środa, 1 lipca 2015

Krótka notka o "Naszej Ameryce" (Wakacyjne Wyzwanie)

No cóż, znając  nietypowy gust Oscara, mogłam się spodziewać, że zapoda mi jakiś ambitny, niszowy film. Zwłaszcza, że motyw podróży często się w takich produkcjach pojawia (filmy drogi, anyone?).
 
Nasza Ameryka zawiera wiele elementów, które widziałam już w innych tego typu utworach - ot, jest sobie rodzina dotknięta tragedią (tutaj jest to śmierć najmłodszego syna).  Rodzice próbują uporać się ze stratą i żyć dalej, jednak co jakiś czas coś im o tym przypomina; z kolei dzieci - dwie córki - trzymają się całkiem nieźle poprzez myślenie magiczne (starsza z córek twierdzi nawet, że jej zmarły brat może spełnić jej trzy życzenia). Rodzina Sullivanów przenosi się w inne miejsce, aby zacząć nowe życie. Przyjeżdża więc z Irlandii do USA, zamieszkuje w lekko szemranej dzielnicy, pełnej oryginalnych osobników, i po jakimś czasie zaprzyjaźnia się z samotnikiem Mateo. Wszystko kręcone kamerą z ręki i przeplatane scenami rodzinnymi, które niby są o niczym, ale jednak są o czymś. Standard.
 
Z tego krótkiego wstępu pewnie wnioskujecie, że film mi się nie podobał. Prawda jest taka, że był... no trochę wtórny, ale nie powiem - miał takie elementy, które mi się spodobały.

Przede wszystkim grał tam Djion Hounsou, którego ja znam z roli Cinque z Amistad, a wy możecie kojarzyć jako sługusa Ronana, który na początku Strażników Galaktyki nie wie, kim jest Star-Lord. Tutaj gra on artystę Mateo i wypada w tej roli świetnie, zwłaszcza, kiedy zostaje ujawniony jego wielki sekret. Szczególnie fantastycznie wyszła rozmowa między artystą a ojcem rodziny - wciąż mam w pamięci przemowę Mateo o tym, że kocha wszystko, co żyje. Hounsou wspaniale to zagrał.
 
Film ma też wiele dobrych scen. Ojciec próbujący zdobyć pluszowego E.T. w wesołym miasteczku przyprawił mnie o gwałtowne bicie serca i w duchu marzyłam o tym, aby stojący przy stoisku mężczyzna się zlitował, zanim będzie za późno. Z kolei symbolikę wszystkich scen kręconych w czerni i bieli zrozumiałam już po kilku minutach - to momenty, w których do bohaterów dochodzi świadomość śmierci.
 
Wydaje mi się, że nie bez znaczenia jest też to, że rodzina Sullivanów to Irlandczycy, którzy przyjechali do Ameryki i próbują związać koniec z końcem. To tak jakby opowieść o irlandzkich imigrantach, którzy na przełomie XIX i XX wieku szukali w Stanach lepszego życia, przeniesiona w czasy współczesne. Pan Sullivan pracuje w różnych zawodach (w tym: taksówkarza), a przy tym stara się zachować przed dziećmi optymizm, chociaż wciąż napotyka przeszkody finansowe. Pani Sullivan też pracuje i próbuje podnieść męża na duchu, jednak również ona boryka się ze smutkiem i problemami, zwłaszcza w późniejszej części filmu. Oboje bawią się z dziećmi i jest w tym taka próba zachowania normalności w obliczu tych wszystkich nieszczęść, które na nich spadły i nadal spadają. Przy okazji Sullivanowie zaprzyjaźniają się z ludźmi różnych ras i narodowości (i znów - Mateo - bo Hounsou najwyraźniej lubi grać bardziej Afrykanów, niż Afroamerykanów).
 
Poza tym nie mogę powiedzieć, aby motyw żałoby nie został dobrze rozegrany. Powtarza stare prawdy, miejscami ociera się o klisze, jasne, ale jednak... no, to są rzeczy, o których zawsze warto pamiętać.
 
Koniec końców, moim zdaniem, film był średni, ale miał swój urok.

3 komentarze:

  1. Ale szybko się uwinęłaś z wyzwaniem :) Ameryka dla wielu dalej jest symbolem tego "american dream", że się pojedzie i się ma, ale rzeczywistość jest inna - na wszystko trzeba zapracować. Mi też się podobała rozmowa z Mateo, ogólnie sceny z nim dodawały fajności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ameryka dla wielu dalej jest symbolem tego "american dream", że się pojedzie i się ma, ale rzeczywistość jest inna - na wszystko trzeba zapracować." To to wiem XD.


      W ogóle to ten film jednak trochę mi nasuwał skojarzenia z "Daredevilem". Po pierwsze - to na początku był napis, że to "Hell's Kitchen Production", a po drugie - Johnny Sullivan mi bardzo przypominał ojca Matta Murdocka, tak z twarzy, jak i z zachowania.

      (To tak w związku z tym twoim tekstem, że ci "Daredevila" albo "Gotham" zaproponuję XD.)

      Usuń
    2. Spoko ;D Jestem niemal w 100% przekonany, że w którejś kolejce zaproponujesz mi Arrow/Flash/ coś z MCU...

      Usuń