piątek, 13 lutego 2015

Recenzja: Osobliwy dom pani Peregrine

Uwaga! Mimo moich starań, w recenzji mogą pojawić się małe spoilery.

Jest coś w starych, czarno-białych zdjęciach (zwłaszcza tych z XIX wieku), co sprawia, że potrafią być one niepokojące albo dziwne. Może to przez sztywny i ponury sposób, w jaki upozowane są osoby na zdjęciach, może przez to, że wierzący w spirytyzm ludzie fotografowali również coś, co uznawali za duchy, a może przez to, że wyblakłe fotografie przedstawiają ludzi, którzy dawno umarli. Tak czy inaczej, stare zdjęcia znalazły miejsce w horrorach i wszystkich historiach, gdzie dużą rolę gra jakaś tajemnica z przeszłości, zwłaszcza gdy owe zdjęcie przedstawia dziecko.

Dla Ransoma Riggsa przeróżne stare fotografie stały się punktem wyjścia do fabuły jego debiutanckiej powieści. Korzystając z zasobów wytrwałych kolekcjonerów starych zdjęć, stworzył Osobliwy dom pani Peregrine, gdzie były one nie tylko ilustracjami, ale także istotnym elementem fabuły. O Osobliwym domu… dowiedziałam się z serii wideo prowadzonej przez Nostalgia Chick i poświęconej schematom w powieściach dla „młodych dorosłych” (takich jak Zmierzch czy Igrzyska Śmierci). Sama Nostalgia Chick polecała tę książkę, ponieważ intryga była interesująca, a poza tym autor (podobno) sugeruje, że główny bohater nie chce uznać pewnej mrocznej prawdy na temat swojego dziadka. Ta opinia zaintrygowała mnie, ale nie aż tak, abym chciała przeczytać powieść Riggsa. Ta chęć przyszła nieco później i naszła mnie jakoś tak na początku stycznia. Postanowiłam więc przeczytać tę książkę i ją ewentualnie zrecenzować, zwłaszcza, że za rok ma wyjść ekranizacja Osobliwego domu pani Peregrine.

Jacob Portman wychował się na opowieściach dziadka, Abe’a Portmana, o jego niezwykłych przygodach, wojnie, potworach i tajemniczym domu dziecka, do którego trafił w wieku dwunastu lat, uciekając z okupowanej przez nazistów Polski. Dom dziecka, prowadzony przez panią Peregrine, zamieszkały był podobno przez dzieci o osobliwych zdolnościach – od niewidzialności po usta po drugiej stronie głowy – na potwierdzenie swoich słów zaś Abe ma stare zdjęcia z dawnymi kolegami (lewitująca dziewczynka z okładki jest pierwszym z tych zdjęć). Lata mijają, Jacob wierzy coraz mniej w opowieści dziadka, a sam staruszek postrzegany jest przez niego i całą rodzinę za ogarniętego demencją dziwaka.

I tak oto pewnego dnia Jacob otrzymuje telefon od Abe’a, który mówi coś o ścigających go potworach. Na pierwszy rzut oka owe potwory wydają się być tylko wytworem wyobraźni dziadka Portmana. Jacob zwalnia się z pracy i jedzie sprawdzić, czy z dziadkiem wszystko dobrze. Na miejscu nie znajduje Abe’a w domu, tylko w lesie, zakrwawionego i bliskiego śmierci. Jacobowi udaje się nawet zobaczyć w ciemnościach dziwną istotę z mackami wypełzającymi z ust. Przed śmiercią słyszy od dziadka z pozoru niezrozumiałą wiadomość o Ptaszysku, pętli i trzecim września 1940. Po kilku tygodniach dochodzenia do siebie po tym wydarzeniu i próbie przekonania najpierw policji, że Abe’a zabił tajemniczy potwór; a potem siebie, że ów potwór był halucynacją powstałą w wyniku szoku po śmierci dziadka, Jacob postanawia dowiedzieć się czegoś o przeszłości staruszka i wybrać się na wyspę, gdzie znajdował się dom dziecka, w którym wychował się Abe. To, czego się dowiaduje i co tam zastaje, przechodzi jego najśmielsze oczekiwania.

Powiem szczerze, spodziewałam się całkiem dużo po tej książce. Myślałam, że będzie to thriller psychologiczny, a odkrywana przez Jacoba tajemnica będzie ocierać się o realizm i fantazję; że nie do końca będzie wiadomo, czy Abe mówił prawdę, czy jego wspomnienia kryły jakąś gorzką prawdę, którą starał się zamaskować wytworami własnej wyobraźni. Bardzo też byłam zainteresowana, jak Riggsowi udało się wpleść każde ze starych zdjęć w opowiadaną historię. I o ile zabieg ze zdjęciami wychodzi bardzo dobrze (wręcz fantastycznie), a i historia, dopóki Jacob szuka prawdy na temat tajemniczej wyspy i domu pani Peregrine, jest wciągająca… o tyle gdzieś tak w momencie, kiedy główny bohater odnajduje jedno z dzieci uwiecznione na fotografii dziadka, fabuła zaczyna być już trochę schematyczna. Nagle zaczęłam natykać się na kilka motywów wałkowanych już w innych powieściach o ludziach o nadnaturalnych zdolnościach. Nie powiem, same w sobie niektóre z wykorzystanych pomysłów były nawet niezłe (koncept ymbrynek, na przykład), co nie zmienia faktu, że w wielu miejscach byłam bardziej domyślna od głównego bohatera. Może to wina właśnie tego, że spodziewałam się po tej książce jakichś wielkich rzeczy, bo tyle dobrego słyszałam na jej temat.

Do tego trudno mi doszukiwać się owej strasznej prawdy o Abie Portmanie, którą obiecała mi Nostalgia Chick. Jak mówiłam, myślałam, że fabuła będzie bardziej niejednoznaczna i okaże się, że potwory i osobliwe dzieci mogą być wytworem wyobraźni obu Portmanów; albo że dziadek głównego bohatera zrobił coś strasznego, a Jacob odrzuca tę prawdę na rzecz fantazji. Jednak najbliższe, co mogłabym uznać za ów straszny sekret dziadka Portmana, to to, że pisał do swojej starej miłości listy, kiedy miał już żonę i dzieci.

Osobliwy dom pani Peregrine dobrze się zaczyna i dopóki trzyma się tajemnicy wszystko idzie dobrze, ale potem wychodzi nieco miałko. Może to kwestia nastawienia i kogoś innego prawda o osobliwych dzieciach może porwać. Mnie nie porwała, bo – jak mówię – spodziewałam się czegoś bardziej niejednoznacznego i tajemniczego. Nie wiem czy sięgnę po drugą część, zwłaszcza, że podobno jest o wiele gorsza od pierwszej, i nie jestem pewna, czy wybiorę się na film, w każdym razie tak wyglądają moje odczucia wobec tej książki. Nie jest zła, kryje się za nią dobry pomysł, jednak jak dla mnie jest wtórna. Ale to też wina moich oczekiwań, więc wiecie – warto wyrobić sobie własną opinię.

1 komentarz:

  1. Czyli od pewnego momentu książka przynosi rozczarowanie. Autor miał pomysł i z tego co piszesz świetnie mu wyszło jednak pomysłu na rozwiązanie całej tajemnicy już zabrakło. Może kiedyś sięgnę jak nie zapomnę.
    PS. nie wiem dlaczego ale przez twoją recenzję porównałam książkę do strasznego cienia wyglądającego jak potwór który widzimy w nocy a jak zapalimy światło zamienia się w zwykły, niegroźny przedmiot. taka moja dygresja. Trzymaj się ciepło

    OdpowiedzUsuń