czwartek, 19 czerwca 2014

[FF: Avengers] Jabłoń cz. 6 - Wielkie plany

Uwaga! Poniższy rozdział zawiera "upowieściowiony" fragment pierwszego zeszytu Iron Man 2: Public Identity.

Godzina 10:11
Po tym jak obaj Starkowie przebrali się, Howard zaprosił swoich gości do stołu w jadalni, który został uprzednio posprzątany przez Jarvisa. Agentka Hill rozłożyła przed Howardem mapę bazy wojskowej Kirkland, a sama usiadła naprzeciw swojego gospodarza. Dotąd rozmawiali tylko przez telefon, więc fakt, że przyszły założyciel TARCZY siedział przed nią i oczekiwał na to, co miała mu do powiedzenia, sprawiał, że czuła się dziwnie. Ten człowiek miał następnego dnia spotkać się z nieco młodszym pułkownikiem Fury’m i rozpocząć rozmowy nad stworzeniem agencji, do której obecnie należała. Myśl o tym napawała ją dziwną mieszanką lekkiego wzruszenia i poczucia odpowiedzialności za to, aby to historyczne wydarzenie miało miejsce. Jednak nie dawała tego po sobie poznać.
- Zanim zaczniemy, mógłbym zadać dwa pytania? – odezwał się Howard.
- Proszę bardzo – odrzekła agentka Hill – spróbujemy odpowiedzieć.

- Tak więc po pierwsze – zaczął Howard – czy mój współpracownik, Anton Vanko, także ma jutro zginąć?
- Nie – oświadczyła jego rozmówczyni. – Wiadomość, którą otrzymaliśmy, dotyczyła tylko pana.
- Już wcześniej zauważyłem na tamtym zdjęciu z alternatywnej gazety – wtrącił się nagle Hawkeye – że jednym z ludzi, którzy skupili się wokół pana, jest również Vanko.
Tony nie pamiętał dobrze twarzy gapiów ze skanu. Głównie dlatego, że za bardzo był skupiony na znajdującym się centralnie na zdjęciu, postrzelonym w pierś ojcu. Ale skoro Clint twierdził, że widział Antona Vanko, to pewnie tak było. Facetowi dość często zdarzało się zauważać rzeczy, które wielu ludziom umykały.
- To dobrze. – Twarz Howarda rozpromienił uśmiech ulgi, zaraz jednak mężczyzna znów spoważniał. – Po drugie: czy wiadomo, jakie konsekwencje będzie miała moja śmierć i to, że reaktor łukowy nie zostanie zaprezentowany?
Maria Hill stanęła przed problemem. Z jednej strony dobrze byłoby się zastanowić nad tym zagadnieniem, z drugiej – wiele z konsekwencji śmierci Howarda Starka związanych było z tym, co miało się zdarzyć w dalekiej przyszłości, a agentka Hill nie wiedziała, czy powinna o tych zdarzeniach wspominać.
Po niemal minucie ciszy z jej strony, Howard położył łokcie na stole i przechylił się bardziej w jej stronę.
- Rozumiem, że nie chce pani mi powiedzieć, bo boi się, że świadomość przyszłych wydarzeń może doprowadzić do zmiany przyszłości, ale możemy ograniczyć się do bezpośrednich konsekwencji zamachu, jak na przykład tego, co zdarzy się w kilka dni po mojej śmierci. Pytam o to, bo może mógłbym określić, kim są i czego tak naprawdę chcą moi mordercy. Możemy pójść na taki układ, agentko Hill?
Niespodziewanie dla wszystkich Maria Hill uśmiechnęła się zadziornie i oparła wygodnie na krześle. Popatrzyła najpierw na Clinta, a potem na Natashę i Tony’ego Starka. Wszyscy troje rzucili jej zdziwione spojrzenia, nie wiedząc, do czego zmierza. Na koniec jej wzrok spoczął z powrotem na Howardzie.
- Chyba mogę uchylić rąbka tajemnicy – odparła i spoważniała. – Nie przekazano nam wiedzy na temat tego, co stanie się zaraz potem. Nie wiemy więc czy jakaś konkretna grupa zostanie oskarżona o zamach na pańskie życie i czy ktoś konkretny odniesie z tego powodu korzyści. Podejrzewam jednak, że pańska śmierć odbije się szerokim echem po całej Ameryce, a nawet świecie. W końcu jest pan jednym z największych ludzi XX wieku. – Umilkła na chwilę, wyprostowała się na krześle i, odchrząknąwszy, dodała: – Myślę, że nie zaszkodzi powiedzieć panu, że jutro ma się zdarzyć jeszcze jedno historyczne wydarzenie. Spotka pan pewnego porucznika i zacznie z nim rozmowę o pewnej inicjatywie.
Howard przypomniał sobie, co usłyszał poprzedniej nocy, kiedy Bruce i Tony rozmawiali o Chituari. Połączył ze sobą obie zasłyszane informacje i uśmiechnął się do swoich myśli.
- Czyli podejrzewacie, że mógłby to być ktoś, kto nie chce, aby powstała TARCZA?
- Bierzemy to pod uwagę – stwierdziła agentka Hill.
- Na pewno TARCZA ma powstać na skutek mojego spotkania z tym człowiekiem?
- Tak, a dlaczego pytasz, Howard? – spytał Kapitan Ameryka.
- A tak sobie – odparł nonszalancko wynalazca i przeniósł na chwilę wzrok w bok.
- Chociaż to pewnie tylko jeden z celów zamachowców – kontynuowała agentka Hill – a nie cel główny, którym jest niedopuszczenie do użytku reaktora łukowego.
- I na pewno Anton ma wyjść z tego cało? – dopytywał się Howard.
- Kto wie – tym razem wtrąciła się Czarna Wdowa – może chcą go zabić potem. Albo po prostu zastraszyć. Jest tylko uchodźcą ze Związku Radzieckiego. I tak nie wywrze takiego wpływu na historię, co pan.
- Ekhm… agentko Romanow… – odezwał się nagle Tony i postukał się w reaktor łukowy na swojej piersi.
Między nimi nawiązała się cicha nić porozumienia. Natasha wiedziała o tym, do czego nawiązuje Tony, bo była przy zdarzeniach z Whiplashem. Gdyby nie zagrożenie ze strony pragnącego zemsty Ivana Vanko, być może Fury nie przekazałby Tony’emu rzeczy Howarda i w rezultacie Iron Man już dawno umarłby od zatrucia palladem. Z drugiej strony – TARCZA wiedziała o owym zatruciu od dłuższego czasu i możliwe, że pomogłaby Tony’emu mimo wszystko.
Ale, oprócz ich dwojga, wszyscy odczytali gest Iron Mana jako przypomnienie, że Anton Vanko także brał udział w projektowaniu i budowaniu reaktora łukowego, którego bardziej kompaktowa wersja teraz podtrzymywała Tony’ego przy życiu.
- Będziemy mieć na niego oko – odparła niemal ze zrezygnowaniem w głosie agentka Hill.
- I nadal nie wiem, kto i po co chce mnie zabić – powiedział Howard. – Przychodzi mi do głowy kilka nazwisk, ale sami mówiliście, że to ktoś z przyszłości. Jakich wrogów ma w przyszłości Stark Industries?
- Jesteśmy gotowi na każdego z nich – zapewniła go agentka Hill. – Obojętnie, kim są zamachowcy, już my się postaramy o to, aby im się nie powiodło.
- Właśnie, tato, jesteśmy najlepszymi z najlepszych – oznajmił Tony i nawet poklepał ojca po ramieniu.
Howard przez chwilę pomyślał, że są zbyt pewni siebie, ale potem jego wzrok spoczął na Stevie. Nie mógł wypowiedzieć się na temat zdolności bojowych reszty, ale widział do czego był zdolny Kapitan Ameryka. Poza tym skoro ta cała Hill i jej kompani należeli do jakiejś organizacji, to na pewno przeszli jakieś szkolenie bojowe. Na pewno też nie bez powodu ich zwierzchnik wybrał właśnie te osoby do tej, bądź co bądź bardzo istotnej dla ich przyszłości, misji. Howard postanowił więc im zaufać.
- No dobrze – zaczął. – To jaki macie plan?
Agentka Hill popatrzyła na mapę bazy Kirkland, a reszta zrobiła to samo. Mapa przedstawiała ogrodzony teren na planie prostokąta. Główne wejście znajdowało się od południa i zawierało dwie budki strażnicze. Kilka metrów dalej, tuż przy bocznych ścianach hangarów stały miejsca parkingowe. Na terenie bazy zamieszczonych było kilka pomieszczeń wojskowych, w które służyły różnych celom – od umieszczonych niemal na samym końcu zbiorowych sypialni dla żołnierzy, poprzez hangary, w których stały zapewne jakieś czołgi i myśliwce, aż po stojący na samym środku główne centrum dowodzenia bazą. Nieco po prawej od niego znajdował się plac apelowy, na który Howard wskazał palcem.
- Tutaj odbędzie się prezentacja. Major Ross zobowiązał się wraz z tamtejszym dowódcą przygotować trybuny dla gości tu, tu i tu – wskazał front, lewą i prawą stronę wokół placu.
- Zamawiam miejsce tutaj – oświadczył Hawkeye i położył palec na dachu jednego z mniejszych budynków kilka metrów dalej od placu.
- To dobry pomysł, będziesz miał na wszystko oko – odparła agentka Hill, po czym zwróciła się do reszty: – Ktoś musi stać przy wejściach i sprawdzać, czy nie wchodzi jakiś nasz stary znajomy.
- Zostawcie to mnie – zaoferowała się Natasha.
- Nie obraź się, agentko Romanow, ale może lepiej nie – powiedziała agentka Hill. – Twoja obecność przy bramie mogłaby wzbudzić zainteresowanie żołnierzy. Jak znam mężczyzn, mogą na twój widok zacząć myśleć nie tą głową.
- Hej! – zaprotestowała cała męska część zespołu.
- Poradzę sobie – odparła Czarna Wdowa. – Zadbam o to, aby skupili się na robocie, przy okazji nie przeszkadzając mojej. Jeżeli do momentu rozpoczęcia prezentacji nikogo nie zidentyfikuję, przyłączam się do was.
- Nie jestem do tego przekonana. Zresztą, będziesz potrzebna gdzie indziej. – Agentka Hill przeniosła wzrok na Steve’a. – Pan, Kapitanie, wybierze się wraz z agentką Romanow pod trybuny i będzie szukał tam ewentualnych intruzów. Ty i ja, Stark – popatrzyła na Tony’ego – będziemy robić to samo na górze.
- Zaraz, zaraz. – Howard podniósł się gwałtownie z krzesła i popatrzył najpierw na Iron Mana, a potem na agentkę Hill. – Chcecie wysłać tam mojego syna?
- A czemu nie? – spytał Tony. – Chyba nie myślałeś, że przeniosłem się w czasie tylko po to, aby ucinać sobie z tobą pogaduszki i siedzieć z założonymi rękami, kiedy inni ratują ci tyłek?
Howard zamilkł i popatrzył w dół. Znów wrócił myślami do poprzedniej nocy. Tony zastanawiał się, czy kosmici, którzy pomogli zamachowcom w podróży w czasie, chcieli śmierci ojca, aby nie dopuścić do narodzin syna. Prawdopodobnie Tony z nimi walczył i przyczynił się do ich porażki. Poza tym skąd Howard miał wiedzieć, czy czasem nie wysłał swojego dziecka na kurs jakichś sztuk walki, żeby Tony mógł się bronić? Wyglądał na kogoś, kto regularnie ćwiczy.
Mimo wszystko, jakaś jego część – ta sama część, która po odkryciu, że Tony jest jego synem, cieszyła się, a poprzedniej nocy napełniła jego serce niepokojem na wieść o stanach lękowych Tony’ego – nie chciała aby jego dorosły syn się narażał. Spojrzał Tony’emu w oczy.
- Nie sądzisz, że byłoby naprawdę głupio, gdybyś zginął kilka lat przed swoim narodzeniem?
- No, błagam! Chyba naprawdę nie myślisz, że tak się stanie?
- Być może nie, ale wolałbym nie ryzykować życia własnego dziecka. Twój w tym udział byłby co najmniej szalony, Tony.
- Jestem Starkiem, tato! My szaleństwo mamy we krwi.
- Prawda, obaj jesteście szaleni – wtrącił Kapitan Ameryka. – Nie pamiętasz, Howard, co Peggy o tobie powiedziała?
- Z całym szacunkiem, Steve, właśnie rozmawiam z synem – powiedział nieco oschle Howard i zwrócił się znów do Tony’ego: – Może i jesteśmy szaleni, ale nasze szaleństwo ma swoje granice.
- No, nie wiem – tym razem odezwał się Bruce. – Ja wciąż czekam, aż ta granica się objawi.
- Bruce, nie wtrącaj się – rzucił w jego stronę Tony i powrócił do rozmowy z ojcem. – Czy chcesz, czy nie, idę. Nawet gdybyś mi dał szlaban, to nic nie da.
- No, nie wiem, ja mogę cię również nie puścić na teren bazy. Wiesz, zawsze mogę powiedzieć naszemu drogiemu Thaddeusowi, że wyglądasz podejrzanie.
- Oj, ty nie wiesz na ile imprez się wprosiłem. Jakaś marna baza wojskowa to dla mnie pikuś.
- Dzięki, że o tym wspomniałeś. Będę wiedział, na co uważać w przyszłości.
- Jeżeli nadal będziesz się upierał, żebym nie brał udziału w chronieniu ciebie, twoje szanse na przeżycie spadną co najmniej o połowę.
- A jeśli ja przeżyję, a ty nie?! – wyrzucił z siebie Howard.
Obaj Starkowie popatrzyli na siebie, starszy rozpaczliwie, młodszy ze zdziwieniem. Pozostali również byli bardzo zaskoczeni tym, co przed chwilą usłyszeli, dlatego się nie odzywali, czekając na to, aż ojciec albo syn przełamie ciszę.
Po chwili Howard odezwał się ponownie, tym razem spokojnie:
- Nie chcę patrzeć jak umierasz. Obojętnie w jakim jesteś wieku.
Tony westchnął, trochę ze zrezygnowaniem, trochę, aby dać upust napięciu, które właśnie się uzbierało w jego wnętrzu. Przez chwilę jeszcze pozwolił trwać niezręcznej ciszy, a potem spojrzał na ojca łagodnie, położył mu rękę na ramieniu i oświadczył:
- Nie martw się o mnie, tato. Ja sobie poradzę.
Howard chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili powstrzymał go wyraz twarzy Tony’ego. Tony nie zamierzał się poddać i był gotów walczyć ze wszystkich sił, byle tylko pokazać, że ma racje i że jego rodzic niepotrzebnie panikuje.
Tony, wiem, że znowu miałeś atak, ale już wszystko dobrze…
Howard przygryzł dolną wargę i popatrzył znów na syna.
- Na pewno, Tony?
- Na pewno – odrzekł wciąż zdenerwowany Tony, poklepał ojca po ramieniu i dodał: – Martw się raczej o to, żebyś się nie zbłaźnił. Lepiej powtórz jeszcze kilka razy tę swoją wiekopomną mowę.
- Skoro już ten rodzinny dramat się skończył, czy możemy wreszcie powrócić do sedna sprawy? – zapytał agentka Hill. – Mamy jeszcze bardzo dużo do omówienia, więc wolałabym się z tym wyrobić przed zachodem słońca.
- Właśnie chciałem zapytać – zaczął Iron Man – gdzie będzie stanowisko Bruce’a?
- Ja nie idę – odparł Bruce spokojnie.
- Dlaczego? – spytał Tony.
- Musimy ci jeszcze tłumaczyć, dlaczego lepiej nie ryzykować spotkania Bannera z majorem Rossem? – powiedziała głośnio agentka Hill, kładąc ręce na biodrach.
- A no tak – odrzekł nonszalancko Tony. – W sumie to ma sens.
- A co takiego się stanie, jak się spotkają? – odezwał się Howard.
Przez chwilę trwała cisza. Nikt nie chciał wyjaśniać, że miły i spokojny Bruce Banner w przypływie złości może zmienić się w wielkiego zielonego stwora i że Ross ma go w przyszłości prześladować.
- To nieważne – odezwał się w końcu Kapitan Ameryka. – Doktor Banner i tak nie jest typem wojownika.
- Będę monitorował wszystko z bezpiecznej odległości i w razie czego, coś wam doradzę – dodał nieco nieśmiało Bruce.
Rozmowy na temat strategii trwały jeszcze jakiś czas, a potem zarówno agentka Hill, jak i Howard, musieli zająć się własnymi sprawami. Agenci TARCZY postanowili przejrzeć listę gości, którzy mieli się pojawić na prezentacji, tymczasem Steve, Bruce i Tony przyjrzeli się jeszcze raz planowi bazy Kirkland i ustalili strategię zapasową na wypadek, gdyby pojawiły się jakieś komplikacje. Howard z kolei pojechał do pracy, aby poczynić ostatnie przygotowania i ułatwić reszcie całe przedsięwzięcie.
Godzina 15:22
- Twój angielski staje się coraz lepszy, Antonie.
Na tarasie rezydencji Starków Howard gościł trzy osoby. Jedna z nich była nijaką blondynką w niebieskiej sukience, drugą była tajemnicza brunetka, która co jakiś czas wymieniała z Howardem porozumiewawcze spojrzenia, a trzecią – korpulentny mężczyzna z wąsami i w czarnym garniturze.
- Być może, ale czy ten twój „Projekt Jedność” przyniesie owoce, czy nie, to już zupełnie inna sprawa, biorąc pod uwagę postawę rządów obu naszych narodów.
Całą scenę oglądał przez okno Tony. Howard nie zdawał sobie sprawy z jego obecności, bo i tak siedział tyłem do drzwi, więc nie widział smutnego spojrzenia swojego syna. Zresztą nawet, gdyby go widział, nie wiedziałby, co chodzi Tony’emu po głowie…
- Zapomnij o nich. Moje kontrakty wojskowe są ledwie najkrótszą drogą pomiędzy dwoma punktami.
…Ani jak bardzo entuzjazm ojca napawa go goryczą.
- Pomyśl o dzieciach, które kiedyś będziemy mieć. To nasz priorytet.
Dzieci, które obaj będą mieć… W tamtym momencie Howard myślał o swoim synu, który miał w przyszłości stworzyć wiele cudownych rzeczy, w tym maszynę do podróży w czasie. Tymczasem Tony pomyślał o wychowywanym na Syberii chłopcu, który wyrósł z nienawiścią do Starków w sercu. Chłopcu, który cierpiał przez całe życie za błąd swojego ojca.
Jarvis podał gościom napoje i odszedł. Howard mówił dalej:
- Chodzi o to, że jeżeli chcę cię w swojej drużynie, jesteś w mojej drużynie. Bez zbędnych pytań. Zasłużyłem na to.
Ktoś uznałby za bardzo chwalebne to, że Howard Stark pozwolił jakiemuś dysydentowi z komunistycznej Rosji pracować swobodnie w Stanach. Niewątpliwie wynalazca wierzył w to, że postępuje słusznie, że to, co robi, przyniesie ludzkości tylko korzyści.
- Dobrze, Howardzie – oświadczył Anton i nawet położył rękę na sercu. – Jak zawsze, jestem pokorny za twoje zaufanie.
Kapitan Ameryka przystanął za Iron Manem. Od razu zauważył smutny wyraz twarzy kompana, i choć Tony nawet na niego nie spojrzał, szepnął:
- Widzisz tego wąsacza obok mojego ojca? – Nie czekając na odpowiedź, dodał: – To właśnie jest Anton Vanko.
- A mimo to – odezwał się znów Rosjanin – muszę wyrazić moje ciągłe obawy. Ta technologia reaktora łukowego. Same implikacje istnienia takiego urządzenia… Nie pomyślałeś o tym?
- To chyba historyczna chwila – stwierdził Steve i się uśmiechnął.
- Bardziej niż ci się wydaje, Kapitanie – powiedział cicho Tony.
Tony nie spodziewał się, że będzie świadkiem tej sceny. Sceny, w której jego ojciec snuje marzenia o reaktorze, i to do tego w takim towarzystwie. Iron Man czuł smutek, przyglądając i przysłuchując się tej rozmowie, ale nie mógł, czy też może raczej nie chciał, odejść.
- To samo mówili o Projekcie „Manhattan” – odparł Howard i zwrócił się do siedzącej obok niego brunetki: – Prawda, Mario? „Kiedy niewiedza jest błogosławieństwem…”
- „…Bycie mądrym jest szaleństwem” – dopowiedziała jego rozmówczyni.
- I tak mówi wielki Howard Stark. – Vanko rzucił Howardowi sceptyczne spojrzenie. – Twoje zachowanie kawalerzysty może działać na prasę, ale żeby podchodzić w taki sposób do nauki, to wręcz… niespotykane.
- Tak działa nauka w tym kraju. Pomyśl o tym. Same pomocnicze zastosowania usprawiedliwiają eksperyment.
- Ale może nie wydatki
- Od kiedy to jesteś księgowym? Zamierzamy właśnie rozwinąć technologię, która zmieni świat, a ty mówisz o dolarach i centach.
Howard położył rękę na blacie i zaczął wyjaśniać z pełnym przekonaniem, ale i profesjonalizmem:
- Jestem wynalazcą. Snuję wielkie marzenia, a potem robię wszystko, aby przemienić te marzenia w rzeczywistość. Widziałeś schematy. Wiesz, że to może się udać. Nie martw się, że może się w to wplątać polityka. To jest od niej wiele większe.
Ale Tony wiedział, że polityka zawsze się wplącze. Niezależnie czy chodzi o politykę stricte państwową, czy tylko wojskową, ona zawsze będzie. Tam gdzie są pieniądze i technologie przynoszące ogromne korzyści polityczne… tam zawsze jest polityka. Tony Stark nauczył się tego jeszcze zanim trafił do niewoli Dziesięciu Pierścieni.
- Służymy społeczności globalnej, która nawet nie zdaje sobie sprawy z własnego istnienia. – Howard uśmiechnął się do swojego gościa, a z jego postury biła pewność siebie. – Grałem w tę grę od lat, Anton. Czas ją zmienić. Nie musimy iść drogą wiodącą do wzajemnej destrukcji. Czeka na nas inna przyszłość.
Było coś pięknego w tym pragnieniu jego ojca, aby zmień świat na lepsze. Tony poniekąd podzielał to pragnienie, zwłaszcza od czasu, kiedy stał się Iron Manem. Dlatego im dłużej słuchał tej rozmowy, tym bardziej mu było żal na myśl, co działo się potem. Kto wie co mogło się wydarzyć, gdyby stosunek Vanko do całej sprawy był zupełnie inny.
- Chyba naprawdę w to wierzy – stwierdził Steve i nawet lekko uśmiechnął się.
Jednak Tony pozostawał ponury i to napawało Kapitana pewnego rodzaju niepokojem. Ostatecznie kto jak kto, ale poważny Iron Man nie zdarza się często.
- Tata wierzy, że współpraca z Antonem Vanko nad reaktorem przyniesie porozumienie między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Marzy mu się świat, w którym nie byłoby wyścigu zbrojeń, tylko wyścig o to, kto pierwszy uczyni ludzkość szczęśliwszą. Ale za dwa lata zdarzy się coś, co zachwieje jego wiarą w taką przyszłość.
- Co takiego? – zapytał Steve i popatrzył na rozmawiającego swobodnie z Antonem Howarda.
- Za dwa lata ten człowiek go zdradzi – oznajmił Tony, odwrócił się tyłem do tarasu i popatrzył na Kapitana Amerykę. – Chodźmy stąd. Lepiej, żeby nas nie zauważyli.
Tony skierował się w stronę schodów, a Steve szedł za nim. Kiedy zaczęli się wspinać po stopniach, w połowie drogi na górę Iron Man zatrzymał się, spojrzał na kompana i oświadczył:
- Aha, a ta brunetka, która siedziała obok taty…
- Co z nią? – zainteresował się Kapitan Ameryka.
- To moja matka.
Godzina 21:03
Maria Collins Carbonell była cudowną kobietą. Miała brązowe, prawie czarne włosy sięgające do ramion i pociągłą twarz z małym noskiem. Miała też ciemne oczy, w których można się było zapomnieć. Jednak to, co było w niej najbardziej pociągające, wychodziło na jaw z chwilą, kiedy rozpoczynało się z nią rozmowę. Maria posiadała szeroką wiedzę w zakresie kultury, zarówno wysokiej, jak i tej najnowszej, potrafiła rozmawiać o polityce i o finansach, a przy tym była w stanie podchodzić do wszystkiego z humorem i taktem.
Nic więc dziwnego, że Howard Stark zakochał się w niej. Od chwili ich pierwszego spotkania na jakimś balu dobroczynnym i pierwszej przeprowadzonej z nią rozmowy na temat dzieci-kwiatów wszystkie inne kobiety przestały się dla niego liczyć. Być może dotąd wybierał zbyt przeciętne kobiety, a być może tylko takie mu się zawsze zdawały, w każdym razie Maria nie była przeciętna ani przez chwilę. Tak czy inaczej, resztę wieczoru rozmawiał tylko z nią, a kiedy powrócił do domu myślał tylko o niej. Z czasem zaczęli się częściej spotykać. Chodzili razem do teatru, na bale, czy – jak dzisiejszego dnia – na lunche. I tak oto niespodziewanie minął Howardowi rok. Rok, którego za nic by nie oddał.
I teraz – w przeddzień tak wielkiego wydarzenia, które mogło się okazać dniem jego triumfu albo dniem jego zguby – Howard chciał myśleć tylko o niej. Chciał na chwilę zapomnieć o tym, co miało się stać następnego dnia. Ale nie potrafił. W zasadzie sam był sobie winien. Za dużo sobie na jutro zaplanował.
Ktoś zapukał do drzwi gabinetu. Howard westchnął, zaprosił tego kogoś do środka, po czym splótł ręce i położył je na biurku. Chwilę potem do środka wszedł Tony i uśmiechnął się do ojca przyjaźnie.
- Zdenerwowany? – spytał, zamykając za sobą drzwi.
- Trochę – odparł Howard i również się uśmiechnął. Zaraz jednak jego uśmiech zrzedł. Na twarzy Howarda zaczęło malować się zmęczenie. – To nie to, że mam jutro zaprezentować moje największe dzieło przed tłumem ludzi, z czego połowa uważa mnie za kompletnego dupka, a do tego jakieś typki z przyszłości chcą mnie zabić.
Tony widział napięcie wylewające się z oblicza ojca. Prawdę mówiąc, już wcześniej domyślał się wszystkich uczuć, jakie musiał odczuwać jego rodzic. Od samego rana Howard przeskakiwał z pogodnego stanu umysłu do zdenerwowania. Nawet po popołudniowym spotkaniu, które napełniło go energią do dalszego działania, w końcu się wypalił i postanowił zjeść kolację u siebie w gabinecie. Tony postanowił więc, że z nim porozmawia.
Usiadł na fotelu, który zajmował poprzednim razem, i przechylił się do przodu.
- Obaj wiemy, że standardowe: „Nie martw się, poradzisz sobie, wspieramy cię.” w tym przypadku nie zadziała, więc powiem tak… – Tony zamilkł na chwilę, po czym wziął głęboki oddech i popatrzył na ojca. – Kiedy już staniesz na tym placu, zapomnij o zamachowcach. Zresztą o nas też zapomnij.
- To będzie raczej trudne – stwierdził Howard. – Pewnie będę was widział.
- Nie sądzę, jesteśmy mistrzami kamuflażu. W każdym razie – Tony spoważniał – my zajmiemy się zamachowcami. Twoim zadaniem – aż wycelował palec w stronę swojego rozmówcy – będzie oczarować publiczność i pokazać jej, że reaktor łukowy jest najlepszą rzeczą od czasów LSD.
Howard prychnął śmiechem, ale jego twarz nadal zdradzała niepewność. Dlatego Tony postanowił podejść do tego inaczej.
- A co czułeś, kiedy pomagałeś Steve’owi ratować żołnierzy z rąk HYDRY?
- To co innego. Ja tylko przelatywałem nad ich terytorium. Kapitan Ameryka odwalił całą robotę.
- Gówno prawda, tato.
- Tony, nie wyrażaj się.
- Dobrze wiesz, że Steve nigdy by tam nie dotarł, gdybyś się na to nie zgodził, to po pierwsze. A po drugie, mogli cię w każdej chwili zestrzelić. Ty wiesz, ile razy Steve mi o tym opowiadał? Z tysiąc co najmniej. I zawsze powtarza, że w którymś momencie zapytałeś, ot tak sobie, agentkę Carter, czy wybierze się z tobą na fondue. Myślę, że poradzisz sobie z poprowadzeniem prezentacji mimo tego, że paru gości chce cię sprzątnąć. Pamiętaj – twarz Tony’ego rozpromienił zadziorny uśmieszek – jesteśmy Starkami. Szaleństwo mamy we krwi.
Przez chwilę Howard nic nie odpowiadał, tylko spojrzał w bok, a konkretnie – na pierwszą z brzegu szufladę biurka. Następnie podniósł znów wzrok na syna i z lekkim uśmiechem powiedział:
- Możesz tu na chwilę przyjść, Tony? Chciałbym ci coś pokazać.
Nieco zaintrygowany Tony podszedł do biurka, a wtedy Howard otworzył szufladę, wyciągnął z niej jakiś mały przedmiot. Na początku Tony nie za bardzo widział, co to za przedmiot, ale kiedy ojciec położył go przed sobą na blacie, wtedy młodszy ze Starków ujrzał małe, kwadratowe pudełeczko. Howard nie musiał go nawet otwierać, każdy domyśliłby się, co znajduje się w środku, ale i tak to zrobił i oczom Tony’ego ukazał się pierścionek z małym, niebieskim brylantem.
I nagle Tony przypomniał sobie pewien mały szczegół, który mu wcześniej umknął. Coś, o czym dawno temu wspominała mu matka.
Ojciec oświadczył się jej po prezentacji. Przeprosił prasę, zabrał swoją przyszłą żonę do pobliskiego hangaru i tuż obok jakiegoś wielgachnego czołgu poprosił ją o rękę. Matka rzadko o tym wspominała i dlatego Tony’emu wypadło to z głowy, ale teraz, kiedy sobie o tym przypomniał, poczuł się zmieszany. Z jednej strony bardzo się cieszył, z drugiej… Boże…
- O, aż tak źle? – spytał Howard, zaniepokojony długim milczeniem i zszokowanym wyrazem twarzy Tony’ego. – Czyżbym miał się oświadczyć złej kobiecie?
- Nie. – Tony ocknął się z nagłego oszołomienia i popatrzył na ojca. – Bynajmniej, to właściwa kobieta.
Twarz Howarda rozpromienił szeroki uśmiech, który najpierw był uśmiechem ulgi, a potem przerodził się w radość. Zachciało mu się śpiewać i tańczyć. Wszystkie jego obawy odnośnie tego, czy Maria go przyjmie, czy nie wyparowały w jednej chwili. Zaraz jednak zauważył zmartwienie na twarzy swojego syna i jego radość nieco osłabła.
- Ale skoro tak ma być – zaczął Howard – to dlaczego tak zareagowałeś jak zobaczyłeś pierścionek?
- Bo to oznacza, że jutro jest potrójnie ważny dzień – oznajmił Tony.

3 komentarze:

  1. Och... Teraz Wolf też się denerwuje przed tą prezentacją ^^'

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest tak genialne, że aż nie wiem co napisać... Po prostu nie mogę się doczekać następnego rozdziału. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat następny będzie nie wiadomo kiedy (choć już coś niecoś napisałam). Na razie zapraszam także do innych rzeczy.

      Usuń