poniedziałek, 31 marca 2014

[Prima Aprilis] Yaoi jest wspaniałe!!111oneoneone

Naprawdę uwielbiam yaoi. Nie ma piękniejszej rzeczy niż dwóch pięknych mężczyzn obejmujący się i całujących. Wszak kobiet prawie nie ma w fandomach, to po co zawracać sobie nimi głowę? Do śmieci z wszystkimi żonami, narzeczonymi i dziewczynami! To tylko cockblocki i wredne wiedźmy, które chcą rozdzielić pary sobie przeznaczone!

piątek, 28 marca 2014

[FF: Avengers] Jaki ojciec, taki...

To wszystko wydawało się Tony’emu surrealistyczne. Jasne, ostatnimi czasy miał styczność z rzeczami, które większość ludzi uznałaby za surrealistyczne (począwszy od własnoręcznie wybudowanego w afgańskiej jaskini robo-pancerza, a na walce z kosmitami z innego wymiaru u boku współczesnego Rippa van Winkle, zielonego mutanta, dwóch szpiegów i gościa rodem z Władcy Pierścieni skończywszy), ale sytuacja, w której się teraz znalazł, była po porostu dziwna i na swój sposób śmieszna. Zacznijmy jednak od początku…
Wszystko zaczęło się od pewnego pomysłu, który zaświtał Tony’emu po obejrzeniu wraz z resztą Avengersów ekranizacji Wehikułu czasu. Nagle Tony Stark pomyślał, jak byłoby zarąbiście, gdyby udało mu się stworzyć maszynę umożliwiającą podróże w czasie. Miał już pewne teoretyczne zaplecze (on i Bruce omówili to na wszystkie możliwe sposoby), nie mówiąc już o odpowiedniej technologii. Reszta drużyny na początku uważała ten pomysł za niedorzeczny (w końcu każdy wie, że nie ma na tym świecie czegoś takiego, jak podróże w czasie…), potem jednak zmienili zdanie – Bruce wyraził chęć współtworzenia maszyny czasu, Steve i Thor poprosili ich o możliwość odwiedzenia kilku epok, a Clint i Natasha próbowali odwieźć obu naukowców od tego pomysłu, mówiąc, że podróże w czasie mogą mieć niemiłe implikacje. Tony jednak pomachał do nich ręką, zapewniając, że widział Powrót do przyszłości już tyle razy, że wie jak postępować, aby nie pozostawić kompletnego burdelu w linii czasowej.
Tak więc pracowali – Tony i Bruce – ramię w ramię, ręka w rękę, ołówek w ołówek, konfigurator cząsteczkowy w konfigurator cząsteczkowy. Każdą wolną chwilę spędzali na zrealizowanie tego pomysłu, widząc oczami wyobraźni te wszystkie zarąbiste rzeczy, które będą w stanie zrobić, kiedy wreszcie ich urządzenie ruszy. W założeniu miał to być przenośny portal, wykorzystujący energię reaktora łukowego, ale prototyp był wielkości pierwszego komputera – zajmował jedną trzecią pracowni Starka i okazał się być tak delikatny, że nie wytrzymał przeciążenia i wybuchł. W ciągu paru tygodni udało im się zmniejszyć portal do dwóch przenośnych przekaźników, które przyczepiało się do wybranej ściany albo kładło na ziemi; wybierało się na prawym przekaźniku datę i miejsce i czekało aż zadziała „naukowa magia”. Nawet Tony nie mógł uwierzyć w to, że stworzenie działającego i funkcjonalnego portalu czasowego zajęło im tak mało czasu. Nie trzeba mówić, że jego ego powiększyło się do jakiejś dziesiątej potęgi.
Ich pierwsze wyprawy w czasie ograniczały się do kilku minut wstecz. Zanim mieliby ruszyć się kiedykolwiek dalej, przeprowadzili kilka eksperymentów. Eksperymenty te polegały na tym, że Bruce albo Tony umieszczali na stole jakiś przedmiot (latarkę, ciastko, tarczę Kapitana, łuk Hawkeye’a…), odczekiwali godzinę, a potem cofali się o tę godzinę, zabierali przedmiot ze stołu i powracali do właściwego czasu. Odkryli wtedy dwie rzeczy. Po pierwsze – podróże w czasie nie wywoływały u nich żadnych skutków ubocznych – ani mdłości, ani bólów głowy, ani nawet przyśpieszonego bicia serca, które mogłoby obudzić Tego Drugiego. Po drugie – po powrocie zawsze okazywało się, że przedmiot, który zabrali, nadal znajdował się na tym samym miejscu, mimo że mieli przy sobie jego odpowiednik z przeszłości. Po jakimś czasie (jak później ustalali, pięć godzin po każdej wyprawie w przeszłość) orientowali się, że owa rzecz, którą pozostawili w teraźniejszości, znikała. Wtedy zrozumieli, że wszelkie zmiany w linii czasowej następowały z pięciogodzinnym opóźnieniem.

czwartek, 27 marca 2014

Aktualności: Słowo wstępne do "Jakiego ojca, takiego..."

Jednak postanowiłam zamieścić jutro fanfika, mało tego - fanfika, o którym wspominałam kilka razy w ostatnich miesiącach.

No więc przechodząc do sedna sprawy - kiedy obejrzałam po raz drugi Kapitana Amerykę: Pierwsze Starcie, zapragnęłam napisać coś o Howardzie Starku obecnym w tym właśnie filmie - młodym, wszechstronnym i ogólnie pełnym energii. Potem przyszedł mi do głowy pomysł na to, aby Howard został przeniesiony do czasów współczesnych, aczkolwiek pierwotnie zakładałam, że ktoś z XXI wieku się o tym dowie i spróbuje dokonać zamachu na Howarda, aby nie dopuścić do powstania Iron Mana. Zdecydowałam jednak, że lepiej będzie skupić się na samej sytuacji, w której trzydziestokilkuletni Howard Stark jest uwięziony w naszych czasach i do tego z ludźmi, którzy albo go znali, albo o nim słyszeli (jednakże pomysł z zamachem na Tatę Starka, kiedy ten jeszcze nie został ojcem, został potem zrealizowany w Jabłoni).

Mam nadzieję, że nie przerazi was długość.

czwartek, 20 marca 2014

Aktualności: Znów nie będzie fanfika

Z podobnych powodów, co tydzień temu, nie mam dla was nowego fanfika na jutro. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że nie będzie żadnego w następny piątek (za to na kwiecień coś wam znajdę).

Za to zastanawiam się, czy by nie zrobić podobnego postu, co swego czasu Preity i opowiedzieć o tym, czego najpewniej nie uda mi się napisać albo zrobić. Na razie jednak zbieram materiały do artykułu o Slendermanie, ale idzie mi bardzo powoli.

Jakby co, śledzę z zainteresowaniem ankietę i wyciągam z niej wnioski.

poniedziałek, 17 marca 2014

Recenzja: Zagadki kryminalne panny Fisher

Ostatnio zauważyłam pewien trend w serialach kryminałach, a mianowicie – od dłuższego czasu wiele z nich próbuje poruszać pewne zagadnienia związane z konkretnymi zjawiskami, środowiskami, a nawet społeczno-politycznymi problemami. Jest to szczególnie widoczne w kryminałach, których akcja nie toczy się w naszych czasach, tylko kilka dekad czy nawet stuleci temu. I tak w Detektywie Foyle’u mamy rzeczywistość angielskiej wsi podczas drugiej wojny światowej; w Detektywie Murdochu – dziewiętnastowieczną Kanadę, a w omawianych w tej recenzji Zagadkach panny Fisher – Australię w czasach szalonych lat dwudziestych; a każdy z tych seriali bardzo stara się oddać ducha opisywanych epok. Ten wysiłek sam w sobie jest jak najbardziej godny pochwały, ale… No właśnie, jest pewne ważne „ale”, a tkwi ono w tym, że przy okazji mamy moralizatorstwo, zasadzające się się na idei: „Widzicie jak kiedyś było strasznie? Jak nieliberalnie? Cieszcie się, że żyjecie w naszych pięknych, oświeconych czasach, gdzie rasizm, seksizm, homofobia etc. nie są akceptowalne.” Tak oto odwzorowanie realiów epoki, które w Detektywie Foyle’u mi się podoba, a w Detektywie Murdochu bywa męczące, ale i tak daje możliwość do wielu ciekawych rzeczy, w Zagadkach kryminalnych panny Fisher po prostu mnie irytuje. O tym jednak powiem potem, bo niestety, owe moralizatorstwo nie jest jedynym minusem tego serialu.

czwartek, 13 marca 2014

Aktulaności: Jutro nie będzie fanfika

Jeżeli ktokolwiek jest z tego powodu zasmucony, to przepraszam. Problem jest taki, że nie byłam w stanie wybrać odpowiedniego fika na ten tydzień. Myślałam na tym, czy by nie wrzucić jakiegoś oneshota do Przygód Merlina, ale przypomniałam sobie, że prawdopodobnie będę w tym roku powtarzać Fantastyczny Kwiecień, więc lepiej mieć coś w zanadrzu na kwietniowe wtorki. Również do avengersowego Jakiego ojca, takiego... miałam pewne wątpliwości. Myślałam czy by nie przesłać fanfika urodzinowego dla Miryoku, ale nie jestem pewna, czy ona by się na to zgodziła.

Poza tym jest jeszcze inny problem - mam ostatnio mnóstwo pomysłów i aż nie wiem, które zrealizować (pomijając, oczywiście, te, które związane są z twórczością literacką, bo te piszę regularnie, jak mi pomysły przychodzą).

środa, 12 marca 2014

Aktualności: Kolejna ankieta

Hej, ludzie. Już od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy nie zamieścić kolejnej ankiety i nie wybadać nastrojów wśród ludzi, którzy mnie oglądają. Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu nie ma już tego, co bywało dawniej.

Tak więc, drodzy państwo, zapraszam do głosowania i wyrażania opinii o tym, co byście chcieli.
 Możecie wybrać kilka odpowiedzi, a ankieta pozostanie otwarta do 12 kwietnia o północy.

sobota, 8 marca 2014

Moje 7 ulubionych postaci kobiecych

Kiedy byłam mała, był taki czas, kiedy dołączałam do listy swoich ulubionych postaci w danym serialu czy filmie różne kobiety i dziewczynki. Na przykład lubiłam bardzo Daphne ze Scooby Doo i Kimberly z Power Rangers. Mimo wszystko było to lubienie na zasadzie: „Ja jestem dziewczynką, ona jest dziewczynką, więc czuję wewnętrzną potrzebę by ją lubić.” Później, kiedy stałam się nastolatką, lubiłam głównie postaci męskie, a praktycznie od klasy maturalnej, kiedy to zainteresowałam się bardziej anime, postaci żeńskie w najlepszym razie były mi obojętne, jeśli nie irytowały mnie (zwłaszcza takie „silne” kobiety). Teraz potrafię docenić wiele dziewcząt i kobiet w fikcji za to, co sobą reprezentują i jak są skonstruowane. Jednakże postrzeganie je jako jedne z moich ulubionych postaci byłoby naciągane.

Postanowiłam więc – jako że mamy Dzień Kobiet – przedstawić moją listę ulubionych postaci kobiecych. Aby uniknąć wspomnianego wyżej naciągnięcia, wybrałam takie kobiety, które lubiłam za nie same, a nie za to, jakimi są kobietami; postaci, które zawsze lubię oglądać/czytać, tak jak to mam z wieloma bohaterami męskimi.

Nie przedłużając, zapraszam do lektury.

piątek, 7 marca 2014

[FF: Iznogud] Wyznanie kalifa, czyli o mocy baśni

Odkąd me oczy łzą wstrętu sycone
Zeszły się z Twoich powolnym ukłonem
Znajdując wyzwań i łask obietnice –
Nie dbam o skarby i gardzę mym tronem;

Iznogud stanął pod komnatą kalifa Haruna Arachida i nasłuchiwał. Zza drzwi dochodziły odgłosy śmiechów, westchnień i szeptów, co świadczyło o tym, że kalif właśnie zabawiał się ze swoją żoną. I choć odgłosy te można byłoby interpretować jako spełnianie małżeńskiego obowiązku, to, znając Haruna Arachida, Iznogud wiedział, że za tymi drzwiami raczej nie działo się nic sprośnego.

Nasłuchiwał wszystkiego, co działo się po drugiej stronie, rozmyślając o tym jak bardzo ta biedna dziewczyna musi się nudzić sam na sam z tym infantylnym grubasem, który nie jest w stanie zaspokoić jej potrzeb. Gdyby Iznogud był na jego miejscu, wiedziałby jak ją zadowolić. A być może nawet… być może…

Jedną z wielu rzeczy, których zawsze zazdrościł kalifowi Harunowi Arachidowi, a co za tym idzie – które sprawiały, że jeszcze bardziej go nienawidził i jeszcze bardziej pragnął zająć jego miejsce, było jego powodzenie u kobiet. Być może wynikało to z jego wysokiej pozycji. No bo przecież żadna kobieta nie pokochałaby nigdy takiego przygłupa, gdyby nie był kimś. Z drugiej strony nikczemny wezyr Iznogud wiedział, że prawda była zupełnie inna. Sekret powodzenia kalifa – przynajmniej u niektórych kobiet – tkwił zupełnie gdzieindziej.

Wezyr otrząsnął się z tych głupich myśli. To nie był czas i miejsce na roztrząsanie takich głupot. Teraz musiał stać się kalifem w miejsce kalifa.

czwartek, 6 marca 2014

Aktualności: Słowo wstępne do "Wyznania kalifa, czyli o mocy baśni"

Zastanawiałam się czy by nie przesłać jutro Jaki ojciec, taki..., ale doszłam do wniosku, że jeszcze nie czas. Dlatego zdecydowałam się na o wiele krótszego i bardziej skromnego, a mianowicie - songfik do Iznoguda.

Od kiedy usłyszałam piosenkę Kaczmarskiego, gdzieś tam z tyłu głowy miałam skojarzenia z wezyrem Iznogudem (którego możecie kojarzyć stąd). A że kilka miesięcy temu miałam wielką "fazę" na punkcie Iznoguda i wszystkiego, co z nim związane (komiksów, kreskówki i filmu aktorskiego) i zastanawiałam się głębiej nad tym, dlaczego, do jasnej cholery, nikt nie całuje wezyrowi tyłka, skoro to druga najważniejsza osoba w państwie, w mojej głowie zaczął tworzyć się ten pomysł na songfika. Właściwie też fakt, że w filmie z 2005 Iznogud zakochuje się i zostaje odtrącony, sprawił, że ten fik jest taki, a nie inny... I że rozważałam przez jakiś czas napisanie fanfika, w którym Wielki Wezyr znajduje bratnią duszę w osobie kobiecego szpiega, mającego za zadanie wybadać teren, a potem zabić Iznoguda. W ogóle Wyznania kalifa miały być takim preludium do tamtego fanfika.

Tak czy siak, Wyznania kalifa, czyli o mocy baśni opowiadają o tym, jak czekając aż kalif Harun Arachid zaśnie, Iznogud słucha jak żona kalifa opowiada mu baśń. Fanfik nawiązuje trochę do filmu aktorskiego z 2005 roku (głównie jeśli chodzi o to, że kalif w ogóle ma żonę i o to, że Iznogud został wzgardzony). Ale tak poza tym to można się opierać na Wezyrze Nicponimie albo na komiksach.

Jeśli zaś chodzi o piosenkę, to możecie słuchać sobie w tle oryginału, ale ja posiłkowałam się tym wykonaniem.

poniedziałek, 3 marca 2014

Maraton z Villain Protagonist - Krętacz

Archetyp: Zawadzający Biurokrata (o diable nie wspominając)

Historia powstania:
Clive Staples Lewis powszechnie znany jest głównie z serii książek o Narnii, ale swego czasu publikował regularnie na łamach „Guardiana” Listy Screwtape’a, które potem zostały wydane zbiorowo i w Polsce znane są jako Listy starego diabła do młodego. Powodem tego, aby pokazać takiego diabła, a nie innego, była z jednej strony refleksja, że zło w jego czasach tak naprawdę najlepiej się miało w urzędach (Lewis zwrócił uwagę, że nawet obozy koncentracyjne i obozy pracy są owocem właśnie urzędniczego podejścia do ludzkiego życia); z drugiej strony – wnioski, do jakich doszedł twórca Narnii, rozmyślając nad tym, jak anioły, diabły i Piekło było przedstawiane w sztuce i literaturze, a w szczególności w diable faustowskim.
Lecz naprawdę zgubnym obrazem diabła jest Mefistofeles Goethego. To Faust, a nie on, manifestuje bezwzględne, czujne, pozbawione uśmiechu koncentrowanie się na samym sobie, co jest znamieniem Piekła. Pełen humoru, ucywilizowany, rozsądny, umiejący się dostosować do sytuacji Mefistofeles przyczynił się do umocnienia iluzji, jakoby zło miało wartość wyzwalającą.
Toteż wizją (czy też może symbolem, bo tak określa je sam autor) Piekła u Lewisa jest biuro z zapatrzonymi w siebie i podkładającymi sobie nawzajem świnię urzędnikami. Atmosfera tam jest duszna, panuje wszechobecna podejrzliwość. Listy starego diabła do młodego opisują jak jeden z urzędników Piekła, Krętacz, pisze list do swojego bratanka, Piołuna, dając mu rady, co do tego, jak ma wodzić na pokuszenie swojego „pacjenta”. Lewis wielokrotnie później był namawiany do tego, aby uzupełnić Listy, ale choć nawet o tym myślał, praca nad oryginałem wyczerpała go duchowo tak bardzo, że przez długi czas spoglądał na świat w ciemnych barwach. Mimo że same Listy nie zostały nigdy kontynuowane, Lewis napisał potem toast, który Krętacz mógłby wygłosić przed świeżo upieczonymi diabłami.