sobota, 1 października 2016

Krótka notka o "Superhero Fight Club 2.0"

W 2015 roku, jak jeszcze trwały trzeci sezon Arrow i pierwszy sezon Flasha, CW zrobiło krótki filmik pod tytułem Superhero Fight Club. Fabuła filmiku była dość prosta: Oliver Queen prowadzi Barry'ego Allena do tajemniczego pomieszczenia, służącego za arenę nie tylko do walk między tymi dobrymi (poza protagonistami, byli to też różnego rodzaju postaci poboczne, jak Firestorm czy Roy Harper), ale też gdzie ci źli mogli się do tych walk dołączyć (i tutaj mieliśmy Roguesów, Reverse-Flasha, a nawet Ra's Al Ghula).

Generalnie była to akcja promocyjna, która nie miała za wiele sensu z punktu widzenia fabuły obu seriali, ale wyglądała fajnie.

I tak się złożyło, że wczoraj miał premierę filmik Superhero Fight Club 2.0, który do starego pomysłu dodał kilka nowych. Jak więc wyszedł? Przekonajmy się!

(W tym miejscu miał być sam filmik Superhero Fight Club 2.0, ale Warner Bros. Entertainment zdjęła go z YouTube'a i jest on możliwy do obejrzenia tylko tutaj.)

Tym razem mamy nieoficjalne przywitanie Supergirl w Arrowverse. Tak jak poprzednim razem Oliver pokazywał tajny klub walk superbohaterów Barry'emu, tak teraz obaj panowie pokazują go Karze Denvers, która jest perspektywą dołączenia do klubu bardzo podekscytowana. Tym razem nie ma czarnych charakterów (no, może poza jednym na końcu), ale mamy kilku członków Legends of Tomorrow - Atoma, Firestorma i White Canary. Ponadto twórcy filmiku najwyraźniej zrezygnowali z konceptu areny i teraz bohaterowie, zamiast walczyć między sobą, walczą z robotami zbudowanymi przez Cisco Ramona i Felicity Smoak w ramach ćwiczeń z pracy zespołowej. I nie są to łatwi przeciwnicy, bo wiedzą jak zneutralizować większość broni i supermocy herosów.

Nie powiem, filmik był świetny, zwłaszcza jeśli chodzi o ton. Lekki, łatwy i przyjemny. Czuć, że to ludzie, którzy się znają i lubią, a w związku z tym - dobrze się ze sobą bawią. W tym roku zresztą mamy mieć czteroodcinkowy crossover między wszystkimi czterema serialami, więc tym bardziej cieszyłam się, że Supergirl tam jest (a Martian Manhunter przyglądający się wszystkiemu z góry to już w ogóle kopie tyłki).

Natomiast mimo wszystko odniosłam wrażenie, że tym razem było trochę mniej postaci. No bo w sumie mogli tam wrzucić na tę arenę nie tylko resztę Legend (czyli Hawkgirl, Hawkmana, Ripa Huntera i Heatwave'a), ale też pójść odrobinę dalej i dodać Vixen (którą przecież widzieliśmy już w wersji aktorskiej) albo Constantine'a. Ale podejrzewam też, że to wina budżetu. Ostatecznie nie tylko trzeba by było zapłacić tym wszystkim aktorom, ale też zrobić efekty ich mocy, a przecież jest to tylko krótkie promo nadchodzących seriali.

W każdym razie spełniło ono w moim przypadku swoją rolę i teraz jestem bardziej podekscytowana na nadchodzące premiery.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz