czwartek, 19 grudnia 2013

Artykuł: Moist von Lipwig, Awatar Hermesa

Moim pierwszym właściwym zetknięciem ze Światem Dysku była adaptacja Piekła pocztowego, trzydziestej powieści Terry’ego Pratchetta. Pamiętam, że bardzo podobał mi się zakreślony w tym filmie (a właściwie miniserialu) świat przedstawiony, a także historia drobnego oszusta, który ma postawić na nogi Urząd Pocztowy, mimo zagrożenia ze strony sekarów. Niedawno postanowiłam zapoznać się także z innymi powieściami z udziałem Moista von Lipwiga jako głównego bohatera, ale nie mogłam tego zrobić, dopóki nie zapoznałam się z książkowym Piekłem pocztowym. Kiedy to wreszcie zrobiłam, zdałam sobie sprawę z tego, że między książką a jej adaptacją jest wiele różnic, zwłaszcza jeśli chodzi o środek ciężkości w jednej i drugiej historii. Postanowiłam więc omówić tutaj oba dzieła (a także wspomnieć tu i tam późniejszą powieść z udziałem Moista, Świat finansjery) i przedstawić kilka wniosków na temat samego Moista. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele z nich można odczytać jako nadinterpretację, tak więc zostaliście ostrzeżeni.

W książce poznajemy naszego bohatera w chwili, kiedy został już skazany na śmierć za kradzież sporej sumy pieniędzy. Moist von Lipwig, na razie znany jeszcze jako Albert Spangler, zostaje powieszony, ale w taki sposób, aby przeżył. Następnie budzi się w gabinecie Vetinariego, Patrycjusza Ankh-Morpolk, który składa mu propozycję: Moist może rozpocząć nowe życie jako poczmistrz i postawić na nogi Urząd Pocztowy albo wyjść przez drzwi (które tak się składa, że  prowadzą do pokoju bez podłogi, a więc do rychłej śmierci). Wiedząc, że nie ma specjalnie wyboru, Moist decyduje się na pierwszą opcję, jednakże z zamiarem szybkiej ucieczki z Ankh-Morpolk. Jego plan spala na panewce, bo pojawia się Pan Pompa – golem wyznaczony przez Vetinariego na kuratora Moista – i zabiera go z powrotem do miasta. W związku z tym Moist postanawia, że potraktuje swoją nową pracę nieco poważniej, przynajmniej dopóki nie znajdzie sposobu, aby uciec przed Panem Pompą na dobre.

Filmowa adaptacja Piekła pocztowego zaczyna się nieco inaczej. Moist (grany przez Richarda Coyle’a) siedzi przy biurku i pisze list, opowiadając o swoim życiu. Dowiadujemy się, że po śmierci rodziców wyruszył w świat, aby dokonywać przekrętów i wzbogacać się na ludzkiej naiwności, aż do chwili, kiedy nie zostaje odkryty w Ankh-Morpolk i osądzony. Zasadnicza część o powieszeniu i o Patrycjuszu pozostaje ta sama, ale wszystkie pokazane na początku oszustwa Moista powrócą potem do niego. Zaraz wyjaśnię w jaki sposób.
Richard Coyle jako Moist von Lipwig.
Jedna z pierwszych rzeczy, których dowiadujemy się o Moiście, jest jego przeświadczenie o tym, że nie da się oszukać uczciwego człowieka, a co za tym idzie – że wszyscy ludzie, których dotąd oszukiwał, nie byli uczciwi i zasługiwali na to, żeby zostać oszukanymi. Książka o wiele lepiej wyjaśnia, skąd się wziął taki właśnie sposób postrzegania świata przez Moista, albowiem większość jego przekrętów opierała się dotąd na tym, że jego ofiary widzą kogoś słabszego, kogoś w potrzebie, jednym słowem: kogoś, na którego nieszczęściu mogliby zarobić. Moist najczęściej przytacza przykład przekrętu z pierścionkiem. Opiera się on na udawaniu obrabowanego człowieka potrzebującego pieniędzy na podróż do Genoi, gdzie leży jego chora matka. W związku z tym proponuje przypadkowemu zainteresowanemu jego losem, że sprzeda mu drogocenny pierścień w zamian za dwadzieścia dolarów na podróż. Przed transakcją obywatel zabiera pierścień do jubilera, który stwierdza, że jest on w rzeczywistości wart o wiele więcej. Ofiara zaczyna być chciwa i kupuje przedmiot z zamiarem sprzedania go później za więcej, zanim to jednak następuje, Moist podkłada mu podróbkę ze szkiełkiem zamiast brylantu.

To samo tyczy się większości sprawdzonych przekrętów Moista, który przez cały ten czas nauczył się rozpoznawać pewne zachowania typowe dla większości ludzi i uważa się nie tylko za eksperta w dziedzinie ludzkiej natury, ale też za Uroczego Łobuza – typ przestępcy, który ma zasady i tak naprawdę nie krzywdzi niewinnych, a wręcz karze tych złych. Pan Pompa jest innego zdania, a kiedy Moist protestuje, mówiąc, że nigdy nie stosował przemocy, golem odpowiada, że jego przekręty doprowadziły do śmierci wielu osób, które w zasadzie oberwały rykoszetem, jak na przykład pracownicy banków, którzy nie kupili fałszywych obligacji Moista, ale po plajcie ich placówki zostali bez pracy i do tego ze stygmatem oszustów.

W filmie dużo miejsca jest poświęcone właśnie uświadomieniu Moistowi tragicznych konsekwencji jego czynów. Listy wręcz pokazują mu, co się działo z ludźmi, których oszukał, poczynając od farmera, który kupił od niego starego konia (wyglądającego na całkiem dobrego, dzięki cyklu licznych zabiegów Moista) i powiesił się, kiedy chabeta zdechła, a na rodzinie Dearheartów, która musiała sprzedać swój interes sekarowy, skończywszy. W gruncie rzeczy odnosi to skutek, bo Moist ma takie wyrzuty sumienia, że przez jakiś czas trzyma się z dala od Adory Belle Dearheart, kobiety, którą zaczął darzyć uczuciem. Jednym słowem – Moist nie jest złym człowiekiem, tylko do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie zniszczenia powoduje. W dziele macierzystym też jest o tym napomknięte, chociaż niedoręczone listy w Urzędzie Pocztowym nie pokazują mu ludzi, do których śmierci się przyczynił, ani Adora nie ma tak dramatycznych powodów, aby go nienawidzić, ponieważ jej ojciec – mimo że zubożały i pozbawiony swojego wynalazku – żyje. Mimo wszystko jednak była jedną z pobocznych ofiar Moista.

Co zaś się tyczy niechęci Moista von Lipwiga do przemocy, jest ona pokazana na dwa różne sposoby w pierwszej i drugiej poświęconej mu powieści. W Piekle pocztowym, kiedy to zabija w samoobronie wynajętego przez Reachera Gilta mordercę, jego reakcją na właśnie popełniony czyn są nagłe mdłości. Można z tego wywnioskować, że Moist nigdy wcześniej nikogo nie zabił i nawet nie widział, jak ktoś umiera, dlatego jest to dla niego wstrząsem. Tymczasem w Świecie finansjery najpierw dochodzi do sytuacji, w której Cosmo Lavish celuje w niego mieczem, a Moist nie tylko się nie denerwuje, ale udaje mu się przekonać Cosmo do tego, aby opuścił budynek. Kilka stron później, w gabinecie Patrycjusza, Vetinari daje mu do potrzymania miecz i nie odbiera go, dopóki nie skończy tłumaczyć tego, co ma do wytłumaczenia. Kiedy wreszcie zabiera broń z rąk nieco już zdenerwowanego Moista, wyjaśnia, że zrobił to, aby przekonać się, czy ma rację, podejrzewając, że jego poczmistrz czuje się o wiele pewniej, kiedy ktoś grozi mu mieczem, niż kiedy sam go trzyma. W zasadzie jest to zrozumiałe. Moist na pewno w swoim życiu wielokrotnie miał jakieś ostrza w siebie wycelowane i musiał nauczyć się przemawiać do tych, którzy je w niego celują. Natomiast nigdy wcześniej nie trzymał miecza, który ma swoją wagę i jeden nieuważny ruch może wyrządzić jakieś konkretne szkody wszystkiemu, co jest w pobliżu.

Niemniej jednak Moist wielokrotnie pyta siebie, czy jest draniem, czy tylko potrafi jak drań myśleć. Sam uważa, że sposób, w jaki udało mu się ostatecznie pokonać Gilta, jest chwytem poniżej pasa. Mimo wszystko pod sam koniec Piekła pocztowego Adora stwierdza, że Moist nie jest taki zły.

Antagonista Piekła pocztowego – Reacher Gilt, będący właścicielem sekarów – to także oszust. Można powiedzieć, że to Zły Odpowiednik Moista, a Moist stwierdza nawet, że Gilt jest o wiele lepszym oszustem, niż on sam. O ile różnica między nimi jest doskonale widoczna w filmie i zasadza się na sposobie, w jaki obaj postrzegają swoich pracowników i klientów (czyli: Gilt pozwala ginąć swoich ludziom i nie ma co do tego wyrzutów sumienia, a Moist odczuwa jeszcze większą presję, wiedząc, że w wyścigu między sekarami i pocztą, jego pracownicy postawili na niego swoje oszczędności), o tyle w książce ta różnica nie jest aż tak wyeksponowana, to znaczy – Gilt nadal jest złym, brutalnym człowiekiem i nie dba o to, kto ginie w jego firmie, ale troska Moista o listonoszy nie jest tak uwidoczniona. Za to duży nacisk położony jest na coś zupełnie innego, a mianowicie – na to, że Moist w pewnym momencie przestaje postrzegać swoją pracę jako ciężar czy sposób na robienie pieniędzy, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że ma misję: doprowadzić pocztę do dawnej świetności i dostarczyć listy, które leżały w niej już wiele lat i które chcą być wreszcie odczytane.

I tutaj dochodzimy do Moista będącego tytułowym awatarem Hermesa. Kiedy Moist odwiedza po raz pierwszy Urząd Pocztowy i zdaje sobie sprawę z tego, że ma do dyspozycji tylko dwóch pracowników (starego Groata, który eksperymentuje z medycyną naturalną, i młodego Stanleya, mającego obsesję na punkcie szpilek), odkrywa nie tylko masę niedoręczonych listów, ale też Groat opowiada mu o dawnej świetności poczty (której świadkiem był jako dziecko): o złocistych kandelabrach, krzątających się wokół listonoszach i o posągu boga, po którym teraz został tylko cokół. Później Moist widzi to wszystko na własne oczy, kiedy to wędrując po wyższych kondygnacjach budynku natrafia co rusz na odtwarzane przed nim przebłyski z przeszłości. Zauważa również, że bóg poczty to młody, prawie nagi mężczyzna przedstawiony z czapką i butami, do których doczepiono małe skrzydełka. Oficjalna czapka poczmistrza (którą Moist nosi na początku z niechęcią, ale z czasem się do niej przywiązuje) też ma skrzydełka i złoty kolor.

Jednakże to nie koniec. Groat – który widzi, że nowy pracodawca jest o wiele bardziej zaradny, niż jego czterej tragicznie zmarli poprzednicy – przypomina sobie pewną starą przepowiednię, głoszącą, że oto pojawi się poczmistrz nad poczmistrze, który „zgniatał będzie pod butami Porzucone Wrotki, a Psy Tego Świata połamią na nim swe Zęby”. Zwołuje więc tajne stowarzyszenie listonoszy (które składa się z emerytowanych pracowników poczty, mniej entuzjastycznych i o wiele starszych od niego) i zmusza Moista, aby przeszedł inicjację, składającą się na tor przeszkód – porozrzucanych przedmiotów, pułapek w skrzynce na listy, a także agresywnych psów. Moist z trudem przechodzi wszystkie próby, używając wrodzonego sprytu, a także wiedzy, którą zdobył, będąc pod opieką hodującego psy wyścigowe dziadka. Tym samym zdobywa uznanie starszych listonoszy i przekonuje ich do tego, że jest właśnie tym poczmistrzem, który przywróci poczcie dawną świetność.

I w tym właśnie momencie same listy naznaczają go na awatara boga poczty.
Latarnie pogasły... a przy ciemności, którą teraz promieniowały, Moist von Lipwig zobaczył napis na ścianie, a w każdym razie wiszący w powietrzu tuż przed nią. Ukryte pióro zataczało pętle i łuki, formując za sobą lśniące błękitne litery.
Moist von Lipwig? wypisało.
Eee... tak?
Jesteś poczmistrzem!
Słuchaj, nie jestem tym, którego szukacie!
Moiście von Lipwig, w takiej chwili jak ta każdy się nada!
Ale ja... nie jestem godzien!
Zatem pozyskaj godność jak najszybciej, Moiście von Lipwig! Wpuść znowu światło! Otworz drzwi! Nie zatrzymuj Posłańcow wykonujących Zadania!
Moist spojrzał w dół, na złocisty blask wokół swych stop. Światło zaiskrzyło się przy czubkach palców i zaczęło z wolna wypełniać go od wewnątrz, niczym dobre wino. Czuł, że jego stopy odrywają się od podłogi, jakby słowa uniosły go i obróciły łagodnie.
Na początku było Słowo, ale czym jest słowo bez swego posłańca, Moiście von Lipwig? Jesteś poczmistrzem!
Jestem poczmistrzem! krzyknął Moist.
Listy muszą się przemieszczać, Moiście von Lipwig! Za długo już byłyśmy tu uwięzione.
Przemieszczę listy!
Przemieścisz listy?
Tak! Obiecuję!
Moiście von Lipwig!
Tak?
Słowa napłynęły jak szkwał, aż w roziskrzonym blasku zawirowały koperty, a budynek zadrżał od fundamentów po dach.
Doręcz nas!
Najwyższy czas wyjaśnić, dlaczego moim zdaniem Moist jest awatarem właśnie Hermesa. Pomijając kaduceusz, czyli laskę herolda, wokół której wiją się dwa pogodzone węże, grecki bóg Hermes przedstawiany jest zwykle właśnie tak jak ów bóg poczty, którego Moist widział w swojej wizji – jako młodzieniec z małymi skrzydełkami na czapce i butach. Jedna z rzeczy, które zawsze wspomina się na początku, omawiając Hermesa jako postać, to to, że jest on posłańcem bogów. Motyw posłańców powtarza się w całym Piekle pocztowym i to nie tylko w odniesieniu do podległych Moistowi listonoszy, ale też do tego, że składając mu swoją propozycję Vetinari mówi: „Panie Lipwig, wierzy pan w anioły? Ja jestem takim aniołem, który przyszedł, aby dać panu drugą szansę.”, a pamiętajmy o tym, że słowo „anioł” pochodzi od greckiego określenia posłańca. Pojawia się także postać starego golema, który miał przekazać królowi starożytnej cywilizacji wiadomość od kapłanów o tym, że bogini morza się gniewa i że przesyłają oni instrukcje jak ją przebłagać. Golem nie zdążył spełnić zadania i przez to cywilizacja została pochłonięta przez morze, dlatego czeka on teraz na to, aż sytuacja znowu się powtórzy i będzie mógł przekazać wiadomość komuś innemu.

Dalej – Hermes jest jednym z tych bogów, którzy podchodzą pod archetyp boga oszusta, a ponadto jest on patronem, między innymi, złodziei, bo sam dokonał swego czasu licznych kradzieży (w tym bydła Apollina i pioruna Zeusa). Moist jest oszustem i złodziejem. Po wygnaniu z Olimpu Hermes zostaje sprowadzony z powrotem i Zeus przydziela mu funkcję boskiego posłańca. Moist zostaje powieszony i otrzymuje drugą szansę od Vetinariego. Hermes jest wygadany i wnosi do Olimpu powiew świeżości. Moist porywa tłumy, dając im przedstawienie, potrafi improwizować i wzbudza entuzjazm w swoich skostniałych pracownikach. Hermes jest uważany za twórcę wielu rzeczy (liry, palestry, liter…). Moist również jest bardzo pomysłowy, co widać zarówno w Piekle pocztowym (gdzie wymyśla znaczki), jak i w późniejszym Świecie finansjery (gdzie wprowadza papierowe pieniądze). Na początku Świata finansjery zresztą dowiadujemy się, że Gildia Kupców proponuje Moistowi stanowisko swojego przywódcy, a przecież Hermes jest również bogiem kupców!

Co więcej, przyjęcie roli awatara boga poczty sprawiło, że podczas rozmowy z Adorą w restauracji Moist nagle wyczuwa, że listy płoną i natychmiast rzuca się, aby ratować Urząd Pocztowy. Kiedy zaś jest już po wszystkim i większość listów została strawiona przez ogień, Moist myśli sobie, że nie ma bardziej smutnego widoku, niż spalone wiadomości. Nie można też zignorować faktu, że tuż po naznaczeniu Moista przez listy, wydaje się, że został on opętany przez boga poczty i następnego dnia prawie niczego nie pamięta z tego, co się działo przez resztę wieczoru.

Wielokrotnie Moist odkrywa, że znajduje się w sytuacji dogodnej do ucieczki; że wystarczy wsiąść na konia i pod pozorem pracy dla poczty opuścić miasto i już nigdy nie wrócić. Co więcej – mówi sam sobie, że w każdej chwili może znów stać się oszustem. Mimo wszystko jednak nie korzysta z żadnej z nadarzających się sposobności i ostatecznie pozostaje na stanowisku, nawet kiedy w kolejnej poświęconej sobie książce obejmuje nowe obowiązki jako dyrektor mennicy. Tak naprawdę sytuacja wyjściowa Świata finansjery przedstawia nam Moista von Lipwiga, który wiedzie spokojny żywot uczciwego obywatela, ale jest to żywot tak nudny i pozbawiony wrażeń, że Moist włamuje się do swojego własnego biura tylko po to, aby poczuć zastrzyk adrenaliny.

Moist von Lipwig – tak samo jak komendant Straży Miejskiej, Samuel Vimes, i pierwszy magnat prasowy na Dysku, William de Worde – stał się w bardzo krótkim czasie jedną z najważniejszych osobistości Ankh-Morpolk. W zasadzie wszyscy trzej panowie stanowią linię obrony przeciwko Gildiom i wszelkim wpływom, które mogłyby zechcieć zrzucić Vetinariego ze stanowiska, a jednocześnie mogą mówić i robić, co im się żywnie podoba, bo Vetinari doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że o wiele lepiej dla miasta jest dać im wolną rękę. Nie przepadają za sobą i potrafią siebie nawzajem doprowadzić do szału, ale jakoś to znoszą i robią swoje, a nawet zdarza się, że sobie pomogą. Co więcej – fani prozy Pratchetta najczęściej doszukują się następcy Vetinariego albo w Vimesie, albo właśnie w Moiście, ponieważ obaj posiadają zdolność planowania, znają się na ludzkiej naturze i preferują bardziej pokojowe i dyplomatyczne metody załatwiania spraw. Najważniejsze jednak jest to, że prawdopodobnie obaj nie chcieliby zostać Patrycjuszem, gdyby ktoś im taką możliwość zaproponował.
Kto wie jak potoczą się dalsze losy Moista. Jak dotąd ukazały się trzy książki z jego udziałem, a ostatnia z nich, z tego co wiem, jeszcze nie wyszła po polsku. Niemniej jednak szybko zdobywa on popularność i ma czas na to, aby jego postać została rozwinięta w taki sam sposób jak komendant Vimes czy choćby Śmierć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz