wtorek, 11 października 2016

Krótka notka o "Supergirl" 2x1

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do finału pierwszej serii Supergirl!

W końcu nadszedł drugi sezon! I tak jak w przypadku Flasha, wiele nam obiecano - rozwój wątków z ostatniego odcinka poprzedniego sezonu, siostrę Lexa Luthora, graną przez Katie McGrath, a przede wszystkim - Supermana. A że materiały promocyjne seriali superbohaterskich CW najbardziej podjarały mnie właśnie na Supergirl, tym bardziej nie mogłam się doczekać premiery drugiej serii.

Jak wyszła? Przekonajmy się.

Zaczęliśmy mniej więcej w tym samym miejscu, w którym skończyliśmy w poprzednim sezonie - świętując zwycięstwo nad Myriadem, Kara zauważa lecący przez miasto obiekt latający. Wraz z J'onnem wyruszają, aby go przechwycić, zanim poczyni szkody, i przekonują się, że jest to kryptoniańska kapsuła z jakimś młodzieńcem w środku, tak więc szybko zabierają go do siedziby DEO. Następnego dnia podczas randki z Jimmy'm Olsenem, Kara musi znów ruszać do akcji, albowiem statek kosmiczny "Venture" ulega awarii i zaczyna gwałtownie spadać. Tak się składa, że komunikat o wypadku słyszy również Clark Kent i bohaterowie Metropolis i National City razem podejmują się uratowania rakiety. Uważając, że awaria była sabotażem, Superman i Supergirl łączą siły, aby dowiedzieć się, co zaszło, zwłaszcza, że jednej z pasażerek - Liny Luthor - nie było na statku.

Tyler Hoechlin jako Clark Kent bardzo mi się podobał, szczególnie w scenach z Karą. Jest wyluzowany i chce pomagać, chociaż tak po prawdzie, to na razie mało się wyróżnia. Natomiast fajnie się go ogląda, jak on i Kara razem ratują świat, prowadzą śledztwo czy po prostu rozmawiają. Widać, że czują się swobodnie w swoich towarzystwie.

Katie McGrath jako Lina Luthor także wychodzi całkiem nieźle. Ma ciekawą motywację i zapewne mamy się zastanawiać, czy mówi prawdę, czy też ma jakiś ukryty plan (zresztą Greg Berlanti równie dobrze może z nią zrobić to samo, co w pierwszym sezonie Flasha z Harrisonem Wellsem - niby czuć, że jest to czarny charakter, który coś knuje, ale są takie momenty, kiedy mu naprawdę wierzymy, bo aktor potrafi zagrać szczerość). W ogóle to bardzo cieszę się, że McGrath nie odtwarza roli Morgany Przygód Merlina. Lubię jak aktorzy grają role różne od tych, w których widziałam ich wcześniej (choć jest parę wyjątków).

Jak zwykle też Cat Grant rządzi, chociaż serial sugeruje nam (i to dość topornie), że czuje ona mięte do Clarka Kenta. Mam nadzieję, że nie będą tego wątku ciągnąć.

Ten odcinek niejako pokazał nam, że w drugim sezonie będzie się przewijał wątek tego jak główna bohaterka spróbuje odnaleźć własną tożsamość, łącząc rolę Kary Denvers i Supergirl. Z jednej strony dostała od Cat Grant możliwość wyboru dalszej ścieżki zawodowej w Catco, którą to decyzję musi podjąć w ciągu dwóch dni; a z drugiej chce zacząć poważny związek z Jimmy'm Olsenem. Obecność Supermana ma też służyć temu, aby Clark pomógł kuzynce w tym właśnie zadaniu. W końcu on sam musiał kiedyś przejść przez to samo.

Poza tym pozostaje kwestia tajemniczego Kryptonianina i Kadmusa, gdzie przetrzymywany jest podobno doktor Denvers.

Tak czy inaczej, ten sezon zaczął się bardzo dobrze i oby utrzymał poziom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz