czwartek, 18 stycznia 2018

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things - Rozdział 7: Zaginiona siostra

Witajcie!

W tym odcinku poznajemy bliżej rabusiów, od sceny z którymi otwarty został drugi sezon. Tak się bowiem składa, że kiedy Jedenastka uzyskała wgląd we wspomnienia matki, dowiedziała się, że w laboratorium była jeszcze jedna dziewczynka, Hinduska, a co za tym idzie – technicznie rzecz biorąc Nastka ma siostrę. Ciotka naszej bohaterki znajduje w aktach Terry Ives artykuł o zniknięciu hinduskiej dziewczynki. Nastka używa swoich mocy, aby ją znaleźć i wkrótce wyrusza w podróż do Pittsburgha. Okazuje się, że jej „siostra” nazywa siebie Kali, jest przywódczynią gangu wyrzutków i przyświeca jej chęć odwetu na ludziach, którzy skrzywdzili ją i jej przyjaciół. Aha, i ma moc tworzenia iluzji. Kali przyjmuje Jedenastkę do swojej grupy, pomaga jej doskonalić jej dar, a nawet bierze ją nawet na akcję do jednego z pracowników laboratorium.

Tak jak w poprzednim odcinku Jedenastki nie było w ogóle, tak tutaj mamy odcinek skoncentrowany na Jedenastce. Tylko w dwóch scenach dowiadujemy się, że Nastka przeżywa to wszystko, podczas wydarzeń ze Szpiega. Co więcej – wiele osób uważa Zaginioną siostrę za słaby epizod.

A ty jak sądzisz, Miryoku?

Niestety się zgadzam z tymi osobami. Gdyby ktoś mi o nim opowiedział, pomyślałabym “to musi być świetny odcinek”, ale jak się ogląda… nie wiem, nie ma tego klimatu. Niektóre momenty dają radę (O Boże, nowa stylówa Nastki to jest po prostu cudo!), ale to całe poszukiwanie “złych gości” jakoś mi nie pasuje do tego serialu. I tak odcinek, który miał budzić wiele emocji, dla mnie był po prostu nudny, a miejscami irytujący.

Mnie nowy styl Nastki nie porwał. Mimo wszystko wolę ją z loczkami i we flanelach XD.

Kali, jako taka, zaintrygowała mnie w wielu miejscach. Przede wszystkim raz wydaje się naprawdę troszczyć o odnalezioną po latach „siostrę”, kiedy indziej chce ją wykorzystać w swojej zemście przeciwko naukowcom. Właściwie wszystkie jej sceny z Nastką wypadają na tyle szczerze, że ja jestem w stanie uwierzyć, że jej troska jest prawdziwa.

Ja do tej pory nie jestem w stanie tego ocenić. To jest chyba mój problem z tą postacią, że zupełnie nie wiem, jak ją odbierać. Raz wydaje mi się miła i całkiem fajna, a jej moc uważam za świetną, zwłaszcza że te iluzje działają na zasadzie manipulacji umysłem ofiary, a nie tworzenia obrazków w powietrzu. Innym razem odpycha mnie to jej manipulowanie i chęć, by wszyscy się do niej dostosowywali. Przez to wszystko nie polubiłam jej, co nie znaczy, że uważam ją za złą postać. Może po prostu jej wątek został niedobrze poprowadzony, za dużo twórcy chcieli upchnąć w jednym odcinku. Gdybyśmy tę postać poznawali stopniowo w kolejnych odcinkach, lepiej rozumiejąc jej motywy, być może moje odczucia byłyby inne. Zresztą tych przydupasów też ma mało ciekawych.

No właśnie, jej moce niosą za sobą pewne niebezpieczeństwo. Skoro Kali potrafi sprawiać, że człowiek widzi albo nie widzi różnych rzeczy, to znaczy, że przy zapoznaniu się z pewnymi faktami (jak leki czy tragiczna przeszłość) może w kreatywny sposób znęcać się nad ludźmi. Zresztą w przeciągu tego odcinka używa ich do manipulacji kilka razy, i to nie na ludziach, których chce ukarać, ale na członku swojej “ekipy” i na Nastce.

To prawda. W ogóle jest strasznie bezwzględna. Nie liczy się z innymi, jest na tyle przekonana o swojej racji, że jest gotowa na wszystko, by osiągnąć cel.

Jednocześnie trudno mi ją określić jako jednoznacznie złą. Zwłaszcza, że pod koniec odcinka wygląda jakby przeżywała iluminację - jakby spotkanie z Nastką dało jej nową perspektywę na pewne rzeczy.

W ogóle w pewnym momencie Kali stwierdza, że prawie miała rodzinę, „kogoś takiego jak twój policjant”, ale tego kogoś straciła. I ja się tak zastanawiam, czy to Kali coś zrobiła i przez to jej opiekun się od niej odwrócił, czy może to ludzie z Brennera ją odnaleźli i zabili biedaka. Kali wydaje się być pełna nienawiści i gniewu, i właściwie to one ją napędzają do działania. Widać to również w tym, czego uczy Nastkę.

Nastka zaś na początku idzie za jej przykładem i chłonie wszystko, co Kali do niej mówi, ale kiedy okazuje się, że naukowiec, którego wytropiły, ma dzieci, Jedenastka nie tylko odstępuje od tego, aby go zabić, lecz także nie pozwala tego zrobić Kali. I po tej całej akcji Kali wypowiada zdanie, które zapadło mi najbardziej w pamięć: „Możesz okazywać litość, ale nie odbieraj mi wyboru.” Zwykle, kiedy widzimy konflikt ideologiczny, czy zabijać złych ludzi, czy nie, osoba, która stoi na stanowisku, żeby jednak zabijać, wręcz chce zmusić drugą stronę do tego, aby przyznała jej rację. Tutaj zaś nie – tutaj Kali chce tylko, aby Nastka nie wtrącała się do tego, kiedy ona sama chce wymierzyć karę.

Ta scena ostatecznie zniszczyła mi odcinek. To jest tak ograny motyw, że znudził mnie totalnie, nawet biorąc pod uwagę to, co słusznie zauważyłaś, że jest tu jednak odejście od schematu. 

Przy okazji okazuje się, że Brenner może żyć. Jak myślisz, Mir? Jest na to szansa? W końcu Demagorgon go zabrał do Odwróconego Świata.

Wątpię, żeby żył, jakoś sobie nie wyobrażam, jakby to miało wyglądać. Ale kto wie, kto wie...

Z takich jaśniejszych rzeczy – Jedenastka usłyszała przeprosiny Hoppera! I choć szeryf jest widoczny w przykrych wspomnieniach dziewczyny prawie tak często jak Brenner, kiedy skupia ona w sobie cały swój gniew; to później, kiedy Nastka siedzi sama i zaczyna rozmyślać nad miłymi rzeczami, które ją spotkały, to dwa ostatnie przebłyski z przeszłości dotyczą również Hoppera, który dał jej dom. A jego przeprosiny sprawiły, że jej stosunek do niego się ocieplił.

Też miałam z tego radochę! No i cieszę się, że Nastka wraca do domu. Ciekawa jestem też, czy faktycznie na kanwie tego odcinka powstanie spin-off dotyczący Kali i jej ekipy, jak niektórzy przypuszczają. To nie byłaby głupia rzecz.

W ogóle podobała mi się ta ostatnia scena, kiedy pasażerka pyta Nastkę dokąd jedzie, a ona odpowiada: “Do domu.” No bo wraca do ludzi, których kocha i którzy kochają ją, i wprost nie mogę się doczekać, aż się z nimi spotka.

Ja bym jednak wolała, aby pojawili się jeszcze w trzecim sezonie. Przede wszystkim, jest ta rzecz, o której mówiłaś wcześniej - Kali jednak nie dała się zbyt dobrze poznać, więc podejrzewam, że nie byłoby aż tak dużo osób zainteresowany tym spin-offem.

Choć na pewno historia Kali ma pewien potencjał.

W sumie to dobrze, że mamy różne zdania na temat tego odcinka. Ja uważam, że choć były kliszowe elementy, Zaginiona siostra nie była znowu taka zła.

A tymczasem zostały nam już dwa odcinki do końca. Ciekawe jak przebiegnie spotkanie Jedenastki z jej bliskimi.

3 komentarze:

  1. Tego odcinka mogło nie być wcale - kompletnie nic nie wniósł. Mam wrażenie, że był tylko po to, aby na odczepne wytłumaczyć emocjonującą scenę z początku. Jednak miałem rację, że poza 11 są jeszcze inne dzieci, chociaż liczyłem i nadal liczę, że poświęci się im większą uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak dla mnie wnosi sporo. Choćby przez to, że Nastka ma okazję przemyśleć wiele rzeczy na swój temat. No i scena z naukowcem dowodzi, że mimo że zdarzyło jej się zabijać, w chwili, kiedy ma okazję się zemścić na człowieku, który skrzywdził jej matkę, ostatecznie nie chce tego robić, bo ten ktoś ma dzieci. Może czuć nienawiść do tego konkretnego pracownika Hawkins Labs, ale nie chce pozbawiać dzieci ojca, bo sama przez lata nie miała rodziców (Papa się nie liczy).

      Usuń
  2. Słyszałam teorię, że ten odcinek miał być zajawką do ewentualnego spin-offu.

    OdpowiedzUsuń