piątek, 23 maja 2014

[FF: Avengers] Jabłoń cz. 2 - Przygotowania

Godzina  13:12
Przez te kilka sekund przez głowę Tony’ego przeszło z dziesięć pytań. Dlaczego komuś zależało na zabiciu jego ojca? Do którego roku się cofnął? W jaki sposób mu się to udało? Ale jedyne pytanie, które wyszło z jego ust, to:
- Kto to jest?
Obserwator szybko na nie odpowiedział:
- Nie wiem.
- Jak to: nie wiesz? – spytał Tony. – Wiesz, że ktoś cofnął się w czasie, ale nie masz pojęcia kto?
- Żałuję, ale nie widziałem jego twarzy.
- Czyli podsumujmy: siedzisz sobie na swojej, jak przypuszczam, planecie, podglądasz cały wszechświat, bo taką masz robotę, a teraz informujesz mnie o tym, że zobaczyłeś, jak jakiś ziom cofa się w czasie, aby zabić mojego starego, ale nie wiesz kto to jest, bo nie widziałeś jego twarzy?
- Jak już mówiłem, muszę obserwować cały wszechświat. Poza tym, Tony Stark, nie widziałem samego aktu podróży w czasie ani jego przygotowań. Widziałem jedynie skutki tej podróży w czasie.
Obserwator wykonał dziwny gest rękoma i naprzeciw Tony’ego ukazał się wielki niebieski ekran, podobny do tych, które Tony miał w piwnicy. Na tym ekranie pojawił się przeskanowany nagłówek z gazety, głoszący: „Howard Stark zamordowany podczas prezentacji”, a pod spodem, nieco na prawo znajdowało się zdjęcie, na którym tłum ludzi pochylał się nad trzymającym się za pierś ojcem Tony’ego. Młodszy Stark poczuł jak robi mu się słabo na ten widok. Zwinął hełm, obnażając przed obcym oblicze, które zdradzało wielkie zmartwienie. Szybko jednak oderwał wzrok od zdjęcia i przeniósł go na Obserwatora.
- Ale jak to możliwe, że znasz skutki podróży w czasie, skoro potrzeba pięciu godzin, aby zostały nadpisane na linii czasowej?
- Nasza technologia jest o wiele bardziej zaawansowana od ludzkiej. Od jakiegoś czasu pracuję nad maszyną, która zapisuje wszelkie zakłócenia w linii czasowej i przewiduje potencjalną rzeczywistość alternatywną, powstałą w wyniku tych zakłóceń. Wycinek z tej gazety jest właśnie efektem tej potencjalnej alternatywnej rzeczywistości.
- No cóż… – stwierdził Iron Man. – W sumie powinienem się tego domyślić.
- Wiem tylko – ciągnął dalej Obserwator – że napastnik i kilku jego towarzyszy, którzy wyruszyli wraz z nim, aby dokonać zamachu, to członkowie jakiejś organizacji przestępczej. Co więcej, jest to organizacja przestępcza, która ma, że tak to określę, pewne wpływy w kosmosie. Dzięki temu udało im się zdobyć urządzenie, które jest równie sprawne w przenoszeniu w czasie, co to skonstruowane przez ciebie i Bruce’a Bannera.
Tony spojrzał na Obserwatora z wyrazem zdumienia.
- Tak, udało mi się zaobserwować to, jak przez przypadek sprowadziłeś tutaj swojego ojca. Wiem też, że przekaźniki, którymi otwierałeś portal, nie zostały zniszczone, tylko ukryte w warsztacie. Jak się okazało, był to objaw przezorności z twojej strony. Tak czy inaczej – Obserwator powrócił do sedna – poza zabiciem Howarda Starka, udało im się zniszczyć prototyp reaktora łukowego. Pozwoliłem sobie powiadomić o zaistniałej sytuacji kilku z twoich przyjaciół. Udało mi się przekonać większość z nich, choć mają jeszcze pewne wątpliwości.
- Wiesz, sam się zastanawiam, po co mam ci ufać. W końcu równie dobrze możesz robić sobie ze mnie jaja.
- Składałem przysięgę, że nie będę ingerować w rozwój poszczególnych planet. Jednak teraz ktoś inny śmie ingerować w sam czas. Wy staraliście się zachować ostrożność i nie doprowadzić do katastrofy. Oni cofnęli się w czasie, aby dokonać zabójstwa i w rezultacie nie dopuścić do zdarzeń, które mają zadecydować o przyszłym losie tej planety. Nawet jeśli reszta moich pobratymców uznałaby moje działania za nierozsądne, ja wiem, że postępuję właściwie.
Część Tony’ego wierzyła Obserwatorowi. Z jego twarzy – a zwłaszcza z oczu – biła najszczersza troska i chęć niesienia pomocy. Mimo to druga część Iron Mana kazała mu być nieufnym. Skąd miał wiedzieć, że obcy jest tym, za kogo się podaje?
Obserwator zauważył widocznie to wahanie, bo oświadczył:
- Jednakże poradź się innych, a nawet przenieś się w czasie w dzień zamachu, aby zobaczyć czy naprawdę do niego doszło. Ale radzę zrobić to szybko, bo do trwałej zmiany historii pozostały jedynie cztery godziny.
Mimowolnie oczy Tony’ego skierowały się znów na zeskanowaną stronę z gazety. Przeczytał szybko pierwsze kilka zdań artykułu: „Wynalazca i przedsiębiorca, Howard Stark, został zastrzelony w bazie wojskowej w Kirkland, w stanie Kalifornia, tuż przed zaprezentowaniem prasie swojego najnowszego dzieła. Dzieło to miało, jak powiedział sam pan Stark, zrewolucjonizować współczesną energetykę. Zanim jednak zostało przedstawione szerokiej publiczności, nieznany sprawca oddał strzał prosto w klatkę piersiową pana Starka…” Następnie wzrok bogacza skierował się ku prawemu, górnemu rogowi, gdzie widniała data: 13 października, 1965. To była historyczna data, w której jego ojciec przedstawił światu reaktor łukowy. Wycinek z gazety, który o tym opowiadał, nadal wisiał na ścianie w biurze Tony’ego. Intuicja Iron Mana podpowiadała mu, że powinien przynajmniej dopuścić możliwość, że obcy mówi prawdę. Poza tym perspektywa ponownego użycia wehikułu czasu napawała go dziwnym dreszczykiem podniecenia.
- Wiesz co, stary? – zwrócił się z uśmiechem do Obserwatora. – Nie zaszkodzi zbadać całą sprawę. Co najwyżej doświadczę z pierwszej ręki rewolucji seksualnej.
- Przekazałem Nickowi Fury urządzenia, które pozwolą wam tak jakby istnieć poza czasem. Dzięki temu będziecie mogli podjąć najwyższe środki bezpieczeństwa bez obawy o to, że po upływie pięciu godzin zostaniecie wymazani. Pozostaje mi tylko życzyć ci szczęścia, Tony Stark.
Postać Obserwatora nagle zaczęła się załamywać, aby po chwili całkiem zniknąć i uświadomić Tony’emu, że przeprowadził rozmowę z hologramem. A potem odezwała się komórka Iron Mana i głos Nicka Fury’ego zaprosił go ostrymi słowami na Helicarrier, który akurat unosił się nad wodą za oknem.
Helicarrier, godzina 13:40
- Już kiedyś przeprowadzono zamach na twojego ojca – oświadczył Fury. – Cudem uniknął śmierci z ręki HYDRY, kiedy jechał samochodem z pułkownikiem Philipsem po prezentacji vibranium w Los Angeles. To było w 1940. Po tym wydarzeniu przystąpił do rządowego programu naukowego, który zajmował się, między innymi, Serum Superżołnierza. Nie zdziwiłbym się, gdyby tą organizacją, o której mówił nasz łysy przyjaciel, była właśnie HYDRA. O ile jej niedobitki przetrwały do naszych czasów i o ile Obserwator nie kłamie.
W pomieszczeniu obecni byli on, Tony, Bruce, Steve, Hawkeye, Maria Hill i Natasha. Thor znajdował się obecnie poza zasięgiem, ale reszcie to nie przeszkadzało.
- Raczej nie wydawał się źle nastawiony – stwierdził doktor Banner. – Po co kosmita miałby nam mówić o tym, że ktoś chce zmienić naszą historię, gdyby jego rasa chciała podbić ludzkość?
- Bardziej prawdopodobne jest, że zacząłby od atakowania słabych punktów albo zrobił pokaz siły – wtrącił swoje trzy grosze Kapitan Ameryka. – Jeżeli kosmita okazuje dobrą wolę i nas ostrzega przed zagrożeniem, powinniśmy mu uwierzyć.
- Dlatego mój pomysł jest taki – zaczął Tony. – Ja, Steve, Bruce, Natasha i może jeszcze paru twoich agentów, Fury, przeniesiemy się kilka dni przed domniemanym zamachem i sprawdzimy, co się święci. W razie czego, rozstawimy posterunki, aby podczas prezentacji do niczego nie doszło.
- Rozumiem Steve’a, Natashę i TARCZĘ ogółem – zagadnął Bruce – ale po co ci ja?
- Stary – Tony rubasznie objął doktora jednym ramieniem – sprawdzonego duetu się nie rozdziela.
- Wolałbym jednak, aby Ten Drugi nie robił rozróby w 1965 – odparł doktor Banner i ściągnął delikatnie rękę Tony’ego ze swojego ramienia.
- Poza tym jesteś współtwórcą wehikułu czasu – dodał Iron Man. – Jeśli coś pójdzie nie tak z przekaźnikami, o wiele szybciej je naprawimy we dwóch.
- A gdzie ty się, za przeproszeniem, wybierasz, Stark? – zapytał Fury. – O ile wiem, zbroja Iron Mana działa głównie dzięki połączeniu z JARVISem.
- Niektóre jej wersje tak, ale, jak dobrze pamiętasz, zbudowałem jedną w afgańskiej jaskini.
- Zresztą, nawet gdybyś wziął bardziej samowystarczalną zbroję, nie ma mowy, abyś latał nią po Nowym Jorku lat sześćdziesiątych. Nie mówiąc już o tym, że miałbyś zbyt osobisty stosunek do całej sprawy.
- Za to znam rozkład Stark Industries jak własną kieszeń, łącznie z laboratoriami. Bawiłem się tam w chowanego. No i pamiętaj, że co nieco wiem o historii firmy. Nawet bez zbroi mogę być użyteczny.
- Ach tak? – Fury położył ręce na biodrach. – Pozwolisz, że cię sprawdzę. Wiesz, co jeszcze wydarzyło się 13 października 1965 roku?
Tony udawał przez chwilę, że się zastanawia, a po kilku sekundach odrzekł:
- Straciłeś dziewictwo pod trybunami?
Szef TARCZY postanowił zignorować niedojrzałą odzywkę milionera i od razu wytłumaczył:
- Otóż, wyobraź sobie, że tuż po prezentacji reaktora łukowego twój ojciec poznał pewnego człowieka, z którym później współtworzył TARCZĘ. Tak więc ten dzień jest podwójnie ważny.
- Kim był ten człowiek? – zapytała milcząca dotąd agentka Hill.
- To była moja skromna osoba. W randze podporucznika. Musicie więc doprowadzić do tego, żebym spotkał się z Howardem Starkiem podczas tej prezentacji. Z tego też powodu nie mogę iść z wami.
- Spoko, nikt cię nie prosił – odparł Tony, po czym dodał nieco poważniej: – Czyli kto jedzie ze mną? Bo ja nie zamierzam zrezygnować. To do mnie przyszedł kosmita.
- Do nas też, Stark – odparł Hawkeye. – Tak czy inaczej, mogę z tobą iść.
- Myślę, że Hill, Romanow i Burton najlepiej nadają się do tego zadania. Niestety nie dostaliśmy zbyt dużo tych cudownych zegarków od Obserwatora, więc nie możecie wziąć jeszcze kilku agentów jako obstawę i podsłuch. Musicie iść w szóstkę. – W tym momencie Fury przeniósł wzrok na Steve’a. – Jeśli ty też chcesz iść, Kapitanie, radzę jakąś charakteryzację. Dwadzieścia lat to za mało, aby ludzie żyjący w twoich czasach zapomnieli, jak wyglądasz.
- Coś wymyślę – odrzekł Kapitan Ameryka.
Teraz przenikliwe oko Fury’ego spoczęło na Bannerze.
- Doktorze Banner, skoro Stark twierdzi, że ewentualna naprawa wehikułu czasu pójdzie o wiele bardziej wydajnie z pana pomocą, zgadzam się na pana asystę, jednak ze zrozumiałych powodów proszę, aby walkę zostawił pan reszcie i unikał stresu.
- Nie mam zamiaru robić nic innego – odparł Bruce.
- To co? Nasza drużyna marzeń gotowa – podsumował Tony. – Teraz idziemy się przebrać w stroje z epoki.
Nowy Jork, 11 października 1965, godzina 16:30
Howard przyglądał się widokowi za oknem w swoim gabinecie. Dopiero co powrócił do biura po załatwieniu kilku spraw, więc jeszcze nie zdjął płaszcza. Lubił być sam w swoim gabinecie, mógł się wtedy poważnie zastanowić nad różnymi rzeczami. Mimowolnie włożył rękę do kieszeni płaszcza i oplótł palce wokół małego przedmiotu, który zaledwie dziesięć minut temu udało mu się zdobyć. Od kilku tygodni krążyła mu po głowie pewna myśl. Była to myśl tak różna od większości myśli, które nachodziły go w ciągu dnia, tak odległa od jego przeciętnych zatrudnień, że nikomu o niej nie mówił. Miał wrażenie, że gdyby powiedział o niej któremuś ze swoich współpracowników, mogliby zacząć z niego kpić, chociaż wiedział, że to niedorzeczne. Ludzie robią to codziennie, na całym świecie, więc czemu w jego przypadku miałoby być inaczej?
Nie usłyszał jak ktoś wchodzi do gabinetu. Dopiero głos jego wspólnika, Obediah Stane’a wyrwał go z rozmyślań:
- O, już jesteś, Howardzie. To dobrze.
Howard tylko odwrócił się do niego, mruknął coś, aby się przywitać i powrócił do oglądania okna. Stane jednak nie rezygnował z konwersacji i stanął obok niego. Howard od razu zauważył , że jego wspólnik trzyma w rękach jakąś teczkę.
- Te hipisowskie brudasy zamierzają przybyć na prezentację reaktora.
- Mają prawo – odparł Howard, nawet na niego nie spoglądając. – To otwarta prezentacja.
- Nie wiem, czy major Ross będzie zachwycony tym, że grupa naćpanych hipisów będzie protestować na terenie bazy wojskowej, nazywając jego, ciebie i mnie mordercami.
- Spokojnie. Poradzimy sobie. – Przeniósł wzrok na Stane’a. – Czy przychodzisz z czymś jeszcze?
- Chciałem tylko, abyś wiedział, co cię czeka. Prawdopodobnie będą próbowali cię przekrzyczeć.
Howard chciał, aby Stane sobie poszedł i zostawił go w spokoju. Wynalazca nie miał teraz ochoty wysłuchiwać jego narzekań na hipisów. Chciał zostać sam. Ale Stane nie zamierzał spełnić jego marzenia, tylko popatrzył na niego z wyrazem zainteresowania – jak sąsiad, który zagląda ludziom do okien.
- Czy coś nie tak, Howard? – zapytał, wciąż mu się przyglądając.
Howard powstrzymał się przed przewróceniem oczami, ale za to wydał z siebie głębokie westchnienie.
- Po prostu chcę być sam.
- Wyglądasz jakby cię coś trapiło. Może mogę ci pomóc.
Howard spojrzał na Stane’a i rozważył przez chwilę jego propozycję. Po krótkim namyśle postanowił spróbować:
- Nie chodzi o nic związanego z pracą. To sprawa osobista.
Stane uśmiechnął się do swoich myśli.
- Ach, już pojmuję. – Objął go jednym ramieniem i powiedział: – Rozumiem twoje obawy, Howard. Ale wierzę w ciebie, wiesz? Jesteś charyzmatycznym gościem, trudno ci się oprzeć.
Howard nie był jednak przekonany, choć nie dał tego po sobie poznać. Uśmiechnął się tylko do Stane’a, aby zatuszować swoją niepewność, i odpowiedział:
- Tak, pewnie masz rację.
Jego wspólnik ściągnął ramię z Howarda i również się uśmiechnął. A potem podszedł do biurka i rzucił na nie teczkę, po czym zwrócił się do Howarda:
- Zostawiam ci papiery do podpisania. Zwykłe formalności, wiesz. Ross nie chce, abyśmy zaglądali, gdzie nie trzeba.
- Zajmę się tym – zapewnił go wynalazca i twarz rozpromienił mu zadziorny uśmieszek. – Już ja wiem, jak z nim postępować.
- I oto chodzi! – zawołał Stane, już otwierając drzwi. – Bierz go, tygrysie, a ja pogadam z prasą.
Wymienili się pożegnaniami i Howard znów był sam w gabinecie. Popatrzył znów na widok za oknem. Jak bardzo chciałby wiedzieć, co przyniesie przyszłość… Być może wtedy czułby się nieco spokojniej. Po raz pierwszy od szkoły średniej zżerała go trema. Było to uczucie o tyle dziwne, że jednocześnie był pewien swoich decyzji. Wielokrotnie wyobrażał sobie, jakich słów użyje i nawet ćwiczył je przed lustrem. Tak naprawdę wiedział, że problem tkwi zupełnie gdzieindziej. On mógł spisać się najlepiej jak potrafił, ale ostatecznie o powodzeniu całego przedsięwzięcia decydował jeden istotny czynnik.
Howard westchnął jeden, ostatni raz i postanowił wreszcie przystąpić do pracy. Ściągnął płaszcz, powiesił go na wieszaku, a następnie zasiadł za biurkiem i sięgnął po przyniesioną przez Stane’a teczkę.
Hallicarrier, 18 sierpnia 2013,  godzina 14:23
- Czy te wąsy na pewno mi nie spadną? – spytał Steve.
Wszyscy ubrani byli w ubrania z lat sześćdziesiątych, choć przeważnie były to garnitury w przypadku mężczyzn, i kolorowe, przykrótkie sukienki w przypadku kobiet (choć Natasha i agentka Hill zamierzały i tak wziąć ze sobą spodnie). Jednak Kapitan Ameryka miał na sobie szczególny kamuflaż, albowiem Tony postanowił, że najlepszym sposobem na ukrycie jego tożsamości będzie przebranie go za hipisa. Dlatego wyszukał mu jakąś ręcznie farbowaną bluzę i sponiewierane dżinsy, na nos włożył różowe okulary przeciwsłoneczne, a na twarz nalepił sumiaste wąsiska i bokobrody.
- Nie ma bata – odparł Nick Fury. – To sprzęt kamuflujący z zasobów TARCZY. – Zwrócił się jeszcze raz do Tony’ego i reszty. – Czyli powtórzmy jeszcze raz plan: Kapitan, Stark i agentka Romanow idą porozmawiać z Howardem Starkiem i przekonać go, że potrzebuje ochrony. Tymczasem agentka Hill, doktor Banner i agent Burton zrobią rekonesans w bazie Kirkland i w Stark Industries. Nie będę mógł z wami pójść, więc nad operacją będzie czuwać agentka Hill i do niej proszę kierować wszystko, co uda wam się odkryć. Przed samą prezentacją rozstawicie posterunki w strategicznych miejscach i dopilnujecie, żeby Howardowi Starkowi nic się nie stało.
- Tak jest, dyrektorze Fury – oznajmili chórem agenci, a Maria jeszcze dodała:
- Zapewniam, że zrobię co w mojej mocy, aby misja się powiodła. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, co leży na szali.
- Taką mam nadzieję – odparł Fury i odwrócił się do nich tyłem. – Powodzenia.
- Posłuchajcie, ludzie – odezwał się nagle doktor Banner i podniósł do góry rękę, na której znajdowało się dziwne, przypominające ręczny zegarek, urządzenie – według instrukcji Obserwatora musimy nacisnąć ten guzik. – Wskazał dolny, okrągły przycisk na urządzeniu. – Dzięki temu nas nie wymaże i będziemy mogli spokojnie zrobić swoje.
Wszyscy szybko nacisnęli wskazany przez Bruce’a guzik na swoich „zegarkach”, a potem Tony i doktor Banner wzięli się za wehikuł czasu. Postanowili wykorzystać oba egzemplarze, po jednym dla każdej grupy operacyjnej. Wehikuł składał się z dwóch przekaźników, które po uruchomieniu tworzyły świecący niebieskim światłem portal. Przyczepiało się je do ściany albo kładło na podłodze, zawsze jednak równolegle do siebie. Albowiem najmniejsze naruszenie mogło spowodować zerwanie obwodu i w rezultacie doprowadzić do zamknięcia portalu. Tak właśnie doszło do sytuacji, w której Howard Stark utknął w przyszłości – przechodząc przez portal potrącił nogą o jeden z przekaźników. W rezultacie Tony i doktor Banner musieli szybko zbudować drugą parę, aby Howard mógł powrócić.
Tak więc Tony i Bruce przyczepili przekaźniki do ścian Hellicarriera, ustawili czas i miejsce, w którym zamierzali się znaleźć, a potem włączyli maszynę i Hellicarrier rozbłysnął niebieskim światłem z dwóch ustawionych obok siebie portali. Przez ten po lewej stronie (który prowadził do opuszczonego warsztatu, niedaleko przyszłej Wieży Starka) przeszli Bruce, agentka Hill i Hawkeye wraz z całym sprzętem szpiegowskim i nie tylko. Przez prawy (który prowadził do samej siedziby Stark Industries, a dokładnie: do jego zaplecza) mieli przejść Tony, Natasha i Steve. Agentka Romanow bez najmniejszego wahania przekroczyła portal, Kapitan Ameryka przez kilka sekund zbierał odwagę, ale został wepchnięty przez nieco już zniecierpliwionego Tony’ego. Sam bogacz czuł się dziwnie. Dotąd cofał się w czasie głównie dla zabawy albo dla nauki. Nawet jego wyprawa do ’48 miała być tylko krótką wycieczką, testem sprawności przekaźników. Teraz musiał przenieść się wstecz, aby zapobiec śmierci swojego ojca.
Wziął głęboki oddech i przeszedł na drugą stronę, gdzie czekał na niego rok 1965.

2 komentarze: