niedziela, 12 kwietnia 2015

Recenzja: Kolor magii (komiks)

Większość fanów kojarzy adaptacje Koloru magii głównie z miniserialem z 2006 roku, ale tak się składa, że o wiele wcześniej – bo już w 1992 roku – przeniesienia pierwszej powieści ze Świata Dysku na inne medium podjął się Scott Rockwell. Tym medium był publikowany przez wydawnictwo Innovative komiks, który był w przygotowaniach już w 1990, jednak ilustracje nie przypadły Pratchettowi do gustu i autor Świata Dysku zatwierdził dopiero ich późniejszą wersję. Kolor magii był pierwszą z wielu części cyklu, zaadaptowanych w formie komiksowej (pozostałymi były między innymi Straż! Straż! i Mort), które potem doczekały się zbiorowego wydania w tomie The Discworld Graphic Novels. Jak wyszedł komiksowy Kolor magii, niebawem się przekonacie.

Dla tych, co (jakimś cudem) nie wiedzą, o czym jest Kolor magii: do miasta Ankh-Morpolk przybywa pierwszy turysta Świata Dysku, Dwukwiat, wraz z chodzącym na setkach nóżek Bagażem. Fakt, że ów Bagaż wypełniony jest monetami z czystego złota, wzbudza niezdrowe zainteresowanie złodziei, oszustów, żebraków i drobnych przedsiębiorców Dwukwiatem. W tawernie Dwukwiat spotyka Rincewinda – maga dorabiającego jako tłumacz i odznaczającego się tchórzostwem – i po krótkiej rozmowie zatrudnia go jako przewodnika. Przymuszony przez Patrycjusza Rincewind zostaje więc przewodnikiem Dwukwiata i tak oto obaj panowie przeżyją serię szalonych przygód, kontynuowanych w następnej powieści – Blasku fantastycznym.

Komiks dzieli się na cztery części. Pierwsza opowiada o przybyciu Dwukwiata do Ankh-Morpolk, jego spotkaniu z Rincewindem, o tym jak Rincewind zostaje jego przewodnikiem i jak w pewnym momencie obaj umykają z miasta; druga – o tym jak Rincewind jest goszczony przez driadę, Dwukwiat przybywa do świątyni Bel-Shamharotha, a w pewnym momencie obaj podróżnicy spotykają Hruna Barbarzyńcę; trzecia – o przygodzie Rincewinda, Dwukwiata i Hruna w krainie Jeźdźców Smoków, Zmokbergu, a czwarta – o tym, co przydarzyło się magowi i turyście na Krawędzi Dysku. Z punktu widzenia fabularnego i świata przedstawionego, komiksowa adaptacja bardzo umiejętnie przedstawia czytelnikowi podstawowe koncepty Świata Dysku – na przykład to, że jest to płaski świat spoczywający na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na skorupie wielkiego żółwia krążącego w kosmosie; albo że bogowie Dysku grają w kości, używając jako pionków jego rezydentów. Nie zostajemy zawaleni wyjaśnieniami, wszystkie informacje są nam przekazywane stopniowo.

Komiksowy Kolor magii jest bardzo wierną adaptacją (wiele razy czytając jakiś fragment myślałam sobie: „Faktycznie, w książce było coś takiego.”), toteż ludzie zaznajomieni z miniserialem, ale niekoniecznie z powieściowym pierwowzorem, mogą się zdziwić nad różnicami w obu adaptacjach. Z punktu widzenia opowieści i przenoszenia treści z jednego medium na drugie komiks radzi sobie całkiem nieźle. Na przykład cieszyło mnie bardzo, że wreszcie mogłam zobaczyć Panią – boginię szczęścia, która pomaga Rincewindowi – albo że pojawił się motyw ze świątynią Bel-Shamharotha. Tak więc pod tym względem nie mogę się przyczepić do komiksowego Koloru magii.

O wiele gorzej wyszła strona wizualna. Rysunki Stevena Rossa przeważnie oddają sprawiedliwość powieści Pratchetta, zwłaszcza jeśli chodzi o pierwsze kilka paneli, gdzie pokazane są Dysk i Ankh-Morpolk. Dzięki jasnej, trochę wytartej kolorystyce, miasto, w którym dzieje się większość książek ze Świata Dysku, wydaje się być spieczone słońcem i brudne. Siedziba bogów, Dunmanifestin, wnętrze drzewa driady, czy Zmokberg również prezentują się bardzo dobrze. Jest też pewien panel, który szczególnie przypadł mi do gustu, a mianowicie – demon z ikonografu Dwukwiata i Rincewind rozmawiają i w pewnym momencie demon pokazany jest na tle twarzy Rincewinda, którego oczy wrażają jakiś dziwny smutek.

Tak więc nie twierdzę, że ilustracje Rossa są złe. Tak naprawdę problemy zaczynają się przy projektach postaci.

Pomijam mały błąd w ciągłości, w którym Rincewind w swoich pierwszych dwóch panelach ubrany jest na czarno (i jestem pewna, że nie miało to sygnalizować, że siedzi w cieniu), a przez resztę komiksu na czerwono; po prostu wielu bohaterów nie wygląda tak jak powinno. Rincewind jest taki jakiś nijaki – wygląda jak randomowy brodacz w średnim wieku, a powinien być wychudły i trochę bardziej wynędzniały. Dwukwiat miał być w założeniu optymistycznym, nieco naiwnym facetem, który wszystkim się zachwyca i wszystko chce zobaczyć. Tymczasem w komiksie ledwo to widać. Prawda – Dwukwiat wygląda dosyć safandułowato i geekowo w tym wielkim kapeluszu i okularach, jednak po pierwszej części prawie cały czas ma na twarzy ten sam wyraz i nie reaguje tak entuzjastycznie jak powinien. Są takie momenty, w których wydaje się znudzony tym, co się wokół niego dzieje.
Lord Vetinari,
proszę państwa!

Zupełnie nie tak jak powinni wyglądają również… Patrycjusz Vetinari i Pani. Vetinari wydał mi się zbyt gładki bez tej swojej ikonicznej bródki, z kolei Pani… No, Pratchett opisał ją jako kobietę, która była bardzo piękna, ale jawiła się jako dama o zmieniających się co chwila rysach twarzy – patrzyło się na nią i widziało kilka różnych kobiet. Oczywiście, to byłoby trudne do przeniesienia na ilustrację, ale myślę, że można by było zastosować zabieg rysowania na każdym panelu innej twarzy przy zachowaniu tego samego ubrania, żeby zasygnalizować, że to jednak cały czas Pani. Ale to już takie moje neat-picki.

Komiksowy Kolor magii polecam zarówno ludziom, którym nie podobał się miniserial z Kevinem Jasonem w roli Rincewinda, jak i ludziom ciekawym jak wygląda Świat Dysku w komiksie. Również jak nie chce Wam się sięgać po książkowy pierwowzór (z jakiekolwiek powodu), możecie sięgnąć po tę wersję, ale weźcie pod uwagę to, że narysowani Rincewind i Dwukwiat mogą się wydać niektórym ludziom nie tacy, jak trzeba.

3 komentarze:

  1. Nie przepadam za komiksami, więc raczej sobie tą pozycję odpuszczę. Zwłaszcza, że strasznie rozczarował mnie wygląd Vetinariego. Dwukwiat i Rincewind też jakoś kompletnie jak nie oni. W ogóle te zamieszczone przez Ciebie obrazki wyglądają tak jakby to był jakiś inny komiks, a nie Świat Dysku... No, ale w ogóle ciekawe, nie wiedziałam, że coś takiego powstało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chciałam pokazać, że oni wyglądają jak nie oni. Dwukwiat to mi nasuwa skojarzenia z Arturem z "Kleszcza".

      Usuń
    2. Dla mnie Dwukwiat wygląda jak mucha w kapeluszu...
      Kompletnie mi to nie pasuje. A Vetinari wręcz boli.

      Usuń