sobota, 9 maja 2015

Artykuł: Daredevil - Temida i Nemezis w jednym

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do pierwszego sezonu Daredevila.

Jest takie angielskie słowo, które jest wykorzystywane w wielu ekranizacjach komiksów jako określenie danego superbohatera (zwłaszcza przez policję i prasę). Tym słowem jest vigilante. Zwykle tłumaczy się je jako „mściciela”, aczkolwiek polska Wikipedia podaje „straż obywatelską” jako nasz odpowiednik tego słowa. Vigilante definiuje się jako: „członka ochotniczego komitetu zorganizowanego w celach zduszenia i ukarania zbrodni (kiedy procesy prawne są postrzegane jako nieskuteczne)” albo „człowieka, który sam siebie mianował do wyznaczania sprawiedliwości” (obie definicje pochodzą ze słownika Merriam-Webster… i wybaczcie moje kulawe tłumaczenie). Tak więc vigilante to ktoś, kto postanowił sam wyznaczyć sprawiedliwość, bo uważa, że organy prawa – policja, sądownictwo itd. – nie są w stanie spełniać swoich podstawowych zadań; to ktoś działający poza prawem, aby ukarać zbrodniarzy albo zapobiec zbrodniom mającym miejsce na co dzień. Oczywiście, może się zdarzyć, że przekazuje przestępców policji i szuka dowodów, które można by przedstawić przeciwko nim w sądzie, jednak przeważnie sam rozprawia się z większością swoich przeciwników w ten czy inny sposób.

Naturalnie, jeżeli ekranizacja jest utrzymana w mrocznym klimacie, a bohater jest vigilante, wielokrotnie poruszana jest kwestia tego, czy ma moralne prawo do tego, co robi; czy jako samozwańczy mściciel obijający mordy przestępcom i wyciągający od nich informacje za pomocą siły, nie jest od nich lepszy; czy może ufać własnemu, bądź co bądź, ludzkiemu osądowi na temat tego, kogo może karać, a kogo nie; czy w końcu – gdy dojdzie co do czego – ma prawo odebrać życie komuś innemu, bo uważa, że świat bez tej osoby byłby lepszy.

Daredevil – najnowszy serial wyprodukowany przez Netflix i będący częścią Marvel Cinematic Universe – moim zdaniem porusza te tematy najobszerniej. Żaden inny film ani serial z motywem vigilante, jaki oglądałam, nie omówił wszystkich problemów związanych z „mścicielami” tak dokładnie, jak Daredevil. Ja zaś postanowiłam poddać ten serial małej analizie.

Daredevil w Spiderman: The Animated Series.
Zacznijmy od głównego bohatera, Matta Murdocka, tytułowego Daredevila. Kto widział adaptację tego komiksu z Benem Affleckiem albo chociaż odcinek animowanego Spidermana, wie mniej więcej jaki jest koncept tej postaci – prawnik, który stracił w dzieciństwie wzrok w wyniku oblania toksycznymi odpadami, w dzień chroni niewinnych na sali sądowej, a w nocy, jako tajemniczy Daredevil, walczy z przestępczością na ulicach. O tym, że jego ojciec był bokserem, którego zabito, bo nie podłożył się w ustawionej walce; i o tym, że arcywrogiem Daredevila jest Wilson Fisk, znany jako Kingpin, też właściwie wiadomo z obu tych adaptacji, jednak serialowy Daredevil rozwija wszystkie te wątki – wgłębia się w przeszłość Matta Murdocka, a nawet pokazuje paralele między nim a Fiskiem… ale o tym potem.

Wpływ Jacka „Battlin’” Murdocka na syna był ogromny. Jak już wspomniałam wyżej, Jack był z zawodu bokserem. Co więcej, aby utrzymać rodzinę (czyli Matta, bo matka chłopca jest właściwie nieobecna), brał udział w ustawionych meczach bokserskich i przegrywał za pieniądze. Miał jednak swoją własną technikę walki – pozwalał przeciwnikowi się bić i przystępował do ataku, kiedy tamten się zmęczył. Ojciec naszego bohatera potrafił przyjąć sporą dawkę ciosów, aby zaraz potem podnieść się na równe nogi i dalej walczyć (rzecz, która będzie w przyszłości charakteryzować również samego Daredevila). Jednakże Jack Murdock – zwłaszcza tuż po wypadku, który odebrał Mattowi wzrok – kładł silny nacisk na to, aby jego syn miał dobre oceny. Chciał, aby chłopiec używał w przyszłości głowy, a nie pięści. Kiedy w wieku dziewięciu lat, Matt stał się ofiarą wypadku ciężarówki z toksycznymi odpadami (wypychając z drogi staruszka) i toksyny dostały mu się do oczu, oślepiając go, Jack nie tylko pomógł mu się oswoić z tą sytuacją, ale również kazał mu się nie poddawać i zachęcał do nauki Braille’a. Sam tym bardziej przykładał się do walk. Najbardziej chwalebna cecha Jacka Murdocka to to, że był w stanie dla dobra swojego dziecka być czyimś workiem treningowym i znosić wiele upokorzeń po to, aby zapewnić rodzinie byt.

Pewnego dnia jego menedżerom udało się załatwić mu walkę ze słynnym bokserem, Creelem (postać, którą możecie kojarzyć z Agentów TARCZY). Na początku Jack cieszył się z tego, jednak jak tylko dowiedział się, że jest to ustawiona walka, w której ma przegrać, jego entuzjazm zmalał. Mimo wszystko, przyjął ofertę, ale chcąc, aby jego syn chociaż raz w życiu usłyszał jak tłum skanduje ich nazwisko, postanowił wygrać z Creelem. A wiedząc, że zapewne przysporzy sobie kłopotów, najpierw zadbał o to, aby Matt był zabezpieczony finansowo.  Jack Murdock odniósł spektakularne zwycięstwo, usłyszał wiwatujący na jego część tłum, ale do domu już nie dotarł.

To, co przekazał swojemu synowi, to przede wszystkim determinacja, zarówno w walce, jak i w życiu.

Po śmierci ojca, Matt trafił do prowadzonego przez zakonnice sierocińca. Toksyny, które odebrały chłopcu wzrok, sprawiły, że pozostałe jego zmysły wzmocniły się i dlatego po jakimś czasie przebywania w sierocińcu, odczuwał bolesny natłok bodźców zewnętrznych. Ponieważ lekarze i duchowni byli bezsilni, matka przełożona wezwała na pomoc człowieka, który pracował z wyjątkowymi dziećmi. Tym człowiekiem był niewidomy starzec, Stick. Stick nauczył Matta jak korzystać z jego wyostrzonych zmysłów – jak na podstawie słuchu, smaku, dotyku i węchu wywnioskować co się wokół niego dzieje – a także wyszkolił go w walce. Przy czym nie pocieszał Matta po stracie ojca i nie ukrywał przed nim okrucieństwa świata. Zrezygnował z trenowania chłopca i porzucił go, kiedy okazało się, że Matt zaczyna go lubić i nawet traktuje go jak substytut ojca. Ironiczne jest to, że Matt okazał swoje uczucia akurat wtedy, kiedy Stick powiedział mu, że ma się od nich odciąć.

Później, kiedy Matt był już dorosły i zajmował się walką ze zbrodnią, Stick go odwiedził, aby wciągnąć go w swoją misję zniszczenia broni o nazwie Black Sky, a przy okazji skrytykował swojego byłego ucznia za wygodnictwo. Stick był twardym, wymagającym mentorem, który hołdował spartańskiemu wychowaniu. Chciał zrobić ze swego ucznia żołnierza i przygotować go na nadchodzącą, bliżej nieokreśloną wojnę. Ponieważ zaś nie stronił od zabijania, Matt bał się tego, że może stać się tak samo bezwzględny jak jego były nauczyciel.

Stick pokazał Mattowi jak walczyć i jak korzystać ze swoich zmysłów, a jego skłonność do zabijania i chłód, pokazały przyszłemu Daredevilowi, co go czeka, jeśli pójdzie złą drogą.

Lata mijały i Matt Murdock dostał się na studia prawnicze. Na uniwerku poznał Franklina „Foggy’ego” Nelsona, swojego współlokatora, najlepszego przyjaciela i przyszłego partnera w firmie adwokackiej. Foggy, w przeciwieństwie do większości ludzi, nie postrzegał Matta tylko przez pryzmat jego niepełnosprawności. Dla niego Matt nie był biednym, pokrzywdzonym przez los ślepcem, ale zwykłym mężczyzną. Przez lata Matt i Foggy uczyli się razem, razem bawili i razem snuli plany na przyszłość.

Razem odbywali również staż w prestiżowej kancelarii adwokackiej, „Landman i Zack”. Radzili sobie całkiem dobrze, tak dobrze, że kancelaria zaproponowała im stałą pracę. Jednak Matt nie chciał bronić wielkich firm przeciwko zwykłym ludziom i dlatego przekonał Foggy’ego do tego, aby odrzucili ofertę pracy w „Landman i Zack”, i założyli własną firmę, która zajmowałaby się obroną uczciwych ludzi. I tak powstała kancelaria „Nelson i Murdock”.

Oczywiście to, że niewidomy superbohater Marvela jest z zawodu prawnikiem, nie jest przypadkowe. Wszak Temida, grecka bogini sprawiedliwości, prawa i obyczajów – bogini, której pomnik stoi przed prawie każdym sądem – ma zawiązane oczy opaską. Ta opaska symbolizuje bezstronność sądów; to, że sprawiedliwość nie zważa na status majątkowy czy pochodzenie podsądnych; nie zważa na zabarwienie emocjonalne sprawy, ale do wszystkich stosuje się jednakowo. Matt nawet nawiązuje do tej bezstronności w swojej mowie końcowej, podczas obrony niejakiego Johna Healy’ego w trzecim odcinku.
Zginął człowiek. Nie chcę tego wyróżniać, ale te pytania… te kwestie… są bardzo istotne, ponieważ łączą nas ze sobą i z naszym człowieczeństwem. Nie każdy tak widzi, nie każdy widzi tę linię, a jedynie tę smugę. Ale umarł człowiek. Nie żyje. I to mój klient, John Healy, odebrał mu życie. Nie ma co o tym dyskutować. Chodzi o prawdę, o fakty. Te nie mają zabarwienia moralnego. Mówią o tym jak jest, nie o tym, co o nich myślimy i co czujemy. Po prostu są. To, co było w sercu mojego klienta, gdy odbierał życie – niezależnie od tego, czy jest dobry, czy nie – nie ma znaczenia.
Wątpliwości dotyczące dobra i zła, pomimo swojej ważności, nie mają miejsca w sądzie. Liczą się jedynie fakty. Mój klient twierdzi, że działał w samoobronie. Współpracownicy pana Prohaszki [ofiary Healy’ego] odmówili zeznań, a jedyny pozostały świadek, przerażona młoda dama, zeznał, że mój klient był miły i przyjazny, oraz że [świadek] widział walkę już po jej rozpoczęciu. Takie są fakty. W oparciu o nie, i tylko o nie, oskarżycielowi nie udało się udowodnić, że mój klient nie działał jedynie w samoobronie. I takie, panie i panowie ławnicy, są właśnie fakty.
Mój klient, w oparciu o prawo, którego przysięgliśmy przestrzegać, musi zostać uwolniony od tych oskarżeń. Gdzie indziej być może sam sprowadzi na siebie osąd. Ale tutaj, w tej sali sądowej, decyzja należy do was.
John Healy był, co prawda, częścią podstępu Fiska, jednak to nie zmienia faktu, że Matt Murdock chce bronić pokrzywdzonych. Chce, aby ci najbardziej potrzebujący ochrony prawa ją dostali. I na początku swojej kariery prawniczej naprawdę wierzy, że policja, sądy i służby społeczne wystarczą, aby sprawiedliwości stało się zadość; a także bierze sobie do serca radę ojca, aby używał głowy a nie pięści. Jako adwokat, broni prawa i walczy o sprawiedliwość za jego pomocą. W tym względzie przywodzi na myśl Temidę.

Jednak według greckiej mitologii, kiedy Temida zawodziła i winowajca unikał kary, wyruszała za nim inna bogini – bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia, Nemezis. I tym poniekąd jest również Daredevil. Matt zaczął wyznaczać sprawiedliwość jako vigilante, kiedy pewnej nocy – dzięki swojemu wyczulonemu słuchowi – usłyszał jak pewien ojciec wykorzystuje seksualnie córkę. Poinformował służby społeczne, w nadziei, że pomogą dziewczynce, jednak były one bezsilne. Dlatego Matt postanowił w przebraniu napaść pedofila w nocy i nastraszyć go. Zdając sobie sprawę z tego, że przemoc osiągnęła pożądany efekt, Matt postanowił przebierać się za Daredevila co noc.

Wieść o tym, że jego partner jest słynnym Człowiekiem w Masce, wstrząsa Foggy’m tak bardzo, że jego przyjaźń z Mattem staje pod znakiem zapytania. Dla Foggy’ego Daredevil jest terrorystą i mordercą, a im dłużej Nelson słucha opowieści Matta, tym bardziej jest oburzony. Przecież są prawnikami, powinni działać zgodnie z prawem, tymczasem Daredevil sam siebie ustanowił sędzią, ławą przysięgłych i katem.

Choć Matt jest przekonany o słuszności swoich działań, nadal jest też pełen wątpliwości. Bądź co bądź, mimo że stroni od zabijania, bywa bardzo brutalny. Jakaś jego część obawia się, że może kiedyś stać się potworem. Co więcej – martwi się tym, że może bić przestępców również dlatego, że czerpie przyjemność z przemocy.

Babcia Matta była bardzo pobożną katoliczką i podobno zwykła mawiać: „Strzeżcie się Murdocków. Mają w sobie diabła.” Ten diabeł, według Matta, objawiał się, kiedy Jack Murdock walczył na ringu i nagle stawał się bardziej brutalny. Tak też jest czasem z Mattem, kiedy wychodzi na miasto jako vigilante. Motyw piekła i diabła przetacza się przez prawie cały pierwszy sezon, nie tylko dlatego, że dzielnica Nowego Jorku, w której dzieje się akcja serialu, nazywa się Hell’s Kitchen, a sam Daredevil na początku nazywany jest, między innymi, Diabłem z Hell’s Kitchen, ale też dlatego, że Matt często mówi o Fisku „diabeł”, a nawet przeprowadza rozmowę z księdzem Lantomem na temat istnienia diabła jako takiego.

Ksiądz Lantom jest powiernikiem Matta od kiedy ten pewnej nocy wyspowiadał się z tego, że zamierza zaatakować konwój handlarzy żywym towarem. Lantom jest czymś w rodzaju duchowego i moralnego wsparcia. Kiedy tylko Matta ogarniają wątpliwości natury moralnej, związanej z jego nocną działalnością, idzie do kościoła porozmawiać z księdzem Lantomem. Ten zaś ofiarowuje odpowiedzi, które umożliwiają Mattowi zrozumienie sytuacji i podjęcie właściwej decyzji. Na przykład, kiedy Matt opowiada mu o swoim pierwszym spotkaniu z Fiskiem (w galerii, gdzie spotkał także ukochaną Fiska, Vanessę), którego uważał dotąd za wcielenie zła, i zwierza się ze swoich wątpliwości, spowodowanych tym, że „diabeł kocha i jest kochany”, ksiądz Lantom odpowiada: „Istnieje szeroka przepaść między zabójstwem a bezczynnością. Zło innego człowieka nie czyni cię dobrym. Przez wieki ludzie używali cudzego bestialstwa, by usprawiedliwić własne. Musisz sobie zadać pytanie. Walczysz z tym, że nie chcesz go zabić, ale musisz, czy z tym, że nie musisz go zabić, ale tego chcesz?”

Przyjrzyjmy się temu diabłu. Wilson Fisk mógł z łatwością być sztampowym, sadystycznym szefem światka przestępczego, jednak w tym serialu jest niejednoznaczny. Jego niejednoznaczność zaś sprzyja dalszym rozważaniom na temat motywu vigilante. Zwykle, nawet jak czarny charakter ma jakieś cechy pozytywne, rzadko z nim sympatyzujemy. W przypadku Fiska – poprzez wgląd w jego własną smutną przeszłość i relacje z ukochanymi osobami – zdarzają się momenty, kiedy naprawdę widz mu kibicuje.

Wilson Fisk rządzi strachem. Ktokolwiek choćby wypowie jego nazwisko do osoby postronnej, podpisuje wyrok nie tylko na siebie, ale i na swoich bliskich. Wielu zwykłych ludzi zmuszanych jest to brania udziału w planach Fiska poprzez groźby krzywdy wyrządzonej ich rodzinie (jak strażnik w pierwszym odcinku), czy szantaż (jak ławniczka z odcinka trzeciego). Na co dzień imperium Fiska zajmuje się morderstwami, handlem żywym towarem (również dziećmi), malwersacjami, a nawet rozprowadzaniem kokainy. Fisk ma w swojej kieszeni policję i polityków. Ponadto nie ulega wątpliwości, że jest niezrównoważony emocjonalnie – potrafi pobić na śmierć kogoś tylko dlatego, że coś źle zrobił.

Można by się spodziewać, że ktoś taki byłby zaborczy wobec każdej kobiety, która mu się spodoba, jednak z chwilą, kiedy Wilson Fisk zaczyna interesować się właścicielką galerii, Vanessą Marianną, jesteśmy świadomi tego, że to miłość prawdziwa, opierająca się na zasadzie „jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność.” Kiedy tylko Vanessa dowiaduje się, że mężczyzna, z którym spędziła wieczór, jest kimś, kto prowadzi ciemne interesy, Fisk zapewnia ją, że jeśli chce, on zniknie z jej życia. Wilson Fisk ma własnych bliskich – ukochaną kobietę, najlepszego przyjaciela i matkę – i obojętnie jak bardzo jest wściekły i jak wiele może zrobić swoim wspólnikom, podwładnym lub wrogom, wobec tych trzech osób – Vanessy, Wesleya i matki – jest zawsze opiekuńczy i troskliwy.

Poza tym Fisk ma swoje własne wątpliwości – w dzieciństwie zabił własnego ojca, kiedy ten wyżywał się na jego matce, więc Fisk obawia się, że stanie się taki jak on. Specjalnie nosi jego spinki, aby pamiętać o tym zdarzeniu i o tym, że „nie jest okrutny dla samego okrucieństwa”. Kieruje się również dobrem miasta, w którym się wychował; chce za pomocą przemocy oczyścić je ze zła. I to jest pierwsza paralela między Wilsonem Fiskiem a Mattem Murdockiem. Aczkolwiek o ile Fisk nie cofa się przed skrzywdzeniem niewinnych cywili, Matt tych właśnie cywili chce chronić.

Kolejna paralela między protagonistą i antagonistą Daredevila to to, że obaj wychowywali się w Hell’s Kitchen; obaj pochodzą z ubogich rodzin i obu ich ukształtowali ich ojcowie. Z tym, że ci ojcowie różnią się od siebie w postawach. Jack był w stanie przełknąć swoją dumę dla dobra syna. Startujący na radnego Bill potrafił pobić młodzika, który  mówił o nim niepochlebne rzeczy. Jack uczył Matta, że głowa jest ważniejsza od pięści. Bill zachęcał Wilsona do kopania i bicia już i tak leżącego na ziemi przeciwnika. Jack robił wszystko, aby utrzymać rodzinę. Bill zadłużył się u lichwiarza, aby mieć pieniądze na kampanię, mimo że miał do zapłacenia rachunki. Jack dał Mattowi łyka whiskey, aby chłopcu nie trzęsły się ręce, kiedy będzie zszywał ojcu brew; a na pytanie syna, czy może wziąć jeszcze trochę, odpowiedział: nie. Bill wmuszał piwo w Wilsona, bo prawdziwi mężczyźni piją piwo. W końcu Jack zginął, bo chciał być kimś lepszym w oczach własnego dziecka, tymczasem Bill został zabity przez syna, chcącego ochronić swoją matkę.

Co by nie mówić, Fisk jest postacią niejednoznaczną, a jego związek z Vanessą zdaje się przybliżać go do światła. Właściwie w pewnym momencie zachodzi taka sytuacja, że Wilson Fisk zbliża się do światła, podczas gdy Matt Murdock zbliża się do ciemności.

Poniekąd tym, co stoi na przeszkodzie szczęściu Fiska są nie tylko machinacje jego partnerów w zbrodni, ale także sam Daredevil i jego pomocnicy. Karen Page, sekretarka Matta i Foggy’ego, która prowadzi śledztwo w sprawie swoich dawnych pracodawców, zabija przez przypadek Wesleya. Pomagający jej w dokopaniu się do prawdy dziennikarz, Ben Urich, niepokoi matkę Fiska w domu starców. Zaś kancelaria „Nelson i Murdock” szuka sposobu na to, aby Fiska zdyskredytować w momencie, kiedy ten stara się uchodzić za dobrego obywatela. Z jego punktu widzenia oni wszyscy nie są sprawiedliwymi ludźmi, którzy mu się przeciwstawiają, tylko potworami, którzy zagrażają jego lepszemu światu.

Każdy jest bohaterem własnej historii. Każdy myśli, że jest tym dobrym i że słuszność stoi po jego stronie. Tak też postrzegają siebie Matt Murdock i Wilson Fisk.

Zasadnicza różnica między Daredevilem a Avengersami jest taka, że Avengersi mierzą się z zupełnie innymi przeciwnikami niż Daredevil. Podczas gdy Tony Stark, Steve Rogers i reszta walczą z nazistami, tajnymi organizacjami, kosmitami, czy półbogami, zagrażającymi całemu światu (czy nawet wszechświatu), Matt Murdock ma przeciwników na terenie lokalnym – handlarzy narkotyków, sutenerów, szefów mafii, czy zwykłych złodziei. Do pewnego stopnia są to bardziej przyziemni przeciwnicy.

Świat w Daredevilu jest mroczny, skorumpowany i skomplikowany. Zarówno protagonista, jak i antagonista, mają w sobie dobro i zło, i przez to cały serial jest niejednoznaczny. Pokazuje dobre strony bycia vigilante, ale także przedstawia moralne dylematy związane z wyznaczaniem sprawiedliwości samodzielnie. I to właśnie sprawia, że ten serial jest tak niesamowity.

3 komentarze:

  1. Kurcze, nie mogę tego przeczytać, bo serial mam jeszcze przed sobą. Jest na przedzie listy "po maturze" ;) Ale po ostatnim akapicie stwierdzam, że Ci się podobało i to mi wystarczy :D

    subiektywnie-o-kulturze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mogę spytać co jeszcze jest na liście "po maturze"?

      Usuń
    2. Trzeci sezon "House of Cards", "Arrow", "Agenci T.A.R.C.Z.Y."... dużo tego ;)

      Usuń