niedziela, 29 grudnia 2013

Maraton z Villain Protagonist - Igor

Archetyp: Igor (duh!)

Historia powstania:
Nie znam dokładnej historii powstania Igora, ale możemy na pewno przypuścić, że chodziło właśnie o uczynienie głównego bohatera z postaci, której zwykle przypada rola pomagiera.

Historia postaci:
W królestwie Malaria od wielu lat panuje burzowa pogoda uniemożliwiająca uprawę roli. Z tego powodu gospodarka państwa opiera się na corocznym przedstawianiu światu coraz to nowych tworów szalonej nauki w celu zastraszenia i wymuszenia haraczu od światowych przywódców. Szaleni naukowcy stali się więc powszechnością i podporą krajowego przemysłu, zaś każdy naukowiec ma własny zamek na wzgórzu, laboratorium i garbatego asystenta o imieniu Igor.

Jeden z tych garbatych pomocników od dziecka przejawiał zainteresowanie nauką i marzył o tym, aby zostać szalonym naukowcem, jednak z powodu warunków fizycznych mógł trafić tylko do szkoły Igorów. Po latach jego pan, doktor Glickerstein, ginie w trakcie eksperymentu. Nasz Igor widzi w tym szansę wybicia się. Podszywa się pod Glickersteina i postanawia wprowadzić w życie swój projekt stworzenia nowego życia. Musi jednak uważać, bo jeśli władze odkryją oszustwo, on zostanie oddany na przemiał, bo według prawa Igory nie mogą prowadzić samodzielnych badań.

Relacje z pomagierem:
Teoretycznie Igor sam jest pomagierem, jednak towarzyszą mu często jego dwa wielkie dzieła – zamknięty w słoju egocentryczny i niezbyt rozgarnięty mózg, a także królik Scamper, który dzięki Igorowi zyskał nieśmiertelność i od tej pory bezskutecznie próbuje się zabić. Relacje między nimi a Igorem są dość luźne – ani on nie traktuje ich jak swoje sługi, ani oni mu się nie podporządkowują, a bywa nawet, że z niego kpią, jednakże koniec końców zawsze mu pomagają. Można więc powiedzieć, że są jego przyjaciółmi.

Ogólne wnioski:
Igor nawiązuje bardzo do klasycznych hammerowsko-universalowskich adaptacji Frankensteina. W zasadzie trudno, żeby było inaczej, skoro to właśnie we Frankensteinie z 1931 pojawia się po raz pierwszy garbaty pomocnik szalonego naukowca (chociaż tam miał na imię Fritz, a imię Igor przypadło garbusowi z Syna Frankensteina). Poza głównym bohaterem, mamy takie nawiązania jak poskładany z fragmentów ludzkich ciał i ożywiony za pomocą błyskawicy potwór, który tym razem jest jednak ogromną, niesamowicie silną, (dosłownie) twardoskórą kobietą, która przyjmuję imię Ewa (oryginalne monstrum zostało nazwane przez Frankensteina imieniem pierwszego człowieka – Adama) i która w pewnym momencie ucieka Igorowi i jego przyjaciołom i napotyka sierociniec dla niewidomych dzieci – tak jak potwór Frankensteina spotkał podczas swojej ucieczki (w zależności od wersji) niewidomego starca albo niewidomą dziewczynkę. Jednakże, o ile legendarny potwór stawał się (ku przerażeniu swego twórcy) zły i agresywny w miarę postępu fabuły, o tyle Ewa, która miała być kandydatem Igora na konkurs szalonej nauki, przejawia łagodną naturę, mimo wszczepionej jej kości zła (która może zostać uaktywniona tylko wtedy, kiedy Ewa kogoś zaatakuje), a późniejsze próby zrobienia z niej maszyny do zabijania skutkują jedynie tym, że zachciewa się jej zostać aktorką. Co więcej – w miarę jak rozwija się fabuła, film zaczyna przypominać historię Pigmaliona, kiedy to Igor coraz bardziej zakochuje się w swoim potworze.

Sam Igor jest postacią, która pod wieloma względami różni się od tego, co zwykliśmy kojarzyć z jego archetypem. Podczas gdy oryginalny Igor-Fritz doprowadził eksperyment swego pana do porażki, przynosząc zły mózg, to właśnie nasz bohater jest o wiele bardziej kompetentny i rozsądny niż jego pracodawca. Ostatecznie właśnie to, że Glickerstein ignoruje radę Igora, powoduje, że ginie podczas eksperymentu. Ponadto dość często Igory są służalcze (w Świecie Dysku wręcz mówi się nam, że klan Igorów ma potrzebę posiadania pana i bycia pod czyjąś komendą), tymczasem ten konkretny Igor tylko podtrzymuje pozory służalczości, a po kryjomu zajmuje się własnymi eksperymentami.

Społeczeństwo, w którym Igor żyje, kreuje szalonych naukowców niemal jako celebrytów. Każdy z nich nosi modne, krzykliwe stroje; jest znany i szanowany, a sama szalona nauka postrzegana jest przez resztę kraju jako dochodowa i prestiżowa kariera zawodowa. Ponadto sytuacja polityczna Malarii jako państwa, które grozi reszcie świata wynalazkami, niejako wymusza na karierowiczach dążenie do robienia rożnych świństw i „bycia złym”. Widać to zwłaszcza po samym Igorze, który chce być zły, po części też dlatego, że „bycie złym” jest w Malarii czymś pożądanym.

Igor, który przez swoją powierzchowność z góry został sprowadzony przez społeczeństwo Malarii do bycia pomagierem, za wszelką cenę pragnie się wybić. Chce być tym, który woła: „Pociągnij dźwignię!”, zamiast być tym, na którego się krzyczy, aby tę dźwignię pociągnąć. Jak już wspominałam, zwykle Igor we wszelkich horrorach i parodiach horrorów jest istotą służalczą. Jasne, może nie znosić swego pana i narzekać na niego pod nosem, ale nigdy się nie buntuje, nie zwraca uwagi szalonemu naukowcowi, że popełnia błąd, a już na pewno nie prowadzi własnych badań z nadzieją, że któregoś dnia jego los się odmieni.

Sensem Igora jest właśnie to, że postać, która zwykle zadowala się stanowiskiem pomagiera, tutaj pragnie się z tego stanowiska wyrwać. Jest określony typ pomagierów, który różni się od takiego Dragona (będącego podkomendnym głównego antagonisty i właściwie jego prawą ręką) tym, że nie ma ambicji i zazwyczaj nie jest zbyt inteligentny. Nie straszny, a wręcz śmieszny, można nawet powiedzieć, że żałosny. Pod ten typ podchodzą wszelkiego rodzaju głupie mięśniaki i służalcze stworki a la Todie z Gumisiów. Niewątpliwie też podchodzi podeń Igor w tradycyjnym znaczeniu.

I tak oto w Igorze mamy takiego pomagiera, który ma ambicje, ma pragnienia i chce być czymś więcej, niż tylko Igorem. To jeden z tych filmów, których przesłaniem jest: „Możesz być tym, czym chcesz, a nie tym, kim inni chcą, żebyś był.”, jednak zostaje ono przedstawione w zgrabny i niegłupi sposób. Tak naprawdę Igor chce być zły, bo wydaje się, że w Malarii wręcz trzeba być złym, bo taka jest sytuacja państwa w świecie. Co więcej, potem dowiadujemy się, że całe królestwo zostało oszukane przez swojego króla. Tylko sam koniec wydaje się trochę przesadzony, moim zdaniem.

Z tego też powodu Igor stara się za wszelką cenę uczynić z Ewy maszynę do zabijania, a po fiasku z praniem mózgu (w wyniku którego Ewa zyskuje właśnie pragnienie zostania aktorką) udaje, że przygotowuje ją do castingu do nowej, bardziej zbrutalizowanej wersji musicalu Annie.

W miarę jak Igor (z pomocą Mózga i Scampera) ciągnie farsę z castingiem do Annie, pełniąc rolę reżysera i robiąc dekoracje, zaczyna coś czuć do swojego potwora. Montaż przedstawiający rozwój relacji między nimi pokazany jest z piosenką The Bigger the Figure Louisa Primy w tle. Piosenka ta opowiada o miłości do kobiety postawnej i puszystej. Dużo wcześniej widzimy, że Igor jest zakochany w smukłej i bardzo kobiecej dziewczynie Glickersteina, która jednakże spogląda na garbusa z góry i wcale go nie dostrzega. Natomiast im więcej czasu spędza z Ewą, tym bardziej zaczyna mu zależeć na jej szczęściu, a kiedy pojawia się znów dziewczyna Glickersteina, Igor próbuje jej powiedzieć, że jest zainteresowany kimś innym.

Tak jak wspomniałam, omawiając Megamocnego, kiedy Villain Protagonist jest wystawiony na działanie (szeroko pojętej) miłości, może stać się dobry. To też można zaobserwować u Igora, chociaż tak naprawdę Igor nie wykazuje się jakąś wielką podłością, a co najwyżej aspiruje do bycia złym (jak zostało powiedziane wcześniej). Jest taka scena, w której on i Ewa stoją na balkonie i Igor mówi jej, że chciałby być kimś, a Ewa odpowiada, że lepiej być dobrym nikim, niż złym kimś. Natomiast potem dochodzi do sytuacji, w której kość zła Ewy zostaje uaktywniona przez antagonistę filmu, doktora Schadenfreude, który wmawia potworowi, że postrzegany przez nią jako przyjaciel Igor, nigdy jej nie lubił. Ostatecznie więc to nie Igor staje się znów zły i trzeba przemówić mu do rozsądku, tylko Ewa, która zamienia się w maszynę zniszczenia, pozbawioną świadomości samej siebie.

Co po niektórzy (chociaż próżno szukać wśród nich Polaków) mogą doszukać się w filmie podobieństw do jednego z odcinków starej kreskówki Toonsylvania, gdzie Igor tamtejszego doktora Frankensteina zapragnął wygrać konkurs szalonych naukowców, aby zdobyć prestiż i odejść z pracy, ale do dyspozycji miał tylko niegroźnego potwora doktora i dlatego musiał nauczyć go być groźnym. Mimo tych podobieństw jednak, film różni się diametralnie w wielu miejscach i dodaje o wiele więcej do świata przedstawionego.

Reszta osobników na tej liście to czarne charaktery, które zwykle stoją za sterami, więc dobrze było raz się zatrzymać na fabule, w której główny bohater podpada zwykle pod archetyp pomagiera. Kto wie, może w przyszłości będzie tego więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz