czwartek, 7 września 2017

Artykuł: Mój list miłosny do Diodaka

Kiedy pisałam materiał o reboocie Kaczych Opowieści, zastanawiałam się przez dłuższy czas, czy wspomnieć o pewnych obawach, jakie miałam w związku z nim. Ostatecznie usunęłam fragment im poświęcony, ale obawy pozostały. Teraz być może nadszedł czas, aby się wreszcie nimi podzielić.

Jak pewnie niektórzy z Was wiedzą, moją ulubioną postacią w Kaczym Uniwersum jest Diodak. Diodak był pierwszym fikcyjnym bohaterem, do którego czułam zauroczenie; był też moim pierwszym zetknięciem z motywem nieco roztargnionego, szalonego naukowca; był jedyną postacią w wówczas nielubianym przeze mnie Kaczorze Donaldzie, którego lubiłam. Po latach, kiedy przekonałam się do disnejowskich kaczek i zainteresowałam się nie tylko Darkiwng Duckiem i Kaczymi Opowieściami, ale również oryginalnymi komiksami, poznałam również Diodaka komiksowego i tym bardziej go polubiłam.

Tak więc nic dziwnego, że kiedy pojawiły się pierwsze opisy postaci rebootu, skupiłam się na opisie mojej pierwszej fikcyjnej miłości… i wtedy właśnie pojawił się niepokój, a spowodowany został przez to zdanie:

You’ll notice Scrooge’s in-house mad scientist has gotten a fairly hipster makeover, but neither his wild inventions nor vocal exclamations (by Community’s Jim Rash) are any less manic.
Kiedy pierwszy raz przeczytałam słowo „hipster”, pomyślałam sobie, że ten nowy Diodak będzie właśnie tym – hipsterem. I choć dalsza część zdania sugeruje, że nie mam się czym martwić, to jednak zaczęłam się zastanawiać: skoro twórcy rebootu zmienili charaktery Ptasi, Pani Dziobek i trojaczkom (a i po słynnym skąpstwie Sknerusa na razie ani śladu), co jeśli uwspółcześniony Diodak będzie stereotypowym geekiem? Fakt, że niedawno zaczęłam znowu czytać komiksy z Diodakiem, uświadomił mi kilka rzeczy na temat jego postaci; rzeczy, których nie chciałabym, aby były porzucone przez reboot Kaczych Opowieści.

Ostatnimi czasy często stykam się z frazą love letter (list miłosny) jako określeniem na utwór będący wyrazem uznania dla jakiejś epoki, dzieła kultury albo postaci fikcyjnej. Pozwólcie więc, że ten artykuł będzie moim listem miłosnym do Diodaka.


Zacznijmy od tego, że Diodak reprezentuje sobą motyw naukowca, którego właściwie dzisiaj się w popkulturze nie spotyka – nieco zakręconego, nieco roztrzepanego, nieco oderwanego od przyziemnego świata naukowca, którego dom pełen jest dziwacznych, nieraz mało praktycznych wynalazków. Nieraz są to postaci poboczne, tylko wspomagające głównych bohaterów swoimi wynalazkami i ekspertyzą; a czasem porywane przez antagonistów, aby ci wykorzystali ich geniusz do własnych, niecnych celów. Kojarzycie na pewno ten typ.

Diodak od początku pomyślany był właśnie jako taka postać. Żyroskop Luźnazębatka (bo tak tłumaczy się jego imię – Gyro Gearloose – w oryginale) po raz pierwszy pojawił się w Walt Disney’s Comics and Stories, numerze 140; w komiksie, w którym Donald i jego siostrzeńcy śledzą Gogusia – niesamowicie szczęśliwego, a przy tym zadufanego w sobie kuzyna Donalda – aby dowiedzieć się, co jest źródłem jego szczęścia. Znajdują listę zakupów Gogusia i udaje im się zaobserwować, że splot zdarzeń sprawia, że w trakcie wędrówki ulicą znajduje on pozycje z tej listy. Wtem, pojawia się za zakrętem dziwna postać, skacząca na pogo. Tą postacią jest właśnie Diodak, a jego spotkanie z Gogusiem i jego pierwszy dialog przebiega tak:

Właściwe przedstawienie Diodaka zachodzi w następnym numerze Walt Disney’s Comics and Stories, gdzie siostrzeńcy Donalda zostają jego asystentami, a Donaldowi się to nie podoba. Tam dowiadujemy się, że Diodak jest, co prawda, wynalazcą, ale nie traktuje się go poważnie, bo jego dotychczasowe wynalazki nie są zbyt praktyczne. Z czasem w komiksach Diodak stanie się kimś, do kogo przychodzi cały Kaczogród, gdy potrzebuje jakiegoś ciekawego wynalazku… ale też będą sytuacje, w których cały Kaczogród nie będzie z tych wynalazków zadowolony, mniej lub bardziej słusznie.

Donald potrzebuje czegoś na myszy panoszące się po skarbcu Sknerusa? Idzie do Diodaka i dostaje wosk, który nie przepuszcza niczego i nikogo. Sknerus prosi wynalazcę, aby znalazł tanie źródło energii? Diodak postanawia poeksperymentować z siłą odrzutu kichnięcia. Babcia Kaczka ma problemy z umyciem krów? Wzywa Diodaka, a on tworzy do tego celu specjalny latający spodek. Kiedy mieszkańcy Kaczogrodu mają jakiś problem, bardzo często udają się z nim do Diodaka. A to dlatego, że Diodak wydaje się zrobić prawie wszystko: od studni z życzeniami, poprzez samochód napędzany głaskaniem kota, aż po wielkiego kurczaka, który zjada złoto i je pomnaża (że nie wspomnę też o tych wszystkich wehikułach czasu i rakietach kosmicznych, które Diodak trzyma w warsztacie). Niezależnie od tego, co klient sobie zażyczy i jaki kłopot trapiłby akurat wynalazcę, Diodak zawsze wymyśli jakieś rozwiązanie. Ba – zdarzyło się nawet, że on i Donald byli sami na bezludnej wyspie i musieli znaleźć sposób, aby wezwać pomoc, i to właśnie wynalazczość Diodaka uratowała ich przed pewną śmiercią.

Wynalazki jednak jak to wynalazki – nie zawsze działają tak jak trzeba albo jakby tego sobie życzył klient. Czasami jest to wina konceptu (na przykład samochód napędzany podkręconym kilkakrotnie napędem na wiewiórki nie będzie miał hamulców). Czasami jakiś wynalazek zadziała dobrze… ale w złym momencie (na przykład robot-ratownik zareaguje na wołanie o pomoc ludzi jeżdżących na rollercoasterze). A czasem zadziała aż za dobrze i Diodak zda sobie sprawę z tego, jak poważne konsekwencje niesie ze sobą, na przykład, całkowita automatyzacja Kaczogrodu. Dlatego też nieraz jego klienci okazują wynalazcy swoje niezadowolenie, a bywa że robią to w sposób bardzo agresywny. Komiks Fail Guy jak dotąd przedstawia tę agresję najbardziej dobitnie. Tam Diodak buduje swojego mechanicznego sobowtóra specjalnie po to, aby jego klienci wyżywali się na robocie, a nie na jego twórcy.

Diodak zdaje się być przede wszystkim wynalazcą. Wynajdowanie różnych maszyn jest nie tylko jego sposobem na płacenie rachunków, ale też jego pasją i sensem życia. Kiedy mieszkańcy Kaczogrodu myślą o Diodaku, myślą: wynalazca, złota rączka, gadżeciarz. Dodajmy też, że wprowadzony później do Kaczego Uniwersum dziadek Diodaka, Zębatka (w innych tłumaczeniach: Newtoniusz) był mechanikiem na statku Sknerusa McKwacza, zaś ojciec wynalazcy, Fulton, zajmował się naprawianiem różnych rzeczy dla Kaczogrodzian. Co więcej, Don Rosa w komiksie na pięćdziesięciolecie powstania wynalazcy, Pierwszym wynalazku Diodaka, wkłada w usta Fultona takie słowa: „(…) mam jednak nadzieję, że zostanie kimś więcej niż złotą rączką, tak jak ja, czy mechanikiem, jak mój ojciec! Diodak… ma pomysły! I to wielkie!” Można więc wywnioskować, że Diodak nie tylko przez całe życie obracał się wokół maszyn i przeróżnych mechanizmów, ale też mógł odczuwać presję, aby udowodnić dwóm pokoleniom swojej rodziny, że jest kimś więcej niż tylko facetem, który naprawia różne rzeczy. A następne pokolenia – poczynając od siostrzeńców Donalda i siostrzeńca samego Diodaka, Megajonka, a na Kaczogrodzianach w dalekiej przyszłości skończywszy – uznają Diodaka za największego wynalazcę w dziejach.

Skoro jednak całe miasto widzi w nim przede wszystkim wynalazcę i naprawiacza, może czasem Diodak zastanawia się, czy czasem ta rola nie została mu narzucona z zewnątrz? Może czasem – zwłaszcza w zetknięciu się z agresją i niewdzięcznością klientów, kiedy coś pójdzie nie tak – Diodak ma już dość i marzy o wykonywaniu innego zawodu?

I tutaj wkraczają oryginalne Kacze Opowieści. Tam Diodak był zazwyczaj postacią bardzo poboczną, ale znalazł się jeden poświęcony mu odcinek – Sir Diodak z Maszylandii. Jego fabuła zostaje wprawiona w ruch przez tłum zniecierpliwionych klientów oczekujących, że ich „złota rączka” (czy „gadżeciarz”, jak to jest w nowszym tłumaczeniu Kaczych Opowieści) wszystko im naprawi, najlepiej jak najszybciej. Diodak jest wyraźnie zestresowany i czuje się niedoceniany przez Kaczogrodzian, a kiedy zostaje okrzyczany przez pewną dziewczynę, której nie zdołał naprawić tostera, w końcu mówi do Hyzia, Dyzia i Zyzia, że w innych czasach byłby kimś poważanym. Ta refleksja sprawia, że następnego dnia, kiedy chłopcy sprawdzają co u niego, Diodak prezentuje im wehikuł czasu i wkrótce wszyscy czterej przenoszą się w czasy króla Artusia i Kwamelotu.

Już wcześniej, przed wyruszeniem w przeszłość, Diodak dochodzi do wniosku, że chciałby zostać rycerzem. Jeszcze wrócę do tego, co wybór rycerstwa jako ścieżki kariery mówi nam o pragnieniach Diodaka, na razie jednak trzeba powiedzieć jedno: przez cały odcinek Diodak stara się nie wynajdować niczego i skupić się na byciu rycerzem. Owszem, konstruuje na poczekaniu wielką procę, aby uratować króla; używa cydru do pokonania smoka; a potem robi sobie specjalną podpórkę na kółkach, aby móc trzymać prosto lancę, ale koniec końców przybył do przeszłości, aby uciec od bycia „złotą rączką”, tak więc broni się przed robieniem wynalazków rękami i nogami. Jednakże to właśnie jego wynalazki sprawiają, że król Artuś jest zainteresowany nowym rycerzem, a mag Czarlin jest o niego zazdrosny. Ostatecznie jednak Diodak zostaje przekonany do tego, że rycerzem był kiepskim i że to właśnie jego geniusz inżynierski może uratować króla. Kiedy wraca wraz z siostrzeńcami Donalda do teraźniejszości, całuje swoje narzędzia i stwierdza, że lubi być „złotą rączką”.

Sir Diodak z Maszylandii pokazuje coś, co pojawia się od czasu do czasu w komiksach, a mianowicie sytuację, w której Diodak postanawia nic nie wynajdywać… po czym wkrótce jakieś zdarzenie sprawia, że jego umysł zaczyna rozmyślać nad stworzeniem jakiejś maszyny. To dlatego, że – tak jak zauważył wcześniej ojciec naszego bohatera – Diodak ma głowę pełną pomysłów. Jego mózg zawsze jest w ruchu i kiedy tylko napotyka jakiś problem, próbuje znaleźć dla niego rozwiązanie. Co więcej – w jego domu powywieszane są przeróżne tabliczki z napisami w  stylu: „Cii, geniusz myśli.”, albo: „Cii, geniusz przechadza się.” I też sam Diodak wielokrotnie stwierdza bez ogródek, że jest geniuszem, ale robi to bez zadęcia, więc nie można powiedzieć, aby był zadufany w sobie. Poza tym Emil Orzeł – dyżurny zły supergeniusz komiksów Disneya – zawsze próbuje ukraść Diodakowi wynalazki. Dlaczego? Bo wie, że Diodak zawsze będzie od niego lepszy (poza tym łatwiej jest ukraść rywalowi własność intelektualną niż samemu coś zbudować).

I tutaj dochodzimy do charakteru Diodaka. Bowiem poza tym, że jest on wybitnym wynalazcą, jest również przemiłą osobą. Zawsze chce pomagać, zawsze jest uprzejmy, a jego wynalazki są zawsze tanie. Większość jego maszyn służy ułatwieniu ludziom życia (jak maszyna do robienia mleka, jajek i zboża z brudu, która w założeniu miała sprawić, że Babcia Kaczka miałaby mniej do roboty), umileniu go (jak specjalny plac zabaw z nietypowymi karuzelami), czy nawet chronieniu go (jak sprej odstraszający niedźwiedzie). Ten pomysł z pełnym zautomatyzowaniem Kaczogrodu? Przyszedł Diodakowi do głowy tylko dlatego, że uważał, że Kaczogrodzianie marnują cenną energię. Nie przypominam sobie też, aby Diodak kiedykolwiek zbudował jakąś broń. Nawet jego patenty dla wojska nie są bronią, tylko czymś, co ma pomóc żołnierzom w przemknięciu za linię wroga (jak sprej na niewidzialność) albo zmniejszyć straty (jak promień miniaturyzujący pociski rakietowe).

Jednakże często wynalazek może zostać użyty do złych celów. I też wielokrotnie zdarzyło się, że coś, co stworzył Diodak, wpadło w nieodpowiednie ręce i wykorzystano je do zbrodniczych celów. Najczęściej te nieodpowiednie ręce należały do Braci Be, ale dwa razy wynalazca został porwany przez przestępców obserwowanych przez Myszkę Mickey i Goofy’ego, i zmuszony do tego, aby coś dla nich zbudować.

I tu warto zaznaczyć pewną rzecz: Diodak nie jest zbyt muskularny ani nie wydaje się zbyt skory do bitki. Ze świecą szukać komiksu czy odcinka, w którym Diodak używałby przemocy wobec żywej istoty. Poza tym, jak już wspominałam wyżej, w Fail Guy Diodak właściwie pozwala, aby jego niezadowoleni klienci się na nim wyżywali. Zresztą nie chodzi tylko o fizyczną samoobronę – Sknerus McKwacz lubi korzystać z usług Diodaka, bo Diodak nie ma za grosz zmysłu biznesowego (za przejażdżkę wehikułem czasu policzył jak za bilet autobusowy), więc łatwo sprawić, że użyteczny dla Sknerusa wynalazek nie będzie nic kosztował. Jest nawet taka scena w Pierwszym wynalazku Diodaka, kiedy to Diodakowi udało się właśnie przenieść majątek Sknerusa z jaskini z powrotem do skarbca i przyszedł czas, aby panowie się rozliczyli. Diodak wylicza więc wszystkie koszta, które poniósł (wynajęte ciężarówki, kierowcy ciężarówek i gaz wynaleziony przez Diodaka), a Sknerus – w typowy dla siebie sposób – odmawia pokrycia kosztów i w rezultacie wypłaca wynalazcy tylko sto dolarów. Podczas gdy Wolframik przechyla się w stronę bogacza, okazując swoją dezaprobatę, Diodak nie walczy o swoje, tylko pozwala, aby ciężar kosztów spadł na niego.

Teraz przyjrzyjmy się znów Sir Diodakowi z Maszylandii. W teorii rycerz to wojownik, dzielny i żądny przygód, a przy tym kierujący się kodeksem honorowym. Kiedy Diodak mówi siostrzeńcom Donalda, że mógłby zostać rycerzem, dodaje przy tym: „Szlachetnym i odważnym!” Należy tu chyba nadmienić, że w serialu rzadko kiedy Diodak bierze udział w przygodach Sknerusa i reszty. Zazwyczaj jest tylko kimś, kto dostarcza wynalazki i stoi z boku. I wiele komiksów, w których Diodak współpracuje z Donaldem, Sknerusem lub Mickey’m, ogranicza jego rolę głównie do kogoś, kto dostarcza narzędzi do wyprawy, ale sam w tej wyprawie nie uczestniczy. Można więc uznać, że chęć Diodaka, aby zostać rycerzem wynika z tego, że Diodak chciałby być odważniejszy, silniejszy i bardziej waleczny; że chciałby brać udział w akcji, zamiast stać z boku, kiedy ta akcja ma miejsce.

Jednak kiedy król zostaje pojmany i wydaje się, że wszystko jest stracone, Czarlin mówi do Diodaka: „Rycerzy w zamku było kilka tysięcy i wszyscy zawiedli. Potrzeba nam czegoś ekstra.”, sygnalizując, że to nie sir Diodak ma uratować Kwamelot, tylko właśnie Diodak-wynalazca. Ostatecznie Diodak nie jest wojownikiem i nie musi nim być. Jego siła leży w jego umyśle (ale to przecież już przerabialiśmy).

Powróćmy do omawianego wcześniej Pierwszego wynalazku Diodaka. Kiedy Donald wchodzi po raz pierwszy do warsztatu Diodaka, ów warsztat jest tak zagracony, że kaczor potyka się o walającą się po podłodze puszkę, wypuszczając z rąk niesioną do naprawy lampę. Diodak na początku swojej drogi jest zbyt zajęty budowaniem wynalazków, żeby dbać o porządek, poza tym kapelusik z podręcznymi narzędziami mu spada przy większym pośpiechu. Później, pod koniec historii, kiedy Donald zagląda do nowego warsztatu Diodaka, dziwi się, że wszystko jest tam poukładane. To wszystko za sprawą Wolframika, małego przyjaciela i pomocnika wynalazcy, którego origin story opowiada właśnie Pierwszy wynalazek Diodaka.

Relacje między Diodakiem a Wolframikiem są przeurocze. Wolframik jest o wiele bardziej praktyczny od swojego twórcy i nieraz ratuje go z opałów. O wiele częściej również przechodzi do akcji, gdy trzeba coś zrobić. Nie ulega wątpliwości, że żaróweczka jest wobec Diodaka bardzo opiekuńcza i chce go chronić, zarówno przed niebezpieczeństwami stanowiącymi zagrożenie dla życia wynalazcy, jak i przed byciem wykorzystywanym przez Sknerusa. Diodak zaś uważa Wolframika za swój najwspanialszy wynalazek i najlepszego przyjaciela w ogóle.

Te relacje – wraz z safandułowatością wynalazcy – sprawiają, że Diodak w ogóle jest uroczy. Jednakże tym, co tę uroczość dopełnia, jest jego design.

Przez lata wygląd Diodaka się zmieniał. Na początku był nieco grubszy i miał dłuższy dziób. Nosił też czerwoną koszulę. Szopa na głowie, żółty kapelusz i okularki na dziobie jednak były już wtedy obecne. Z czasem dziób się zmniejszył, głowa zaokrągliła, a czerwoną koszulę zastąpiły biała koszula i czarna kamizelka z zielonymi paskami z tyłu. Kolorystyka się zmieniała, w zależności od tego kto rysował albo przedrukowywał historyjki z Diodakiem, ale jego wygląd stał się jednym z tych szeroko rozpoznawalnych.

Nie wiem jak Wam, ale mnie się wydaje, że design Diodaka wspaniale oddaje jego osobowość. Gniazdowate, niepoukładane włosy są jakby metaforą głowy pełnej kłębiących się pomysłów, żółty kapelusz świadczy jednak o tym, że Diodak potrafi je jakoś utrzymać w ryzach. Diodak jest naukowcem, jednak nie nosi białego kitla. Właściwie jego strój kojarzy się bardziej z takim staroświeckim zegarmistrzem, jakby zaznaczając, że pracuje on z trybami i trybikami, a do tego jest usługodawcą, a nie odludkiem. W końcu sylwetka – przygarbiona, chuderlawa, ale z lekkim brzuszkiem na dole – dopełnia wizerunku wynalazcy, który nie jest zbyt muskularny i całe dnie spędza w warsztacie.

I wiecie co? Nie lubię tego nowego designu Diodaka z rebootu. Długo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że najbardziej mi przeszkadza brak gniazda na głowie. Zamiast tego mamy nudną grzywkę, pasującą bardziej do któregoś członka rodziny Kaczorów. Cała reszta może być, bo jest w miarę w stylu Diodaka, ale ta szopa na głowie była chyba najbardziej unikalnym elementem jego wizerunku, a teraz się jej tak po prostu pozbyto?

Poza tym w reboocie Cyfron Liczypiórek (przyszły Robokwak) ma być stażystą u Diodaka, a więc jego pomocnikiem w laboratorium. Co w takim razie z Wolframikiem? Co prawda ma być, ale czy nadal będzie najlepszym przyjacielem wynalazcy, czy tę rolę ma spełniać Cyfron?

W komiksach Diodak był w szkole średniej miotaczem w drużynie bejsbolowej, i lubi sobie od czasu do czasu wyjść na ryby (rozrywka, którą lubią też Donald, Mickey i Goofy). Czy wyobrażacie sobie, aby dzisiejsze postaci naukowców lubiły wychodzić na świeże powietrze i spędzać kilka godzin nad jeziorem, aby złapać jakieś ryby? Albo uprawiać sporty (chociaż przez krótki czas)?

Ja nie upieram się, żeby Diodak w nowych Kaczych Opowieściach był kropka w kropkę taki sam jak w komiksach. Po prostu chcę, aby podczas uwspółcześniania go nie zrobiono z niego kogoś kim nie jest. Przed laty zakochałam się w lekko safandułowatym wynalazcy o dobrym sercu. Zakochałam się w postaci, która dała samoświadomej lampie Donalda rączki i nóżki, tworząc Wolframika. Zakochałam się w wariacie, który zbudował wehikuł czasu, aby przenieść się w czasie i zostać rycerzem. Zakochałam się w przemiłym, przeuroczym, przewspaniałym Diodaku.

Może nie mam się o co martwić. Przecież twórcy pokazali, że będą korzystać garściami z komiksów. Tak więc istnieje całkiem spora szansa na to, że będzie to ten Diodak, którego poznałam dawno temu, tylko z lekką aktualizacją. Czas pokaże, czy moja pierwsza fikcyjna miłość zostanie potraktowana z należytym szacunkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz