sobota, 24 grudnia 2016

Krótka notka o filmach świątecznych, które będę oglądać

Tradycja to tradycja.
Doszłam do wniosku, że warto coś z okazji Bożego Narodzenia przygotować.

Chciałam zrobić listę świątecznych speciali, które lubię sobie oglądać, ale i tak ta lista byłaby pewnie zbyt krótka, bo nie mam znowu aż tak wielu kandydatów, nie mówiąc już o mojej ogólnej zasadzie, aby nie mówić dwa razy o tym samym (skoro dwa bożonarodzeniowe "flicki" omówiłam już w liście moich ulubionych filmów).

Tak więc postanowiłam, że zrobię tak jak swego czasu z trzema serialami animowanymi, którymi zainteresowałam się przy okazji Wodogrzmotów Małych - opiszę Wam kilka z tychże speciali w przypadkowej kolejności.

Może przy okazji zachęcę Was do zapoznania się z przynajmniej jednym z poniższych filmów.

Wiedźmikołaj
Dwuodcinkowy miniserial na podstawie książki Terry'ego Pratchetta jest bardzo sympatycznym tworem. Posiada zwariowany humor, ciekawe postaci i morał na temat fantazjowania. Z innego mojego tekstu możecie wiedzieć, że jest to opowieść o tym, jak dyskowa wersja świętego Mikołaja znika nagle i Śmierć musi ją zastępować, aby słońce mogło wzejść. W między czasie dochodzi do powstania kilku nowych mitycznych postaci (jak bóg kaca), niejaki Herbatka włamuje się do zamku Wróżki Zębuszki, dwaj funkcjonariusze Straży Miejskiej rozmawiają o znaczeniu świąt, a wnuczka Śmierci, Susan, musi rozwikłać ten cały galimatias, aby nie doszło do tragedii.

Wiedźmikołaj ma, oczywiście, swoje małe wady (oglądałabym go z o wiele większą przyjemnością, gdyby nie fragmenty z magami, Nobby'm i Wizytujem), ale ma też mnóstwo fantastycznych małych scenek, zarówno tych niepoważnych, jak i tych jak najbardziej na serio - konfrontacja Herbatki i Susan, Susan spotykająca pierwszą Wróżkę Zębuszkę, w końcu relacje między Śmiercią i jego wnuczką, które są bardzo urocze zwłaszcza po finałowej potyczce. Poza tym jest kilka dobrych tekstów, chociażby wymiana zdań między Susan i Śmiercią na temat potrzeby fantazjowania, przedstawiająca pogląd Pratchetta, że to właśnie wyobraźnia czyni ludzi wyjątkowymi.

Artur ratuje Gwizdkę
Uroczy brytyjski film, o którym też swego czasu wspominałam. Ma ciekawy koncept świętego Mikołaja, elfów i Bieguna Północnego; ma przemiłego bohatera, podejmującego się karkołomnej misji dostarczenia prezentu, który nie dotarł na miejsce; ma również kilka pobocznych bohaterów, takich jak krewni Artura, czy elfka specjalizująca się w opakowywaniu prezentów w papier. Ma też kilka lekkich, przyjemnych gagów i ciepłych momentów.

Sam Artur przebywa długą podróż, która zmienia zarówno jego własną perspektywę na pewne rzeczy, jak i perspektywę innych ludzi na niego. W rezultacie, kiedy wreszcie dochodzi do wielkiego finału, jest tym bardziej satysfakcjonujący.

Pada Shrek
Krótki film Dreamworks, będący jednym z wielu świątecznych speciali z udziałem postaci z produkcji tego studia, wydaje mi się najlepszym z nich. Mam taką teorię, że filmy o Shreku są taką metaforą etapów w związku, a Pada Shrek odnosi się do tego jak wiele wysiłku i stresów kosztuje członków rodziny stworzenie idealnej, świątecznej atmosfery.

Cały special opiera się właśnie na tym, że Shrek - który nigdy wcześniej nie obchodził Bożego Narodzenia - próbuje dostosować się do jakiegoś ideału świąt, jednak życie mu w tym przeszkadza, nie mówiąc już o niezapowiedzianych gościach, którzy ciągle przerywają mu czytanie Twas the Night Before Christmas. I znając naszego ukochanego ogra, w końcu wybuchnie.


Opowieść wigilijna z 1999
Oczywiście nie mogło na tej liście zabraknąć którejś ekranizacji Opowieści wigilijnej. Ta z 1999 roku jest akurat tą Opowieścią wigilijną, która znam najlepiej, bo jak jeszcze istniał Hallmark, puszczano ją co roku. Toteż dla mnie najlepszym Scrooge'm na zawsze pozostanie Patrick Stewart.

Jest to film pełen małych, ale fantastycznych scen, które do dzisiaj zapadły mi w pamięć. Jedna z nich ma miejsce, kiedy Duch Obecnych Świat zabiera Scrooge'a na małą przejażdżkę po świecie, pokazując jak różni ludzie świętują Boże Narodzenie śpiewając Cichą Noc; zaczyna się od więźniów w areszcie, a kończy na niemieckich żeglarzach, którzy wykonują kolędę w jej oryginalnej wersji. Żadna inna adaptacja Opowieści wigilijnej nie wzbudza we mnie takich emocji, jak ta z 1999. Duża w tym rola również Patricka Stewarta jako Scrooge'a, który jest bardzo wyrazisty i potrafi być zarówno wredny, jak i pełen skruchy.

I to by było na tyle. Pozostało mi tylko życzyć moim czytelnikom miłych, spokojnych i pełnych ciepła świąt.

2 komentarze:

  1. Opowieść wigilijna to już klasyka.
    I zdrowych, wesołych świąt, Megi:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to lubię tylko "Złego Mikołaja".

    OdpowiedzUsuń