środa, 22 marca 2017

Krótka notka o musicalowym crossoverze "Flasha" i "Supergirl"

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do trzeciego sezonu Flasha i drugiego sezonu Supergirl.

Pomysł na musicalowy odcinek Flasha wydawał się nastąpić prędzej czy później, biorąc pod uwagę to, że odtwórca roli tytułowej, Grant Gustin, grał w Glee. Jeszcze w pierwszym sezonie zamieszczono scenę, w której Barry wykonuje całkiem nieźle jakiś kawałek karaoke. Co więcej, wielu innych aktorów w Arrowverse umie śpiewać (jak grający Malcolma Merlyna John Borrowman) i miało nawet okazję wystąpić (Joe West z Ziemi-2 jest piosenkarzem w nocnym klubie, a profesorowi Steinowi zdarzyło się dwa razy zaśpiewać podczas misji, aby odwrócić uwagę ludzi z przeszłości od działań Legend Jutra), tak więc było tylko kwestią czasu, zanim jakiś muzycznie uzdolniony meta-człowiek nie zagości w Central City i nie zmusi naszych bohaterów do śpiewu i tańca.

I otóż jak tylko Supergirl przeniosła się do CW, Greg Berlanti i spółka ogłosili, że poza wielkim, czteroodcinkowym crossoverem szykują jeszcze jeden, o wiele mniejszy, między Flashem i Supergirl (gdyż pierwszy crossover z tymi dwoma bohaterami został bardzo dobrze przyjęty); i że będzie to właśnie odcinek musicalowy. Zapewniano nas, że Dziewczyna ze Stali i Najszybszy Człowiek Na Świecie będą musieli się zmierzyć z Music Meisterem, który już kiedyś zmusił Batmana i Black Canary do śpiewu w Batman: The Brave and the Bold.

Zapowiadał się bardzo interesujący odcinek, a wyszło... No cóż...

Tak jak w przypadku crossovera czteroodcinkowego, część dziejąca się w Supergirl ma miejsce dopiero pod sam koniec odcinka. Star Crossed przeważnie opowiada o dramacie wynikającym z tego, że król i królowa Daxxonu przybywają na Ziemię, aby skłonić swojego syna, Mon-Ela, do powrotu, zaś Kara jest wściekła na ukochanego za to, że ukrywał przed nią swoją tożsamość (gdyż rodzina królewska Daxxonu znana jest ze swojego wystawnego życia kosztem reszty obywateli); a w tle mieliśmy jeszcze dziewczynę Wynna, Lyrę, która wrobiła go w kradzież Gwieździstej nocy van Gogha, aby wykupić brata od pewnego gangstera. Dopiero jak te dwie sprawy zostają załatwione, w DEO pojawia się tajemniczy mężczyzna, który hipnotyzuje Karę i wprowadza ją w śpiączkę, a potem otwiera przejście międzywymiarowe i mówi, że teraz idzie złapać Najszybszego Człowieka Na Świecie.

Iris, Joe i profesor Stein, jako szczęśliwa, gangsterska rodzina.
Odcinek Flasha zaczyna się od flashbacku, w którym mały Barry ogląda wraz z matką Deszczową piosenkę i Nora Allen mówi swojemu synkowi, że musicale potrafią uczynić świat lepszym; po czym przechodzimy do dorosłego Barry'ego oglądającego ten sam film kilka dni po tym jak jego ukochana Iris zerwała z nim zaręczyny (bo Barry zaręczył się tylko po to, aby zmienić przyszłość, w której ona ginie... to skomplikowane). Wtem w STAR Labs otwiera się przejście międzywymiarowe i przechodzą przez nie Martian Manhunter i Mon-El wraz z nieprzytomną Karą, którzy z jednej strony szukają pomocy Drużyny Flasha, a z drugiej chcą ją ostrzec przed Music Meisterem. Złoczyńca szybko daje o sobie znać i podczas jego konfrontacji z Barry'm i Wally'm wprowadza w śpiączkę również Flasha. Barry budzi się w dziwnym miejscu, przypominającym nocny klub z lat trzydziestych i zastaje Karę śpiewającą Moon River. Dowiadują się od Music Meistera, że oboje znaleźli się w musicalu i jeśli chcą się  wydostać, muszą postępować zgodnie ze scenariuszem; i że jeśli zginą w tym świecie, zginą naprawdę, więc powinni uważać. Przy okazji wychodzi na to, że Joe West i Malcolm Merlyn są rywalizującymi gangsterami, a Iris i Mon-El są w tym scenariuszu dziećmi tychże gangsterów, które się w sobie zakochały.

Od strony czysto wizualnej i muzycznej ten odcinek jest przecudny. Co prawda, większość piosenek nie została napisana specjalnie do serialu (a zamieszczona na końcu scena z Barry'm śpiewającym dla Iris Runnin' Home To You to bezwstydny playback), ale aktorzy pokazują, że potrafią całkiem nieźle śpiewać i tańczyć. A już jedyna oryginalna piosenka - Super Friend - jest miła, przyjemna i wpadająca w ucho.

Music Meister grany jest przez innego aktora z Glee -
Darrena Crissa.
Odcinek zaczyna kuleć przy fabule. Zacznijmy od tego, że zapowiedziano nam Music Meistera, kiedy Barry i Cisco "zvibe'owali" się do momentu, w którym Iris miała zostać zabita i postanowili spisać nagłówki z programu informacyjnego, który wtedy leciał, aby móc później wpłynąć na przyszłość; i jeden z nagłówków głosił, że Music Meister grasuje po Central City. Tak więc spodziewałam się, że nasz złoczyńca zmieni rzeczywistość w jeden wielki musical na jawie. Fakt, że miał on miejsce w głowach naszych protagonistów lekko trąci myszką, zwłaszcza, kiedy weźmiemy pod uwagę to, że masową śpiączkę mieliśmy również w poprzednim crossoverze.

Dalej - Music Meister twierdzi, że Kara i Barry znaleźli się w musicalu tylko i wyłącznie dlatego, że mają związane z tym gatunkiem filmowym ciepłe wspomnienia (bo tak się składa, że Kara często oglądała z Denversami Czarnoksiężnika z Krainy Oz) i że równie dobrze mogliby trafić do filmu wojennego, gdyby takowe kino lubili.

Wyjaśnię to inaczej: Music Meister - postać, której koncept opiera się na tym, że za pomocą hipnozy tworzy ze świata musical - twierdzi, że gdyby nie miłość Kary i Barry'ego do Czarnoksiężnika... i Deszczowej piosenki, mogliby trafić do scenariusza, w którym nie ma w ogóle śpiewania.

To po jakiego grzyba ten facet ma taki pseudonim, skoro jego moce nie mają nic wspólnego z muzyką?!

No i w końcu okazuje się, że Music Meister wcale nie jest zły, wcale a wcale. On tylko chciał dać naszym bohaterom lekcję na temat miłości (ponieważ - jak już wspomniałam - zarówno Flash, jak i Supergirl borykają się ostatnio z problemami sercowymi). I też kiedy Kara i Barry rozmawiają z gangsterami na temat ich dzieci, oboje zdają sobie sprawę z pewnych rzeczy (że Barry powinien się zaręczyć z Iris nie dlatego, że to może zmienić przyszłość, ale dlatego, że chce z nią być; i że Mon-El nie chciał powiedzieć Karze o tym, kim jest, bo się bał jej reakcji). No i oczywiście, następuje nieszczególnie oryginalny koniec, w którym to właśnie Iris i Mon-El ratują Flasha i Supergirl przed śmiercią w musicalu.

Jednym słowem ten crossover jest rozczarowujący. Nie to mi obiecano i z całą pewnością można by było to zrobić lepiej. Zdecydowanie jest to najsłabszy crossover, na jaki pokusiło się Arrowverse.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz