czwartek, 30 listopada 2017

Krótka notka o "Crisis on Earth-X"


Uwaga! Tekst zawiera spoilery!

Ostatnio nie pisałam nic na temat superbohaterów, a zwłaszcza seriali Arrowverse. Ba - nie  przygotowałam Wam nawet notki o moich wrażeniach z premier Supergirl, Flasha i Legends of Tomorrow. Poza standardową odpowiedzią, że życie się zdarzyło, mogę powiedzieć tylko tyle, że mój mózg ostatnimi czasy przesiadywał albo w Kaczogrodzie albo w Hawkins, w stanie Indiana (a także w innych miejscach, na przykład w Storybrook), toteż narobiłam sobie zaległości z Arrowverse.

Niemniej jednak postanowiłam, że napiszę o tegorocznym crossoverze, bo tak trochę wypada. Zaległości nadrobione, więc czas przejść do rzeczy.

W przeciwieństwie do tego, co było w poprzednim roku, tegoroczny odcinek Supergirl (Crisis on Earth-X, Part 1) był pełnoprawną częścią crossovera. Tytułowa Ziemia-X to alternatywna rzeczywistość, w której naziści wygrali wojnę. Scena, która otwiera odcinek, przedstawia nam sytuację, w której tajemniczy łucznik atakuje bazę należącą do ruchu oporu i stacza potyczkę z tamtejszym Guardianem (alter ego Jimmy'ego Olsena). Następnie przechodzimy do naszych bohaterów. Tak się składa, że zbliża się ślub Barry'ego Allena i Iris West i zostali na niego zaproszeni między innymi Oliver Queen, Felicity Smoak, Kara Denvers i Legendy Jutra. Kara z powodu zawirowań emocjonalnych, na początku nie chce iść, ale zostaje przekonana przez siostrę, że powinna się na tę uroczystość wybrać (a ponieważ Alex również przeżywa trudny okres, obie postanawiają, że będzie osobą towarzyszącą Kary). Tymczasem Cisco i Wells tworzą miksturę, która uczyni z Jaxa samowystarczalnego Firestorma. Na kolacji próbnej Oliver prosi Felicity o rękę i dowiaduje się, że ukochana nie szaleje za bardzo za konceptem małżeństwa; a Sara Lance i Alex decydują się na jednorazowy numerek. Nadchodzi wielki dzień, nasi bohaterowie gromadzą się, aby obejrzeć ślub Barry'ego i Iris, kiedy nagle na uroczystość wbijają naziści i robią rozróbę.

Następnie przechodzimy do odcinka Arrow (Crisis on Earth-X, Part 2), a tam: pojmany przez grupę nazista okazuje się być Tommy'm Merlynem, który najpierw gra Oliverowi na emocjach, a potem popełnia samobójstwo, aby nie zdradzić towarzyszy; Harrison Wells informuje naszych bohaterów, że poza standardowymi pięćdziesięcioma dwoma Ziemiami istnieje jeszcze jedna, nazywana Ziemią-X; okazuje się, że latająca, supersilna nazistka to sobowtór Kary, a tajemniczy łucznik to Oliver Queen, i towarzyszy im Eobard Thawne (tym razem ten sam, co zawsze).

Przechodzimy do Flasha (Crisis on Earth-X, Part 3) - Sara, Barry, Jax, profesor Stein, Alex i Oliver budzą się w obozie koncentracyjnym na Ziemi-X. Kiedy już mają być rozstrzelani, pojawia się znienacka Leonard Snart, który zamraża strażnikom karabiny, ratuje swojego ukochanego, niejakiego Raya (ale nie Atoma) i prowadzi naszych bohaterów do ruchu oporu, któremu przewodzi Winn Shot-X. Tam Sara, Barry i cała reszta dowiadują się, że naziści są w posiadaniu maszyny umożliwiającej powrót naszych bohaterów do domu. Jednak Winn-X zamierza ją zniszczyć, aby zyskać przewagę nad wrogami. Tymczasem w STAR Labs, Cisco, Wells, Caitlin i pomocnicy Strzały są uwięzieni, zaś Reverse Flash poddaje Karę promieniowaniu czerwonego słońca, aby potem zrobić z niej przymusowego dawcę serca. Jedyna nadzieja leży w Iris i Felicity.

W końcu w Legends of Tomorrow (Crisis on Earth-X, Part 4), Legendom udaje się uratować wszystkich w STAR Labs, reszta bohaterów również przedostaje się z Ziemi-X na Ziemię-1. Mimo że z kolejnej potyczki wychodzą zwycięsko, profesor Stein jest ciężko ranny i właściwie trzyma się przy życiu dzięki połączeniu z Jaxem. Tymczasem naziści szykują się do podboju Ziemi-1 przy pomocy ich wersji Waveridera (który jest bronią, a nie wehikułem czasu).

Powiem tyle: Crisis on Earth-X jest niesamowity. Z całą pewnością jest najmocniejszym crossoverem, jaki do tej pory mieliśmy. Arrowverse wspaniale korzysta z konceptu Ziemi, na której rządzą naziści, poprzez kontrastowanie postaci, które na Ziemi-1 i Ziemi Supergirl są (relatywnie) dobre i chcą bronić słabszych, z ich sobowtórami, które wierzą w siłę i własną rasową wyższość. W tej rzeczywistości Oliver Queen jest Fuhrerem, Kara jego generałem, a Quentin Lance naczelnikiem w obozie koncentracyjnym. A każde z nich rzuca co rusz zdania na temat pozbywania się słabszych jednostek, rządzenia masami i niższości ideałów, jakimi kierują się nasi bohaterowie.

Poza tym trzeci odcinek crossovera, dziejący się na Ziemi-X ma różne takie małe elementy, które pozwalają nam poczuć grozę tej rzeczywistości. Już fakt, że zaczyna się od tego, że uwięzieni bohaterowie znajdują się w obozie koncentracyjnym. Ponadto ubrani w kolorowe ubrania i jeszcze nieostrzyżeni Barry, Oliver, Sara, Alex i obie części Firestorma stanowią tak bijący w oczy kontrast wobec reszty więźniów. No, a potem Winn-X rzuca zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć: "Ta planeta jest w stanie wojny od pokoleń (...) Są tutaj ludzie, którzy giną dla tych samych spraw, co ich dziadkowie."

Do pewnego stopnia Crisis on Earth-X przypomina zeszłoroczny crossover, gdzie Supergirl, Flash, Green Arrow i Legendy musieli połączyć siły, aby odeprzeć zagrożenie z innego świata. Z tym, że Dominatorzy z Invasion nie wzbudzają aż takiej grozy jak naziści, właśnie przez to, co ci drudzy zrobili ze swoją własną Ziemią.

A gdyby tego było mało, w pierwszym odcinku crossovera mamy ślub, a w ostatnim - pogrzeb. Tak, w przeciwieństwie do pozostałych crossoverów Arrowverse, w tym któryś z bohaterów ginie. Jest to poniekąd zgodne z tradycją komiksowych eventów na wielką skalę, gdzie jedna z ważniejszych postaci umiera, aby zszokować czytelników. I jak teraz sobie o tym myślę, to jest to standardowy przykład Retirony... choć nie tak do końca.

Widzicie, w tym odcinku był niejako ciągnący się motyw relacji między poszczególnymi parami postaci i tego, czy chcą być razem, czy osobno. Alex decyduje się na szybki numerek z Sarą, bo zerwała z narzeczoną, która nie chciała mieć dzieci. Kara przeżywa to, że jej ukochany Mon-El powrócił, ale z żoną. Oliver chciałby się ożenić z Felicity, ale ponieważ po ostatnich zaręczynach została zaatakowana i sparaliżowana, informatyczka nie jest chętna małżeństwu. W końcu Stein i Jax niby to chcą rozdzielić Firestorma, aby Stein mógł powrócić do żony, córki i wnuka, a Jax - nadal podróżować na Waveriderze... ale z drugiej strony mają pewne opory przed zażyciem fiolki Cisco. Tak się bowiem składa, że lata bycia połączonym w jedno sprawiły, że bardzo się zżyli, do tego stopnia, że Jax uważa Steina za ojca, a Stein Jaxa za syna.

No więc Stein ma rodzinę, do której pragnie wrócić, ale jednocześnie nie chce zostawiać Jaxa. Teraz już pewnie domyślacie się, która postać zginęła w tym crossoverze. I też właściwie śmierć Steina jest heroiczna i trudno powiedzieć, aby podchodziła pod uśmiercenie postaci dla samego shock value (na co często narzeka w eventach Linkara).

Mimo jednak generalnego ponurego tonu, znalazły się też elementy optymistyczne i humorystyczne. Reakcja Rory'ego na Killer Frost była świetna (i wiadomo, że z jednej strony przypomina mu ona jego dawnego partnera, a z drugiej - chyba uważa jej mordercze tendencje za atrakcyjne). Albo tekst Olivera do Kary i Barry'ego: "Uwaga na przyszłość: superszybkość - ja jej nie mam." A już na pewno kompletnym zaskoczeniem jest "Leo" Snart, który charakterem zupełnie nie przypomina swojego odpowiednika z Ziemi-1.

Coś, co mnie się osobiście nie podobało, to to, że w pierwszym odcinku scenarzyści silili się na suspens co do tożsamości łucznika-Fuhrera i jego pani generał. Ojej, latająca blondynka w masce, która jest supersilna i strzela laserem z oczu; i mrukliwy facet strzelający z łuku, który brzmi zupełnie tak jak Kaptur z pierwszego sezonu Arrow. Ciekawe kim mogą być, bo na pewno nie Supergirl i Green Arrow. Scenarzyści mogli to sobie darować.

Tak czy inaczej, to jak dotąd najmroczniejszy crossover z dotychczasowych i pokuszę się o stwierdzenie, że jeden z lepszych (jeśli nie najlepszy). Nie wiem jak CW zamierza to przebić za rok albo jak Flash i Supergirl się znów spotkają, bo wysoko podniósł poprzeczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz