sobota, 20 grudnia 2014

Artykuł: Jak wychować Batmana, czyli Bruce Wayne w "Gotham"

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do półsezonu Gotham.

W przyszłego Batmana wcielił się
David Mazouz.
Nie wiem kto to powiedział pierwszy – czy jakiś recenzent, czy ktoś związany z samą produkcją – ale ktoś kiedyś określił Gotham jako „serial o Batmanie bez Batmana.” Gotham w samym swoim założeniu miało być nie tyle kolejną historią opowiadającą o Mrocznym Rycerzu i jego walce z przestępcami, co kryminałem z gatunku buddy cop, a do tego jeszcze prequelem, dziejącym się jakieś dwie dekady przed pojawieniem się na scenie Człowieka-Nietoperza. Głównym bohaterem, który bierze na siebie oczyszczenie Gotham i odkrycie tajemnicy śmierci państwa Wayne’ów, nie jest Batman, a młody i rozpoczynający dopiero karierę stróża prawa przyszły komisarz James Gordon. Jednak to, że postać Batmana się w Gotham nie pojawia, nie oznacza, że Bruce’a Wayne’a także w nim nie ma. Właściwa fabuła zaczyna się przecież od morderstwa Marthy i Thomasa Wayne’ów, a i potem wątek ich syna zmagającego się ze śmiercią rodziców nie zostaje porzucony.

Właściwie po raz pierwszy w historii Batmana na dużym i małym ekranie, mamy sytuację, w której możemy zaobserwować dzieciństwo Mrocznego Rycerza. Dotąd w różnych filmach, serialach i kreskówkach ten okres życia Bruce’a Wayne’a przedstawiany był tylko w retrospekcjach (jeśli chodzi o komiksy, to słyszałam, że w okresie Srebrnej Ery w jednej historyjce Batman został zamieniony w Bat-Dziecko, a w innej – kilkuletni Bruce przenosi się do szkoły w Smallville i młody Clark Kent pokazuje mu przyszłość, w której obaj walczą ze złem jako Batman i Superman). Korzystając z tego, że trwa przerwa, podczas której nowe odcinki wielu seriali (w tym Gotham) nie będą emitowane aż to stycznia, przyjrzyjmy się jaki jawi nam się dwunastoletni Bruce Wayne.

W recenzji pilota Gotham wspomniałam, że jeszcze przed jego premierą zagranicą, wymarzyłam sobie wątek Bruce’a jako najpierw krótki okres żałoby po rodzicach (wraz z kolejnymi stopniami żalu), a potem powolne dochodzenie do owego postanowienia o zostaniu postrachem przestępców. Wspominałam również, że opisy pierwszych wrażeń Mroowy i Ichaboda uświadomiły mi, że raczej nie mam co liczyć na taki rozwój sytuacji. To jednak, co dostałam, nie było złe samo w sobie. Właściwie sceny z małym Bruce’m dają nam wgląd nie tylko w to, w jakich okolicznościach narodził się Batman, którego wszyscy znamy; ale też jak budowały się jego stosunki z Alfredem, Gordonem i Seliną Kyle (cóż, wątek miłosny między przyszłymi Batmanem i Kobietą-Kotem jest trochę dziwny, ale ma pewien urok). O wszystkich trzech relacjach jeszcze sobie powiemy, a teraz zajmijmy się samym Bruce’m.

Bruce Wayne czytający na przerwie w szkole.
Co można powiedzieć o osobowości młodego Bruce’a Wayne’a? Na pewno jest on introwertykiem, który woli raczej czytać w kącie książkę, niż bawić się z rówieśnikami. W odcinku Spirit of the Goat, w którym seryjny morderca porywa i zabija w wyrafinowany sposób młodych dziedziców wielkich fortun Gotham, Bruce stwierdza: „Wszyscy uciekają jak króliki. Nie wiem dlaczego wybrał zwierzę kopytne na swój symbol, ale potrafi ich wystraszyć.” Chociaż sam teoretycznie zalicza się do ludzi, na których poluje Duch Kozła, dystansuje się od nich. Później, kiedy w The Mask wraca do szkoły, na pytanie Alfreda, czy brakuje mu kolegów, odpowiada: „Niezbyt. Zawsze uważałem, że są nieco dziecinni.” Jeżeli wsłuchamy się w sposób wysławiania się młodego Bruce’a Wayne’a, szybko da o sobie znać jego oczytanie. Prawda, w swojej pierwsze scenie, opisując wrażenia z seansu kinowego, używa słowa „żenada” (w oryginale: lame) i w wielu późniejszych scenach odzywa się językiem potocznym, jednak dość często nie mówi jak dziecko, tylko dorosły. Chce, aby Alfred przekonał go do chodzenia do zwykłej szkoły, używając sensownych argumentów; na pytanie Seliny, czy chce zostać przez nią pocałowany, stwierdza: „Chciałbym, ale czuję, że masz ukryty motyw. Nie uważasz mnie za odpowiedniego partnera romantycznego, więc dlaczego miałabyś mnie pocałować?”; mówi o sprawdzaniu się, ćwiczeniu silnej woli i pokonywaniu strachu. Jeżeli wierzyć DC Database, komiksowy Bruce Wayne również był introwertykiem i miał mało przyjaciół (jednym z nich był Tommy Elliot, o którym powiemy sobie jeszcze później). Bruce z Gotham zdradza także pewne rozeznanie w biznesie, zwłaszcza, kiedy zaczyna się interesować Projektem Arkham i przegląda różne akta i dokumenty biznesowe w poszukiwaniu jakichś machlojek. Być może swego czasu Thomas Wayne wyjaśnił co nieco synowi, który przecież ma być przyszłym właścicielem Wayne Enterprises.

Jeśli zaś przyjmiemy, że mały Bruce czyta dużo książek (a wśród nich – dzieła historyków greckich i rzymskich albo Próby Montaigne’a), scena ze świecą w drugim odcinku nabiera sensu. Powiedzmy, że chłopiec natyka się na opowieść o tym, jak pewien antyczny bohater zostaje wzięty w niewolę. Oprawcy tegoż bohatera chcą zmusić go do uległości i dlatego stosują na nim różne tortury, jednak on nie okazuje słabości i nie wydaje krzyku boleści, mimo że tortury są coraz bardziej okrutne. Oczywiste jest, że człowiek, który opisuje to wydarzenie, chce w ten sposób powiedzieć, że jest to przykład odwagi i siły woli. Tak więc trzymanie dłoni nad ogniem świecy może być zarówno próbą, jak i ćwiczeniem tych właśnie cech przez młodego Bruce’a Wayne’a.

Dlaczego jednak tak bardzo Bruce’owi zależy na tym, aby pokonać strach? Tutaj właśnie należy przyjrzeć się samemu morderstwu jego rodziców. Jakiś zamaskowany osobnik najpierw zrywa perły z szyi Marthy Wayne, potem, cały czas celując do nich z pistoletu, rozkazuje jej i jej mężowi, aby oddali mu pieniądze, kiedy zaś to robią, i tak do nich strzela. Przerażony Bruce przygląda się całemu zajściu i jest zbyt sparaliżowany strachem, aby się choćby ruszyć, kiedy napastnik celuje także w niego, po czym postanawia go jednak oszczędzić i ucieka. Bruce Wayne jest więc wiedziony poczuciem winy, ponieważ myśli, że gdyby nie paraliżujący lęk, którego doświadczył, być może byłby w stanie zrobić coś, aby jego rodzice przeżyli. Dlatego potem próbuje się „sprawdzić” – pakuje się w niebezpieczne sytuacje, aby strach nigdy więcej już go nie zdominował. To wszystko zaś niepokoi wszystkich wokół, zwłaszcza Alfreda.
Bruce przy pracy.

Również stosunek Bruce’a do morderstwa rodziców jest dość interesujący. W pierwszym odcinku, kiedy Gordon informuje chłopca, że Mario Pepper nie był mordercą, tylko został wrobiony przez policję i mafię, chłopiec stwierdza: „Cieszę się, że [prawdziwy morderca] wciąż żyje. Chcę go ponownie zobaczyć.” Ale Bruce nie chce jedynie wiedzieć kto zabił jego rodziców, on chce wiedzieć, dlaczego. Thomas Wayne oddał napastnikowi portfel, a mimo to tamten go zastrzelił. Jego syn nie pragnie zemsty, pragnie zrozumieć powód, dla którego został sierotą. Dlatego nie siedzi bezczynnie, czekając na wieści od Gordona, ale zaczyna przeglądać gazety, policyjne akta i dokumenty związane z firmą, i wiesza na ścianie informacje na temat powiązań ratusza, mafii i Wayne Enterprises; a w odcinku Viper, kiedy zarząd Wayne Enterprises organizuje dobroczynny lunch, Bruce rozmawia z jego członkinią na temat Projektu Arkham i innych ciemnych interesów, które miały miejsce za plecami Marthy i Thomasa Wayne’ów. Selina powie potem Bruce’owi, że powinien porzucić szukanie motywu dla mordercy jego rodziców, gdyż zło się po prostu przydarza, a Bruce nie powinien skupiać się na przeszłości. Chłopiec nawet przyznaje jej rację, ale to nie znaczy, że porzuci swoje śledztwo.

Tak czy inaczej, śmierć rodziców odcisnęła na chłopcu swoje piętno. Już w drugim odcinku Alfred prosi Gordona o to, aby przemówił jego podopiecznemu do rozumu. Bruce rysuje niepokojące obrazki w zeszycie (słuchając heavy metalu), prawie nie sypia, a jeśli już zasypia, śnią mu się koszmary; i sam sobie robi krzywdę (według Alfreda nie tylko przypala sobie rękę, ale też tnie się). A Alfred nie może posłać chłopca do psychiatry, po pierwsze dlatego, że według testamentu Thomasa Wayne’a, jego syn ma podążać własną drogą; po drugie – jedyny zakład psychiatryczny, jaki funkcjonował w Gotham, czyli Arkham, został dawno zamknięty; po trzecie wreszcie – istnieje niebezpieczeństwo, że psychiatra, który zajmowałby się Bruce’m, pracowałby dla którejś z rodzin mafijnych i zacząłby manipulować znajdującym się już w i tak złej kondycji psychicznej dziedzicem wielkiej fortuny. Dwa ostatnie powody nie są powiedziane wprost w samym serialu, ale można się ich domyślić w ten czy inny sposób. To jednak nie oznacza, że Alfred nie dostrzega, że zarówno wcześniejsze, destrukcyjne zachowanie chłopca, jak i jego późniejsze zainteresowanie przestępczością, nie jest zbyt zdrowe.

Sean Pertwee, syn Trzeciego Doktora,
wcielił się w Alfreda Pennywortha.
Alfred Pennyworth jest ważną postacią. W większości wersji Batmana relacje Bruce’a z jego wiernym lokajem są już uformowane. Wiemy już, że Alfred nie tylko zaopiekował się chłopcem po śmierci rodziców, ale też patrzył jak jego podopieczny staje się Batmanem. Gotham daje nam możliwość obserwowania jak ta relacja się rozwijała. A trzeba tutaj zaznaczyć, że zadanie Alfreda jest o tyle utrudnione, że on sam jest człowiekiem raczej skrytym, a do tego bezdzietnym, więc nie za bardzo ma pojęcie o wychowywaniu. Jego reakcją na to, że Bruce się poparzył, trzymając rękę nad świecą, jest najpierw okrzyczenie chłopca, a potem przytulenie go. Z jednej strony przejawia typową powściągliwość służącego i jeżeli Bruce wyda mu wyraźny rozkaz, Alfred czuje się zobowiązany się do niego zastosować. Tak było, na przykład, w przypadku, kiedy Gordon chciał, aby Selina została ukryta przed potencjalnymi zabójcami w Wayne Manor. Alfred kategorycznie się temu sprzeciwiał, ponieważ naraziłoby to Bruce’a na niebezpieczeństwo (a także dlatego, że Selina jest młodocianą przestępczynią), jednak chłopiec zdecydował, że Selina zostanie. Z drugiej strony, Alfred nie boi się wyrażać własnego zdania i samemu rozkazywać swojemu paniczowi. I tak było, kiedy Bruce miał wracać do szkoły – próbował dyskutować z Alfredem, jednak mężczyzna postawił na swoim i kazał chłopcu po prostu iść na lekcje. Częściej jednak Alfred działa raczej na zasadzie delikatnego sugerowania pewnych rzeczy Bruce’owi, niż rozkazywania mu.

Oczywiście martwi się o chłopca (w końcu zwyczajne dzieci nie parzą się umyślnie, nie czytają akt policyjnych ani nie próbują odkryć powiązań mafii z ratuszem i ciemnymi interesami rodzinnej firmy), dlatego robi co może, aby Bruce powrócił do zdrowia po tym, co mu się przydarzyło: prosi o pomoc Gordona, człowieka, którego Bruce szanuje; odwraca uwagę chłopca od smutnych myśli, bawiąc się z nim w szermierkę w salonie; a kiedy na wolności grasuje Duch Kozła, proponuje swojemu podopiecznemu, aby wybrał się na jakiś czas do domku nad jeziorem.

Alfred pomaga Bruce'owi w śledztwie.
Stosunek Alfreda do prowadzonego przez Bruce’a śledztwa jednak diametralnie zmienia się w odcinku Viper. Najpierw lokaj przekonuje się, że chłopcu udało się odkryć kilka interesujących rzeczy, właśnie czytając firmowe dokumenty; a potem, na lunchu dobroczynnym, wydawanym przez Wayne Enterprises, terrorysta (który przez cały odcinek rozprowadzał po Gotham nowy narkotyk, Viper) oświadcza, że stworzył Viper dla WellZyn, filii Wayne Enterprises, a następnie wypuszcza do sali balowej narkotyk w formie gazu. Ten atak uświadamia Alfredowi, że w firmie dzieją się złe rzeczy, złe rzeczy, które mogą zagrozić życiu i zdrowiu jego podopiecznego. Dlatego też, kiedy następnym razem Bruce przegląda dokumenty, Alfred przysiada się i mu pomaga.

Relacje między Bruce’m i Alfredem rozwijają się w taki sposób, że widzimy łączącą ich więź, chociaż przez pierwsze dziewięć odcinków może się wydawać, że jest ona trochę jednostronna, to znaczy – Alfred wyraża troskę o Bruce’a (a w Viper ratuje mu nawet życie), a Bruce (choć ufa Alfredowi i nawet przytula go, kiedy lokaj przybywa odebrać go w pierwszym odcinku) zajęty jest swoim hobby i tym, co mu się przydarza, czasem nie zauważając, że Alfred się o niego martwi. Potem jednak przyszedł wieńczący półsezon odcinek Lovecraft, w którym nie tylko Alfred najpierw broni Bruce’a i Selinę przed zabójcami, a potem wraz z Bullockiem zaczyna szukać dzieci po Gotham, aby na końcu stoczyć ostatnią walkę i w końcu uratować chłopca po raz kolejny; ale też sam panicz Bruce od momentu ucieczki z Wayne Manor cały czas martwi się o Alfreda – o to, że został pozostawiony sam z wytrenowanymi zabójcami i o to, że coś mogło mu się stać. W chwili, kiedy dzieci przedostają się do Gotham, pierwsze, co robi Bruce, to szuka budki telefonicznej, aby dowiedzieć się, czy wszystko z nim dobrze. Na pytanie Seliny, dlaczego tak bardzo zależy mu na Alfredzie, który jest tylko lokajem, Bruce odpowiada: „Jest moją rodziną.” Pod koniec zaś, w chwili ponownego spotkania Bruce’a i Alfreda, chłopiec najpierw stwierdza, że dobrze jest go widzieć, potem pyta czy wszystko z nim dobrze, a na końcu ściska go mocno.

Należy tutaj wziąć pod uwagę to, że Alfred, który służy już dorosłemu Bruce’owi, Bruce’owi będącemu Batmanem, z jednej strony wspiera swojego pana w jego eskapadach, z drugiej – wielokrotnie wyraża niepokój jego zachowaniem. Pod koniec filmu Batman: Mask of the Phantasm, kiedy Bruce stwierdza, że mógłby skończyć jak tytułowy Phantasm – z powodu pragnienia zemsty przekroczyć cienką linię między sprawiedliwością i bezwzględnością, wkracza Alfred i oznajmia, że wielokrotnie się tego obawiał. Wydaje się, że Alfred zdaje sobie sprawę z tego, co może zrobić z człowieka obsesja na punkcie zemsty, czy brak życia osobistego. I świadomość tej destrukcyjności obecna jest również u Alfreda Pennywortha w Gotham. Alfred z Gotham chce, aby jego panicz chodził do szkoły, miał kolegów, a nawet sympatię (dlatego, mimo pierwotnej niechęci, Alfred akceptuje Selinę – bo nie tylko nakłania Bruce’a do tego, aby się z nią bawił, ale i Bruce wydaje się być nią zauroczony).
Alfred, what the hell?!

Jednocześnie Alfred służył swego czasu w marines i to też rzutuje na jego metody wychowawcze. Już w momencie, kiedy lokaj zabiera chłopca do domu po śmierci rodziców, mówi mu, aby nie płakał publicznie; a kiedy Tommy Elliot obraża matkę Bruce’a i spuszcza mu łomot, Alfred nie tylko nie zgłasza incydentu do dyrekcji szkoły, ale przywozi chłopca pod dom Tommy’ego i pozwala paniczowi wybić swojemu oprawcy zęby przy pomocy zegarka Thomasa Wayne’a. Gdy Tommy zaczyna protestować, wrzeszcząc, że Bruce próbował go zabić, Alfred odpowiada: „Dokładnie. Próbował cię zabić. Pamiętaj o tym, kiedy znów go zobaczysz. Zapamiętaj też, że ja mu na to pozwoliłem.” (choć trzeba też oddać Alfredowi sprawiedliwość, że wcześniej powiedział Bruce’owi, że jak nie chce obić mordy Tommy’emu, to to nie jest żaden wstyd).

Może więc to dobrze, że poza Alfredem mały Bruce Wayne ma jeszcze jeden wzorzec męskości – detektywa Jamesa Gordona. Gordon był policjantem, który rozmawiał z Bruce’m na miejscu zbrodni; który zapewnił go, że kiedyś jeszcze pojawi się światło; który złożył mu przysięgę, że znajdzie mordercę jego matki i ojca, a kiedy okazało się, że policja wrobiła Mario Peppera, przybył do chłopca, wyjaśnił mu wszystko i poprosił go o drugą szansę. James Gordon jawi się przyszłemu Batmanowi jako jeden z nielicznych dobrych ludzi w Gotham; ktoś, kto walczy o sprawiedliwość i stara się dotrzymać danego słowa, mimo że nie ma zbyt wielkiego wsparcia. Mały Bruce śledzi jego przygody w gazetach i wiadomościach. Słyszy o tym, jak Gordon łapie złych ludzi, a przy tym chroni niewinnych, zwłaszcza dzieci. Kiedy zaś Baloniarz – morderca przestępców i skorumpowanych obywateli Gotham, którzy wywinęli się prawu – zostaje złapany, a Alfred komentuje to wydarzenie w taki sposób, że przestępcy mogą teraz spać spokojnie, Bruce oświadcza: „Zabijał ludzi. To czyni go przestępcą.” To jest ważny moment. Oto przyszły Batman zwraca uwagę, że mściciel, karzący złoczyńców, nie różni się za bardzo od tych złoczyńców, ponieważ odbierał życie. Nie w taki sposób Gotham powinno zostać oczyszczone. Niewątpliwie twórcy serialu chcą nam pokazać, że Gordon jest dla Bruce’a kimś w rodzaju wzoru do naśladowania; wzorem tego, czym ma kierować się obrońca sprawiedliwości.

Ale nie dość na tym. Gordon również widział w dzieciństwie śmierć swojego ojca (prokurator Gordon zginął w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę), więc łączą go z Bruce’m podobne doświadczenia. Od pamiętnego wieczoru, w którym zginęli państwo Wayne, Gordon wielokrotnie gościł w Wayne Manor, zarówno w celach zawodowych (jak zbadanie sprawy Projektu Arkham, czy poproszenie o przechowanie Seliny Kyle); jak i osobistych (jak przemówienie Bruce’owi do rozsądku). Gordon nieraz wyjaśnia przyszłemu Batmanowi to, jak działa Gotham i świat w ogóle. Wyjaśnia dlaczego sprawa Arkham (którą chłopiec postrzega jako spuściznę po rodzicach) potoczyła się tak, a nie inaczej; i dlaczego jednorazowa darowizna pieniężna nie rozwiąże problemów bezdomnych sierot (Gordon w ogóle jest bardzo wrażliwy na krzywdę, która przydarza się dzieciom i dlatego czuje się odpowiedzialny za to, aby Bruce’owi i Selinie nic się nie stało).

W scenie z odcinka Penguin’s Umbrella szykujący się do aresztowania Carmine’a Falcone’a Gordon przybywa do Wayne Manor, aby po raz ostatni rozmówić się z Bruce’m i przekazać mu, że gdyby nie wrócił, sprawą Morderstwa Wayne’ów zajmą się detektywi Renee Montoya i Crispus Allen. Na początku Gordon opowiada o swojej sytuacji, nie wdając się w szczegóły, jednak Bruce mówi mu, żeby nie traktował go jak dziecko i nie owijał w bawełnę. Zrazu Gordon stwierdza, że Bruce jest dzieckiem i nie musi wiedzieć, ale Bruce nalega, bo w końcu detektyw spodziewa się zginąć w tej całej eskapadzie. Wtedy Gordon odpowiada szczerze na pytania chłopca i zapewnia go, że spróbuje jakoś rozwikłać sprawę morderstwa jego rodziców, ale jeśli nie będzie w stanie, przejmą ją Allen i Montoya. Na koniec wyciąga rękę w geście pożegnania, ale chłopiec jej nie ściska, tylko od razu przytula detektywa. Ze sposobu, w jaki Bruce spogląda najpierw na Gordona, potem na Montoyę i Allana, a potem znów na Gordona, można wywnioskować, że chłopiec wolałby jednak, aby to właśnie Gordon rozwiązał sprawę morderstwa jego rodziców, ponieważ nie do końca ufa Montoyi i Allanowi. A przynajmniej nie ufa im tak bardzo, jak Gordonowi, którego zdążył już poznać i nawet obdarzyć przyjaźnią.
Selina przyglądająca się pogrzebowi Wayne'ów.
Przyjaciółką Bruce’a jest także Selina Kyle. Selina Kyle jest w Gotham tylko trochę starsza od Bruce’a Wayne’a, ale już można zauważyć dynamikę między przyszłym Batmanem i przyszłą Kobietą-Kotem. Selina jest świadkiem zabójstwa Wayne’ów i widziała nawet twarz mordercy. Widok tego, jak w jednej chwili chłopiec z dobrego domu traci matkę i ojca, sprawił, że Selina zaczęła obserwować Bruce’a z ukrycia w pierwszym odcinku – najpierw na pogrzebie jego rodziców, a potem – kiedy Gordon przyjeżdża do Wayne Manor. Dużo, dużo później, w Spirit of the Goat, Selina włamuje się w nocy do salonu Wayne’ów, przygląda się przez jakiś czas śpiącemu na kanapie Bruce’owi, a potem natyka na powywieszane na tablicy dokumenty. Być może jest tak zainteresowana Bruce’m, bo jest jej go żal, a być może po prostu chce wiedzieć, jak ta historia się dalej potoczy. Tak czy inaczej, kiedy w Harvey’m Dencie Gordon umieści Selinę w Wayne Manor; i kiedy w Lovecrafcie dzieci będą musiały uciekać przed zabójcami, ich relacje rozwiną się w ciekawy sposób.
Pierwszy pocałunek Batmana i Kobiety-Kota.
Selina z Gotham nie odbiega aż tak bardzo od swojego komiksowego pierwowzoru. W rzeczy samej, wiele cech jej przeszłości zostało zawartych w samym serialu, zwłaszcza to, że kiedyś była w sierocińcu, a potem uciekła i żyła na ulicy. Widać też jej typową zadziorność i lekką kokieteryjność (która, na szczęście, nie wybiega poza skradanie całusa). Do tego Selina jest zwinna, ma bardzo pragmatyczne podejście do walki… no i lubi koty.

Bruce i Selina to dwa kompletne przeciwieństwa. On jest dziedzicem fortuny i mieszka w ogromnej posiadłości. Ona jest złodziejką i mieszka na ulicy. On najlepiej czuje się we własnym domu i jest bardzo oczytany. Ona najlepiej czuje się w mieście i wie, jak się po nim poruszać. On jest zamknięty w sobie. Ona ma mnóstwo znajomych. On jest zawsze uprzejmy. Ona jest złośliwa i czasem klnie. On nie umie walczyć i ma kiepską kondycję. Ona jest w stanie nie tylko przeskoczyć z jednego budynku na drugi, ale też wydrapać komuś oczy.

Mimo wszystko, szybko się zaprzyjaźniają i Selinie udaje się sprawić, że ponury i pochłonięty sprawą swoich rodziców Bruce nagle zaczyna zachowywać się jak dziecko. Ponadto Selina pokazuje Bruce’owi świat, o którym tylko słyszał. Ćwiczący siłę woli i odwagę Bruce uczy się boksowania od Alfreda, jednak Selina uzmysławia mu, że na brutalnych ulicach Gotham przeciwnicy są bezwzględni i dlatego przetrwanie w tym środowisku wymaga takiej samej bezwzględności. Dziewczyna pokazuje chłopcu kilka sztuczek związanych z poruszaniem się po wąskich powierzchniach (jak poręcz na schodach) i proponuje, że zabierze go na sam szczyt mostu, aby tam się sprawdził. Widać, że Selina naprawdę lubi Bruce’a i próbuje być dla niego miła. On zaś ostatecznie pomaga jej uciec przed ścigającą ją zabójczynią.

Powróćmy teraz do Tommy’ego Elliota. W komiksach był to jeden z nielicznych przyjaciół Bruce’a Wayne’a z czasów dzieciństwa i potem stał się złoczyńcą o pseudonimie Hush. W Gotham Tommy jest znajomym Bruce’a ze szkoły, który najpierw zaczepia go na przerwie i wypytuje o to, czy widział flaki swoich rodziców, a  później zawadza Bruce’owi drogę wraz z kilkoma kolegami i obraża jego matkę. Gdy zaś Bruce go uderza, Tommy spuszcza mu lanie, to z kolei doprowadza do sceny z zegarkiem.

Tommy Elliot.
Tak czy inaczej, wygląda raczej na to, że w Gotham Tommy i Bruce nie są przyjaciółmi (aczkolwiek trzeba tu zaznaczyć, że w komiksie obaj chłopcy zaprzyjaźnili się za życia Wayne’ów, a w serialu nie mamy wglądu w życie Bruce’a przed tragedią, więc nie do końca wiadomo jakie były jego relacje z Tommy’m). Co więcej, nietaktowne pytanie o flaki można zinterpretować, i jako przejaw typowej w tym wieku fascynacji niektórych chłopców makabrą; i jako objaw psychopatii ze strony Tommy’ego. Ostatecznie w komiksach chłopak przeciął hamulce w samochodzie rodziców (przed rebootem – bo nienawidził ojca-brutala i z chciwości biernej matki i chciał odziedziczyć po nich fortunę; po reboocie – bo chciał zbliżyć się do zdystansowanego po śmierci rodziców Bruce’a).

Na końcu chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym szczególe. W salonie Wayne’ów znajduje się reprodukcja pewnego obrazu. Przysięga Horacjuszy jest dziełem artysty z czasów Rewolucji Francuskiej, Jacquesa-Louis Davida, i przedstawia scenę z Ab urbe condita rzymskiego historyka, Tytusa Liwiusza – oto trzej wyruszający na pojedynek z rodem Kuriacjuszów bracia z rodu Horacjuszy ślubują ojcu, że albo zwyciężą przeciwników, albo umrą w boju. Pojedynek zaś ma zakończyć wojnę między klanami. Sam obraz miał służyć propagowaniu cnót obywatelskich, zwłaszcza poświęcenia życia dla większego dobra. Wiele scen w Gotham, zwłaszcza rozmów między postaciami, ma miejsce z tym obrazem w tle i wydaje mi się, że jego obecność nie jest przypadkowa. Każda scena, w której pojawia się Przysięga Horacjuszy, jest związana albo z przysięgą Gordona, że nie tylko odnajdzie zabójcę Wayne'ów, ale też oczyści departament policji; albo z Bruce’m zajmującym się własnym śledztwem, zamiast pójściem dalej ze swoim życiem; albo z Alfredem, próbującym jakoś wychować swojego panicza i wciąż natrafiającym na przeszkody. A fakt, że Horacjusze na malowidle przysięgają swojemu ojcu można potraktować jako metaforę przysięgi Bruce’a Wayne’a złożonej zamordowanym rodzicom.
Przysięga Horacjuszy pędzla Jacquesa-Louis Davida.
 
Przysięga Horacjuszy w salonie domu Wayne'ów.


Na razie jesteśmy w połowie pierwszego sezonu. Nie wiadomo jak potoczą się losy małego Bruce’a Wayne’a w drugiej połowie ani ile sezonów Gotham jeszcze powstanie (w końcu różne rzeczy mogą przyjść do głowy szefom Foxa). Być może serial okaże się takim sukcesem, że będziemy towarzyszyć bohaterom, aż do pojawienia się Batmana. Być może będziemy patrzeć jak Bruce Wayne rośnie, idzie do liceum i na studia. Ja osobiście bardzo jestem ciekawa, jak to się wszystko rozwinie i jak będą wyglądać dalsze relacje Bruce’a z Alfredem, Gordonem i Seliną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz