piątek, 31 stycznia 2014

[FF: Sherlock] Pękający lód - rozdział 5

Kiedy przybyłem wreszcie do miejsca, gdzie przetrzymywany był zabójca, dowiedziałem się, że jak dotąd moi ludzie nie zabrali się do przesłuchania. To znaczy – poczynili już pewne kroki, zadali kilka podstawowych pytań, próbowali wyciągnąć coś z niego łagodną i tą bardziej bolesną drogą (przynajmniej tak mi powiedzieli). Udało im się ustalić, że zabójca nie tyle został wynajęty przez Moriarty’ego, co jedynie ściągnięty przez niego do Londynu, aby zamieszkać w pobliżu Baker Street. Ale nic poza tym nie chciał mówić, chyba, że przyjdę ja, toteż z dalszą decyzją o tym, co trzeba z naszym więźniem zrobić, moi ludzie pozostawili mnie.
Wchodząc do sali przesłuchań, czułem się niezręcznie. Znowu przypominały mi się chwile spędzone na przesłuchiwaniu Moriarty’ego, a także to, co z nich wynikło. Nie bardzo ufałem sobie, w końcu skoro raz popełniłem błąd, to kto wie, czy nie zrobię tego znowu. Postanowiłem jednak zachować spokój. Tym razem nie będę tak lekkomyślny jak poprzednio.
Zabójca był niskim szatynem o wydatnych kościach policzkowych. Nazywał się Karsten Prevost, pochodził z Belgii i potrafił zabić człowieka za pomocą wykałaczki, formy do ciasta albo gazety. Jeśli dałbym mu okazję, zapewne wyrwałby mi parasol z ręki i unieszkodliwiłby mnie jednym ciosem. Ale, choć niewątpliwie siedział przede mną osobnik niebezpieczny i bezwzględny, wiedziałem, że wobec Moriarty’ego był nikim.
Na mój widok prychnął śmiechem i rozpromienił się.
- Nareszcie – odezwał się z mocnym akcentem, bardziej niemieckim, niż francuskim. – Człowiek-Lód we własnej osobie.
Zająłem krzesło naprzeciwko niego.
- Podobno chcesz mi coś powiedzieć – odparłem spokojnie. – Mógłbyś zacząć od tego, dlaczego ty i pozostała czwórka zajęliście mieszkania w pobliżu Baker Street.

piątek, 24 stycznia 2014

[FF: Sherlock] Pękający lód - rozdział 4

Stałem w korytarzu Baker Street 221B. Wyglądało na to, że Johna i pani Hudson nie było w domu. Nie wiedziałem, jak się tam dostałem, ale z salonu dochodził do mnie odgłos skrzypiec. Łagodne pociągnięcia smyczka wygrywały melodię, którą zdążyłem już dzisiaj poznać[1]. A wraz z tą melodią moja pamięć odtwarzała słowa piosenki. Poczułem dreszcze. Skoro byłem na Baker Street i słyszałem skrzypce, bez trudu domyśliłem się, kim jest skrzypek.
Niepewnie skierowałem się w stronę salonu. Stał tam ubrany w swój granatowy szlafrok i piżamę (dokładnie taki, jakiego go pamiętałem z tych licznych spotkań w jego lokum). Przy kominku dawał koncert w pustym mieszkaniu, grając spokojnie, ostrożnie, jakby jeden zbyt gwałtowny ruch mógł zakłócić harmonię wydobywającej się z instrumentu melancholii. Podszedłem bliżej, jakbym chciał upewnić się, że to, co widzę, jest prawdą. Znów czułem, że zaraz się rozkleję. Zacznę płakać albo drżeć. Jednocześnie było tyle rzeczy, które chciałem powiedzieć Sherlockowi… Ale czy on mnie usłyszy? Czy w ogóle dla niego istniałem?
Nagle, nie przerywając gry, spojrzał na mnie tymi swoimi jasnoniebieskimi oczami, a ja natychmiast przystanąłem. Jego wzrok nie wyrażał smutku ani urazy. Był obojętny jak zwykle. Powiedziałbym, że był chłodny. A potem na twarzy Sherlocka pojawił się lekki uśmieszek. Jak zwykle mój młodszy braciszek sobie ze mnie kpił. Tylko tym razem jego kpiny nie były tylko irytujące. Były bolesne.
- Sherlock, to nie jest śmieszne – powiedziałem, powstrzymując się przed utratą cierpliwości. – Skończ z tą błazenadą.
Lecz on nie przestawał. I nagle do mnie przemówił, wciąż przyglądając mi się tym chłodnym wzrokiem.
- Wszyscy, którzy żyją, umierają – zaczął – pozostawiając po sobie złamane serca. Przejmowanie się w niczym nie pomaga… Mycrofcie.
Od razu pojąłem aluzję. Niemal te same słowa powiedziałem mu, kiedy w Boże Narodzenie odkrył, że Irene Adler nie żyje (a przynajmniej tak mu się wtedy wydawało). Ale co miałem przez to rozumieć?
- Co chcesz mi powiedzieć, Sherlock? – spytałem, robiąc krok w jego stronę. Miałem wrażenie, że nawet uderzyłem w błagalny ton.
Na chwilę odwrócił ode mnie wzrok, ale potem znów na mnie spojrzał, rzucając mi kolejny uśmieszek.
- Ludzie umierają. Młodsi bracia również. Nie powinieneś się przejmować taką błahostką jak moja śmierć. W zasadzie powinieneś się cieszyć z takiego obrotu spraw.
- O, skończ już przekręcać moje słowa! – zezłościłem się. – Starsi bracia powinni dbać o młodszych.
- No to powiem ci, że nie popisałeś się zbytnio – odpowiedział krótko.
Spojrzałem w dół i przełknąłem ślinę.
- Wiem – szepnąłem, wciąż przyglądając się dywanowi.
Podniosłem wzrok, ale zamiast spojrzeć na Sherlocka, skierowałem go na coś w oddali. Nie mogłem się zmusić do tego, aby popatrzeć mu w oczy. Pociągnął mocno smyczkiem, aby zaraz zakończyć grę i opuścić skrzypce. Podszedł do mnie, oparł rękę na moim ramieniu i szepnął mi do ucha syczącym, jakby nie należącym do niego, głosem:
- Spójrz w dół.
Z pewnym wahaniem zrobiłem to i nagle stałem nad jego martwym ciałem, rozłożonym na chodniku przed szpitalem. Krew z jego głowy właśnie dotarła do moich butów, a ja podniosłem do góry ręce. Nie wiem dlaczego, ale to zrobiłem.
Były splamione krwią.
 

sobota, 18 stycznia 2014

Aktualności: Już 10,000 odsłon!

Jakoś tak niepostrzeżenie (taa... jak dla kogo) przedwczoraj licznik po lewej przekroczył magiczną liczbę 10,000 odsłon. I choć niewątpliwie parę kliknięć wykonały boty albo skonfundowani obcokrajowcy, zastanawiałam się od jakiegoś czasu jak uczcić tę przewspaniałą okoliczność. Niestety większość zamiarów zrobienia czegokolwiek spełzła na niczym (mimo pewnych bodźców z zewnątrz, wciąż tkwię w twórczym dole). Tak żeby pokazać, co planowałam, zrobiłam wam listę. Może coś z tego uda mi się w końcu zrealizować, może nie.

- artykuł o krasnoludach (podobny trochę do mojego artykułu o hobbitach)

- coś poświęconego Światowi Dysku (Ze wspomnień fana, lista ulubionych postaci albo artykuł, dajmy na to, o lordzie Vetinari albo komendancie Vimesie)

- recenzja serialu Arrow (jak również moja refleksja nad adaptacjami DC i modą na łuczników w fikcji)

- mój pierwszy vlog ever (chociaż nie wiem o czym mógłby być)

I to chyba tyle. Wielkie dzięki dla moich stałych obserwatorów i mam nadzieję, że pozostanie przy mnie na kolejne 10,000 odsłon.

piątek, 17 stycznia 2014

[FF: Sherlock] Pękający lód - rozdział 3

Z pewnym niepokojem przystanąłem na ganku Baker Street 221B. Mogłem, co prawda, po prostu wejść i od razu zajrzeć do mieszkania Sherlocka, mimo to uznałem za bardziej stosowne najpierw zapukać. Dlatego przyłożyłem rączkę parasola do drzwi i uderzyłem w nie dwa razy. Nie cieszyłem się, że tu jestem. Nie tylko dlatego, że wszystko wokół przywodziło mi na myśl Sherlocka, ale też dlatego, że dobrze wiedziałem, jak zareaguje na moją obecność John Watson. Po naszej ostatniej rozmowie w Klubie Diogenesa miał o mnie pewnie jak najgorsze zdanie. Wiedziałem, że on najsilniej przeżył śmierć Sherlocka, i mógł za nią winić tylko mnie i Moriarty’ego.
Drzwi się otworzyły. Nadzieje na to, że to nie John, a pani Hudson mi otworzy, prysły od razu, kiedy ujrzałem jego twarz (nieodmyte ślady pianki po goleniu świadczyły o tym, że przerwałem mu poranną toaletę, ale po poplamionym swetrze wywnioskowałem, że wcale tej nocy nie spał). Przez chwilę doktor wydawał się być zakłopotany, ale zaraz odchrząknął i posłał mi nieufne spojrzenie. Ludzie dawali mi takie spojrzenia milion razy, a ja ignorowałem je z równą łatwością jak przejeżdżające za oknem samochody, ale w tym konkretnym momencie te chłodne, pełne rezerwy oczy Johna Watsona sprawiały, że chciałem odwrócić się i odjechać. Wiedziałem jednak, że to niemożliwe. Miałem obowiązek do spełnienia.
- Przyszedłem w sprawie pogrzebu – oświadczyłem.
- Aha – przytaknął ze zrozumieniem John, otworzył drzwi szerzej i wpuścił mnie do środka. A potem dodał: – Tylko wytrzyj buty.

wtorek, 14 stycznia 2014

Ze wspomnień fana: One Piece

Moje pierwsze zetknięcie z One Piece jest ściśle związane z pewną stroną hostingową, która zawierała kilka oddzielnych stron, poświęconych poszczególnym anime (między innymi Fullmetal Alchemist, Naruto i właśnie One Piece). Byłam wtedy w fandomie Króla Szamanów i głównie na jego stronie spędzałam najwięcej czasu, ale pewnego dnia postanowiłam z ciekawości zobaczyć o czym są pozostałe. I o ile Fullmetal Alchemist z ogólnego opisu wydawało mi się nawet ciekawe, o tyle zawarte w opisie One Piece słowo „pirat” oraz generalnie bardzo dziwna kreska sprawiły, że to konkretne anime wydawało mi się niezbyt zachwycające.

Jakiś czas potem, kiedy miałam pierwsze konto na YouTubie, zaczęłam szukać jakichś AMV-ek z bardzo pocieszną piosenką You Are A Pirate i jakoś tak wyskoczyło mi kilka z One Piece. Obejrzałam pierwszą z brzegu i to, co zobaczyłam, wydawało się być lekkie, łatwe i przyjemne. Wyszukałam więc pierwszy odcinek i zaczęłam oglądać. Tak od czwartego odcinka (w którym pojawia się po raz pierwszy Shanks) wpadłam w fazę na One Piece i w ciągu jednego wieczora przeszłam przez dwie pierwsze sagi i być może poszłabym dalej, gdyby nie zmęczenie i to, że miałam trudności ze znalezieniem odcinków trzeciej. Te problemy z brakującymi odcinkami, a także to, że niektóre z nich nie wydawały mi się ciekawe, sprawiły, że nie wszystkie linie fabularne udało mi się poznać od początku do końca. Zdarzyło się też, że w którymś  momencie (gdzieś tak po maturze) moja faza na One Piece zamarła i zapłonęła potężnym płomieniem dopiero na studiach. Wtedy utrzymała się przez dwa lata i wydała kilka owoców, a konkretnie – fanfików i mojego obecnego pseudonimu. Ale o tym potem.

piątek, 10 stycznia 2014

[FF: Sherlock] Pękający lód - rozdział 2

Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi!
Przez kilka minut przyglądałem się temu zdaniu. Wiedziałem skąd pochodziło i wiedziałem, co ono dla mnie oznaczało. Mój prześladowca wiedział skądś, co zrobiłem podczas przesłuchiwania Moriarty’ego, i zamierzał to przeciwko mnie wykorzystać. Choć z drugiej strony mogło chodzić o brata w sensie duchowym, emocjonalnym, a nie Sherlocka. Zaraz jednak odrzuciłem tę myśl. Przecież nie znałem nikogo – ani w tajnych służbach, ani w rządzie, ani nigdzie indziej – z kim łączyłyby aż tak zażyłe stosunki. Musiało chodzić o Sherlocka.
Pozostawało pytanie: Kto chciał się zemścić na mnie za Sherlocka?

środa, 8 stycznia 2014

Moich 7 ulubionych postaci pobocznych

Nie wiem jak wy, ale mnie się zdarzyło nieraz adorować postaci, których częstotliwość występowania w dziele macierzystym jest niezbyt duża. Czasami jest to wyjątkowo uciążliwe, bo nie tylko muszę szukać z wykazem odcinków scen, w których owe postaci pełnią jakąś większą rolę, ale też fanfiki i fanarty z tym konkretnym bohaterem bywają bardzo ograniczone. Jak wena pozwoli, udaje mi się nieco wzbogacić fandom o odpowiedniego fika, a jeśli nie – muszę ograniczyć się tylko do własnych rozważań na temat tej postaci. Z drugiej strony zdarza mi się także polubić postać poboczną, która jednak jest znana, i wtedy moje zapotrzebowanie na prace fanowskie z nią zostaje zaspokojone.

Tak czy inaczej, z okazji swoich urodzin przedstawiam wam listę moich ulubionych postaci pobocznych. Przy wyborze kandydatów kierowałam się kilkoma kryteriami. Po pierwsze – musiała to być postać, której wcześniej nie omawiałam (tak więc darowałam wam Tchin-Tchina, Howarda Starka, Gajusza i Diodaka). Po drugie – musiałam napisać i opublikować gdzieś fanfika z nią w roli głównej, a to dlatego, że zwykłam w takich fikach „wgryzać się” w postać, jej przeszłość, relacje z innymi itd. (tak więc na liście nie pojawią się Tyrion Lannister, wspomniany Tchin-Tchin, George Crabtree z Detektywa Murdocha, Short Round z Indiany Jonesa i Świątyni Zagłady i wiele innych postaci pobocznych). Po trzecie – musiałam w pewnym momencie mieć (mniejszą lub większą) obsesję na punkcie tego konkretnego bohatera. Poniekąd nawet to, jak długo ta obsesja się utrzymała, jest powodem, dla którego porządek na liście jest taki, a nie inny.

Nie zwlekając już dłużej, przejdźmy do sedna.

piątek, 3 stycznia 2014

[FF: Sherlock] Pękający lód - rozdział 1

To wszystko zaczęło się od pewnego małego, acz irytującego incydentu. W zasadzie był to bardzo pogodny ranek, chociaż poprzedniej nocy padało, a prognoza pogody zapowiadała przelotne opady około południa, dlatego wziąłem ze sobą parasolkę (wziąłbym ją i tak, ale zwykle służyła mi za laskę, a tym razem niosłem ją z gotowością do użycia zgodnie z jej przeznaczeniem). Było to dwa dni po samobójstwie Sherlocka, a ja – idąc przez korytarze swojego miejsca pracy – wciąż słyszałem ciche szepty swoich współpracowników.
- Myślicie, że to nim wstrząsnęło?
- Znasz go, to maszyna…
- Pewnie nawet nie mrugnął, kiedy się dowiedział…
- Jeśli już cokolwiek poczuł, to ulgę. Jego braciszek był istnym wrzodem na dupie jeszcze zanim zaczął aranżować te wszystkie zbrodnie…
- Patrz, ma czarny garnitur. Na pewno na znak żałoby.
- No, nie wiem. Mnie to raczej wygląda na granatowy…
Udawałem, że ich nie słyszę; że nic mnie nie obchodzą ich niedorzeczne domysły; że rzeczywiście jestem maszyną. Po prostu szedłem spokojnie przez korytarz do swojego gabinetu, mijając biura i boksy współpracowników i podwładnych. Być może instynktownie mój chód stał się szybszy, ale twarz pozostawała niewzruszona, przez co sprawiałem wrażenie raczej śpieszącego się do pracy, niż próbującego uciec przed pomówieniami. Mam opinię Człowieka-Lodu i zależy mi, aby ta opinia się utrzymała. W mojej profesji ważna jest dyskrecja, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy wagi państwowej. Nikt nie mógł nigdy dociec tego, co chodzi mi po głowie, szczególnie po tym jak Sherlock…
Odczułem niejaką ulgę, kiedy położyłem rękę na klamce swojego gabinetu. Wyjąłem klucz i otworzyłem szybko drzwi, aby zaraz wejść do środka i oprzeć się o nie, wydając z siebie głębokie westchnienie. Kiedy jednak podniosłem wzrok, na ścianie za moim biurkiem rozpościerał się wielki, czerwony napis: „MORDERCA”.

czwartek, 2 stycznia 2014

Aktualności: Słowo wstępne do "Pękającego lodu"

Wydaje mi się dobrym posunięciem, aby przy okazji powrotu Sherlocka na ekrany zapoznać was z Pękającym lodem, opowiadającym o przeżyciach Mycrofta Holmesa po wydarzeniach z Reichenbach's Fall. Chociaż jak przeglądałam różne gify z pierwszego odcinka trzeciej serii, to już widzę pewne niezgodności z tym, co zawarłam w tym fiku, na przykład - kiedy pisałam Pękający lód, zakładałam, że rodzice braci Holmes dawno nie żyją, a dzisiaj się dowiedziałam, że żyją i do tego Mycroft zabiera ich na Les Miserables.

Poza tym jest jeszcze taka sprawa, na którą zwrócili mi uwagę ludzie z Polskiej Bazy Fanfiction, a mianowicie - że w fiku wszyscy dziwią się chłodnemu podejściu Mycrofta do śmierci własnego brata. Teraz widzę, że to błąd, aczkolwiek upieram się przy tym, że Watson na pewno by uważał Mycrofta za bezduszną maszynę, zwłaszcza po tym, czego się dowiedział o nim i Moriarty'm w ostatnim odcinku drugiego sezonu.

Mimo jednak wszystkich moich potknięć w tym fanfiku, uważam go za jedną z moich lepszych prac. Po pierwsze dlatego, że całkiem nieźle udało mi się wyeksploatować postać Mycrofta, a po drugie - dlatego, że wszystkie psychiczne tortury, którym go poddałam, były bardzo pomysłowe. Widzicie, głównym wątkiem Pękającego lodu są (poza żałobą Mycrofta) tajemnicze wiadomości, które zaczyna dostawać i które tak naprawdę oskarżają go o bratobójstwo (jak zobaczycie choćby pod koniec pierwszego rozdziału). Wykorzystałam też jeden pomysł z cytatami z Makbeta, który z kolei miał być narzędziem "tormentowania" innej postaci (nigdy nie zgadniecie kogo).

Przy okazji pojawi się również taka moja mała teoria, ale na nią poczekamy do finałowego rozdziału.

środa, 1 stycznia 2014

Aktualności: Szczęśliwego Nowego Roku 2014!

No to weszliśmy już w nowy rok. Z tego powodu życzę wam wszystkiego najlepszego na nadchodzące 365 dni. Przy okazji mam do spełnienia masę noworocznych postanowień.

A tymczasem fani kryminałów czekają ze zniecierpliwieniem na pierwszy odcinek trzeciego sezonu Sherlocka. Mieliśmy już wprowadzający mini-odcinek, a wkrótce stacja BBC wyemituje odcinek będący adaptacją Pustego domu. Polscy fani brytyjskiego kryminału, którzy mają kablówkę, będą mogli w piątek na Ale Kino! podziwiać Davida Sucheta w ekranizacji ostatniej przygody Herkulesa Poirota, czyli Kurtynie. Nie wiem jak wy, ale ja się bardzo na to cieszę, choć przewiduję całkowite rozklejenie się pod sam koniec.

Tak czy inaczej, styczeń zapewne minie nam pod znakiem klasycznych kryminałów, zwłaszcza Sherlocka, toteż mam już gotowego kandydata na piątkowe fanfiki. Mimo to, przygotowałam też coś na ósmego stycznia, no i Maraton z Villain Protagonist będzie trwał nadal.

Tak więc do widzenia na dniach!