czwartek, 3 grudnia 2015

Krótka notka o "The Flash" 2x8 i "Arrow" 4x8

Od kiedy w drugim sezonie Arrow pojawił się po raz pierwszy Barry Allen, niejako stało się tradycją dla Arrowverse, aby ósmy odcinek był takim crossoverem zarówno jeśli chodzi o Arrow jak i o Flasha. I tak oto rok temu mieliśmy pierwszą prawdziwą współpracę obu bohaterów, okraszoną pojedynkiem Strzały i Flasha. Tegoroczny crossover zaś miał być podbudową pod Legends of Tomorrow.
 
Właściwie oba seriale już we wcześniejszych odcinkach kładły podwaliny pod nowy spin-off - Kapitan Cold zaczynał mieć bardziej ludzkie odruchy, Ray Palmer i Sara Lance powrócili do świata żywych (on - metaforycznie; ona - dosłownie), a mimo problemów z początku drugiego sezonu The Flash, również Firestorm stał się bardziej stabilny. Pozostało więc tylko wprowadzić do historii Hawkgirl i Hawkmana, oraz złoczyńcę, który byłby Big Badem dla Legend Jutra. I na tym właśnie polegał tegoroczny crossover.

Fabuła zarysowuje się tak:
 
Jedna z randek Cisco Ramona i baristy Kendry Sanders zostaje przerwana przez nagłe pojawienie się tajemniczego mężczyzny, Vandala Savage, który żąda od Cisco, aby przekazał mu Kendrę. Dzięki interwencji Flasha, plan Vandala zostaje udaremniony, jednak Barry dochodzi do wniosku, że trzeba ukryć dziewczynę, dlatego wyrusza do Starling City i prosi Olivera Queena o pomoc. Po kolejnej konfrontacji z Vandalem, pojawia się Carter - człowiek ze skrzydłami, który twierdzi, że on i Kendra to reinkarnacje egipskiego księcia Kuhfu i kapłanki Horusa, Shiery. Dodaje też, że byli kochankami i że dane im jest w każdym nowym życiu, spotkać się, zakochać, a potem zginąć z ręki Vandala Savage, który pochłania ich siłę życiową i w ten sposób pozostaje nieśmiertelny. Ponadto Kendra musi sobie przypomnieć kim była na początku, aby uwolnić swoje zdolności (skrzydła i umiejętności bitewne), a potem stanąć do walki z Vandalem.
 
A w międzyczasie mamy wątek Harrisona Wellsa próbującego wytworzyć dla Barry'ego serum zwiększające szybkość i przekonać Jaya Garricka, aby je wypróbował; i wątek Olivera, który właśnie odkrył, że ma syna.
 
Odcinek był niczego sobie, chociaż mnie nie podjarał, ani pod względem pojawienia się nowych bohaterów, ani pod względem współpracy starych. Historia Shiery i Kuhfu została ładnie zarysowana, czarny charakter w sumie miał motywację, która nie związana była ani z władzą, ani z zemstą, a Hawkgirl i Hawkman w kostiumach wyglądali całkiem fajnie.
 
Jednakże Carter jako postać nie przypadł mi do gustu. Nie wiem, odniosłam wrażenie, że się rządzi. Chociaż może moje postrzeganie księcia Kuhfu było zakłócone przez to, że było mi żal Cisco. Nie dość, że jego dziewczyna jest w niebezpieczeństwie, to jeszcze pojawia się nagle Carter i stwierdza, że on i Kendra byli kochankami przez stulecia i praktycznie są sobie pisani. (Cisco w ogóle zdaje się nie mieć szczęścia do dziewczyn. Jedna mu umarła, druga jest ściganą przestępczynią.)
 
Jest też kilka takich małych neatpicków, które mam do tych dwóch odcinków. O ile wątek Wellsa i Jaya był całkiem interesujący, o tyle wątek syna Olivera dodawał niepotrzebnego dramatu (martwiłam się, że Oliver zacznie nagabywać matkę swojego dziecka, przez co wyjdzie na stalkera). Poza tym cały ten motyw z uwolnieniem potencjału Kendry jest dziurą fabularną, biorąc pod uwagę to, że kiedy pod koniec pierwszego sezonu Flasha nad Central City pojawia się anomalia, jedną z osób, które ją oglądają jest Kendra, która potem zlatuje z budynku na swoich skrzydłach.
 
No i miałam taką nadzieję, że pojawią się pozostałe Legendy Jutra, ale widocznie na uformowanie właściwej drużyny będę musiała jeszcze poczekać.
 
Ogólnie rzecz biorąc jak bym miała ocenić te dwa odcinki, to dałabym im jakieś trzy gwiazdki. Nie był najgorszy, ale nie porwał mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz