środa, 3 września 2014

Artykuł: Trzy filmy o morderstwie w pociągu

Morderstwo w Orient Expressie jest jedną z najsłynniejszych powieści (jeśli nie najsłynniejszą powieścią) z Herkulesem Poirotem w roli głównej. Jest to książka, w której mały Belg przedstawia cały kunszt swoich szarych komórek, a rozwiązanie morderstwa jest jednym z tych, z których Agatha Christie jest najbardziej znana – zaskakujące i trzymające w napięciu do samego końca.

Jakiś czas temu wytwórnia Fox oznajmiła, że podejmie się ekranizacji Morderstwa w Orient Expressie, ja zaś zaczęłam się zastanawiać nad jej poprzednimi trzema ekranizacjami. Filmy, które zamierzam dziś omówić, wyszły kolejno w 1974, 2001 i 2010 roku. W rolę Poirota wcielili się w nich: Albert Finney, Alfred Molina i David Suchet. Każda z tych trzech adaptacji zaś ukazuje treść powieści w trochę inny sposób i każda ma do zaoferowania coś ciekawego, tak pod względem fabuły, jak i kreacji postaci belgijskiego detektywa.

Zanim jednak przejdziemy do samych filmów, należy przybliżyć tym osobom, które nie czytały książki, najważniejsze elementy Morderstwa w Orient Expressie. Oczywiście, chcąc zachęcić was do przeczytania powieści (albo chociaż zapoznania się z omawianymi tu filmami), postaram się nie zdradzić zakończenia i nie wchodzić w zbyt wiele szczegółów.

Morderstwo w Orient Expressie zaczyna się tym, że po rozwiązaniu pewnej zagadki kryminalnej Poirot postanawia wracać z Istambułu do Europy słynnym Orient Expressem. Kiedy już się wydaje, że będzie musiał poczekać jeszcze jeden dzień, bo w pociągu nie ma miejsc, spotyka swojego starego przyjaciela, obecnie dyrektora Compagnie Internationale des Wagons Lits, pana Bouca, który załatwia mu wolny przedział w wagonie pierwszej klasy. W tym samym wagonie znajdują się różni, interesujący pasażerowie, jak rosyjska księżna, skandynawska misjonarka i węgierski dyplomata z żoną. Jeden z pasażerów, tajemniczy biznesmen Samuel Ratchett, podchodzi do Poirota i proponuje detektywowi pieniądze w zamian za ochronę, albowiem ktoś przesyła mu od jakiegoś czasu anonimy. Poirot odmawia, ponieważ sprawa nie wydaje mu się interesująca. Tej samej nocy Ratchett ginie od dwunastu ciosów nożem, a pociąg zostaje zablokowany przez zaspę na terenie Jugosławii. Bouc, wiedząc, że opieszałość policji jugosłowiańskiej źle wpłynie na jego interesy, prosi Poirota o pomoc w wyjaśnieniu tej zagadki.

Poirot niebawem odkrywa, że ofiara nie nazywała się Samuel Ratchett, tylko Cassetti i była człowiekiem, który porwał dla okupu, a potem zabił pięcioletnią córkę pułkownika Armstronga, Daisy. Dowiedziawszy się o śmierci dziewczynki, jej ciężarna matka umarła przy porodzie martwego wcześniaka. Pułkownik Armstrong odebrał sobie życie tej samej nocy, a oskarżona o współudział w porwaniu francuska pokojówka powiesiła się w celi, zanim została uniewinniona. Sam Cassetti uniknął kary, dzięki mafijnym powiązaniom i zmienił nazwisko. Tak więc motyw zbrodni wydaje się jasny – Cassetti został zamordowany w zemście za tragedię, która spadła na rodzinę Armstrongów (choć brane są też pod uwagę mafijne porachunki). Wygląda też na to, że sprawców było dwoje – mężczyzna i kobieta. Przy przesłuchiwaniu pasażerów Poirotowi towarzyszy Bouc i grecki lekarz, Constantine, którzy po każdej rozmowie rzucają kolejne domysły, co do tego, kto zabił Cassettiego.

