sobota, 9 kwietnia 2016

Krótka notka o "Arrow", Laurel Lance i lodówkach

Uwaga! Cały ten tekst to spoiler do osiemnastego odcinka czwartego sezonu Arrow.

W tym tygodniu wydarzyła się tragedia. Dinah Laurel Lance, prawniczka i superbohaterka znana jako Black Canary, została zabita w najnowszym odcinku Arrow. Jej pogrążeni w bólu fani wyrażają wciąż swój sprzeciw wobec losu, jaki spotkał ich ulubienicę, a na głowę Marka Guggenheima spadła kolejna, tym bardziej silniejsza niż kiedykolwiek, fala krytyki.

Mnie zaś nachodzą różne myśli nad Arrow, nad tym jak traktuje się tam kobiety i nad tym jak o wiele bardziej utalentowanym od Guggenheima producentem jest Greg Berlanti.

I tak się zastanawiałam nad tym, czy coś o tym napisać, ale w końcu doszłam do wniosku, że czas się wreszcie do tego odnieść. W końcu jestem jedną z osób, które kochały Laurel Lance i oglądały ten serial praktycznie tylko dla niej.

W tej notce wspominałam o tym, co mnie denerwuje obecnie w Arrow. Ostatni z punktów odnosi się do tego, jak Oliver i Guggenheim traktują Black Canary. I tak się złożyło, że w tym sezonie pojawiały się flashbacki z nagrobkiem, który miał należeć do ważnej postaci w serialu. Każdy miał swoje typy, zwłaszcza po tym, jak się okazało, że to nie Felicity leży w grobie, ale programistka jest tak wstrząśnięta tą śmiercią, że zachęca Olivera do tego, aby zabił Damiena Dahrka.

Ja osobiście obstawiałam, że w grobie leży ojciec Felicity, ale było też sporo głosów za tym, że to właśnie Laurel zginie. Jedni upatrywali to w tym, że wielu fanów nie lubi Laurel; inni w tym, że śmierć tej postaci na pewno nie pozostawiłaby nikogo obojętnym; jeszcze inni w tym, że Laurel i tak jest do niczego, więc niech się jej wreszcie pozbędą. Znajoma z tumblra, która jest wielką fanką Black Canary, twierdziła jednak, że scenarzyści nie odważą się jej zabić, bo w tej chwili większość ludzi ogląda Arrow tylko dla Laurel (ewentualnie jeszcze dla Thei Queen) i po jej śmierci oglądalność drastycznie by spadła.

Niemniej jednak tydzień przed premierą tego odcinka po internecie zaczął krążyć spoiler, jakoby to właśnie Black Canary była w grobie i w następnym odcinku miała zginąć. Jedni w to uwierzyli, inni do końca ufali, że to tylko primaapriliosowy żart. Nadszedł epizod osiemnasty i nasze obawy się spełniły.

Jest mnóstwo powodów, dla których ludzie tak strasznie burzą się na ten odcinek. Zacznijmy od tego, że Guggenheim skorzystał ze starego, dobrego retirony - Laurel jest szczęśliwa, udaje jej się walczyć z ninjami, Oliver wreszcie jej słucha, detektyw Lance przyznaje, że cieszy się, że jego córka jest Black Canary, dziewczyna dostaje propozycję, aby zostać prokuratorem generalnym Starling City (coś, o czym marzyła przed śmiercią Sary w trzecim sezonie) i Laurel poważnie zastanawia się czy by nie przyjąć oferty i odstawić maski na wieszak... po czym Damien Dahrk odzyskuje siły i wbija jej strzałę w wątrobę.

Następna rzecz - leżąca w szpitalnym łóżku, niby to już odratowana, Laurel rozmawia z Oliverem na osobności. Rozmawiają sobie najpierw o tym, co znaczy bycie Kanarkiem dla Laurel... a potem nagle dziewczyna wyznaje:"Byłeś miłością mojego życia, chociaż ja twojego nie." i że cieszy się, że odnalazł Felicity. Chwilę później stan Laurel się pogarsza i umiera ona w szpitalnym łóżku, nie pożegnawszy się z ojcem ani z nikim innym, poza Oliverem. Wynika więc stąd, że ostatnie chwile przed śmiercią miały służyć temu, aby propagować Olicity, a nie pożegnać należycie ukochaną bohaterkę.

Trzecia sprawa - to jest, kurde, Black Canary. W serialu (podobno) o Zielonej Strzale. Dinah Laurel Lance jest najważniejszą kobietą w "mythosie" Zielonej Strzały (i jedną z najważniejszych kobiet DC w ogóle) i zabicie jej, w dodatku w celu szokowania publiczności i promowania pairingu, to potwarz dla fanów nie tylko Czarnego Kanarka, ale i komiksów DC w ogóle.

W końcu sama śmierć Laurel to klasyczny przykład Kobiety w Lodówce - sprowadzania na kobiety cierpienia, nie po to, aby rozwinąć ich postać, ale postać męskiego bohatera. I choć zawsze lubiłam Arrow za jego bohaterki, to jednak trudno nie zauważyć, że wsadził kilka z nich do lodówki, aby Oliver przeżywał ich stratę. Moira Queen, Thea Queen, Sara Lance, Shado, czy w końcu Laurel... a jest jeszcze MacKennah, która została sparaliżowana od pasa w dół i tyle ją widzieliśmy. I o ile Sara i Thea wróciły do życia, o tyle wciąż pozostaje ten niesmak, że Guggenhiem nie stroni od tak niskich praktyk. A śmierć Laurel niewątpliwie ma służyć przede wszystkim rozwojowi postaci Olivera, Quentina Lance'a i Diggle'a.

Już wcześniej ludzie porzucali Arrow. Jedni z powodu sprowadzenia Heleny Bertinelli do villaina, inni z powodu tego, jak traktowana jest Black Canary, w końcu inni za to, że sam Zielona Strzała siebie nie przypomina. I ktoś tam zaproponował, żeby - w celu jeszcze potężniejszego uderzenia Guggenheima po kieszeniach - bojkotować nie tylko Arrow, ale i Flasha i Legendy Jutra. Ja zaś zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy Flash zasługuje na tak chłodne potraktowanie.

No bo w sumie jest to serial o Flashu, a nie o innym znanym bohaterze DC udającym Flasha; nie ma tam nachalnego fanserwisu, drugi sezon robi coś nowego i ciekawego, a kobiety nie są tam pchane do lodówek. Dwa dotychczasowe związki Barry'ego Allena (z dziennikarką Lindą Park i policjantką Patty Spivot) skończyły się tym, że pożegnał się ze swoimi dziewczynami, życzył im szczęścia, one życzyły szczęścia jemu i każde z nich poszło w swoją stronę. Żadnego angstu, żadnej tragicznej śmierci ani kalectwa. Po prostu spokojne zerwanie na przyjaznych warunkach. I jak tu się dziwić, że ludzie uważają Flasha za o wiele lepszego od Arrow? W ogóle Greg Berlanti traktuje bohaterki bardzo fair, i to nie tylko we Flashu, ale i w Supergirl.

Już wcześniej doszłam do wniosku, że obejrzę Arrow tylko do końca tego sezonu, a następnych już nie będę ruszać (chyba, że to będzie crossover). I z jednej strony mam nadzieję, że oglądalność tego serialu spadnie tak drastycznie, że ludzie w CW obudzą się i wywalą Guggenheima. Z drugiej strony jednak martwię się, że to może wpłynąć na pozostałe seriale - że całe Arrowverse zostanie zdjęte z anteny, bo jego podstawa się zachwiała; albo że Guggenheim wyciągnie swoje łapska po Flasha i zacznie się weń wtrącać, przez co jego poziom drastycznie spadnie. Tego bym nie chciała.

No, ale podobno planowany jest film o Bird of Prey. Niektórzy już marzą o tym, aby Katie Cassidy w nim wystąpiła, bo lubiła grać Laurel. Kto wie - może tym razem Black Canary będzie potraktowana z należytym szacunkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz