poniedziałek, 5 września 2016

Meg ogląda "Stranger Things" - Rozdział czwarty: "Ciało"

Uwaga! Spoilery!

A więc wygląda na to, że wyciągnięto z rzeki ciało Willa, jednakże pojawiają się przesłanki za tym, że może ono nie być tym, czym jest.

Zacznijmy od tego, że Nastce udaje się (za pomocą swoich mocy) wyłapać sygnał śpiewającego Willa, tak więc Mike, Lucas i Dustin nie tylko przekonują się, że ich przyjaciel żyje, ale postanawiają skorzystać z bardziej zaawansowanego sprzętu radiowego w szkole. Przy okazji przebierają Nastkę, a nauczycielowi mówią, że to kuzynka Mike'a ze Szwecji.

Śmierci Willa nie przyjmuje do wiadomości również jego matka, co szeryf i Jonathan na początku odbierają jako urojenia spowodowane żalem... ale potem przekonują się, że coś w tym jest (szeryf - odkrywając, że jakieś obce typy zajmowały się sekcją Willa; a Jonathan - po tym jak Nancy mówi mu, że widziała to samo, co Joyce) i, koniec końców, coraz więcej ludzi przekonuje się o tym, że w Hawkins dzieje się coś nadnaturalnego.

Pod koniec poprzedniego odcinka zakładałam, że to, co wyłowiono z rzeki jest, istotnie, ciałem Willa Byersa... Jednakże on sam żyje, tylko jego dusza/umysł znajduje się w innym świecie, a kiedy wreszcie Will zostanie uratowany, to ciało ożyje, jakby chłopiec został wybudzony ze śpiączki. Moje założenia okazały się nie do końca trafne - Will jednak uwięziony jest w innym świecie, zarówno ciałem, jak i duszą.

To jednak nie zmienia faktu, że dla większości ludzi w miasteczku chłopiec rzeczywiście nie żyje. Jonathan - który musi radzić sobie nie tylko z (jak mu się wydaje) mającą urojenia matką, ale też stratą młodszego brata - dochodzi już do granic wytrzymałości i krzyczy: "Bądź świadoma, że jak ty będziesz rozmawiać z Willem, ktoś będzie musiał mu wyprawić pogrzeb!" Ale Joyce zdaje sobie sprawę z tego, że jej historia jest niewiarygodna, jednak nie przyjmuje do wiadomości, że wyłowione z rzeki zwłoki mogą należeć do jej dziecka. I nawet podczas wizyty w kostnicy każe sobie pokazać znamię na jego ręce, aby udowodnić swoje przypuszczenia,

Prawdę mówiąc, w tym odcinku już drugi raz szeryf Hopper mówi o swojej zmarłej córeczce jakby była żywa. No cóż, tym razem właściwie można by pomyśleć, że zrobił to tylko po to, aby zdobyć zaufanie gościa, od którego chce wyciągnąć informacje, ale wcześniej, w pierwszym odcinku, wyglądało na to, że przez chwilę rzeczywiście miał wrażenie, że jego dziecko nadal żyje. Zresztą sam zwierzył się Joyce, że przez długi czas po śmierci córki widział ją i słyszał. Tak więc może to taki odruch z czasów przed tragedią, że szeryf chwali się jakie to ma mądre potomstwo, ilekroć spotka kogoś nieznajomego.

Wróćmy do Jonathana, bo wygląda na to, że rzeczywiście zrobił kolegom zdjęcia ze względu na wizję artystyczną. I też Nancy nie ma mu za złe naruszenia prywatności, ale to pewnie dlatego, że przyświeca dziewczynie większy cel: dowiedzieć się, co stało się z Barb i ją odnaleźć. A Jonathan uwiecznił moment tuż przed jej zniknięciem.

Mamy też mały moment, w którym nasi szaleni naukowcy okazują jakieś ludzkie odruchy. Po wysłaniu śmiałka na mały rekonesans wgłąb grzybiastego portalu i odkryciu, że coś poszło nie tak, natychmiast próbują wyciągnąć stamtąd kolegę. Niby to zrozumiałe - to w końcu jeden z nich, a przecież troska o "swoich" występuje nawet w najbardziej zdeprawowanych grupach - ale jednak pamiętajmy, że scenarzyści mogli nam zaserwować motyw z bezwzględnym dowódcą, który poświęca swoich ludzi. Tak więc Bennet to łajza... ale jego łajzowatość ma granice, przez co nie jest karykaturą.

Ale nie obeszło się bez drani w tym odcinku, Nie dość, że przy śledztwie w sprawie zniknięcia Barb Steve dba tylko o to, aby nie wyszło na jaw, że zrobił imprezę z alkoholem; to jeszcze standardowi szkolni brutale, którzy zwykle znęcają się nad Mikeim, Dustinem, Lucasem i Willem, śmiali się z patosu panującego w szkole z powodu "śmierci" tego ostatniego. I też kiedy Mike, Nastka i spółka ich konfrontują w tej sprawie i łobuzy nadal kpią sobie z Willa, wiadomo już, że lada chwila Jedenastka postanowi ich w jakiś sposób ukarać.

To dobrze, że coraz więcej ludzi przekonuje się, że coś jest nie tak. To dobrze, że Mike i spółka  nie są jedynymi, którzy próbują tę zagadkę rozwikłać i biorą pod uwagę, że może to, z czym się mierzą, nie jest z tego świata. Dzięki temu, jak już przyjdzie co do czego, dzieciaki nie będą musiały stawać przeciwko tym stworom same. A to już coś.

Do zobaczenia przy następnym odcinku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz