niedziela, 7 września 2014

Recenzja: Doktor Who – The Unicorn and the Wasp

Zaznaczam, że raczej nie oglądam Doktora Who, a wszystko, co o nim wiem, wiem z trzeciej ręki. Jednakże od kiedy dowiedziałam się, że istnieje odcinek, w którym wystęuje Agatha Christie i który klimatem trochę przypomina jej książki, pomyślałam, że kiedyś będę musiała go obejrzeć. A skoro mamy Wrzesień z Agathą Christie, akurat przydarzyła się okazja, aby połączyć nowe doświadczenia z pracą na blogu. Recenzja ta będzie raczej krótka i siłą rzeczy piszę ją bardziej pod kątem fana twórczości Christie, niż fana Doktora Who.

Ogólny zarys fabuły wygląda tak: Dziesiąty Doktor i Donna przybywają do roku 1926 na przyjęcie zorganizowane przez pewną znamienitą damę. Jednym z gości owej damy jest Agatha Christie, która ma za sobą dopiero sześć powieści i niedawno dowiedziała się, że jej mąż ją zdradza. W związku z tym Doktor próbuje rozwiązać zagadkę jej tajemniczego zniknięcia i utraty pamięci, a jednocześnie znajduje ślady obecności pewnego kosmity, tytułowej osy, która potrafi przybierać ludzką postać. Zanim Doktor i Donna rozgoszczą się na dobre, służba znajduje w bibliotece ciało jednego z gości – pewnego profesora. W związku z tym Doktor i jego towarzyszka muszą odnaleźć ukrywającego się w ludzkiej powłoce mordercę. Proszą o pomoc panią Christie, wierząc, że jej doświadczenie w pisaniu kryminałów, ułatwi im zadanie (zwłaszcza, że sama zagadka bardzo przypomina jej powieści). Na początku pisarka jest dość oporna i nawet, gdy już się zgodziła, przeżywa chwile zwątpienia, ale ostatecznie służy Doktorowi pomocą.

Zacznijmy może od tego, że poza samą treścią i intrygą ten odcinek Doktora Who przypomina kryminały Christie pod jednym szczególnym względem. Otóż tak się składa, że w wielu późniejszych powieściach (zwłaszcza z Poirotem) Agatha Christie wprowadza do fabuły swoje alter ego – Adrianne Oliver, ekscentryczną pisarkę kryminałów z bohaterem w postaci fińskiego detektywa, którego wszyscy biorą za Szweda (tak jak mały Belg Poirot jest często brany za Francuza). Poirot korzysta z pomocy pani Oliver, bo zna się ona na psychice przestępcy i na tym, jak popełnić zbrodnię. Mimo że Adrianne Oliver jest bardziej autoironicznym odbiciem samej Christie, nieraz rzeczywiście okazuje się pomocna detektywowi, któremu asystuje. Być może wczytuję się za bardzo w ten serial, ale myślę, że jego twórcy mogli się zastanawiać, co by było, gdyby sama pisarka znalazła się w takiej sytuacji (o ile pamiętam, nie zdarzyło się, aby Christie pomagała policji w śledztwie, ale Conan Doyle wypowiadał się kiedyś na temat tego, kim może być Kuba Rozpruwacz, a także brał udział w poszukiwaniach samej Christie po jej zniknięciu).

Sam odcinek ma też kilka nawiązań do powieści Królowej Kryminałów, choć być może nie wychwyciłam wszystkich. Większość to rzucane tu i tam tytuły, jak Ostatnie zdanie nieboszczyka, Noc w Bibliotece, czy Zakończeniem jest śmierć; Doktor i Donna wspominają o Morderstwie w Orient Expressie i pannie Marple, a pod sam koniec, kiedy Agatha Christie traci pamięć, Doktor pokazuje Donnie wydanie Śmierci w chmurach jako dowód, że pisarka nie do końca zapomniała o spotkaniu z wielką osą (jedną z wielkich zagwostek Śmierci w chmurach jest to, skąd w samolocie wzięła się osa i jaką rolę odegrała w morderstwie starszej pani).

Intryga jest zaskakująca (chociaż motyw ze złodziejem diamentów, nazywanym Jednorożcem, był raczej słaby i nie odegrał zbyt wielkiej roli w samej fabule), a Doktor, który zdaje sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z ożywioną powieścią Agathy Christie, stara się zachowywać jak detektyw z tychże powieści. Przesłuchuje świadków, szuka śladów, a w końcu zbiera wszystkich w jednym miejscu, potęgując napięcie i wyjawiając wszystkie sekrety. Jednakże sam odcinek ma bardziej wymiar komediowy, niż dramatyczny, dlatego Dziesiąty Doktor przeszarżowuje, podejrzani podczas przesłuchania mówią jedno, a ich retrospekcje pokazują co innego, zaś tu i tam trafiają się zabawne dialogi. Ogólnie rzecz biorąc podobał mi się humor w tym odcinku.

Co mi się jednak bardzo nie podobało, to sposób w jaki potraktowane zostało słynne zniknięcie Agathy Christie. Tutaj pokazano je jako interwencję ze strony sił pozaziemskich, która w efekcie wywołała u Christie zanik pamięci. W rzeczywistości zaś Christie sama zaplanowała swoje zniknięcie, chcąc w ten sposób zemścić się na niewiernym mężu (policja od razu zaczęłaby podejrzewać, że zabił swoją żonę i prędzej czy później jego romans wyszedł by na jaw, pogrążając go jeszcze bardziej). Tak więc ujęto jej geniuszu na rzecz kosmitów.

Prawdę mówiąc, jak oglądałam samą przemianę człowieka w osę, to efekty specjalne kojarzyły mi się z oryginalną serią Star Treka. W ogóle ten odcinek miał wiele wspólnego z tamtym Star Trekiem, bo serial Rodenberry’ego czasem nawiązywał do przeszłości Ziemi, a raz się nawet zdarzyło, że Kirkowi asystował Abraham Lincoln. Nie mam nic przeciwko temu, ponieważ uwielbiam starego Star Treka i darzę jego przestarzałe efekty specjalne pewnym nostalgicznym sentymentem. Poza tym wiedziałam z retrospektyw Doktora Who czego się spodziewać, więc nie zdziwiło mnie to.

Wydaje mi się też, że ten odcinek to taka laurka dla Agathy Christie. Nie bez powodu Doktor i Donna spotykają ją w chwili, kiedy jest jeszcze początkującą pisarką, a jej małżeństwo przechodzi kryzys z powodu niewierności męża. Agathą Christie targają właśnie wątpliwości, brak jej pewności siebie i postrzega się głównie jako autorkę szmirowatych powieści, która i tak kiedyś zostanie zapomniana. I nagle pojawiają się Dziesiąty Doktor i Donna, którzy znają przyszłość. Wiedzą, że Christie napisze jeszcze wiele ciekawych i wspaniałych książek, które będą tłumaczone na wiele języków i wielokrotnie ekranizowane; że będzie podróżować, zdobędzie sławę, a przede wszystkim przejdzie do historii jako Królowa Kryminału. Wielokrotnie przemawiają do niej, próbując dodać jej otuchy. Dziesiąty stwierdza nawet, że jej książki są tak dobre, ponieważ ona sama zna się na ludzkiej psychice i ludzkich namiętnościach.

To właśnie podobało mi się w tym odcinku najbardziej – że Doktor tak pięknie mówi o i do Christie; że najpierw szuka u niej pomocy, a potem na każdym kroku uznaje jej dziedzictwo. Tak jak w odcinku o van Goghu (który być może także kiedyś obejrzę), mamy tutaj do czynienia z pochwałą dla geniuszu pewnego twórcy. A przecież każdy pisarz chciałby usłyszeć, że to, co pisze, ma wartość. Koniec końców, był to bardzo piękny odcinek i wzbudził we mnie wiele miłych uczuć.

7 komentarzy:

  1. Inne historie z Dziesiątym wcieleniem Doktora pod względem efektów specjalnych też by ci się spodobały. Nie mówiąc już o wcześniejszych, które z racji wieku mają bardzo startrekowe efekty.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Conan Doyle wypowiadał się kiedyś na temat tego, kim może być Kuba Rozpruwacz, a także brał udział w poszukiwaniach samej Christie po jej zniknięciu)." WoW, to mamy niezłe combo - naśladujemy i Christie i Conan Doyle'a :D
    Przepraszam, że tak się zachwycam odkryciem, ciągle mam w plecy ten odcinek ^^;
    Ale, pomimo to, i tak wiem, że "Vincent and the Doctor" jest lepszy ;) Zaufaj mi.

    Ale nieeee, nie mówmy od razu, że DW to efekty startreckowe, że "Doctor Who" nawiązuje do "Star Treka", proszę. Pierwszy odcinek Doctora mieliśmy w 1963, a "Star Treka" dopiero trzy lata później, więc to raczej "Star Trek" ma efekty doctorowe i "Star Trek" nawiązuje do DW ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można i w tą stronę, ale najważniejsze jest to, że oba seriale startowały mniej więcej w tym samym czasie i mają podobne efekty specjalne :)

      Usuń
    2. O, właśnie. Poza tym, gdzie ja napisałam, że DW nawiązuje do Star Treka? Mówię tylko, że ten ludź zmieniający się w wielką osę w poświacie filetowego światła kojarzy mi się ze starym Star Trekiem. No może to nawiązania do przeszłości Ziemi... no ale to były różne takie dziwne odpały na innych planetach, a nie podróże w czasie.

      Usuń
  3. ODTRUWANIE DZISIĄTEGO KROPKA

    OdpowiedzUsuń
  4. Komentarz jednak dzisiaj, wybacz, wczoraj mi z głowy wyleciało i przypomniałam sobie o tym, że miałam go napisać, dopiero przed snem.

    Recenzja przyjemna, dobrze się ją czytało. Streszczenie odcinka fajne, ale bez większych spojlerów. Twórczości Agathy Christie nie znam (coś czytałam dawno temu, ale już nie pamiętam nawet co), więc dobrze, że wyjaśniłaś w recenzji kilka nawiązań. Nie do końca się zgodzę co do tego: "Tak więc ujęto jej geniuszu na rzecz kosmitów." Wrobienia kogokolwiek w zabójstwo nie pochwalam, niezależnie od powodów, więc wyjaśnienie doktorowe bardziej mi się podoba. Poza tym lubię, jak takie rzeczy w serialach wyjaśniają po swojemu. Ale tu już jest bardziej kwestia gustu.

    W każdym razie cieszę się, że odcinek Doktora Ci się spodobał i zachęcam również do odcinka z Van Goghiem, jest naprawdę dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn. wiesz, ja z tym geniuszem to się trochę pośpieszyłam, bo tak naprawdę to do końca nie wiadomo, co się dokładnie wydarzyło podczas tego jedenastodniowego zniknięcia. Jedna z interpretacji jest właśnie taka, że Christie chciała się zemścić na swoim pierwszym mężu, ale jest też kilka innych, np., że ona rzeczywiście straciła pamięć. Bardzo ciekawie przedstawia to film "Agata", zwłaszcza, że też trochę pokazuje punkt widzenia pułkownika Christie.

      Usuń