sobota, 18 kwietnia 2015

(Mini) Recenzja: Smoki na zamku Ukruszon

Niedawno doszłam do wniosku, że powinnam podczas tego Fantastycznego Kwietnia przeczytać coś autorstwa Pratchetta, co nie jest związane ze Światem Dysku. Wzięłam więc na warsztat Smoki na zamku Ukruszon. Co prawda jest jeszcze Dywan… i trylogia Nomów… i trylogia o Johnie Maxwellu… i Spryciarz z Londynu… No, tak…

Tak czy inaczej, padło na Smoki z zamku Ukruszon, bo słyszałam jakiś czas temu o tej książce i szczerze mówiąc, mnie zaciekawiła.

Smoki… to właściwie zbiór krótkich historyjek dla dzieci, napisanych przez Pratchetta w czasach, kiedy pracował jako reporter, i po latach zredagowane przez samego autora. Znajdują się tam: preludium do debiutanckiej powieści Pratchetta, czyli Dywanu (Klechdy o Ludzie Dywanu i Kolejna klechda o Ludzie Dywanu), jak i dziwne historie z miasteczka Blackbury w hrabstwie Gritshire, choć nie brakuje baśni w bardziej tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Mamy tam przygodę żółwia Herkulesa, który wydostał się z ogrodu i postanowił zostać odkrywcą. Mamy rycerza Edwo, którego największą bronią jest jego nudny głos. Mamy autobus, który podróżuje w czasie. Mamy wielki wyścig samochodów na różne napędy, w tym – na parę, na gumę i na mechanizm zegarowy.

Powiem szczerze, że niektóre opowiadania mnie nie porwały (nadal nie jestem przekonana do tego, aby przeczytać Dywan), jednakże były też takie, które mi się podobały, na przykład wspomniany wyżej wielki wyścig pomiędzy różnymi napędami (zwłaszcza, że zainicjował go właściciel fabryki produkujący różnorodne rzeczy na parę); albo ekspedycja dwóch, skłóconych ze sobą państewek z Wielkiej Drobiny (kurzu) na inną, dotąd niezamieszkałą drobinę. Niektóre opowiadania o Blackbury też były ciekawe, na przykład Wielki Turniej Tańca na Jajach (dwa miasta rywalizują ze sobą zacięcie od niepamiętnych czasów, między innymi w tytułowym tańcu; jeden z najlepszych tancerzy z pierwszego miasta chce ożenić się z dziewczyną z drugiego, ale jej ojciec pozwoli na to tylko, jeśli jego miasto wygra). Typowe dla Pratchetta pomysłowość i humor (nawet w stopkach!) biją z każdej opowieści, ale widać, że targetem są dzieci (chociaż dorośli też mogą się nimi cieszyć).

Poza tym pozostaje jeszcze strona wizualna, która objawia się nie tylko w ilustracjach, ale także w tym, że niektóre słowa czy zdania napisane są w szczególny sposób – a to są większe i grubsze, aby oznaczały jakiś hałas; a to litery są nierówne, co ma oznaczać łamany głos; a to każda litera robi się większa, co oznacza ziewnięcie… Trafiły się nawet ze dwie czarne strony z białą czcionką, aby zasygnalizować, że dana scena dzieje się w nocy. Te wszystkie zabiegi są dość interesujące i działają na wyobraźnię.

Myślę, że Smoki na zamku Ukruszon nadają się zarówno dla wiernych fanów Pratchetta, jak i dla ludzi, którzy mają dzieci. Ja sama już wiem, że będę czytać któreś z tych opowieści mojemu czteroletniemu bratankowi.

6 komentarzy:

  1. Jaki piękny żółw! :D Jak w tej książce są takie cuda to muszę ją dorwać :D
    Tej książki akurat nie czytałam i nawet nie kojarzę, ale brzmi fajnie. Zwłaszcza kusi mnie ta niebanalna forma. A już fragment o czarnych stronach z białą czcionką - mistrzostwo. Zdecydowanie poczucie humoru Pratchetta.
    Swoją drogą ja już od dawna posiadam "Dywan" i też się zabrać jakoś nie mogę.
    A jeśli chodzi o książki spoza Świata Dysku to chętnie bym przeczytała Twoją recenzję jakiegoś duetu z Pratchettem, Np. "Długa Ziemia" była obłędna, albo "Dobry Omen" po którym do dziś na horrorach typu "Omen" czy "Dziecko Rosemary" mam dzikie napady śmiechu, bo mam w głowie teksty Pratchetta. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Dobrym Omenie" słyszałam, zaś w księgarni Świata Książki, gdzie kupiłam "Smoki na zamku Ukruszon", nie było samej "Długiej Ziemi", za to były jakieś inne części tego cyklu. W ogóle o czym jest "Długa Ziemia"?

      Usuń
  2. "Dobry Omen" mnie całkowicie zabił. "Długa Ziemia" najkrócej mówiąc jest to science fiction o alternatywnych wszechświatach, do których podróżuje się przy pomocy zaawansowanego urządzenia zrobionego z ziemniaka i o gościu, który wyrusza zbadać najodleglejsze z alternatywnych Ziem. Jak dla mnie kapitalne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tak imię zmieniłaś?

      Usuń
    2. Wróciłam do oryginalnego. ;) Tak naprawdę "Ann" się zaczęłam podpisywać przez to, że sporo osób mnie tak zaczęło nazywać. Taka mała zmiana, a cieszy.

      Usuń
    3. A mogę cię nazywać Skipcio? XD

      Usuń