czwartek, 1 października 2015

Krótka notka o Vixen

No więc udało mi się wreszcie - w przerwie między Wodogrzmotami Małymi, Star vs. Forces of Evil oraz Rick and Morty - nadrobić Vixen.
 
Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz usłyszałam, że do Arrowverse ma być dołączony mini-serial animowany, nie byłam nim szczególnie zainteresowana. I też jak pojawiały się kolejne materiały promocyjne, raczej ich nie ruszałam. Ale doszłam do wniosku, że skoro już jestem w fandomie Arrow i Flasha, mogłabym - tak dla porządku - wziąć i obejrzeć Vixen.
 
I cóż - powiem, że warto było.

Fabuła zarysowuje się tak: początkująca projektantka mody, Mari Smith, poszukuje jakichkolwiek informacji na temat swojego pochodzenia. Jedynym tropem wydaje się być tajemniczy naszyjnik pozostawiony przez nieznaną matkę bohaterki. Po latach Mari powraca do rodzinnego Detroit na spotkanie z antropologiem, który zbadałby potencjalne pochodzenie rodzinnej pamiątki. Wracając do domu, ona i jej przybrany ojciec zostają zaatakowani przez ulicznych rabusiów, po czym w Mari coś się budzi i w jakiś niezwykły sposób udaje jej się pobić rabusiów i wykonać nawet kilka akrobacji. Później, po wizycie u antropologa, dziewczyna dowiaduje się, że weszła w posiadanie legendarnego naszyjnika boga Anansiego, który to naszyjnik - według podań - daje temu, kto go nosi, zdolności różnych afrykańskich zwierząt (siłę słonia, zwinność gazeli itd.). Niestety, kiedy Mari powoli oswaja się z nowymi mocami, zaczynają się interesować nią Arrow i Flash, którzy podejrzewają, że dziewczyna może być jedną z metahumans stworzonych przez wybuch akceleratora cząsteczkowego; a także jakaś tajemnicza kobieta, która pragnie zdobyć naszyjnik.
 
Jak już wielokrotnie wspominałam, The Flash wprowadził do uniwersum Arrow supermoce. Były to jednak supermoce mające swoje źródło w nauce. Sam Flash dodał do Arrowverse elementy science-fiction. I choć w trzecim sezonie Arrow pojawił się motyw Komnaty Łazarza, to wydaje mi się, że Vixen ma być takim wprowadzeniem magii do uniwersum. No bo tak - mamy pozbawionego mocy Olivera Queena, który walczy z przestępczością za pomocą siły fizycznej i łuku; mamy Barry'ego Allena, który dzięki nauce zyskał superszybkość, i mamy wreszcie Mari, której moce mają swoje źródło w magicznym artefakcie. Czyli trzy zupełnie różne (pod kątem zdolności) typy bohaterów.
 
A muszę przyznać, że tytułowa Vixen zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Prawda - motyw z naszyjnikiem po matce jest strasznie sztampowy, ale sama Miri nie jest Mary Sue. Co więcej, jej historia jest bardzo ciekawa, zwłaszcza, że wykorzystuje element afrykańskiego folkloru (i zapewne nie jestem najlepszą osobą, aby to oceniać, ale wątek korzeni Miri nie wydał mi się jakiś karykaturalny czy stereotypowy).
 
Od razu jak obejrzałam jeden odcinek, brałam się za następny. A że nie zajmują one więcej jak pięć-siedem minut, szybko mi zleciało. Dodatkowym atutem była też animacja, która przywodziła mi właśnie kreskówki ze stajni DC (bardziej Young Justice niż Ligę Sprawiedliwych). Fajnie też było zobaczyć starych znajomych z Arrowverse.
 
Pewnie nie zobaczę Mari w wersji aktorskiej, bo Mari postanowiła działać w swoim rodzinnym mieście, a Oliver i Barry mają własne zmartwienia na najbliższe sezony, ale dobrze wiedzieć, że w tym uniwersum jest również taka postać. Chętnie obejrzę drugi sezon Vixen, jeśli wyjdzie.

1 komentarz:

  1. "dziewczyna dowiaduje się, że jej weszła w posiadanie" jej wywal i może nie powtarzaj naszyjnik dwa razy ;p
    Pierwszy raz widzę i tytuł, ale sama kreska kojarzy mi się z pewnym tytułem.

    OdpowiedzUsuń