństwo, ale też małżeństwo i relacje z synkiem, Ozem.

Nie bez znaczenia jest też to, że poplecznicy Kaia występują w takich strojach a nie innych – nie tylko dlatego, że Ally cierpi na coulrofobię, ale też dlatego, że w 2016 pojawiały się raporty o kręcących się w okolicy lasów i szkół upiornie wyglądających klaunach. Nawet jeśli nie atakowały nikogo, wzbudzały zrozumiały lęk. Jednocześnie były tak surrealistyczne, że traktowane były trochę jako żart. Twisty, który pojawia się głównie jako postać z komiksu, czytanego przez Oza, ma uświadomić nam, że Ally boi się klaunów (przy czym jego historia w komiksach przedstawia go głównie jako seryjnego mordercę; kto widział sezon czwarty, wie, że Twisty był bardziej tragiczną postacią).

Przyjrzyjmy się jeszcze raz kultowi Kaia. Właściwą sektą staje się ono dopiero w kilku ostatnich odcinkach, a wcześniej funkcjonuje właśnie jako quasi-polityczne tajne stowarzyszenie. Dodajmy też do tego fakt, że Kai jest rasistowski, homofobiczny i seksistowski; i że wielokrotnie przejawia poglądy białego narodowca (i nawet po pewnym czasie dołączają do niego neonaziści). Mamy więc tajne stowarzyszenie ekstremistów, przebierające się i dokonujące aktów przemocy, aby wzbudzać strach wśród pewnych grup ludzi. Historii USA nie są obce takie przypadki. Wystarczy choćby wspomnieć Ku-Klux-Klan, którego białe stroje miały przypominać duchy i wzbudzać strach w co bardziej przesądnych Afroamerykanach. Co więcej – siódmy sezon AHS sugeruje, że morderstwa Zodiaka były dokonywane przez organizację SCUM, która chciała wzbudzić strach w mężczyznach i kobietach, które były z nimi w związkach (choć są też przesłanki za tym, że cała historia została wymyślona).

Im dłużej jednak Kai ma władzę, tym bardziej sam popada w paranoję. Spodziewa się, że gdzieś w jego organizacji jest kret, ale podejrzewa głównie kobiety, ponieważ ostatnio zaczął je gorzej traktować (co było poniekąd częścią większego planu… ale o tym potem). W końcu zabija Winter, zakładając, że to ona właśnie go zdradziła.

Kolejnym, większym motywem przewodnim tego sezonu jest fanatyzm w różnych jego odsłonach. I znów – jest to przede wszystkim fanatyzm polityczny. Prawie nie uświadczymy tutaj fanatyzmu religijnego. Właściwie jedynym religijnym fanatykiem, jakiego mamy okazję widzieć, jest pastor Charles, który zaprosił Kaia i Winter na swoją farmę, gdzie torturował „grzeszników”. A i tak się okazało, że owi „grzesznicy” nie zrobili tego, o co pastor ich oskarża.

Jeśli chodzi o polityczny fanatyzm, to mamy dwa główne obozy, niejako pokazujące, że ekstremizm może zajść i po lewicy, i po prawicy. Pierwszym z nich są, oczywiście, biali nacjonaliści (nazywani obecnie w Ameryce „Alt-Right”) reprezentowani przez Kaia, detektywa Samuelsa (który ma w domu pamiątki po nazistach) i sklepikarza Gary’ego Langstreeta; a drugim – skrajne feministki, reprezentowane przez Ivy, Winter, Bebe Babbitt i Valerie Solanas. I obie strony są przedstawione jako nie mające racji. Widać to zwłaszcza na przykładzie Gary’ego Langstreeta. który jest zwolennikiem Trumpa i który uszczypnął Ivy w tyłek, kiedy ta się z nim kłóciła; ale stracił rękę ponieważ Ivy i Winter przykuły go do kaloryfera, aby nie mógł zagłosować, i jedynym sposobem, aby się uwolnić, było samookaleczenie.

To, że właśnie feminizm jest tutaj przeciwstawiony fanatyzmowi narodowców ma sens, jeśli weźmiemy pod uwagę to, kto stawał przeciwko Trumpowi. W noc wyborów Winter i jej koleżanki są przekonane o tym, że wygra Clinton i wygłaszają nawet stwierdzenie, że to bardziej historyczna chwila niż wygrana Obamy, bo kobiety są bardziej uciskane od czarnych. Ally i Ivy są również feministkami i zatrudniają Winter jako opiekunkę Oza tylko dlatego, że jest zwolenniczką Clinton (ta decyzja będzie brzemienna w skutkach – nie tylko dlatego, że Winter jest szpiegiem Kaia i spiskuje wraz z Ivy przeciwko Ally, ale też dlatego, że pokazuje Ozowi snuff filmy, straszy go i miesza mu w głowie). To, że Ally głosowała na Jill Stein, zamiast na Clinton (przy tym potencjalnie doprowadzając do wygranej Trumpa), jest miarką, która przelała czarę goryczy Ivy i ostatecznie zwróciła ją przeciwko żonie.

Ale Clinton nie była dość agresywna ze swoim feminizmem. Co innego Valerie Solanas.

Lena Dunham jako Valerie Solanas
Jeden odcinek tego sezonu (SCUM: Valerie Solanas Died For Your Sins) poświęcony jest stowarzyszeniu SCUM, powołanego przez Valerie Solanas, która była jedną z przedstawicielek Drugiej Fali Feminizmu i zasłynęła m. in. z tego, że postrzeliła Andy Warhola, kiedy ten nie oddał manuskryptu jej sztuki. Owe SCUM to skrót od Society for Cutting Up Men. Solanas wydała tzw. Manifest SCUM, w którym postulowała stworzenie społeczeństwa bez mężczyzn i obalenie patriarchatu; i który pełen jest skrajnych stwierdzeń na temat mężczyzn (jak na porzykład, że niezdolni są oni do współczucia i są „chodzącymi aborcjami”). Prawdziwa Solanas twierdziła, że spotykające się w Hotelu Chelsea towarzystwo było tylko „narzędziem literackim” i nigdy nie istniało, jednak w AHS nie tylko spotkania miały miejsce, ale też były miejscem, gdzie SCUM planował morderstwa, które miały przybliżyć społeczeństwo do tego pozbawionego mężczyzn ideału. Wszystko jednak się posypało, kiedy jeden z dwóch jedynych męskich członków SCUMu wysłał do prasy list przypisujący owe morderstwa Zodiakowi.

Sama Valerie Solanas została przedstawiona jako agresywna, stereotypowa feministka z problemami psychicznymi. I myślę, że to iż jest grana przez Lenę Dunham nie jest przypadkowe. Nie dość, że Dunham jest obecnie również ikoną feminizmu, to jeszcze wzbudza silne emocje ze względu na to, co napisała w swojej autobiografii. Mamy więc postać kontrowersyjnej feministki graną przez kontrowersyjną feministkę.
Jak zawsze niesamowita Frances Conroy jako Bebe Babbitt

Tak czy inaczej, w serialu Solanas popadła w obłęd i umarła samotnie. Jednak jej kochanka, Bebe Babbitt, wzięła sobie do serca założenia SCUM i spokojnie czekała na to, aby wprowadzić je znów w życie. W między czasie zostaje psychologiem i pewnego dnia do jej gabinetu trafia młody człowiek – Kai Anderson – który niedawno uderzył kobietę i został wysłany na zajęcia z kontroli gniewu. Słysząc od niego, że „kobiety chcą równości, więc powinny się liczyć z tym, że zostaną uderzone tak jak mężczyźni”, Bebe uśmiecha się i mówi, że cieszy się, że Trump wygra. Bebe liczy na to, że niekryjący się ze swoim seksizmem Trump sprawi, że kobiety będą już miały dość i obalą patriarchat. Co więcej – psycholog zachęca Kaia, aby on również był seksistowski, aby zmusić sfrustrowane kobiety w jego otoczeniu do działania.

Frustracja jest zresztą tym, co sprawia, że wielu głównych członków stowarzyszenia Kaia do niego przystaje. Beverly Hope jest sfrustrowana tym jak jest traktowana w pracy. Harrison Wilton jest sfrustrowany tym, że homofobiczny szef każe mu czyścić prysznice, pod którymi klienci się masturbują. Meadow Wilton jest sfrustrowana tym, że mąż jej nie kocha i że czuje się bezwartościowa. Detektyw Samuels jest sfrustrowany swoją impotencją. Gary jest sfrustrowany liberałami. W końcu Ivy jest sfrustrowana małżeństwem z Ally, tym, że Ally może mieć dzieci, a ona nie, i tym, że wygrał Trump. To właśnie Ivy stwierdza jakiś czas po wstąpieniu do stowarzyszenia Kaia, że tylko fanatycy mogą coś zmienić w Ameryce. I tutaj Murphy stwierdza oczywisty fakt, że frustracja spowodowana sytuacją życiową, społeczną i polityczną popycha ludzi ku ekstremizmowi.

Kai wydaje się być silnym liderem i wie, co zrobić, aby przekonać do siebie każdego członka grupy – wykorzystuje ich lęki, obawy, pragnienia, a nawet poglądy polityczne, aby dla niego pracowali, a nawet za niego umierali. Przy czym kieruje nim chęć zbudowania czegoś wielkiego i zostania kimś wielkim. Studiował religioznawstwo więc ma pojęcie o tym, jak przekonać do siebie wyznawców, ale przez większość swego życia siedzi głównie w domu i przegląda darknet. To wszystko zmieniają trzy wydarzenia.

Po pierwsze – jego matka zabija męża, a potem sama odbiera sobie życie, starszy brat zaś ukrywa śmierć rodziców, aby chronić swoją praktykę psychiatryczną i zachować przyznawaną ojcu inwalidzie rentę. Wtedy właśnie Kai postanawia, że zostanie kimś. Po drugie – Kai i Winter odwiedzają pastora Charlesa i to traumatyczne wydarzenie odciska piętno na psychice Kaia. Po trzecie wreszcie – Kai spotyka Bebe Babbitt, która udziela mu wsparcia w tworzeniu jego tajnego stowarzyszenia. I tak oto powstał przyszły przywódca kultu, który w dzień stara się o fotel w wyborach do samorządu i zamierza zostać senatorem; a w nocy sieje terror i likwiduje każdego, kto stoi mu na drodze.

Przez dłuższy czas panie w stowarzyszeniu są tak samo wierne Kaiowi jak panowie. Więcej – osoba, która nawołuje do zabicie najsłabszego ogniwa (kamerzysty, który wstąpił do organizacji wraz z Beverly, ale okazał miękkie serce podczas kilku akcji) jest Ivy. Jednak z chwilą, kiedy Kai wprowadza do stowarzyszenia białych nacjonalistów, dynamika się zmienia. Kobiety zostają odstawione na dalszy plan (i wtedy też przychodzi do nich Bebe) i daje o sobie znać seksizm Kaia. Wtedy też coraz częściej Kai zaczyna opowiadać swoim nacjonalistycznym zwolennikom różne opowieści i jego stowarzyszenie powoli, powoli zamienia się w sektę. Kai zresztą opiera się na kilku znanych z historii sekt amerykańskich: Bramach Niebios, Gałęzi Dawidowej i Jonestown – wszystkie trzy sekty zaś wymagały od swoich członków gotowości do samobójstwa na polecenie przywódcy (w pewnym momencie Kai każe nawet swoim ludziom wypić Kool Aid z trucizną… po czym okazuje się, że był to tylko test na lojalność). Najbardziej jednak wydaje się fascynować chłopaka Charles Manson, który dokonał morderstwa na Sharon Tate.

Kai jest również bardzo narcystyczny. Kiedy opowiada o Mansonie albo którejś z wyżej wymienionych sekt, wyobraża sobie siebie jako każdego z ich przywódców, a nawet samego Chrystusa, który przybywa wskrzesić ludzi z Jonestown. Jednocześnie chłopak nie lubi, kiedy mówi mu się, że jest w błędzie albo mu się przeciwstawia (republikanka Sally Keffler, która przemówiła przeciwko Kaiowi podczas wyborów do samorządu, została potem zabita, a jej śmierć upozorowana na samobójstwo). Z chwilą, gdy stowarzyszenie zmienia się w kult, Kai jest nazywany Boskim Przywódcą.

Właśnie kiedy ów narcyzm zaczyna brać nad Kaiem górę, wkracza Ally.

Ally przez cały sezon przechodzi przemianę z ogarniętej nerwicami i paranoją kobiety w kogoś, kto gotów jest walczyć o swoje. Po tym jak Meadow potwierdza jej przypuszczenia na temat kultu, którym przewodzi Kai; i po tym jak Meadow dokonuje masakry podczas wiecu Kaia, strzelając do tłumu, raniąc Andersona i popełniając samobójstwo, Ally trafia do zakładu psychiatrycznego. Tam oswaja się ze swoimi lękami i skupia się na zemście na Ivy i odzyskaniu syna. Po powrocie na łono społeczeństwa, kobieta przystaje do stowarzyszenia – oficjalnie, aby spotkać się z synkiem, ale tak naprawdę, aby zdobyć zaufanie Kaia, zabić żonę i zniszczyć sektę od środka. Udaje jej się zmanipulować Kaia w taki sposób, że podejrzewa on o zdradę każdego… tylko nie ją. W końcu to matka jego syna (co się okazało nieprawdą), kobieta, która zabiła szpiega z FBI i uratowała Kaiowi życie, kiedy Bebe chciała go zastrzelić. Dochodzi do sytuacji, że Kai jest całkowicie przekonany, że to jego rodzona siostra go zdradziła, i karze ją za to śmiercią.

Szykując się jednak do „Nocy Tysiąca Tate” (akcji, w której Kai zamierzał zabić mnóstwo kobiet w ciąży), kult zostaje otoczony przez SWAT i wkrótce Kai, wraz z większością swoi popleczników, zostaje aresztowany. Jednak nawet w więzieniu jest on w stanie utrzymać swoje wpływy i wkrótce ucieka, aby się zemścić na zdrajczyni. Sezon kończy się tym, że Ally zdobywa miejsce w senacie, konfrontuje Kaia po raz ostatni, upokarzając go na żywo w telewizji i szykuje się na „spotkanie z bardzo ważnymi kobietami”. W ostatniej scenie zostaje zasugerowane, że kieruje własnym kultem.

Ósmy sezon American Horror Story ma być podobno osadzony w przyszłości… ale nie w kosmosie (co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że jeśli horrorowa, nie-kosmiczna franczyza osadza jeden z sequeli w kosmosie, jest to uważane za objaw braku pomysłów). Za to w dziewiątym sezonie czeka nas crossover między Murder House i Sabatem. (A AHS: Las nadal nie widać…)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz