sobota, 14 marca 2015

Podręcznik fanfikowca cz. 25 - Erotyka w fanfikach

Wybaczcie, w tej części Podręcznika fanfikowca nie ma żadnych przykładów. Wszystkie fiki proponowane przez Vampircię już dawno zniknęły z Internetu.

Słynna trzydziesta czwarta zasada Internetu głosi: „Jeśli coś istnieje, jest do tego pornografia.” Nigdzie nie widać tego tak bardzo, jak w wytworach fanowskich.

Dzisiejszy temat jest dla mnie trudny, z dwóch powodów: Po pierwsze – fanfiki erotyczne nie leżą w sferze moich zainteresowań. Ma to poniekąd związek z tym, że erotyka wiąże się z pairingami, za którymi raczej nie przepadam. Krótko mówiąc: nie szukam erotyki, nawet w wersji złagodzonej. Relacje ojcowsko-synowskie, braterskie, między dwójką przyjaciół, czasem gore albo crack – tego zwykle szukam w fikach. Po drugie – nie mam doświadczenia w pisaniu erotyki. W swoim życiu napisałam trzy fanfiki, w których pojawiał się seks i wszystkie trzy oceniane były raczej miernie (chociaż, jak mi mówiono, trzeci z nich, będący yaoi, „jak na pierwsze yaoi, wyszedł całkiem nieźle”). Dlatego właśnie zależało mi, aby przy omawianiu tego tematu pomogła mi Vampircia, która nie tylko lubi erotykę w fanfikach, ale i sporo jej w życiu napisała. Dlatego też w trakcie pisania tej części Podręcznika fanfikowca konsultowałam się z nią, a także z Miryoku.

Pisanie erotyki w ogóle jest bardzo trudne, z tej prostej przyczyny, że przy opisie aktów seksualnych można popaść w kilka skrajności: albo używając bardzo poetyckich i czasami wręcz śmiesznych metafor; albo posługując się wulgarnym językiem, który wzbudza w czytelniku obrzydzenie; albo wreszcie stosując słownictwo rodem z podręcznika anatomii przez co opis jest suchy i jakiś taki pozbawiony wyrazu. Należy więc próbować zachować pewną równowagę.

Pozostaje również sprawa tego, jak przedstawić coś, co nie jest tylko aktem erotycznym, ale na przykład: gwałtem, seksem między człowiekiem dorosłym a nieletnim, kazirodztwem itd. Te wszystkie kontrowersyjne kwestie, przy których podniecanie się może wprawić czytelnika w konsternację. Ja osobiście jestem zdania, że można te rzeczy zawrzeć w fanfikach (czy w fikcji w ogóle), jeśli przedstawi się to w odpowiedni sposób, tzn. – gwałt jako traumatyczne przeżycie, które zostawia ślady i z którego ofiara nie czerpie przyjemności; kazirodztwo, które jest wynikiem pewnej konkretnej sytuacji w rodzinie; nieromantyzowanie przemocy, zachowanie spójności psychologicznej postaci… No cóż, omawiałam już to wszystko poniekąd w części poświęconej pairingom.

Mając już za sobą te wszystkie kwestie, możemy przejść do tego, jak erotyka objawia się w fanfikach. No więc fanfiki erotyczne dzielimy ze względu na:

1.      Poziom ostrości treści erotycznych. W tej kategorii mamy: lemon (niekiedy nazywany także smutem), pod który podpada większość gatunków fików erotycznych, o których jeszcze będziemy mówić. Sam termin lemon (i poniekąd również smut) odnosi się do „ciężkiej” erotyki, w przeciwieństwie do lime, czyli erotyki w lżejszym wydaniu, trochę ugrzecznionej.

2.      Fabułę. Mamy PWP (porn without plot), czyli erotykę pozbawioną fabuły, której celem jest opis samego seksu między dwojgiem bohaterów (albo dwoma, kiedy obie postaci są tej samej płci). Erotyka może też grać drugorzędną rolę w fanfiku i pojawiać się sporadycznie. Zwykle jest ona tylko elementem fika o jakimś pairingu.

3.      Bohaterów. Fanfiki tego typu dzielą się na Het, Slash i Femslash. Het to, oczywiście, fanfiki, gdzie para składa się z dwojga ludzi różnych płci, z kolei Slash to fanfiki, w których głównym pairingiem jest para mężczyzn, a fiki z oznaczeniem Femslash to fiki z parą złożoną z dwóch kobiet. Trafiają się również fanfiction, gdzie opisywany jest seks pomiędzy więcej niż dwojgiem ludzi. Mamy wtedy tak zwany Threesome (to angielskie określenie na „trójkącik” erotyczny) i Moresome (po prostu orgia).

I to tyle, jeśli chodzi o erotykę w fanfikach. Dziękuję Vampircii i Miryoku za pomoc, a Was zapraszam do następnej odsłony Podręcznika fanfikowca!

4 komentarze:

  1. Eeee... Wymieniłaś tylko rodzaje bez większego opisu, przykładów (choćby cytowanych bez źródła), przykładowych fandomów... No sorry, stać cię na więcej, nawet w takim temacie :p I na drugi raz pisz sama, Vampi i Mir w takim razie to słaba pomoc tam, gdzie nie ma fabuły.
    I tamto dwoma, kiedy obie postaci są tej samej płci uzupełniłabym o dwie, bo chyba dwie panie w fanfikach bez fabuły też się zdarzają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja NIE CZYTAM takich rzeczy. Nawet jakbym podała przykłady tych fików erotycznych, na które się jakimś cudem natknęłam, to i tak nie jestem pewna, czy byłyby to dobre przykłady, czy po prostu coś złego, co znalazłam, ale mój brak doświadczenia nie pozwolił mi dostrzec jakie to jest kiepskie. Miałam nadzieję, że Vampi mi coś podrzuci, ale - jak mówiłam - jedyne fiki jakie znalazła, dawno zniknęły z netu. Mir też nic nie znalazła, więc musiałam dać taką wersję.

      Usuń
  2. Ann (niezalogowana, bo jej się nie chciało :))23 marca 2015 15:30

    Z drugiej strony jak napisać o czymś czego się nie czyta? Ja akurat uważam, że jest dobrze. Wydaje mi się, że podręcznik fanfikowca jest skierowany bardziej do laików niż obeznanych z tematem, a ja jako laik nawet się cieszę, że nie ma przykładów.
    Akurat erotyka w fanfikach i mania na pisanie slashów - czy innych chorych rzeczy, o których wspomniałaś (gwałty, kazirodztwo) i przedstawianie ich jak coś fajnego - to coś co mnie od zawsze zrażało do społeczności fanowskich i sprawiało, że się od tego odcinałam. Ale po tym odcinku podręcznika przywróciłaś mi wiarę w ludzkość - są jeszcze na tym padole ludzie, którzy myślą podobnie i czytają fanfiki opierające się na relacjach rodzinnych czy przyjaźni.
    Czekam na kolejny odcinek. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Erotykę w sumie lubię i dość sporo jej w życiu przeczytałam (jak się czyta romanse, to nie sposób od erotyki uciec), ale do tej w fanfikach podchodzę ostrożnie niczym pies do jeża. Głównie, dlatego że:
    1) łagodnie mówiąc bywa napisana nienajlepiej,
    2) niekoniecznie jestem zainteresowana seksualnymi wyczynami bohaterów, których lubię.
    Jednak czasami ją czytuję, ale głównie wtedy, kiedy znam autora i mam pewność, że pisze w sposób, który nie spowoduje trwałych uszkodzeń mózgu. I w takim przypadku jestem w stanie „kupić” nawet paring, który teoretycznie nie powinien mnie zainteresować.

    OdpowiedzUsuń