piątek, 20 maja 2016

Artykuł: Kiedy superbohaterowie ze sobą walczą

Uwaga! Tekst zawiera spoilery!

Konflikt. Jeden z najważniejszych elementów w opowieści. Może zachodzić między bohaterem a złoczyńcą, między jednostką a zbiorowością, między człowiekiem a naturą, między bohaterem a jego własnymi słabościami. Jednak dość często zdarza się, że konflikt zachodzi między postaciami, które stoją po stronie dobra, ale z jakiegoś powodu się nie dogadują. Co więcej – komiksy mają długą historię konfliktów między superbohaterami.

Tej wiosny mieliśmy okazję zobaczyć kilka z nich w ekranowych adaptacjach. Najpierw drugi sezon Daredevila uraczył nas wątkiem Punishera, a następnie do kin weszły dwa blockbustery z wątkiem walczących ze sobą superbohaterów – Batman v. Superman: Świt Sprawiedliwości i Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Dodajmy do tego dwuczęściowy crossover z zeszłego sezonu między Arrow i Flashem i mamy cztery konflikty, którym warto by się przyjrzeć.


Odłóżmy na bok kwestie jakości tego filmu i zacznijmy od Supermana i Batmana. Konflikt, który pojawia się w Batman v. Superman jest konfliktem zasadzającym się na tym, że obaj bohaterowie uważają się nawzajem za zagrożenie. Bruce Wayne, który był w Metropolis podczas wydarzeń z finału Człowieka ze Stali, uważa Supermana za potężną istotę, która teraz jest po stronie ludzkości, ale kiedyś może obrócić się przeciwko niej. Clark Kent z kolei uważa, że Batman jest niebezpiecznym szaleńcem, który uważa się za sędziego i kata. W tym filmie dwie największe ikony DC Comics – bohaterowie, którzy w komiksach są najlepszymi przyjaciółmi, walczącymi ramię w ramię – są wrogami. Obaj uznają siebie samych za bohaterów, podczas gdy ten drugi jest złoczyńcą, którego trzeba powstrzymać, choć widz wie, że w końcu pogodzą się i połączą siły w walce przeciwko wspólnemu wrogowi.

Komiksowy konflikt, którym inspirował się Zack Snyder, stanowi wielki finał Powrotu Mrocznego Rycerza Franka Millera. Tam jednak miał on trochę inny charakter. Przede wszystkim Superman i Batman byli już wtedy przyjaciółmi od kilku dekad. Jednakże w tej alternatywnej rzeczywistości Millera powracający z emerytury Batman jest postrzegany jako zagrożenie i Ronald Reagan wysyła za nim będącego na usługach rządu Supermana. Clark Kent jest w Powrocie Mrocznego Rycerza zdrajcą własnych ideałów i choć nie chce walczyć z Bruce’m Wayne’m, i tak pozostaje wierny rządowi amerykańskiemu, który zlecił mu unieszkodliwienie Batmana.

Można powiedzieć, że w komiksie Millera Batman i Superman również uważają się nawzajem za zagrożenie. Clark, jako najemnik rządu, wierzy, że jego stary przyjaciel wprowadza zamieszanie, a Bruce sądzi, że Superman ślepo wykonuje rozkazy, nie myśląc o tym, jakie szkody może wywołać. Ich walka – walka dwóch tytanów i byłych przyjaciół – jest wyrównana i brutalna. Ostateczny jednak cios Supermanowi nie zadaje Batman, tylko rządny zemsty Green Arrow, który wystrzeliwuje w stronę Clarka strzałę z kryptonitem. I leżący koło osłabionego przyjaciela Mroczny Rycerz ma atak serca i umiera.

Wśród fanów obu superbohaterów trwa wieczna dyskusja na temat tego, kto wygrałby, gdyby walczyli na serio – gdyby nie tylko Batman wykorzystał każdy dostępny trik przeciwko Supermanowi, lecz także gdyby Superman użył swoich mocy, nie zważając na to, że może zabić Bruce’a. Wydaje mi się też, że wielu ludzi chce widzieć w pozbawionym mocy, a mimo to pokonującym znacznie silniejszego Supermana, Batmanie pochwałę człowieczeństwa, które – choć kruche – może stanąć przeciwko bogom, poprzez spryt, przygotowanie i siłę woli. Zwycięstwo Batmana nad niezwyciężonym Supermanem ma być jakby dowodem na moralną wyższość superbohaterów bez mocy nad tymi dysponującymi mocami.

Trochę już o tym mówiłam w zeszłym roku, kiedy pisałam o odcinku crossoverowym Flasha. W rzeczy samej – choć do walki między Flashem a Arrowem doszło, ponieważ Barry był pod wpływem meta-człowieka wywołującego agresję i przez to stanowił zagrożenie dla wszystkich dookoła, tak naprawdę od kiedy pojawiły się materiały promocyjne do tego odcinka, odnosiło się wrażenie, że chodziło nie tyle o powstrzymanie jakiegoś złoczyńcy, ale rozstrzygnięcie kto jest lepszy – zaprawiony w boju Arrow, czy posiadający superszybkość Flash. Co więcej – w drugiej części crossovera, którego nie omówiłam w powyższym artykule, obaj bohaterowie szykują się do ostatecznego rozstrzygnięcia tego problemu poprzez walkę na osobności, zanim Barry wróci do siebie. Rezultatu tej potyczki nie widzimy.

Jednakże jeszcze przed zetknięciem z wywołującym agresję przeciwnikiem zachodzi między Flashem a Arrow konflikt; konflikt, który będzie miał swój dalszy ciąg w drugiej części crossovera, kiedy Drużyna Flasha przybywa do Starling City.

Ów konflikt zaczyna się od tego, że Joe West i Harrison Wells konfrontują Barry’ego w sprawie zarzutów, które postawiono Arrowowi, i w zasadzie konkludują, że Strzała to przestępca. Barry broni Olivera, którego miał okazję widzieć w akcji, ale potem, już w Starling City, Barry widzi jak Oliver torturuje jednego ze zbirów, aby wyciągnąć z niego informację o Kapitanie Bumerangu. W tym momencie Flash zdaje sobie sprawę z tego, jak bezwzględny potrafi być jego przyjaciel, i postanawia przemówić mu do rozumu.

Barry: Torturowałeś tego faceta.
Oliver: Przesłuchiwałem go.
Barry: Kiedy przyjaciele mówili mi, że twoje metody czynią cię przestępcą, broniłem cię, bo uważałem, że jesteś bohaterem. Myślałem, że powinniśmy być lepsi od nich.
Oliver: Barry… Ty mieszkasz w Central City, gdzie jest zawsze słonecznie, a twoi wrogowie dostają urocze przezwiska. [Teraz] Nie jesteś w Central City. (…) Ja mieszkam w mieście, gdzie mój najlepszy przyjaciel został zamordowany; gdzie kobieta, którą kochałem [Sara Lance], została przebita strzałami i zrzucona z dachu; gdzie moja matka została zabita na moich oczach. Więc zanim…
Barry: Moja matka także została zabita na moich oczach. Ale nie używam swoich osobistych tragedii jako pretekstu, aby torturować każdego, kto mnie wkurza.
Oliver: O, przepraszam, Barry, ja nie jestem tak emocjonalnie zdrowy jak ty. (…) Kiedy zgodziliśmy się na to, abyś został [pomagać w sprawie Kapitana Bumeranga], zdecydowaliśmy, że będzie to na moich warunkach. Jeżeli to dla ciebie za trudne, znasz drogę do Central City.
Flash i Arrow to seriale, które – mimo że osadzone w jednym uniwersum – różnią się bardzo w tonie. Widać to, na przykład, w tym jak przedstawiane są rodzinne miasta obu bohaterów. Wydaje się, że Starling City jest pogrążone w wiecznej ciemności, tymczasem w Central City zawsze jest jasno. Wiele osób porównuje relacje między Arrow i Flashem do tych, które mają miejsce w komiksach między Supermanem i Batmanem. Wielokrotnie, kiedy analizuje się metody Clarka Kenta i Bruce’a Wayne’a, bierze się pod uwagę to, że Gotham jest miastem bezprawia, opanowanym przez korupcję i szaleńców, podczas gdy Metropolis zagrażają potwory nie z tego świata i meta-ludzie.

Powyższa dyskusja wydaje się sugerować coś podobnego w przypadku Starling City i Central City – że rodzinne miasto Strzały to piekło na Ziemi, więc aby skutecznie walczyć z przestępcami, trzeba używać drastycznych metod; i że Central City ma problem z meta-ludźmi, ale też ochrania je meta-człowiek, który może sobie pozwolić na moralny idealizm. Właściwie to w późniejszym odcinku Flasha Barry próbuje naśladować Arrowa, w tym sensie, że chce przechytrzyć swojego przeciwnika, planując przeniesienie zamkniętych w STAR Labs przestępców z mocami. Jednak mu się nie udaje i kiedy przyznaje się do tego przed Joe, jego przybrany ojciec stwierdza: „Nie jesteś jak Strzała. Ty widzisz w przestępcach ludzi i zależy ci na ich życiach.”

W rzeczy samej, Flash to bohater, który przeżywa bardzo każdą śmierć, jakiej jest świadkiem i trudno powiedzieć, żeby kogokolwiek nienawidził. Barry Allen jest bohaterem w pełni tego słowa znaczeniu i nigdy nie posunąłby się do torturowania czy zabicia przestępcy. Zawsze też przeżywa bardzo to, że nie udało mu się kogoś uratować. Tymczasem Arrow… Arrow od pierwszego sezonu jest bezwzględny, ponieważ miał takie przeżycia, a nie inne. Rzadko też traktuje swoich przeciwników jak ludzi; dla niego to po prostu przestępcy, którzy niszczą jego miasto i trzeba ich albo ukarać, albo zmusić do tego, aby powiedzieli, gdzie jest ich szef.

W dodatku trzeci sezon Arrow miał to do siebie, że poruszał temat tożsamości Olivera – jak bardzo jest on Oliverem Queenem, człowiekiem pod kapturem, a jak bardzo jest zamaskowanym mścicielem. Ósmy odcinek zaś, będący drugą częścią crossovera z Flashem, odkrywa przed nami w retrospekcjach moment, w którym Oliver nie potrafił wyciągnąć informacji z członka triady i przez to doprowadził do tragedii. W teraźniejszości zaś Strzała rozmawia o swojej sprzeczce z Flashem z przywódczynią ARGUSa, Amandą Waller, i oboje zgadzają się z tym, że skrajne przypadki wymagają skrajnych rozwiązań.

Tutaj mamy kolejne źródło konfliktu – systemy etyczne. Coś, co dla jednego bohatera jest zrozumiałym środkiem prowadzącym do większego dobra, dla innego, szanującego prawda obywatelskie, jest nie do pomyślenia. Jednym ze źródeł największej polaryzacji między superbohaterami, zwłaszcza tymi, będącymi vigilante, jest kwestia tego, czy darować przestępcom życie, choćby dlatego, że mogą zmienić swoje postępowanie; czy zabijać ich, zanim sprowadzą jeszcze więcej cierpień. I tutaj wkraczają Daredevil i Punisher.

Daredevil nie jest miłym gościem. Nie waha się używać brutalnych metod, aby powstrzymać złoczyńców przed popełnianiem przestępstw. W zasadzie przez cały pierwszy sezon Daredevila Matt Murdock jest konfrontowany z problemem czy ma moralne prawo robić to, co robi, i czy czasem nie robi tego, bo czuje wewnętrzne pragnienie krwi. Stara się jednak nie zabijać swoich przeciwników. Może ich poturbować tak, że nie będą już zagrożeniem dla innych, ale ich nie zabije. Jest to granica, której nie chce przekroczyć w obawie, że stanie się potworem, a z drugiej strony rozważa zrobienie wyjątku dla Wilsona Fiska, który niszczy jego miasto.

Na początku sezonu drugiego kompas moralny Matta Murdocka jest już ukształtowany. I wtedy pojawia się Frank Castle – Punisher, który jest również bezwzględny wobec przestępców, ale nie waha się ich zabijać. Sekretarka Matta, Karen Page, stwierdza, że Punisher mógł zostać zachęcony do działania przez to, że ludzie pochwalają metody Daredevila. Jednakże Frank Castle dysponuje wyposażeniem wojskowym, zabija każdego gangstera niezależnie od tego, czy jest bezwzględnym mordercą, czy niedoświadczonym młodzikiem; i wprowadza zamieszanie, które łatwo może eskalować. Dlatego Daredevil musi go powstrzymać.

Sam Punisher traktuje Diabła z Hell’s Kitchen jak przeszkodę i nawet do niego strzela, niszcząc jego maskę… jednak robi to w taki sposób, aby Daredevil przeżył. Melvin Potter, który wykonał dla Matta kostium, informuje go, że Punisher mógł w ten sposób ostrzec kolegę po fachu, aby nie wchodził mu w drogę. Matt jednak nie zamierza się wycofać i próbuje po raz kolejny unieszkodliwić Punishera. W rezultacie zostaje przez Franka schwytany i dochodzi między nimi do konfrontacji na dachu, która to konfrontacja na początku przebiega całkiem spokojnie.

Matt próbuje rozmawiać ze swoim przeciwnikiem, próbuje przekonać go, żeby złożył broń i odpoczął. Mimo że Frank go przetrzymuje i w każdej chwili może zabić, Matt traktuje go jak zwykłego człowieka i chce z nim nawiązać nić porozumienia. Punisher zaś nie chce się zwierzać przed Daredevilem, ale co nieco o sobie wyjawia, aby udowodnić swojemu rozmówcy, że nie rozumie Franka tak bardzo jak mu się wydaje i że ma luksus ukrywania się za maską, którego nie mają żołnierze. Potem zaś obaj mężczyźni przechodzą do właściwej konfrontacji swoich postaw.
Matt: Nie zabijam ludzi.
Frank: To dlatego masz się za lepszego? (…) Czy dlatego masz się za bohatera?
Matt: Nie ważne co myślę i kim jestem. Ludzie nie muszą ginąć.
Frank: Naprawdę w to wierzysz?
Matt: Ani ja, ani ty, nie mamy prawa zabijać.
Frank: Ktoś ci kazał się przebrać, czy sam podjąłeś decyzję? Wiesz, co o tobie myślę? Jesteś półśrodkiem. Zaczynasz, a nie kończysz. Jesteś tchórzem. I nie rozumiesz jednego: wystarczy odrobina pecha i staniesz się taki jak ja.
W tym momencie pojawia się dozorca budynku, na którym przebywają obaj bohaterowie. Punisher mówi Daredevilowi, że jeśli zacznie hałasować, zabije dozorcę, i nawet szykuje pistolet… jednak podczas rozmowy Franka z mężczyzną, Matt pobrzękuje łańcuchami, którymi jest przykuty do komina, a mimo to Frank nie zabija przypadkowego świadka. Co więcej, w pewnym momencie słychać brzęk świadczący o tym, że Frank pociągnął za spust, ale pistolet nie był nabity. Tutaj po raz pierwszy widzimy, że Punisher ma jednak jakiś kodeks moralny, którym się kieruje w swojej krucjacie.

Debata Daredevila i Punishera nadal trwa. Daredevil wierzy w to, że przestępcy mogą się zmienić, bo istnieje w nich jakaś cząstka dobra, ale jeśli zostaną zabici, stracą swoją szansę na odkupienie. Tymczasem Punisher uważa, że każdy przestępca to śmieć i trzeba go powstrzymać przed krzywdzeniem innych. W pewnym momencie Frank przyprowadza gangstera, który mu umknął, a którego ochroną zajęła się kancelaria „Nelson i Murdock”, i stawia Matta w trudnej sytuacji – daje mu pistolet, a sam przystawia lufę do skroni gangstera. Daredevil może strzelić do Punishera albo pozwolić, aby Punisher zastrzelił swoją ofiarę. Tak czy inaczej, Diabeł z Hell’s Kitchen sprzeniewierzy się własnym wartościom. Matt wybiera trzecią opcję, ale nie udaje mu się powstrzymać Franka.

W zasadzie drugi sezon Daredevila ma ciągnący się wątek przekonania Matta o nie zabijaniu, które jest poddawane próbie przez trzy osoby, z którymi wchodzi w interakcje – Punishera, Elektrę i Sticka. Stick wręcz przytacza legendę o tym, jak chłopiec, który zabił członków Ręki, został obwołany Czystym za dokonanie mordu na oprawcach. Z kolei Elektra czerpie z przemocy przyjemność i próbuje wciągnąć w to również Matta. Jednakże wątek Punishera i Daredevila zaczyna się od konfliktu ideologii, ale potem między oboma mężczyznami rodzi się coś na kształt wzajemnego szacunku. Punisher zaczyna podziwiać to, że Daredevil walczy, aby uratować nawet jego samego, a Daredevil zdaje sobie sprawę, że Punisher może i zabija, ale też nie wali na oślep – stara się celować tylko w przestępców i nie narażać cywilów. Ponadto kiedy Matt i Foggy podejmują się obrony Franka (węsząc w jego sprawie jakieś drugie dno) i chcą pójść po najmniejszej linii oporu, sugerując, że ma PTSD, Frank odrzuca tę możliwość, wierząc, że byłaby to obelga dla ludzi, którzy naprawdę cierpią na tę chorobę.

Coś, co świadczy o rozwoju stosunku Punishera do Daredevila, to to, że kiedy Matt proponuje zrobienie jednego wyjątku od swojej zasady nie zabijania przestępców, Frank nie chce, aby jego nowy znajomy sprzeniewierzył się własnym wartościom, choć wcześniej, na dachu, próbował do tego doprowadzić.

W końcu pozostaje mi do omówienia ostatni przykład.

Konflikt pomiędzy Iron Manem i Kapitanem Ameryką ma podłoże ideologiczne, ale w finale staje się sprawą osobistą. Kwestie polityczne, tak jak kwestie etyczne, polaryzują ludzi, ale polityka ma to do siebie, że dotyczy nie tylko jednostki, nie tylko społeczności, ale właściwie całego kraju, a nieraz całego świata. Rozwiązanie, które jedna partia uważa za sensowne i odpowiednie w związku z zaistniałą sytuacją, inna partia uważa za fatalne i niosące ze sobą nowe zagrożenia.

I tak oto w wyniku napięć związanych z działalnością Avengersów i ich przeciwników, ONZ postanawia wprowadzić tak zwane Sokovia Accords – międzynarodowy dokument zobowiązujący Avengersów do działania na zlecenie rządów danych państw i odpowiadania przed nimi w razie katastrof i napięć. Wiedziony wyrzutami sumienia po wydarzeniach z Wieku Ultrona i świadomy tego, jak wielu ludzi postrzega jego i resztę bohaterów, Iron Man optuje za podpisaniem Sokovia Accords. Kapitan Ameryka zaś zdaje sobie sprawę z tego, że zależność od rządu niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa wynikające z tego, jaką ów rząd prowadzi akurat politykę międzynarodową, i dlatego woli, aby superbohaterowie mieli swobodę działania. Tuż po tym jak Tony Stark przedstawia Sokovia Accords swoim kompanom, wśród Avengersów zawiązuje się dyskusja o zaletach i wadach tego rozwiązania, a każdy argument jest dobrze ugruntowany i sensowny, trudno więc jednoznacznie stanąć po którejś ze stron. Niemniej jednak w tym filmie starzy i nowi Avengersi (czyli Ant-Man i Spiderman) dzielą się jakby na dwie frakcje.

Potem jednak dochodzi kwestia Bucky’ego i jego winy w ataku terrorystycznym na siedzibę ONZ. Steve Rogers, wraz z Falconem, rusza za starym przyjacielem, aby wyjaśnić całe zajście, wierzy, że gdyby miał go pojmać, zminimalizowałby liczbę potencjalnych ofiar do zera (niż gdyby schwytaniem Bucky’ego mieli się zająć policjanci czy tajne służby). I choć Kapitan Ameryka wierzy w to, że Bucky nie jest już Zimowym Żołnierzem i próbuje dowieść jego niewinności, Iron Man uważa, że Kapitan jest zaślepiony sentymentami, i chce doprowadzić zbiega przed oblicze sprawiedliwości. Tony proponuje jednak co rusz rozwiązania bardziej pokojowe, zwłaszcza, że Steve i jego poplecznicy są – w oczach społeczności międzynarodowej – uważani za przestępców. Co więcej – jest taka scena, w której Kapitan Ameryka jest już prawie przekonany do tego, aby podpisać Sokovia Accords, ale zmienia zdanie, kiedy tylko dowiaduje się, że Iron Man trzyma Scarlet Witch w areszcie domowym.

Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów oparty jest o serię Marka Millara, będącą wielkim crossoverem komiksów Marvela, Civil War. Tam konflikt między Iron Manem, Kapitanem Ameryką i ich poplecznikami związany był z tak zwanym Registration Act – ustawą zobowiązującą superbohaterów do rejestracji i wyjawienia swoich prawdziwych tożsamości. Wielu ludzi uważa, że Civil War jest kiepskim komiksem, bo i Tony Stark, i Steve Rogers są niesympatyczni i posuwają się do drastycznych działań, aby udowodnić swoje racje.

Niemniej jednak zapożyczony z komiksów motyw społeczności międzynarodowej wyrażającej obawę przed superbohaterami, jest czymś, co zostało zasygnalizowane tuż przed trzecim filmem o Kapitanie Ameryce. Wpierw w Agentach TARCZY poprzez bazę danych Nieludzi, następnie w Jessice Jones, kiedy to uprzedzona do ludzi z mocami kobieta atakuje główną bohaterkę, a w końcu w Daredevilu, gdzie proces Franka Castle’a ma służyć powstaniu precedensu przeciwko tak zwanym vigilante.

Tak czy inaczej przez większość Wojny Bohaterów Tony Stark nadal postrzega Steve’a jako przyjaciela i próbuje załagodzić sytuację. Steve również nie chce walczyć z Iron Manem, ale szybko zdaje sobie sprawę z tego, że Tony mu nie wierzy, i dopóki Kapitan nie znajdzie dowodów na niewinność Bucky’ego, nie ma sensu ze Starkiem rozmawiać. Kiedy Iron Man w końcu przekonuje się, że Bucky rzeczywiście może być niewinny, wyrusza Kapitanowi Ameryce na pomoc.

Wtedy jednak Helmut Zemo, który stoi za zamachem na siedzibę ONZ, pokazuje Tony’emu Starkowi nagranie z zabójstwa jego rodziców, dokonanego przez Zimowego Żołnierza. Pragnienie zemsty na Bucky’m i wściekłość na Steve’a za ukrywanie prawdy o śmierci Starków, sprawia, że Iron Man zapomina, po co przyszedł, i rzuca się na przyjaciela Kapitana Ameryki. Oczywiście Steve próbuje go powstrzymać przed zabiciem Bucky’ego, i w tym momencie konflikt między oboma superbohaterami przestaje być polityczny i staje się osobisty. Właściwie to wielokrotnie widz ma wrażenie, że Kapitan Ameryka i Iron Man się nawzajem pozabijają.

I choć rozłam między Avengersami wciąż istnieje, pod koniec Wojny Bohaterów Tony i Steve podejmują pierwsze kroki w stronę pojednania. Najpierw Kapitan Ameryka wysyła list z przeprosinami i zapewnieniem, że zawsze przybędzie Iron Manowi na pomoc, a potem Iron Man pozwala Kapitanowi wydostać jego sprzymierzeńców z więzienia.


Widać więc, że konflikty między superbohaterami mogą mieć różne źródła. Od postrzegania siebie nawzajem jako zagrożenia, poprzez konflikty moralne i ideologiczne po względy ściśle osobiste. Czasem patrzymy na te konflikty jak na okazję do mierzenia siły, czasem jest to pretekst do rozważenia pewnych problemów wynikających z konkretnych postaw, a czasem ogarnia nas smutek, że dwie siły dobra walczą ze sobą, zamiast ze sobą współpracować. Dobrze zarysowany konflikt wydaje się zawsze nie do uniknięcia – jest czymś, co przy spotkaniu dwóch postaci musi zaistnieć, choć może też szybko zostać zażegnany poprzez kompromis albo jakieś większe zagrożenie. Może też wybuchać ciągle na nowo, bo nawet przyjaciele mają prawo się ze sobą nie zgadzać.

1 komentarz:

  1. A ja bym chciał pojedynku Paperinika z Super-Goofem i jeszcze paroma herosami tegoż uniwersum ;)

    OdpowiedzUsuń