Historia porwania Daisy Armstrong była zainspirowana sprawą z 1932 roku, dotyczącą porwania synka Charlesa Lindbergha – lotnika, który wysławił się tym, że przeleciał Atlantyk. Syn Lindbergha również został zamordowany, a podejrzana przez policję pokojówka również nie wytrzymała presji i popełniła samobójstwo. Zdarzyło się także w 1929, że Orient Express utknął w śnieżycy na sześć dni. Z kolei sama fabuła i bohaterowie Morderstwa w Orient Expressie ukształtowały się podczas podróży Christie Orient Expressem do Niniwy w grudniu 1931.

Sama książka, poza filmem, została zaadaptowana jako słuchowisko radiowe w 1992 roku i jako gra komputerowa w 2006 roku. Morderstwo w Orient Expressie było również parodiowane w SCTV, Rockeffeler Plaza 30 i Muppetach.

Nie przedłużając, przejdźmy do samych filmów.

1974 – wersja klasyczna (reżyser: Sydney Lumet)
Film Lumeta jest wierny literackiemu pierwowzorowi. Właściwie jedyne, co dodaje, jeśli chodzi o fabułę, to sama scena, w której popełnione zostało morderstwo, a także zakończenie z szampanem. Z kolei duży fragment powieści pomiędzy przesłuchaniami a rozwiązaniem nie został zawarty w adaptacji zapewne dlatego, że film i bez tego trwa dwie godziny.

Lumet, który specjalizował się w filmach psychologicznych i sensacyjnych, postawił w Morderstwie w Orient Expressie na klimat. Suspens budowany był nie tylko przez wydarzenia w samym filmie, ale też muzykę, a także przez ujęcia kamery, zwłaszcza w scenie morderstwa. Niewątpliwie jest to najlepsza scena w całym filmie – ma niemal duszną atmosferę, a jednocześnie jest naładowana emocjami.

Sam Poirot w wykonaniu Finney’a nie odbiega od klasycznego wyobrażenia tej postaci – jest ekscentryczny, pedantyczny wręcz (ach, ta scena kładzenia się do łóżka…); metodyczny, ekspresyjny, trochę śmieszny, ale tak czy inaczej błyskotliwy. Innymi słowy – jest to Poirot klasyczny, bez żadnych dodatkowych interpretacji. Porównując go z pozostałymi dwoma Poirotami, możemy zdać sobie sprawę z tego, co chciano wnieść do postaci małego Belga w późniejszych ekranizacjach.
Lauren Bacal chce wam coś pokazać.

Warto również wspomnieć o tym, że Morderstwo w Orient Expressie w reżyserii Lumeta ma powalającą obsadę. Wspominałam, że Poirota gra Albert Finney, ale poza tym występują tam: Lauren Bacal, Vanessa Redgrave, Ingrid Bergman i Sean Connery. Bacal wyróżnia się w tej gromadce szczególnie, gdyż gra bardzo wyrazistą rolę pani Hubbard.

Zatrzymajmy się jeszcze na samej ofierze. U Lumeta Ratchett/Cassetti jest starszym dżentelmenem w eleganckim garniturze. Wygląda na biznesmena, ale zdajemy dobie sprawę z tego, że coś ukrywa i że może prowadzić jakieś ciemne interesy. Jest w nim coś, co mówi nam, że stoi przed nami ktoś nie do końca uczciwy. Kiedy zobaczymy Ratchetta/Cassettiego w pozostałych dwóch wcieleniach, jego postać będzie wyglądać i zachowywać się trochę inaczej.

Film Lumeta bardzo polecam, bo oddaje literackiemu pierwowzorowi sprawiedliwość i trzyma w napięciu. Powrócę jeszcze do niego, omawiając pozostałe dwa filmy.

2001 – wersja uwspółcześniona (reżyser: Carl Schenkel)
Będąc w fandomie Sherlocka nieraz marzyłam o tym, żeby również przygody Poirota doczekały się uwspółcześnionych ekranizacji. A potem przypominałam sobie o Mordestwie w Orient Expressie z 2001 roku i dochodziłam do wniosku, że może to i lepiej, że nie powstało ich więcej (choć podejrzewam, że może nawet były jakieś w planach). Spośród wszystkich trzech omawianych tu filmów, dzieło Schenkela jest najsłabsze, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że nie ma mocnych stron.

Zacznijmy od tego jak przedstawia się ów zabieg przeniesienia słynnego kryminału w czasy współczesne. Niektóre zmiany były bardzo sprytne, jak choćby to, że fałszywym tropem, mającym rzucić podejrzenie na pułkownika Arbatnotta nie był wycior z jego fajki, tylko elektroniczny długopis do jego palmtopa; albo to, że Ratchett dostał ostatni anonim na kasecie VHS (pamiętajcie – to film kręcony dopiero na początku XXI wieku). Zmiany w szczegółach dotyczących postaci też są bardzo interesujące.

Na przykład grany przez Alfreda Molinę Poirot jest człowiekiem nie przepadającym za technologią, ponieważ uważa, że psuje ona szare komórki i jest ich marną namiastką. O ile Sherlock Holmes ze słynnej produkcji BBC bez żadnych uprzedzeń korzysta ze zdobyczy techniki i nauki i jest to zgodne z jego charakterem, o tyle Poirot w XXI wieku nadal korzystałby przede wszystkim ze swoich szarych komórek i tęsknił za starymi, dobrymi czasami, i to też byłoby zgodne z jego charakterem. Molina może nie jest tak ekspresyjny ani tak charakterystyczny jak Finney czy Suchet, ale też jego Poirot jest Poirotem cichym i spokojnym, stanowiącym kontrast dla swojej ukochanej, hrabiny Very Rosakoff.

Współczesny Ratchett/Cassetti przypomina z wyglądu bossa mafii. Nosi złote zegarki i pierścienie, ma włosy przylizane do tyłu brylantyną. Już od pierwszej sceny wydaje się być typem spod ciemnej gwiazdy. Poirot zaś odmawia mu nie dlatego, że sprawa anonimów nie wydaje mu się szczególnie interesująca, ale dlatego, że Ratchett nie przypada mu do gustu z powodu swojej arogancji.

Zmienione zostają również profesje co poniektórych postaci. Pułkownik Armstrong i pułkownik Arbatnott są więc w tej wersji twórcami przełomowego programu komputerowego, który napisali już na studiach i który w pewnym momencie zagrażał nawet Microsoftowi; włoski sprzedawca samochodów to instruktor fitnessu, a pani Hubbard to aktorka serialowa.

Są jednak zmiany, które trudno mi było przeboleć, jak nie uwzględnienie wielu postaci z pierwozoru. Również wspomniany wyżej włoski sprzedawca samochodów zmieniony w instruktora nie za bardzo mi się spodobał.

Choć może niektórzy mogą się zdumieć tym, że akcja uwspółcześnionego Morderstwa w Orient Expressie nadal dzieje się w słynnym pociągu, to Orient Express bynajmniej nie jest w tym filmie anachronizmem. Tak się akurat złożyło, że w 1986 roku wszystkie stare pociągi Orient Expressu zostały odrestaurowane i od lat dziewięćdziesiątych można przejechać nimi starą trasę. Filmowy Bouc wspomina o tym nawet, choć przypisuje sobie zasługę wprowadzenia Orient Expressu z powrotem na tory (można to Schenkelowi wybaczyć, biorąc pod uwagę to, że w oryginale Bouc jest dyrektorem kolei).

Poza wprowadzeniem Poirota do współczesności film Schenkela ma też inne zalety. Po pierwsze, pod koniec dowiadujemy się, co zdarzyło się z pasażerami Orient Expressu, kiedy już było po wszystkim. W książce i pozostałych dwóch filmach możemy się tylko domyślać pewnych rzeczy, u Schenkela zaś jest to nam powiedziane. Można się tutaj doszukać pewnego dodatkowego znaczenia (którego nie zdradzę ze względu na spoilery).

Po drugie, tak jak Sherlock tu i tam puszcza oczko do fanów Conan Doyle’a, tak Schenkel wprowadza do swojego filmu różne smaczki związane z twórczoścą Agathy Christie. Przede wszystkim na samym początku Poirot rozwiązuje zagadkę związaną z nocnym klubem, który prowadzi hrabina Rosakoff. Hrabina była właścicielką nocnego klubu „Hades” w ostatnim opowiadaniu Dwunastu prac Herkulesa. Potem, kiedy Poirot przesłuchuje Włocha, ten cieszy się ze spotkania ze słynnym detektywem i wspomina morderstwo Rogera Ackroyda i zabójstwo opisane w Tajemniczej historii w Styles. W końcu dowiadujemy się w pewnym momencie, że pani Hubbard zagrała w sztuce teatralnej Pułapka na myszy, która jest jedną z najsłynniejszych sztuk napisanych przez Christie.

Film Schenkela nie stosuje żadnych specjalistycznych ujęć, muzyka również nie ma na celu budowania napięcia. Poza Alfredem Moliną w roli Poirota i Tashą Vasconcelos (hrabiną Rosakoff) trudno doszukiwać się tam jakiejkolwiek znanej twarzy. Ma swoje wady i swoje zalety, ale osobiście traktuję go raczej jako ciekawostkę.

2010 – wersja „z głębią” (reżyser: Philip Martin)
Ekranizacja z 2010 roku, będąca sześciesiątym piątym odcinkiem serialu produkcji ITV, ma to do siebie, że posiada wiele symbolicznych scen, skupia się również na moralnym aspekcie morderstwa Ratchetta. Dlatego między innymi warto zrobić taki eksperyment i obejrzeć ją razem z filmem Lumeta, aby przyjrzeć się, jak obie wersje podchodzą do tego tematu.

Mordesrwo w Orient Expressie Martina nawet zaczyna się zupełnie inaczej niż literacki pierwowzór. Podczas gdy w książce Poirot właśnie zamknął trudną sprawę mającą miejsce w brygadzie wojskowej i jest eskortowany do Istambułu przez pewnego żołnierza, który składa mu wyrazy szacunku, w filmie Martina nie tylko widzimy Poirota w trakcie tradycyjnej już dla niego konfrontacji ze sprawcą; nie tylko widzimy jak ów sprawca popełnia samobójstwo, ale także żołnierz, który eskortuje Poirota, broni honoru samobójcy, mówiąc, że zrobił, to co zrobił, bo się pogubił. Później, już w Istambule, Poirot, pułkownik Arbatnott i panna Debenham są świadkami tego jak pewna kobieta jest ścigana, a potem kamienowana przez dziki tłum, ponieważ zaszła w ciążę nie ze swoim mężem. W obu przypadkach Poirot jest po stronie prawa. Podczas pamiętnej podróży Orient Expressem będzie musiał jednak zrewidować swoje poglądy.

Należy tutaj zaznaczyć, że nowsze odcinki Poirota skupiają się trochę na etyce detektywa. Eksponują jego kompas moralny, współczucie dla ofiar (nie tylko martwych, ale też tych żyjących), a także katolicką pobożność (w wielu odcinkach pojawiają się sceny, w których Poirot modli się z różańcem w rękach).

Książkowy Poirot podczas ostatecznego wyjaśnienia zagadki śmierci Cassettiego, zaproponował Boucowi dwie wersje tego, co powinien powiedzieć policji. Jedna wersja dotyczyła fikcyjnego zabójcy mafii, wysłanego, aby zamordować Cassettiego, a druga – tego, co miało miejsce tak naprawdę. Bouc wybiera pierwszą wersję i Poirot jest z tego zadowolony. W filmie z 1974 mówi nawet: „Pozwólcie, że uporam się teraz z raportem dla policji i własnym sumieniem.”

Poirot grany przez Sucheta nie uważa morderstwa Ratchetta za sprawiedliwość i nie zamierza kryć jego morderców. Wygłasza nawet mowę na temat roli prawa. Oto jej fragment:
Przez takie zachowanie staniemy się dzikusami z ulicy, gdzie sędziowie i kaci wybierają się sami! To średniowiecze! Zasady prawa muszą być nadrzędne! Jeśli upadają, trzeba je unieść jeszcze wyżej! Niszcząc je, nie będziemy mieli gdzie się schronić!
Jednak sprawcy bronią się przed jego zarzutami i chcą przekonać do swoich racji. Wierzą, że śmierć Cassettiego była wymiarem sprawiedliwości za tragedię, jaka spadła na dom Armstrongów; i że ci, którzy mieli ją pierwsi wymierzyć, nie wywiązali się ze swojego zadania. Nawet Bouc uważa, że mordercy Cassettiego powinni zostać puszczeni wolno.

Dużo, dużo wcześniej, kiedy Poirot spotyka skandynawską misjonarkę i pyta ją, czy jest katoliczką, ona odpowiada, że nie. Stwierdza, że katolicka doktryna pokuty i przebaczenia jest błędna, ponieważ są rzeczy, których Bóg nigdy nie wybacza. Pamiętajmy – Herkules Poirot jest pobożnym katolikiem. Właściwie jego różaniec nabiera dodatkowego, symbolicznego znaczenia w tych wszystkich scenach, kiedy detektyw jest zamyślony, czy nawet w końcowej scenie, kiedy ostatecznie decyduje się przedstawić pierwsze rozwiązanie jugosłowiańskiej policji. Gest przesuwania przez Poirota palców po paciorkach różańca symbolizuje jego dylemat moralny.

Teraz przyjrzyjmy się Ratchettowi/Cassettiemu w tym filmie. Od samego początku widzimy, że jest on zdenerwowany, wręcz boi się czegoś. Kiedy Poirot mu odmawia, Cassetti dorzuca do zaproponowanej sumy kolejny plik banknotów, ale wspomina też o tym, że jedzie Orient Expressem, aby odkupić swoje winy (później dowiadujemy się, że po prostu oddał komuś pieniądze z okupu Daisy Armstrong). Wszystkie wcielenia Ratchetta mają materialistyczne podejście do pewnych spraw, ale ten konkretny Ratchett okazuje bardziej niż jego poprzednicy lęk przed karą, która ma na niego spaść. W pewnym momencie zastanawiamy się nawet, czy nie żałuje tego, co zrobił Daisy, choć myśli, że może to odpokutować pieniądzmi. Jest taka scena w nocy, tuż zanim Poirot i Ratchett pójdą spać, kiedy pokazani są przy modlitwie. Jeden fragment modlitwy mówiony jest po francusku przez spokojnego Poirota, a drugi przez nerwowego Ratchetta; trzeci znowu przez detektywa, czwarty znów przez Ratchetta i tak dalej… Przy czym Poirot wypowiada te fragmenty, które dotyczą dobra i dziękczynienia, zaś Ratchettowi przypadają te, dotyczące pokuty i zbawienia od złego.
Toby Jones - obrazek poglądowy z Pierwszego Starcia.
Spójrzcie tylko na tę mordkę...

Z punktu widzenia estetycznego film Martina zachowany jest przeważnie w ciemnych, chłodnych barwach (choć sama konfrontacja z mordercami Ratchetta ma miejsce przy blasku świec). Scena dokonania morderstwa, choć zupełnie inna niż u Lumeta, również trzyma poziom. Na korzyść klimatu działa także wielokrotnie powtarzany motyw muzyczny, przywodzący na myśl turkot kół pociągu. Jeśli chodzi o obsadę, to nie ma tam aktorów tej klasy co w filmie z 1974, jednakże kilka znajomych twarzy się tam znajdzie. Poza Davidem Suchetem jako Poirotem, grała tam między innymi niemiecka aktorka Susanne Lothar, którą możecie kojarzyć z Białej wstążki; zaś Ratchettem/Cassettim jest Toby Jones, który grał Armina Zolę, zarówno w Kapitanie Ameryce: Pierwszym starciu, jak i w Kapitanie Ameryce: Zimowym Żołnierzu (dla tych, co nie siedzą w Marvel Cinematic Universe: możecie go znać także jako prezentera w Igrzyskach Śmierci, czy z tego, że podkładał głos pod Zgredka w filmach o Harry’m Potterze).

Tak czy inaczej, film Martina warto zobaczyć właśnie ze względu na to, jak podchodzi do zagadnienia sprawiedliwości i kary, i na to, jak pokazuje swojego bohatera.

Nie wiem jak będzie wyglądało Morderstwo w Orient Expressie wyprodukowane przez Foxa. Nie wiem jaki będzie tam Poirot, w którą stronę pójdzie reżyser, jak bardzo ten film będzie zgodny z literackim pierwowzorem. Mam jednak nadzieję, że będzie miał coś do zaoferowania, tak jak jego trzej poprzednicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz