wtorek, 28 kwietnia 2015

Osiem powodów, dla których uwielbiam Terry'ego Pratchetta

28 kwietnia 1948 roku urodził się twórca Świata Dysku. Z tej okazji, tak jak w przypadku Astroni, kociary i Agathy Christie postanowiłam przygotować osiem powodów, dla których uwielbiałam (i wciąż uwielbiam) Terry’ego Pratchetta.

Dlaczego osiem? Ponieważ liczba ta ma w Świecie Dysku szczególne znaczenie. Dysk ma osiem pór roku (dwie wiosny, dwa lata, dwie jesienie i dwie zimy). Ósmy syn ósmego syna rodzi się jako mag, a ósmy syn maga może stać się czarodzicielem. Jest osiem stopni wiedzy magicznej. Ósmy kolor tęczy na Krawędzi Dysku to oktaryna – kolor magii. Liczba między siedem a dziewięć to również liczba przyzywająca wielkiego przedwiecznego, Bel-Shamharotha. Dlatego właśnie postanowiłam, że ósemka będzie najodpowiedniejsza.

Nie przedłużając, oto osiem powodów, dla których uwielbiam Terry’ego Pratchetta jako pisarza.

Miejsce ósme: Sposób przedstawiania osób religijnych
Od jakiegoś czasu zaczął mnie jakoś bardziej denerwować natłok postaci religijnych fanatyków w fikcji i pragnęłam znaleźć dla nich jakąś przeciwwagę. Jakoś tak się dziwnie złożyło, że ową przeciwwagę zaoferował mi Świat Dysku. Fakt, większość protagonistów tego uniwersum jest właściwie nay-teistami (to znaczy – nie kwestionują istnienia bogów, ale ich też nie czczą), a Pratchett wielokrotnie wyśmiewał w swoich utworach pewne zachowania ludzi i instytucji religijnych… jednak właściwie robił tak z każdym aspektem ludzkiego życia. Poza tym Sir Terry przedstawił w Świecie Dysku całe spektrum religijnych postaw. Prawda, jest tam torturujący ludzi inkwizytor Vorbis, a wielu krasnoludzkich gragów posuwa się do aktów terroryzmu, ale przykłady pozytywne też się trafiają.

Po pierwsze – jest prorok Brutha, odważny, mądry i miłujący bliźnich młodzieniec, który w Pomniejszych bóstwach staje się przywódcą religijnym, przyszłym reformatorem omniańskiej doktryny. Po drugie – jest Wizytuj Niewiernych z Wyjaśniającymi Pamfletami, funkcjonariusz Straży Miejskiej, który z jednej strony chce ewangelizować swoich kolegów (a nawet Vimesa) i protestuje przeciwko przybytkom rozpusty, a z drugiej – jest uprzejmy, miły i dobrze wykonuje swoją pracę. Po trzecie wreszcie – jest Wielebny Oats, który stara się wiernie podążać za naukami Oma, a jednocześnie targają nim tak wielkie wątpliwości, że walczą w nim dwie osobowości. Ten ostatni cieszy mnie szczególnie, bo chyba po raz pierwszy od bardzo dawna w fikcji spotkałam się z tym, że te wątpliwości ludzi religijnych też zostały zauważone.

Wybaczcie, że wszystkie trzy przykłady to Omnianie, ale po prostu czuję z nimi więź, bo mieli być takim dyskowym odpowiednikiem różnych religii monoteistycznych.

Miejsce siódme: Humor
Jak powie wam każdy, kto miał styczność ze Światem Dysku, jest to cykl obfity w aforyzmy. Pratchett był człowiekiem o niesamowitym i błyskotliwym poczuciu humoru, który objawiał się zarówno w jego dziełach, jak i wywiadach. Oto niektóre z przykładów: „Magia ma jednak w zwyczaju czekać w ukryciu niby grabie leżące w trawie.”, „Smok to metafora całej przeklętej ludzkiej egzystencji. Jakby sam w sobie nie był paskudny, to jeszcze jest wielki, gorący i lata.”, „Uciekam, więc jestem. A raczej uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę.”

Humor Pratchetta jest wszechstronny – jest to zarówno humor słowny, jak i sytuacyjny; będący nawiązaniem do popkultury, jak i ocierający się o humor kloaczny i sprośny. Nigdy jednak to nie były żarty niesmaczne. Nawet dowcipy tych – wydawałoby się – niskich lotów trzymały pewien określony poziom, świadczący o tym, że ich autor posiada nieprzeciętny intelekt.

Miejsce szóste: Nawiązania kulturowe
Świat Dysku jest ich pełen. Zacznijmy od tego, że sam A’Tuin i stojące na nim słonie to jedno wielkie nawiązanie do przeświadczenia osiemnastowiecznych uczonych, jakoby Hindusi wierzyli, że świat jest płaski i spoczywa na grzbietach słoni, które z kolei spoczywają na grzbiecie żółwia. W każdej książce z cyklu znajduje się masa nawiązań do kultury tak wysokiej, jak i popularnej.

Czasem jest to sparafrazowany cytat (jak Sam Vimes w Straży! Straży!, który odtwarza scenę „Wiem, o czym myślisz, śmieciu: Strzelił sześć razy czy tylko pięć…” z Brudnego Harry’ego, a Lord Vetinari w Glinianych nogach stwierdza, parafrazując wypowiedź Woltera, że gdyby nie było Vimesa, musiałby go wymyśleć), czasem nazwa (Dwukwiat w serialowej adaptacji Blasku fantastycznego chce nazwać tajemniczą czerwoną gwiazdę Gwiazdą Śmierci), czasem pojedyncze postaci i zdarzenia (Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie to taka dywagacja zarówno na temat baśni o grajku z Hameln, jak i o zantropomorfizowanych zwierzętach), a czasem design okładki (Paul Kidby inspirował się m. in. Krzykiem Edwarda Muncha, Strażą Nocną Rembrandta, Stworzeniem Adama Michała Anioła i słynnym zdjęciem z Iwo Jimy). Dość często owe nawiązania związane są z jednym konkretnym tematem, na przykład Ruchome obrazki pełne są odniesień do różnych studiów filmowych, a także Oscar ma swoją rolę w zaistniałych wydarzeniach. Bywają też książki, które są jednym wielkim nawiązaniem do historii (Bogowie, honor i Ankh-Morpolk to odniesienie do wojny o Falklandy) i dzieł kultury (Straż Nocna to prawie że komentarz do Nędzników Wiktora Hugo). Trafiają się również takie, które nie są znane szerokiej publiczności.

Odkrywanie tego wszystkiego uświadamia nam, jak bardzo oczytanym człowiekiem był Pratchett i stanowi dodatkową frajdę dla czytelnika.

Miejsce piąte: Kreacja postaci
Już kilka razy rozwodziłam się na temat kreacji postaci kobiecych przez Pratchetta oraz protagonistów Świata Dysku. Jednak Świat Dysku bogaty jest też w różne kolorowe postaci drugo- i trzecioplanowe. I nie chodzi mi tylko o Straż Miejską.

Wystarczy wspomnieć chociażby krasnoludziego odpowiednika Casanovy, Casanundę; sprzedawcę podejrzanych kiełbasek, Dibblera, który ma w każdym kraju na Dysku swojego odpowiednika (o czym zaświadczyć może Rincewind); dość zakręcony i myślący dość dosłownie Nadrektor Niewidocznego Uniwersytetu, Munstrum Ridcully; sługa Śmierci, dawniej jeden z największych magów w dziejach, Alberto Malich; Lady Margalotta, władczyni Uberwaldu i przyjaciółka lorda Vetinariego… lista jest bardzo długa.

W zasadzie każda książka Świata Dysku pełna jest ciekawych postaci, pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych, do których można się przywiązać. Takich jak na przykład…

Miejsce czwarte: Śmierć
Cóż mogłabym powiedzieć o pratchettowskiej Śmierci, czego nie powiedziałam już wcześniej? To bohater, którego chara songiem mogłoby być „Don’t fear the Reaper”; antropomorficzna personifikacja, która nie tylko po bliższym poznaniu okazuje się być całkiem miłym gościem, ale też ma rodzinę – adoptowaną córkę, teścia i wnuczkę. Ponadto w przeciągu kilku powieści o sobie Śmierć Świata Dysku: przyuczał do zawodu swojego następcę, będąc przy okazji swatem; musiał zmierzyć się z własną śmiertelnością, przeżywał żałobę, odgrywał rolę świętego Mikołaja, a w końcu próbował reaktywować swoją starą ekipę, czyli Czterech Jeźdźców Apokalipsy.

Poza tym, tak jak wszyscy protagoniści Świata Dysku, Śmierć jest bardzo ludzki, a jednocześnie nie można mu odmówić przyzwoitości. Właściwie Śmierć jest wielkim orędownikiem człowieczeństwa, co widać zwłaszcza w Kosiarzu i Wiedźmikołaju. Zresztą rozmowa między Susan a jej dziadkiem na temat potrzeby wiary i fantazji u ludzi przedstawia pogląd Pratchetta, że sami powołujemy do życia wartości i musimy w nie wierzyć, aby stały się prawdą; i że to właśnie fantazja czyni nas ludźmi, a nie intelekt, jak się wielu wydaje.

Miejsce trzecie: Wątki romantyczne
Nie jestem osobą, która jara się pairingami i namiętnie shippuje jakieś postaci. Zwykle skupiam się na takich relacjach jak męska przyjaźń, braterska miłość albo relacje ojciec-syn, a wątki romansowe mnie denerwują, a w najlepszych wypadkach są mi obojętne. W przypadku Świata Dysku jest również kilka takich par, jednak jest też wiele, które uważam za bardzo urocze.

Myślę, że ma to duży związek z tym, że owe pary składają się z osobników, którzy nie są jakoś specjalnie atrakcyjni. Są grubi, patyczkowaci, za wysocy, za niscy, są trollami, krasnoludami, są pryszczatymi nastolatkami albo mają już swoje lata. Co więcej – to ludzie z własnymi dziwactwami, czasem trochę nieśmiali i pełni kompleksów.

Inna rzecz, że też wątki romansowe w Świecie Dysku (przeważnie) nie opierają się na angście czy nieporozumieniach, jak to często się widzi gdzieindziej. Prawda, mogą nastąpić jakieś małe komplikacje, no i wątek miłości Anguy i Marchewy jest sztampowy jak cholera, ale przeważnie romanse w Świecie Dysku rozwijają się w bardzo naturalny sposób, bohaterowie po prostu ze sobą rozmawiają, mają wspólne cele i zainteresowania i świetnie się rozumieją.

Romanse Świata Dysku napawają mnie zwykle pozytywnymi uczuciami. Po prostu patrzę na Rubin i Detrytusa, na Błazna i Magrat, na Moista i Adorę Belle i wszyscy ci bohaterowie wydają mi się dobrze dobrani. Od razu wiem, że każda z tych par się ze sobą zestarzeje.

Moją ulubioną parą Świata Dysku są państwo Vimes. Pozwólcie, że opowiem wam o jednej z jej połówek.

Miejsce drugie: Lady Sybil Ramkin-Vimes
Uwielbiam tę kobietę. Lady Sybil jest szlachcianką, kobietą w nieco już podeszłym wieku, postawną, uprzejmą i nad wyraz miłą. Zajmuje się także hodowlą smoków bagiennych, zna się na negocjacjach biznesowych, potrafi zaśpiewać krasnoludzką arię z właściwymi intonacjami i postawić na swoim. Kilka razy zdarzyło jej się walczyć, nie mówiąc już o tym, że kiedy została wzięta na zakładnika, również udało jej się dać sobie radę. Czasem jest traktowana z góry, bo całe życie uczono ją, że ma być dla wszystkich miła (toteż postrzegana jest przez wielu arystokratów za trochę głupią), ale kiedy już pokazuje pazur, wiesz, że przegrałeś. Ta kobieta poszłaby bez strachu na wojnę i zapuściła się w najniebezpieczniejsze zakątki Dysku, zawsze zachowując godność i dobre maniery.

A nie opowiedziałam wam jeszcze o jej relacjach z mężem. Komendant zaszedł tak daleko również dzięki wierze i wsparciu swojej żony, nie wspominając już o tym, że właściwie za sprawą lady Sybil, Samuel Vimes nie jest już pijakiem. Lady Sybil stara się ułatwić małżonkowi życie, kupując mu urządzenia, które pomogłyby mu w organizacji (większość z nich gdzieś przepada, ale to nie przeszkadza pani Vimes kupować kolejne), a także przypomina mu o różnych bankietach i uroczystościach, dbając o to, aby dobrze się prezentował. Sam komendant stwierdza, że niemal czci swoją żonę i chociaż dziergane przez nią skarpetki są za grube i drapią, on je nosi. Oboje nie są już najmłodsi, ale są szczęśliwym małżeństwem.

Lady Sybil wzbudza również wielką miłość i szacunek wśród strażników pod komendą Vimesa. Wszyscy starają się wypaść przed nią jak najlepiej, nie dlatego, że jest żoną ich dowódcy, ale dlatego, że jest tą pełną empatii, silną, niesamowitą kobietą.

Ze wszystkich wspaniałych postaci kobiecych w Świecie Dysku, najbardziej lubię lady Sybil. Będę jej zawsze bronić jak niepodległości, nie mówiąc już o tym, że jej związek z Vimesem jest jednym z nielicznych pairingów, które shippuję. I mam nadzieję, że ten serial o Straży Miejskiej dojdzie do skutku, bo chciałabym również zobaczyć lady Sybil na ekranie.

Miejsce pierwsze: Opowiadane historie
Poza tym, że książki Świata Dysku cechuje wspaniały humor, mnóstwo nawiązań do wysokiej i popularnej kultury, a także kolorowe postaci, mają one po prostu ciekawe fabuły. Za wszystkimi stał jakiś interesujący pomysł, związany albo z naszym światem, albo z jakąś sztampą.  Straż Miejska powstała, ponieważ Pratchett chciał zabawić się tym konceptem zwykle bezwolnych, będących przeszkodą dla głównego bohatera, pomagierów jako protagonistów; w Kosiarzu mamy wylanego z pracy Śmierć, uczone szczury Zadziwiającego Maurycego tworzą swoją własną kulturę, a w Świecie Dysku funkcjonuje zakon Mnichów Czasu, który dba o to, aby dzieje toczyły się jak należy, nawet jak dochodzi to małych anomalii, jak w Straży Nocnej.

Świat Dysku jest pochwałą humanizmu. To, że jest przeważnie humorystyczny, wcale nie oznacza, że nie ma tam wątków dramatycznych. Pratchett wielokrotnie porusza tematy wojny, uprzedzeń, terroru, czy po prostu ludzkiej natury. Jego bohaterowie przeżywają nieraz tragedie i nie pozostaje to bez wpływu na ich psychikę. Co więcej – bohaterowie Świata Dysku są zawsze bardzo ludzcy, posiadają jednak mały pierwiastek przyzwoitości, który popycha ich w stronę światła i każe być czymś więcej. To wręcz niesamowite jak wiele postaci Pratchetta zaczęło na dnie, a potem dokonało niezwykłych czynów.

Myślę, że ostatecznym przesłaniem najsłynniejszego cyklu Terry’ego Pratchetta jest to, że świat jest okrutny, świat jest cyniczny, świat jest pełen złych ludzi, ale my sami możemy wzbić się pod niebiosa. Poprzez walkę z własnymi słabościami, poprzez traktowanie innych, jak sami chcielibyśmy być traktowani; poprzez urzeczywistnianie, wciąż i wciąż, tych najważniejszych wartości, jak sprawiedliwość, dobro i wzajemny szacunek. I nawet jeżeli sam świat pozostanie bez zmian – bo na pewne rzeczy nigdy nie mamy wpływu – zawsze warto spróbować.

I to jest najważniejsza rzecz, której nauczył mnie Terry Pratchett.

2 komentarze:

  1. Genialnie napisane. Prawie przy każdym punkcie się cieszyłam i w myślach wykrzykiwałam: Tak, tak! Ja też! :D
    1. W kwestiach religijnych to mnie strasznie zachwycił ten cytat Pratchetta:
    "Magowie nie wierzą w bogów w taki sam sposób, w jaki większość ludzi nie uważa za konieczną wiary - powiedzmy - w stoły. Wiedzą, że stoły istnieją, wiedzą, że istnieją w pewnym celu, prawdopodobnie zgodziliby się nawet, że mają swoje miejsce w dobrze zorganizowanym wszechświecie. Ale nie widzą sensu wiary, sensu powtarzania "O wielki stole, bez którego jesteśmy niczym". " :)))
    Idealne po prostu.
    2. Humor. Rzadko kiedy mi humor odpowiada w stu procentach. No i oprócz humoru to te wszystkie humorystyczne przypisy są mistrzowskie. Kocham, po prostu kocham ;)
    3. Te nawiązania to świetna zabawa. Strasznie mi się podobają te książki, które wprost są parodią jakiegoś dzieła. Np. Faust Eryk, Panowie i Damy. Miodzio. Albo właśnie te wszystkie drobne smaczki. Nawet pamiętam śmieszną historię jak pożyczyłam znajomemu książkę, to była któraś z Wiedźmami i cieszyłam się na myśl, że powymieniamy uwagi o nawiązaniach do Szekspira, o parafrazach znanych cytatów itd. Znajomy stwierdził, że książka bez sensu i strasznie infantylna... Znajomym być przestał :D
    4. O dokładnie tak. Pratchett jest genialny w tworzeniu charakterów. Wszyscy są tacy wyraziści :) Nawet postacie kobiece tworzy wspaniałe!
    5. Śmierć... Tutaj się nie wypowiem, bo wypowiedź będzie przypominała bełkot składający się z ochów i achów. Kocham, po prostu kocham i tyle. (A przez Ciebie właśnie sobie nucę Don't fear the Reaper).
    6. O właśnie. Też nie przepadam za romansami, ale tutaj są przecudne. Sybil i Vimes, Moist i Adora,Susan i Lobsang, a nawet i Angua i Marchewa. Pratchett ma talent do bardzo sympatycznych par. Swoją drogą shippuję Mustruma z Babcią, a co! :D
    7. Sybil jest super. A w połączeniu z Vimesem to już w ogóle. Chociaż jeśli chodzi o kobiety to jestem raczej fanką Babci, ale w sumie u Pratchetta kocham wszystkich :)
    8. Powiedziałaś o Mnichach Czasu i juz mam w głowie jeden z moich ulubionych cytatów:
    "- Należymy do najtajniejszego związku, jaki możesz sobie wyobrazić.
    - Naprawdę? A kim jesteście?
    - Mnichami historii.
    - Co? Nigdy o was nie słyszałem!
    - Sam widzisz jacy jesteśmy dobrzy. "
    O tak. Historie Pratchetta są zwariowane :D
    I powiem Ci, że bardzo podoba mi się Twoja interpretacja dzieł Pratchetta. Coś podobnego chyba nawet napisał Gaiman - że Terry nie jest wesołym facetem piszącym komedyjki tylko właśnie cynikiem. I w sumie kolejny powód na to żeby go kochać <3

    Jej, ale się rozpisałam. Ale genialny tekst po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam na Twój komentarz XD.

      1. Właśnie ciekawe jest w Świecie Dysku to, że jedynym prawdziwym ateistą tam jest Drofl XD. I do tego ateistą, który nie jest kompletnym bucem. W ogóle jakiś czas temu czytałam wywiad z Pratchettem na temat religii i w sumie podobało mi się to, co powiedział - że nie podziela poglądu jakoby religia była źródłem wszelkiego zła.
      2. Przypisy rządzą!
      3. No, nawiązania się fajnie wyłapuje *pamięta szaleństwo, jakim było znajdowanie smaczków w "Serii Niefortunnych Zdarzeń"*, a Pratchett jest jednym z tych autorów, którym nawiązania wychodzą po prostu wspaniale.
      4. Jak już mówiłam - uwielbiam kobiety Pratchetta.
      5. "A przez Ciebie właśnie sobie nucę Don't fear the Reaper." You welcome XD. BTW - ktoś zrobił kiedyś fanvideo z tą piosenką i klipami z animowanej "Muzyki duszy", ale wyszło tak sobie.
      6. Z Babcią i Ridcully'm w ogóle miałam coś takiego, że kiedy wyobrażałam sobie koncert, w którym postaci ze Świata Dysku śpiewają różne piosenki (mam tak z prawie każdym fandomem), to wyobrażałam sobie, że wiedźmy i magowie mogliby wykonywać "Everything you can do", a po przeczytaniu "Panów i Dam" zredukowałam liczbę wykonawców do Ridcully'ego i Babci.
      7.Sybil i Vimes to badassy i niech nikt nie wmówi ci, że jest inaczej XD.
      8. Cieszę się.

      Usuń