poniedziałek, 15 września 2014

Siedem powodów, dla których uwielbiam Agathę Christie

Być może punktów powinno być dziesięć jak było Dziesięciu Murzynków, albo dwanaście, jak Dwanaście prac Herkulesa, niemniej jednak skoro już siedem pozycji stało się tradycją na tym blogu, myślę, że i tutaj wystarczy. Niejako również zgodnie z tradycją postanowiłam w rocznicę urodzin Agathy Christie napisać listę rzeczy, które w niej uwielbiam, a konkretnie – rzeczy, które cenię w jej twórczości i chciałabym naśladować.

Miejsce siódme: Pomysły na fabułę
Christie była prekursorką wielu schematów powszechnych w dzisiejszych kryminałach, horrorach i filmach/powieściach sensacyjnych. I nie oszukujmy się – stosowała je lepiej niż wielu współczesnych pisarzy i scenarzystów. Wystarczy wspomnieć I nie było już nikogo (grupa ludzi odseparowana od świata zewnętrznego i zabijana po kolei przez nieznanego sprawcę, którym może być jedno z nich), Zakończeniem jest śmierć (zagadka kryminalna osadzona w realiach historycznych), ABC (seryjny morderca, który wplątuje detektywa w swoją grę), Pajęczynę (w salonie pojawia się ciało; trzeba je ukryć przed policją), Próbę niewinności, czy Słonie mają dobrą pamięć (sprawa sprzed lat, która nie została rozwiązana lub są wątpliwości, co do winy skazanego). Nie zapomnijmy też o bohaterach – parze detektywów-amatorów, Tommy’m i Tuppance; zabawnym cudzoziemcze, Herkulesie Poirocie; starszej pani, pannie Marple (o tych dwojgu jeszcze powiem szerzej), czy tak unikalnych postaciach jak teatralny pan Harley Quinn, czy prowadzący firmę mającą na celu uszczęśliwianie ludzi Parker Pyne. Na szczególną uwagę zasługują…

Miejsce szóste: Intrygi
Agatha Christie nigdy nie przestała mnie zaskakiwać. To dzięki niej pokochałam klasyczne kryminały, gdzie rozwiązanie zawsze było nie takie, jak się spodziewałam. Christie umiejętnie operowała przypuszczeniami czytelników, była mistrzynią tak zwanych „czerwonych śledzi” (rzucania podejrzeń na jedną osobę, aby potem wyjawić, że zrobiła to inna), a także wielu niekonwencjonalnych, jak na swoje czasy zwrotów akcji. Żeby wymienić te najbardziej słynne: Morderstwo w Orient Expressie, Morderstwo Rogera Ackroyda, I nie było już nikogo… Ponadto różne małe zwroty akcji, jak rzucanie podejrzeń na jedną postać, aby potem ją uniewinnić, a potem wykazać, że jednak to ona wszystko zaplanowała; albo odkrywanie przed czytelnikiem, że ktoś nie jest do końca tym za kogo się podaje. Według mnie dobry kryminał powinien taki właśnie być – pobudzać szare komórki czytelnika/widza i trzymać w napięciu. Brytyjczycy są w mistrzami tego typu kryminałów. Amerykańskie kryminały oglądam właściwie tylko dla bohaterów.

Miejsce piąte: Nawiązanie do kultury wysokiej
Agatha Christie była kobietą oczytaną. Dodatkowo, kiedy wyszła ponownie za mąż za Maxa Mallowana, z zawodu archeologa, zaczęła podróżować po świecie i poznawać inne cywilizacje. Wiele z jej książek zawiera nawiązania do kultury wysokiej, najczęściej w postaci cytatu, który służy za tytuł powieści, ale zdarzają się również bardziej rozbudowane nawiązania. Na przykład Tajemnica bladego konia – tytułowy Blady Koń to nie tylko gospoda, w której dzieją się dziwne rzeczy, ale też rumak, na którym w Apokalipsie świętego Jana podróżuje Śmierć. Jednak najlepszym osiągnięciem w tym aspekcie twórczości Christie jest Dwanaście prac Herkulesa, gdzie Herkules Poirot wykonuje własne dwanaście prac, a każda z nich – chociaż osadzona w naszych realiach i pozbawiona mitologicznych stworzeń – nawiązuje do tych mitycznych w bardzo ciekawy, czasem nawet symboliczny sposób. Jednak jednym z najsłynniejszych motywów jej powieści były…

Miejsce czwarte: Zabawy wyliczankami
Nadawanie dziecięcym wyliczankom bardziej złowrogiego znaczenia poprzez wykorzystywanie występujących w nich motywów w morderstwie, jest czymś, co Christie robiła dość często. Czasem było to mniej oczywiste, jak w Pierwsze, drugie, zapnij mi obuwie albo Entliczku pentliczku, gdzie chodziło nie tyle o samą treść wyliczanki, co pokazanie, że morderca jest sprytny i prowadzi z detektywem grę albo że morderstwa zdarzają się niespodziewane (tak jakby „padało” na ofiary). Kiedy indziej mamy świadomy zabieg nawiązywania do wyliczanek. I tu znów pojawia się I nie było już nikogo, w którym morderca specjalnie aranżuje wszystko tak, aby przypominało treść wyliczanki Dziesięciu Murzynków (czy też Dziesięciu Żołnierzyków w wersji bardziej politycznie poprawnej). Jeżeli w wyliczance jest mowa o zadławieniu się, podczas kolacji ktoś zostaje otruty; jeżeli jeden z Murzynków/Żołnierzyków zostaje użądlony przez pszczółkę, jedna z ofiar zostaje zaatakowana przez rój pszczół; jeżeli Murzynki/Żołnierzyki wybrały się do zoo i spotkały misia, na kogoś spada zegar z niedźwiedziem. I tak zarówno Murzynków/Żołnierzyków, jak i zamkniętych na wyspie ofiar jest coraz mniej i mniej, aż w końcu nie pozostaje już nikt, łącznie z samym mordercą. Co prowadzi nas do następnego punktu.

Miejsce trzecie: Czarne charaktery
Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że większość antagonistów w fikcji kieruje się jednym z dwóch (albo nawet oboma) motywów: pragnieniem władzy albo pragnieniem zemsty. Aby więc czarny charakter nie był sztampowy, trzeba (między innymi) albo przedstawić te dwie motywacje w umiejętny sposób, albo wymyśleć mu inne. I u Agathy Christie, która potrafiła ukazać wspaniale ludzką naturę, mordercy robią to, co robią, z bardzo różnych pobudek: pieniędzy, miłości, namiętności, poczucia sprawiedliwości i krzywdy (prawdziwej bądź urojonej); lęku, chęci ochrony bliskich osób… Niektórzy z morderców przejawiają objawy psychopatii, ale inni to ludzie zdrowi na umyśle, którzy postanowili zabić z jakiejś bardziej przyziemnej przyczyny, i możemy podziwiać ich charakter w pełni w ostatnim rozdziale, kiedy detektyw odkrywa przed nami ich prawdziwe oblicze. Przekonujemy się, że potrafią być sprytni, zdesperowani, waleczni, rozsądni, zrezygnowani, a zwykle nie tacy, jak nam się na początku wydawało. Co jak co, ale Christie tworzyła postaci pełnokrwiste, jak zobaczymy w dwóch ostatnich punktach tej listy.

Miejsce drugie: Panna Marple
Zapewne kilkoro z was pamięta moją recenzję Zagadek kryminalnych panny Fisher i problemu, który z nimi miałam. Jeśli przyjrzymy się współczesnym postaciom kobiet-detektywów, większość z nich mieści się w przedziale wiekowym 20-40 lat. Dość często są to silne kobiety, potrafiące walczyć (co jest nawet zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, że zwykle przechodziły szkolenie policyjne) i nie dają sobie w kaszę dmuchać. Oczywiście, nie jest to niczym złym, a i sama Christie napisała podobną postać – Tuppence – jednak Królowa Kryminału wprowadziła też pewne novum, a tym novum była panna Jane Marple. Wzorowana (podobno) na ciotce pisarki, która zawsze miała złe zdanie o każdym i zwykle okazywała się w tym względzie nieomylna, panna Marple to spokojna, niezamężna staruszka, lubiąca ogrodnictwo i pełna współczucia… ale także wnikliwa obserwatorka, znawczyni ludzkiej natury i detektyw-amator, która nieraz pomagała policji w rozwiązywaniu trudnych spraw (szczególnie, gdy mają one miejsce w jej rodzinnej miejscowości Saint Mary Mead). A ponieważ jest z pozoru tylko starszą panią, która wtyka nos w nie swoje sprawy, przeważnie bywa niedoceniana przez morderców, tym bardziej jest więc skuteczna. Najlepsze jest to, że panna Marple ani nie chce niczego udowodnić, ani nie interesują ją romanse (chociaż przeżyła jeden w młodości, a w ekranizacjach jej przygód z Margaret Rutherford w roli głównej dwaj mężczyźni jej się oświadczali, jej pomocnik zaś został zasugerowany jako jej potencjalny ukochany). Jest po prostu starszą panią rozwiązującą zagadki kryminalne. I po tylu latach wciąż pozostaje jedną z największych kobiet-detektywów w historii kryminału.

Miejsce pierwsze: Herkules Poirot
Nigdy nie kryłam się z tym, że wolę Poirota bardziej od Sherlocka Holmesa (mimo że uznaję geniusz i zasługi tego drugiego dla literatury kryminalnej). Po prostu Herkules Poirot ma w sobie tyle wdzięku, a jednocześnie jest tak ludzki ze swoją arogancją i przywiązaniem do porządku, że zdobył moją sympatię. W dodatku wiele powieści z jego udziałem jest pisana z jego perspektywy, więc nie jest tak bardzo oderwany od czytelnika jak Holmes. Poirot zachowuje się jak zabawny obcokrajowiec i nawet mówi lekko łamaną angielszczyzną, ale jest to zabieg celowy – chce się wydawać groteskowy, aby przestępcy go nie doceniali i stawali się nieostrożni. Ma jedną miłość – hrabinę Verę Rosakoff, z którą spotkał się w jednej powieści i dwóch opowiadaniach. Droczy się ze swoim przyjacielem, Hastingsem, a także z inspektorem Jappem, ale obu traktuje z sympatią. Prawdę mówiąc czasem chciałabym, żeby wiele z rzeczy, które robi się z postacią Sherlocka Holmesa, robiono również z Herkulesem Poirotem. Może niekoniecznie spotkanie z Cthulhu albo dinozaurami, ale na przykład chciałabym, aby pokazano jego młodość albo kazano mu tropić jakiegoś sławnego literackiego przestępcę, pokroju Arsene Lupina. Na szczęście niedługo ma pojawić się w księgarniach powieść z Poirotem z jego czasów policyjnych, więc może będzie to początek spełnienia moich marzeń.

Co by nie mówić – twórczość Agathy Christie miała wiele zalet, a i sama pisarka była osobą nietuzinkową. Mam nadzieję, że udało mi się was przekonać do sięgnięcia choćby po jedną z jej powieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz