czwartek, 10 grudnia 2015

Sprawozdanie z wyjazdu do Szkocji

No cóż, najwyższy czas napisać co też porabiałam przez te cztery dni. Zacznijmy może od tego, że Szkocja była jednym z krajów, które zawsze chciałam odwiedzić, zwłaszcza po przeczytaniu Strrasznej Historii na temat tego kraju (Krwawa Szkocja może i jest książką przeznaczoną dla młodszych czytelników, ale to nie zmienia faktu, że dzięki niej pokochałam szkocką kulturę). A że się tak zdarzyło, że od kilku miesięcy jestem w związku na odległość z Pobem, Polakiem mieszkającym w Glasgow, kwestią czasu stał się mój przyjazd do Szkocji.

Miałam kilka planów na ten wyjazd. Chciałam osiągnąć jeden z moich wielkich celów życiowych i zjeść haggis. Chciałam wieczorem, po całym dniu zwiedzania, obejrzeć po jednej części z oryginalnej trylogii Gwiezdnych Wojen. Chciałam wreszcie przyjrzeć się temu pięknemu krajowi, poczuć jego atmosferę. Jak udało mi się to wszystko zrealizować, zaraz Wam opowiem.

No więc pierwszego dnia, czyli 5 grudnia przyleciałam do Glasgow (przy okazji przypomniałam sobie, że istnieje coś takiego jak spadek ciśnienia przy wznoszeniu się samolotu w powietrze) i od razu zastał mnie deszcz. Toteż ja i Pobe postanowiliśmy, że w sobotę nie będziemy nigdzie chodzić, tylko usiądziemy u niego w mieszkaniu i będziemy oglądać część czwartą, piątą i szóstą Gwiezdnych Wojen (o swoich wrażeniach opowiem wkrótce).

Niemniej jednak, mimo deszczu, udało mi się  zrobić kilka zdjęć ulic w Glasgow, w tym:

- niebieskiej budki policyjnej, która wyglądała jak TARDIS;

- domu towarowego, który był tak zwanym plot pointem w Morderstwie w Orient Ekspressie;

- a także kilka budynków, które zobaczyłam po wyjściu z przystanku autobusowego;



Drugiego dnia, czyli 6 grudnia, postanowiliśmy z Pobem wybrać się na miasto... chociaż tak naprawdę, to chcieliśmy zajrzeć do kilku geekowych sklepów, aby przyjrzeć się temu, co tam sprzedają, a być może nawet coś kupić.

Pierwszym sklepem było Geeka-Boo, a sprzedawano tam komiksy i zabawki związane z popularnymi fandomami. Jeżeli chcecie figurkę Harry'ego Pottera, soniczny śrubokręt z Doktora Who albo chibi Rocketa ze Strażników Galaktyki, jest to sklep dla Was.


Następnie wybraliśmy się do Static Games - sklepu z akcesoriami do gier RPG. Tam Pobe pokazał mi różne podręczniki do D&D i innych systemów RPG. Odkryłam, że jest również gra na podstawie Buffy Postrachu Wampirów!


Potem Pobe zabrał mnie do centrum handlowego St. Enoch, gdzie zajrzeliśmy do dwóch sklepów. Pierwszym z nich był sklep firmowy Disneya, pełen przytulanek, figurek, książeczek i różnych gadżetów z filmów Disneya. A że Marvel Cinematic Universe i Gwiezdne Wojny należą obecnie do tej wytwórni, również rzeczy związane z tymi fandomami można było tam znaleźć. (Niestety, nie było nic z Wodogrzmotów Małych.)


Drugim sklepem, do którego wstąpiliśmy, był Hamleys - największy sklep z zabawkami w Szkocji. Były tam zarówno klasyczne pluszaki, modele do składania, ciuchcie i lalki, jak i bardziej nowoczesne zabawki - Ferby, roboty, figurki z Gwiezdnych Wojen, młot Thora... Myślę, że każdy dzieciak znalazłby tam coś dla siebie (a kto wie, czy wielu dorosłych ludzi, chodząc po Hamleys, nie chciałoby kupić sobie czegoś, co tam sprzedają).


Po wyjściu z St. Enoch skierowaliśmy się w stronę Festiwalu Bożonarodzeniowego, na którym akurat sprzedawano specjały z całego świata. Nie było tam, niestety, polskiego stoiska (chociaż Polacy pracowali przy stoisku niemieckim), ale można było posmakować belgijskiej czekolady, holenderskiego sera, meksykańskich churros i wielu, wielu innych rzeczy. W ostateczności zjedliśmy sobie po bratwurście.

Wstąpiliśmy jeszcze do kilku innych sklepów - wypiliśmy gorącą czekoladę z piankami, zajrzeliśmy do księgarni, a w końcu zrobiliśmy zakupy spożywcze i wróciliśmy do domu Pobe.

W końcu trzeciego dnia, czyli siódmego grudnia, wybraliśmy się do Edynburga. Tam miałam okazję naprawdę poczuć, że jestem w Szkocji, chociażby dlatego, że zwiedziliśmy zamek królewski, na ulicy pewien człowiek grał na dudach, a w niektórych miejscach mogłam zobaczyć góry i jezioro kojarzące się z typowymi szkockimi krajobrazami.


Zamek w Edynburgu znajduje się na wzgórzu i można go zwiedzać z napisanym przewodnikiem i ze specjalnymi słuchawkami, które dostarczają wiadomości o każdym przystanku oznaczonym na mapce. Dawniej była to forteca wojskowa i miejsce, gdzie rezydowali szkoccy królowie, toteż większość tamtejszych zabytków związana jest z wojskowością. Są tam armaty, jest więzienie, jest muzeum upamiętniające szkockich żołnierzy walczących w wojnach światowych i napoleońskich.


Brama wejściowa do zamku ma po bokach dwie tablice. Po prawej znajduje się tablica upamiętniająca wodza Williama Wallace'a (którego możecie kojarzyć z filmu Braveheart); tablica po lewej zaś - króla Roberta Bruce'a. Obaj przyczynili się do budowania Szkocji jako narodu w Średniowieczu.


Wspominałam, że w zamku znajduje się muzeum poświęcone wojsku szkockiemu. Właściwie koncentruje się ono na historii regimentów szkockich powołanych w XVII wieku, które to regimenty służyły w późniejszych wojnach, w tym właśnie w wojnach napoleońskich i światowych. Dwie rzeczy, które przykuły moją uwagę to rzeźba przedstawiająca chorążego Kennedy'ego, który - sam będąc śmiertelnie ranny - wziął na swoje barki rannego kolegę z brytyjską flagą i zabrał go jak najdalej, aby wojska napoleońskie nie przechwyciły flagi; i rysunek satyryczny będący nawiązaniem do żartobliwego stwierdzenia, że szkockie regimenty wywodzą się od straży Poncjusza Piłata.

W sklepie z pamiątkami zaś natrafiłam na Krwawą Szkocję w oryginale i do tego z nową okładką.


Z innych ciekawych rzeczy - poza kaplicami, muzeami, armatami i więzieniem, w zamku znajduje się również cmentarz dla wojskowych psów (tak gończych, jak i maskotek).


Po wycieczce w zamku mieliśmy jeszcze czas i siły, aby zajrzeć do innego muzeum - Camera Obscura, w którym znajdują się różne złudzenia optyczne i iluzje. Zanim jednak mogliśmy wziąć się za zwiedzanie, obejrzeliśmy pokaz camery obscury. Niektórzy z Was mogą kojarzyć camerę obscurę jako pudełko, przez które można obserwować odwrócony do góry nogami promień świecy, jednak to, co nam przedstawiono, to trochę inne urządzenie. Przede wszystkim jest to małe, ciemne pomieszczenie z umieszczonym po środku białym dyskiem, na które światło z góry rzucało przybliżony obraz krajobrazu na zewnątrz. Pokaz polegał więc na tym, że prowadzący opowiadał nam ciekawostki o Edynburgu, pokazując nam jednocześnie przez camerę obscurę różne miejsca w mieście, jak sierociniec, który zainspirował J. K. Rowling do stworzenia Hogwartu, czy uniwersytet, w którym Sean Connery pozował do aktów.
Po pokazie mogliśmy w końcu rozejrzeć się po samym muzeum pełnym iluzji świetlnych, krzywych luster i rysunków, na które można patrzeć na dwa różne sposoby. Przeszliśmy także przez lustrzany labirynt i vortex.


Na koniec wybraliśmy się do restauracji, abym mogła wreszcie zjeść haggis (dla tych, co nie wiedzą, co to haggis - są to różne podroby owcze albo krowie, gotowane w owczym bądź krowim żołądku, najczęściej z jakimiś przyprawami). Z tym, że zdaję sobie sprawę, z tego, że to haggis, które dostałam w eleganckiej restauracji, jest taką fikuśną wersją, wymyśloną właśnie na potrzeby gości tejże restauracji. Toteż wcale się nie zdziwiłam, że podano mi trzy małe kuleczki obłożone panierką, polane sosem i do tego z zieleniną i z ziemniakami. Tak moja ambicja, aby skosztować prawdziwego haggis nie została do końca zaspokojona.

Przed powrotem do Glasgow przeszliśmy się jeszcze przez Edynburski Festiwal Bożonarodzeniowy, na którym znajdowały się nie tylko stoiska z rękodziełem i różnymi smakołykami, ale również diabelski młyn i karuzela dla dzieci.

I to tyle, jeśli chodzi o mój wyjazd do Szkocji. Jest, oczywiście, mnóstwo rzeczy, których nie widziałam, a chciałabym zobaczyć, toteż mam nadzieję jeszcze kiedyś wrócić do tego pięknego kraju.

5 komentarzy:

  1. Też kiedyś byłam w Szkocji, ale niestety w mniej sympatycznych okolicznościach. Fajnie, że wyjazd się udał.

    OdpowiedzUsuń
  2. super wycieczka. może i ja będę musiała się wybrać do Szkocji. może gdzieś po drodze zahaczę o Londyn bo bardzo duża cześć moich ukochanych książek fantastycznych dzieje sie akurat w Londynie.
    A co do strasznych historii uwielbiam tą serię przeczytałam wszystkie jakie wpadły mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż żal, że ich już nie wydają :(

      Usuń
  3. Super. Każdy przynajmniej raz w życiu powinien pojechać w wymarzone miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też chętnie udałabym się do takich geekowych sklepów^^
    No i super, że wyjazd Ci się udał:D

    OdpowiedzUsuń