środa, 29 października 2014

Trzy filmy o superbohaterach, na które czekam


Jakiś czas temu współpracująca z DC Comics wytwórnia Warner Bros. zrzuciła na fanów komiksów bombę – dowiedzieliśmy się, że poza zapowiadanym już od kilku miesięcy Batman vs. Superman czekają nas między innymi filmy o: Aquamanie, Cyborgu, Flashu, Shazamie, Lidze Sprawiedliwych i – tak – o wyczekiwanej od bardzo dawna Wonder Woman. Wczoraj zaś Disney i Marvel zrzucili swoją bombę, ogłaszając filmy kończące Drugą i otwierające Trzecą Fazę Marvel Cinematic Universe.

Jako że Superpaździernik jeszcze nie minął, doszłam do wniosku, że powinnam się jakoś odnieść do obu tych informacji. Idąc za radą Preity, postanowiłam napisać coś o filmach, na które czekam w szczególności.

Niestety, poza paroma bohaterami, nie jestem jakąś wielką fanką postaci ze stajni DC, toteż od razu mówię, że nie wyczekuję ze zniecierpliwieniem na to, co Warner Bros. dla nas szykuje. Co najwyżej mam tylko nadzieję, że ich filmy będą ciekawe, zadowolą fanów poszczególnych superbohaterów i okażą się sukcesem. Innymi słowy – życzę im wszystkiego dobrego, ale nie napalam się na nie.

Co innego, jeśli chodzi o nadchodzące produkcje Marvela. Spośród zapowiadanych filmów wchodzących w skład MCU znalazły się trzy, na które czekałam już od chwili, w której dowiedziałam się, że są planowe.

Oto więc moja wielka trójka marvelowskich filmów, na które czekam.

Miejsce pierwsze: Doktor Strange
Doktora Stephena Strange’a, maga i mistyka, poznałam lepiej dzięki krótkiemu filmowi animowanemu o jego początkach i od razu pomyślałam, że chciałabym zobaczyć go w wersji aktorskiej.

Małe wprowadzenie do postaci: doktor Stephen Strange był aroganckim, dobrze zapowiadającym się chirurgiem, który na skutek wypadku samochodowego utracił czucie w rękach. Szukając pomocy, trafił do Tybetu, gdzie odbył duchową przemianę, a także zaczął interesować się mistycyzmem i magią. Wkrótce musiał zmierzyć się z zagrożeniami natury magicznej, między innymi wygnanemu w inny wymiar potężnemu magowi Dormmamu, szukającemu drogi do naszego świata.

Zapowiadany na maj 2016 roku film o Doktorze Strange’u ma wprowadzić do Marvel Cinematic Univetse nie tylko postać samego Strange’a, ale i elementy magiczne. Jak na razie MCU zdominowane jest przez motywy science fiction. Wszystko, co jest nie z tego świata, jest albo zaawansowaną technologią albo ma pozaziemskie pochodzenie. Nawet Asgard i okolice są traktowane jak inne planety, a postaci z mitologii skandynawskiej – jak kosmici. Uniwersa komiksów o superbohaterach zwykle łączą ze sobą oba elementy – elementy fantastyki naukowej i urban fantasy. Tak więc najwyższy czas, aby MCU zyskało trochę magii.

Przez pewien czas krążyła plotka, że Stephena Strange’a ma zagrać Bennedict Camberbatch (między innymi, odtwórca tytułowej roli w Sherlocku), szybko jednak została zdementowana przez producenta. Wydaje mi się, że Camberbatch byłby bardzo dobrym Doktorem Strange’m, chociażby dlatego, że wielokrotnie pokazał swoje zdolności aktorskie. Zobaczymy. Może jednak owa plotka okaże się prawdą. A jak nie, to pozostaje mi wierzyć w to, że Marvel wybierze kogoś równie dobrego.

Miejsce drugie: Avengers: Age of Ultron
Dzięki niedawnej premierze zwiastuna tego filmu moje zainteresowanie drugą częścią Avengers się ożywiło. Wcześniejsze wiadomości z planu (pojawiające się jeszcze podczas, gdy triumfy w kinach święcili Strażnicy Galaktyki) raczej nie wzbudzały mojej ciekawości. Jednak ten zwiastun… Ach, ten cudowny zwiastun… Nagle przypomniałam sobie o tym, że przecież jest to wielki finał Drugiej Fazy MCU i sequel pierwszego wielkiego, filmowego crossovera, jakim byli Avengers.

Wykorzystanie There are no strings on me, piosenki z disnejowskiego Pinokia, było genialnym posunięciem. Zaraz jak tylko obejrzałam zwiastun Age of Ultron, mój doszukujący się dodatkowych powiązań umysł zaczął się zastanawiać nad znaczeniem tej piosenki w kontekście Ultrona. W ogóle Ultron ma potencjał do bycia ciekawym czarnym charakterem, a przecież fani MCU już od jakiegoś czasu narzekają na brak antagonisty, który mógłby równać się z Lokim.

Ogólnie rzecz biorąc ten film zapowiada się bardzo mrocznie i wygląda na to, że nie będzie to zasługa tylko Ultrona, lecz także Wandy Maximoff, która użyje swojej mocy na naszych bohaterach, aby zmierzyli się z własnymi lękami.

Poza tym jest jeszcze ta scena. Avengersi nie tylko są tam znowu wszyscy razem, nie tylko zachowują się jak grupka starych znajomych, ale też pojawia się mały smaczek z komiksów, który fani chcieli zobaczyć na dużym ekranie już od dłuższego czasu.

Miejsce trzecie: Ant-Man
Jak może pamiętacie z tej listy, dzięki kreskówce Avengers: Potęga i moc, pokochałam postać Hanka Pyma, czyli Ant-Mana. I znów małe wprowadzenie dla tych, co nie znają postaci: Hank Pym to naukowiec, twórca hełmu, dzięki któremu może zmniejszać się (do rozmiarów owada) i zwiększać (przez jakiś czas nazywany był Giant Manem), a także wzywać na pomoc różnego rodzaju insekty. Ant-Man i jego przyszła żona Wasp należeli zresztą do pierwotnego składu Avengers w komiksach.

Kiedy tylko dowiedziałam się, że do MCU ma zostać dołączony film o Ant-Manie, byłam bardzo szczęśliwa. Aczkolwiek – ponieważ w oryginalnych komiksach to właśnie Pym tworzy Ultrona – spodziewałam się, że jego film wyjdzie przed Age of Ultron. Szybko wyprowadzono mnie z błędu, a wkrótce dowiedziałam się, że tytułowym Ant-Manem nie będzie Hank Pym, ale jego następca, Scott Lang. Sam Pym (grany przez Micheala Douglasa) będzie już emerytowanym superbohaterem, który postanawia odstąpić swój hełm Langowi z powodu jakiegoś większego zagrożenia. To mnie trochę zasmuciło, bo liczyłam, że jeden z moich ulubionych naukowców pojawi się na dużym ekranie i będzie wzorowany na Hanku Pymie z kreskówki. Mimo wszystko nadal czekam na Ant-Mana w kinach, chociażby dla jego dziedzictwa.

Wybaczcie, że ta lista jest tak krótka, ale pozostałe filmy Marvela zapewne pobudzą moją ciekawość dopiero, kiedy pojawią się ich pierwsze zwiastuny. Już teraz Black Panther, druga część Strażników Galaktyki, Captain Marvel i dwuczęściowy Avengers 3 wyglądają bardzo interesująco, nie mówiąc już o planach, aby trzeci Kapitan Ameryka był na podstawie Civil War. Nie ma co – zapowiada się wielki powrót mojej fazy na Marvela i Avengers.

2 komentarze:

  1. Powrót? A ja myślałem, że faza trwa cały czas ;D
    Z tych filmów bardzo interesował mnie Ant-Man i głównie dzięki reżyserowi - E.Wrightowi. Ostatnio doczytałem w newsach, że Wright nie będzie reżyserem i tak samo szybko moje zainteresowanie projektem upadło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie fazy przychodzą i odchodzą. Niektóre są nawracające, a choć ostatnio przebywam głównie w okolicach "Strażników Galaktyki" (czyli teoretycznie MCU), to moje zainteresowanie Avengersami spadło. Na szczęście teraz powraca w chwale XD.

      Słyszałam już dawno o tym Wrighcie. No cóż, zobaczymy jak to pójdzie, kiedy zaczną właściwą promocję.

      Usuń