środa, 5 października 2016

Krótka notka o premierze trzeciego sezonu "The Flash"

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do finału drugiej serii The Flash.

Nadszedł październik, a co za tym idzie - premiery sezonów seriali o superbohaterach DC. W następnym tygodniu powracają Legends of Tomorrow i Supergirl, w tym zaś Arrow i The Flash. Przy trzecim sezonie tego ostatniego wiele nam obiecano, nie tylko zważywszy na wielki finał sezonu drugiego, ale też na to, co nam opowiadano w wywiadach i materiałach promocyjnych.

A mianowicie - obiecano nam adaptację Flashpoint Paradox - jednego z najbardziej dramatycznych wydarzeń w całym uniwersum DC. Ja sama obejrzałam z ciekawości animowaną adaptację Flashpoint Paradox i zaraz pokrótce porównam obie wersje ze sobą.

Ale najpierw sam odcinek.

No więc w sezonie drugim zostawiliśmy Barry'ego Allena w momencie, kiedy - wiedziony rozpaczą - postanowił cofnąć się w czasie i uratować swoją matkę przed morderstwem z ręki Reverse-Flasha. Nasz bohater pokonuje swojego przeciwnika, po czym powraca z nim do współczesności i cieszy się swoim nowym życiem. Mieszka z kochającymi, żywymi rodzicami, ma swoją pracę, chce się umówić z Iris i nie musi zajmować się walką z przestępcami, bo inny speedster - będący Kid Flashem Wally West - jest rezydującym superbohaterem Central City. Wydawałoby się, że wszystko jest świetnie... ale to nieprawda. Bo nie dość, że przybrany ojciec Barry'ego, Joe West, ma depresję; nie dość, że posiadający własną firmę Cisco Ramon jest bucem; to jeszcze Barry zaczyna zapominać wszystko ze swojego poprzedniego życia w momencie, kiedy ta wiedza okazuje się być istotna.

Zacznijmy od tego, że w komiksach i filmie animowanym Flashpoint był wydarzeniem na skalę całego uniwersum. To, że Barry cofnął się w czasie, aby uratować swoją matkę, sprawiło, że:

- kapsuła z małym Kal-Elem trafiła nie do Kentów, tylko w ręce amerykańskiego rządu i dlatego przyszły Superman stał się królikiem doświadczalnym;

- Abin Sur również został przechwycony przez rząd USA, przez co jego pierścień nie trafił do Hala Jordana, aby zrobić zeń Zieloną Latarnię;

- Bruce Wayne został zabity zamiast swoich rodziców i w rezultacie tej tragedii Thomas Wayne został Batmanem, a Marta Wayne - Jokerem;

- doszło do wojny między Atlantydą a Temiskirą (wyspą Amazonek), a skutki tej wojny odczuli mieszkańcy reszty świata;

...a to dopiero początek. Bo w tym mrocznym, mrocznym świecie, w którym członkowie Ligi Sprawiedliwych, albo giną, albo są spaczonymi wersjami siebie, albo cierpią, wszystko jest nie tak. W końcu Barry, który nawiązuje współpracę z Thomasem Wayne'm i próbuje jakoś to wszystko naprawić, przekonuje się, że musi znów cofnąć się w czasie i powstrzymać sam siebie przed uratowaniem własnej matki (chociaż tak po prawdzie, to wyjaśniono nam tylko w jaki sposób to wydarzenie sprawiło, że Superman nie jest tym kim jest; w jaki sposób ocalenie życia Nory Allen wiąże się z wojną albo śmiercią Bruce'a Wayne'a, nie wiem).

Gdybyśmy mieli zaadaptować Flashpoint do Arrowverse, od razu widać, że musiałoby to być wydarzenie na o wiele mniejszą skalę. Nie mamy aż tak wiele postaci, aby uczynić ich życie okropniejszym. Robert Queen mógłby - od biedy - być Thomasem Wayne'm, czyli o wiele bardziej bezwzględną Zieloną Strzałą (przy czym jest nią na Ziemi-2), ale co miałoby nam zastąpić Atlantydę i Amazonki? Nawet mieszanie w to Kary nie miałoby za wiele sensu (pamiętajcie - Supergirl dzieje się w innej rzeczywistości niż reszta Arrowverse).

Greg Berlanti i Marc Guggenheim zapewniali nas, że Flashpoint będzie miał jakiś wpływ na resztę uniwersum... jednakże zmiany miałby być ledwo widoczne. I też ludzie zaczęli się zastanawiać, co zostanie zmienione (niektórzy, na przykład, mieli nadzieję, że Laurel Lance zostanie przywrócona do życia, a Felicity Smoak wymazana z linii czasowej). Ponadto zapewniono nas, że samo wydarzenie będzie trwało jeden odcinek Flasha.

Jeden odcinek.

Taaa...

Nie zrozumcie mnie źle - pierwszy epizod trzeciego sezonu miał swoje chwytające za serce momenty. Jednym z nich była - przede wszystkim - depresja Joe Westa, która jest w pełni zrozumiała, biorąc pod uwagę to, co kiedyś detektyw wyznał - że mały Barry Allen dał mu nadzieję i siłę, aby przetrwać okres "owdowienia" i samotnego rodzicielstwa. (Innym była śmierć pewnej postaci, która to śmierć była bardzo w stylu Flashpoint Paradox... ale nie chce Wam spoilerować). Jednakże to za mało w porównaniu z tym, co mieliśmy w komiksach czy filmie animowanym.

Ewidentnie było jeszcze za wcześnie, aby Arrowverse brało się za Flashpoint Paradox. Producenci mogliby poczekać do następnego sezonu, jak już Justice Society of America byłoby lepiej rozwinięte... albo jak Superman byłby lepiej osadzony w Supergirl.

Ale nie można powiedzieć, aby przez skutki Flashpoint nie miało być w we Flashu interesująco. Pod koniec tego odcinka zostało nam zasygnalizowane, że jednak Barry nie wrócił do rzeczywistości, którą dobrze zna; i że czeka go kilka niemiłych niespodzianek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz