niedziela, 9 listopada 2014

Przybij piątkę komiksowi!

Nominowana (w pewnym sensie) przez Uncle Mroowę, postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu Alei Komiksów – Przybij piątkę komiksowi. Wyzwanie polega na tym, że trzeba podać pięć komiksowych pozycji, które zaproponowałoby się osobie zwykle nie czytającej tego typu literatury. Ważne jest, aby to były tytuły łatwo dostępne. Akurat moje komiksy może nie zawsze znajdzie się w księgarniach i komiksiarniach, jednak w wersji elektronicznej są jak najbardziej dostępne (a niektóre można czytać na YouTubie, bo ludzie udostępniają je w formie slideshow video). Z góry zaznaczam też, że trzy miejsca na liście zajmują komiksy francusko-belgijskie, współtworzone przez Rene Goscinny’ego.

Nie przedłużając, oto więc pięć komiksów, które polecam osobom, które komiksów nie czytają.
Liga Niezwykłych Dżentelmenów (tom 1)
To jedno z najbardziej znanych dzieł Alana Moore’a. Zainspirowany konceptem Ligi Sprawiedliwych i Avengersów, Moore postanowił stworzyć komiks, w którym łączą siły bohaterowie literatury dziewiętnastego wieku: Mina Murray (Dracula Brama Stokera), kapitan Nemo (Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi Juliusza Verne’a), Alan Quatermain (Kopalnie króla Salomona Henry’ego Haggarda), doktor Henry Jekyll (Dziwny przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a Roberta Louisa Stevensona) i Hawley Griffin (Niewidzialny człowiek Herberta George’a Wellsa). Wszyscy ci ludzie zostają zwerbowani przez tajemniczego pana M i tworzą tytułową Ligę Niezwykłych Dżentelmenów, która ma za zadanie chronić Imperium Brytyjskie przed nowym zagrożeniem: dziwnymi latającymi maszynami. W miarę jak fabuła się posuwa, nasi bohaterowie odkrywają kolejne zaskakujące rzeczy, zarówno o swoim zadaniu, jak i o panie M.

Przeciętny człowiek może znać Ligę Niezwykłych Dżentelmenów z niezbyt dobrej adaptacji z 2003 roku, jednak zapewniam Was, że komiks jest naprawdę dobry. Nie tylko intryga jest ciekawa; nie tylko rysunki są piękne, a interakcje między bohaterami zajmujące, ale także na każdym kroku pojawia się postać, miejsce albo jakiekolwiek inne nawiązanie do literatury dziewiętnastego wieku. Mina i Quatermain trafiają na trop doktora Jekylla we Francji, współpracując z bohaterem Morderstwa przy Rue Morge autorstwa Edgara Alana Poe; w szkole dla dziewcząt, gdzie Liga spotyka Griffina, uczy się tytułowa bohaterka książek dla dzieci Pollyanna, na Nautilusie służy Izmael – protagonista i narrator Moby Dicka, wielokrotnie z naszymi bohaterami kontaktuje się brat Sherlocka Holmesa, Mycroft Holmes, a w trakcie finałowego starcia, jednymi z obserwatorów całego zajścia są Fagin i jego mali rabusie.

Dlatego polecam ten komiks wielbicielom literatury. Na pewno wyszukiwanie takich małych smaczków na kartach Ligii Niezwykłych Dżentelmenów sprawi im przyjemność, tak samo jak steampunkowy klimat i pełna przygód i zwrotów akcji fabuła. Kto wie – może nawet zachęci ich to do sięgnięcia po następne tomy.

Marchewka dla Wezyra (Iznogud)
W Polsce wydano tylko sześć albumów i kilka krótkich historyjek o przygodach wezyra Iznoguda, chcącego zostać kalifem w miejsce kalifa. Jak już kiedyś wspominałam, komiksy Goscinny’ego i Jeana Tabary’ego miały być parodią Baśni tysiąca i jednej nocy, a jego głównym bohaterem był wiecznie knujący spiski Wielki Wezyr Iznogud. Jednakże komiks, o którym chciałabym teraz pomówić, dotyczy nie tyle samego Iznoguda, co kalifa Haruna Arachida Łagodnego.

Fabuła Marchewki dla Wezyra wygląda tak: będący w przebraniu ajenta ubezpieczeniowego Harun Arachid dowiaduje się wreszcie jak jego poddani postrzegają jego zaufanego doradcę i najlepszego przyjaciela, wezyra Iznoguda – jako cholerycznego, wrednego i po prostu złego człowieka. Kalif jest tym stanem rzeczy zasmucony, bo choć wie już, że jego wezyr jest zły, nadal uważa go za przyjaciela. Tajemniczy starzec proponuje Harunowi, aby znalazł magiczną roślinę z dalekich krain – marchewkę – ponieważ mówi się, że kto zje korzeń tej cudownej rośliny, tego charakter się poprawi. Harun Łagodny wybiera się więc w długą podróż w poszukiwaniu marchewki, przeżywając po drodze liczne przygody.

Polecam ten komiks głównie z powodu lekkiego klimatu i zabawnych sytuacji, które przydarzają się Harunowi Arachidowi podczas poszukiwań, zwłaszcza, że sam kalif jest postacią bardzo prostoduszną i podchodzącą do wszystkiego z optymizmem. Ponadto – dla ludzi, którzy chcieliby jednak zobaczyć Iznoguda w akcji – Marchewka dla Wezyra zawiera również kilka krótkich historyjek, w których Iznogud robi to, za co kochamy go najbardziej.

7 przygód Lucky Luke’a (Lucky Luke)
Chyba nie myśleliście, że nie wspomnę o moim ulubieńcu? Prawdę mówiąc, trudno mi było wybrać jakiś konkretny album o biednym, samotnym kowboju, bo po pierwsze – właściwie każdy komiks z Lukiem nadaje się do tego, aby go przeczytać bez znajomości poprzednich części (bo nie ma czegoś takiego, że aby zrozumieć, co się dzieje w jednej historii, trzeba było wcześniej zapoznać się z jakąś inną; wszystkie przygody Luke’a są na tyle autonomiczne, aby czytać je nie chronologicznie), a po drugie – nie chciałam się powtarzać.

W końcu postanowiłam wziąć na warsztat komiks, w którym nie ma jednej historii, tylko siedem niezależnych. W 7 przygodach Lucky Luke’a nasz bohater: dostarcza bardzo kłopotliwe i złośliwe dziecko do dentysty; zostaje sędzią w konkursie piękności w zamian za nocleg; ściga zbiegłego z rancza cielaka; szkoli niewprawnego w strzelaniu chłopaka, chcącego zaimponować dziewczynie; przeprawia się przez prerię wraz z wędrownym handlarzem; pomaga pewnej parze osadników w podróży na upragnioną ziemię, a także pewnemu barowemu pianiście w spełnieniu marzenia o wystąpieniu w filharmonii w Houston. Wszystkie te krótkie historyjki są z jednej strony lekkie, łatwe i przyjemne, a z drugiej, pokazują w jakiejś mierze rzeczywistość Dzikiego Zachodu – tak jak większość komiksów o Lucky Luke’u. A że historyjek jest siedem, to każdy znajdzie coś dla siebie.

Galijskie początki (Asteriks)
Przy Asteriksie miałam podobny problem jak przy Lucky Luke’u – właściwie osobie nieczytającej komiksów mogłabym polecić niemal każdy album Asteriksa, bo wszystkie są dobre i w miarę przystępne. Co by nie mówić, Goscinny i Uderzo stworzyli fantastyczną serię komediową i są mistrzami nawiązań do popkultury (czy też raczej – nawiązań do kultury po prostu, bo tak naprawdę Asteriks opiera się na podstawowej znajomości historii starożytnej), nie mówiąc już o słynnej Wiosce Galów, która pełna jest kolorowych postaci (fałszujący bard Kakofoniks, wiecznie sprzeczający się handlarz ryb Ahigieniks i kowal Automatiks, mądry druid Panoramiks…).

Galijske początki zaś to album będący zbiorem różnych, nigdy dotąd nie wykorzystanych, krótkich komiksów Goscinny’ego i Uderzo. Jest tam, między innymi, opowieść o narodzinach Asteriksa i Obeliksa i o tym jak pewien kogut wyzwał na pojedynek rzymskiego orła; kilka komiksów napisanych na prośbę czytelników (Asteriks i Obeliks zdobywający kosmos jak Flash Gordon, Asteriks tłumaczący zagadnienia poruszane przez Kartezjusza, Asteriks i Obeliks w pumpach…), a także wiele, wiele innych rzeczy. A każdy komiks poprzedza notka od autorów, dająca nam wgląd w historię Asteriksa jako serii. Warto przeczytać. W końcu Asteriks jest jednym z najważniejszych komiksów francusko-belgijskich i europejskich w ogóle.

Tie-iny do filmów Marvela
Jedyne komiksy o superbohaterach na tej liście to właściwie takie uzupełnienie do Marvel Cinematic Universe. Otóż, do większości filmów wchodzących w obręb MCU powstały komiksy, które wzbogacają tę serię o dodatkowe elementy fabularne. Pamiętajmy, że MCU z jednej strony bazuje na oryginalnych komiksach Marvela, a z drugiej – stara się być swoim własnym uniwersum. A z takiego chociażby Captain America: First Vengeance, Iron Man 2: Public Identity, czy Marvel’s Guardians of the Galaxy można dowiedzieć się czegoś na temat relacji między Gamorą a Nebulą, dojścia Red Skulla do władzy, czy zdrady Howarda Starka przez Antona Vanko.

Jeżeli jest się fanem MCU, tie-iny do filmów Marvela są czymś, co warto poznać, już choćby dla dodatkowych informacji o ulubionych bohaterach. A Marvel Cinematic Universe Wiki zawiera listę przynajmniej większości komiksów, więc można łatwo odszukać coś, co dotyczy konkretnego filmu.

I tyle, jeśli chodzi o moją komiksową piątkę. Ponieważ nie wiem, którzy z moich czytelników regularnie czyta komiksy, nie nominuję nikogo konkretnego do podjęcia wyzwania. Kto czuje się na siłach, może wziąć udział, a kto nie, ten nie musi. Mam nadzieję, że udało mi się Was zainteresować przynajmniej jedną z pozycji na mojej liście.

2 komentarze:

  1. Pierwszą i ostatnią pozycję znam doskonale - i tej drugiej nie do końcu rozumiem, bo te Tie-Iny nie są przecież żadnymi dobrymi historiami, zazwyczaj to jakieś reklamówki albo sneak peaki do nadchodzących filmów.

    Z chęcią, odświeżę sobie przygody Lucky Lucka - kiedyś wypożyczyłem z biblioteki kilka tomików z jego przygodami i bardzo mi się podobały - niestety, czas zatarł pamięć i nie wiem co właściwie czytałem ;)

    Swoją drogą, chyba wszystkie filmy na podstawie komiksów Alana Moore'a znacznie spłyciły historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn. ja tie-iny polecam głównie dla fanów MCU, jak chcą więcej rzeczy z uniwersum i poznanymi bohaterami. Niektóre z nich dają jakiś wgląd w relacje i historię co poniektórych postaci. I też nie zgodzę się, co do tego, że nie są dobrymi historiami. Bo np. "Captain America: First Vengeance" był, moim zdaniem, interesujący, zwłaszcza jeśli chodzi o przedstawienie back story Red Skulla i Erskine'a (no i młody Tata Stark jak zwykle porwał mnie swoją osobowością).

      Mogę ci coś podrzucić z Luke'a. Chociaż jak się rozkręcę, będziesz prawdopodobnie żałował, że się zgodziłeś XD.

      O, na pewno. Nie wiem, jak z "V jak Vendetta", czy "Strażnikami".... Chociaż słyszałam, że "Strażnicy" są w miarę wierną adaptacją, chociaż Doktor Manhattan miał być bardziej beznamiętny, a końcówka bardziej niejednoznaczna moralnie.

      Usuń