sobota, 4 listopada 2017

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things - Rozdział 1: Mad Max

Cześć ludziska! Oto po roku wraca do Was Meg ogląda… Ale tym razem nie ogląda samotnie, gdyż albowiem rok temu rozmawiałam z moją starą przyjaciółką i niezawodną graficzką Miryoku (której dzieło możecie podziwiać powyżej), że gdy wyjdzie drugi sezon Stranger Things, będziemy omawiać odcinki razem. Ponieważ jednak obie mamy mnóstwo roboty, każdy odcinek będziemy omawiać co tydzień.


Teraz może niech Miryoku coś powie o sobie.

Cześć, jestem Miryoku. Lubię słodycze, seriale, rysowanie i Meg.

Nie przedłużając, oto nasze wrażenia z Rozdziału Pierwszego: MadMax.

No cóż nie można powiedzieć, żeby w tym odcinku mało się działo. Najpierw wrzuca się nas w sam środek napadu na bank w Pitsburgu, dokonywanego przez grupę punków… i od razu wprowadzona zostaje kolejna dziewczyna, będąca niegdyś eksperymentem naukowym. Tymczasem w Hawkins ludność szykuje się do Halloween, do miasta wprowadzają się nowe dzieciaki, szeryfa Hoppera nawiedza namolny zwolennik teorii spiskowych, a rodzice Barb chcą wynająć detektywa, aby odnalazł ich zaginioną córkę. Czy coś mi umknęło, Mir?

Jak zwykle trafnie podsumowałaś sytuację. Można też dodać, że scenarzyści przygotowują nas na dość przyjemne nawiązania do pierwszego sezonu. W drugim sezonie przygody chłopaków również rozpoczynają się od walki z bossem w grze. Nowa dziewczyna w mieście musi się wpasować i budować swoją reputację w grupie, tak samo jak Nastka wcześniej. Pewnie czeka nas więcej takich drobiazgów. Jeśli zaś chodzi o temat przewodni tego odcinka, to dla mnie jest to piętno, jakie na bohaterach pozostawiły poprzednie wydarzenia, ale tutaj oddaję głos Tobie.

Już przy ostatnim odcinku sezonu pierwszego wspomniałam, że scena pokazująca, co działo się miesiąc po pokonaniu naukowców i potworów z Odwróconego Świata, wydawała mi się taka jakaś beztroska (przeważnie). I tutaj też właściwie tylko Will, Mike i Joyce (no, może jeszcze Hopper) właściwie zachowują się tak, jakby makabra, której byli niedawno świadkami, jakoś na nich wpłynęła. Oczywiście najbardziej widoczne jest to w przypadku Willa, u którego zdiagnozowano PTSD i który co jakiś czas musi się stawić w pewnym ośrodku. Mike z kolei nie traci nadziei, że Nastka jeszcze żyje, i próbuje się z nią skontaktować przez krótkofalówkę. W przypadku Joyce wpływ wydarzeń sprzed roku jest przedstawiony o wiele bardziej subtelnie, bo choć jest w stałym związku ze sprzedawcą elektroniki i przeważnie ma swoje życie jakoś poukładane, dźwięk dzwoniącego telefonu wprawią ją w dziwne zdenerwowanie.

Ja miałam troszkę inne odczucia, jeśli chodzi o Joyce. Moim zdaniem wyraźnie została pokazana jej wynikła z zaginięcia syna nadopiekuńczość, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że na samym początku serialu pozwalała Willowi na dość dużą swobodę. Scena ze zdenerwowaniem na dźwięk słuchawki jest dla mnie mistrzostwem, zwłaszcza że z własnego doświadczenia mogę potwierdzić jej autentyczność - sama swego czasu podobnie reagowałam na dźwięk telefonu kojarzącego mi się z przykrą wiadomością. Między innymi za ten realizm uwielbiam ten serial. Zmroziła mnie też scena z rodzicami Barb.

No, sytuacja rodziców Barb jest bardzo smutna. Dla nich córka po prostu zaginęła, więc niby jest jakaś nadzieja, że może jeszcze żyje. Ale zarówno my, jak i Nancy wiemy, że Barb nie wróci (bo Nastka wręcz to wykrzyczała w finale poprzedniego sezonu).

Z milszych rzeczy - cieszę się, że wreszcie uda nam się bardziej poznać Willa, tak “na żywo”, a nie tylko za pomocą światełek i telefonów. Niesamowicie bawi mnie też fakt, że matka Willa, na którego ze względu na wygląd wołam zwykle Frodo (Tobie, Meguś, udało się zapamiętać imiona bohaterów, mnie niestety nie), umawia się z człowiekiem, którego gra aktor będący odtwórcą roli Sama z Władcy Pierścieni.

A pamiętasz jak chłopaki nazywali las? Mirkwood. W sumie w latach osiemdziesiątych zrobili animowaną adaptację i Hobbita, i Władcy Pierścieni.

Zakończenie odcinka typowe dla serialu - wbija w fotel i zaostrza apetyt tak, że nie da się nie chwycić kolejnego odcinkowego dania.

No, zakończenie jest niesamowite. I myślę, że biorąc pod uwagę to, jakich bohaterów widzimy ostatnich, zarysowuje się nam ciekawa relacja.

2 komentarze:

  1. Zacznę oglądać dopiero po zakończeniu sezonu. Czekanie na odcinki dobija mnie.
    "od razu wprowadzona zostaje kolejna dziewczyna, będąca niegdyś eksperymentem naukowym" ku#%$! wiedziałem, że to zrobią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Skorpion... To serial Netflixa więc cały sezon jest od razu.

      Usuń