wtorek, 3 listopada 2015

Krótka notka o drugim odcinku "Supergirl"

Jak zapewne pamiętacie z tej recenzji, ogólnie rzecz biorąc wiązałam wiele nadziei z serialem Grega Berlantiego o kuzynce Supermana, mimo że wątki feministyczne były tam przedstawione zdziebko łopatologicznie. Tak czy inaczej, postanowiłam, że jednak będę oglądać Supergirl i sprawdzę jak się to wszystko rozwinie.
A że tydzień temu była już oficjalna premiera pilota, a wczoraj wyemitowany został drugi odcinek Supergirl, postanowiłam go nie tylko obejrzeć, ale także zdać Wam relację z tego, jak wypadł w porównaniu z dość koślawym pilotem.

Drugi odcinek Supergirl zaczyna się od tego, że Kara doprowadza niechcący do wycieku ropy, za co zostaje skrytykowana nie tylko przez szefa DEO (organizacji zajmującej się badaniem kosmitów) i swoją siostrę, ale także przez media i opinię publiczną National City. Z kolei po mieście panoszy się członek rasy Hellgrammite'ów, który z jakiegoś powodu kradnie pewien gaz, a redaktorka gazety, w której pracuje Kara, chce wywiadu na wyłączność z Supergirl i naciska Jimmy'ego Olsena, aby jej ten wywiad załatwił.
Powiem szczerze, że w porównaniu z pierwszym odcinkiem drugi wyszedł o wiele, wiele lepiej. Przede wszystkim brak subtelności przy wątkach feministycznych, który irytował mnie w pilocie, tutaj w ogóle nie występuje. Za to to, co podobało mi się niezmiernie w pilocie, tutaj zostało poprowadzone dalej i o wiele bardziej wyoeksponowane, dając niesamowity efekt.
Relacje między siostrami Denvers (zarówno, kiedy Alex przeprowadzała trening z Karą, aby pokazać słabe punkty w jej sposobie walki; jak i kiedy dziewczyny po prostu siedzą w kuchni i rozmawiają) były fantastyczne i znowu pozostawiły we mnie pragnienie zobaczenia więcej. Aż chce się, aby w którymś z następnych odcinków pokazany został jakiś flashback z ich wspólnego dzieciństwa.
Główna antagonistka była świetna i też dowiedzieliśmy się o niej nieco więcej. Poza tym w tym odcinku po raz pierwszy dochodzi do konfrontacji między nią a naszą bohaterką, i ta scena wyszła po prostu fantastycznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę impakt emocjonalny, który to spotkanie wywołało u Kary.
Ach, i te wszystkie sceny, w których Supergirl zajmuje się heroizmem na mniejszą skalę... i znów fajnie ogląda się jak dziewczyna tak po prostu wykorzystuje swoje moce, aby pomagać ludziom.
Ponadto serial zaskoczył mnie w bardzo pozytywny sposób, a mianowicie: poprzez to, że Kara dostarcza ludziom z DEO informacji o minerale, który znaleźli na miejscu ostatniego ataku Hellgrammite'a. Oczywiście sama jest kosmitką i wie co nieco o rzeczach spoza naszego świata. To był bardzo sprytny ruch ze strony scenarzystów i chciałabym, aby pozaziemska wiedza Kary w przyszłości również grała większą rolę.
Tak więc, koniec końców, drugi odcinek Supergirl wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Oczywiście były tam słabsze momenty, ale nie zwróciłam na nie większej uwagi. Tak trzymać, Greg!

3 komentarze:

  1. Gdybyż tylko olali komiksy i zrobili z niej brunetkę... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nic. Za to do brunetek mam - słabość ;)

      Usuń