piątek, 8 listopada 2013

[FF: Axis Powers Hetalia] Guernica (cz.1)

Włochy Południowe zapukał do drzwi Hiszpanii. Kiedy czekał tak aż znajomy naród otworzy i przywita go z tym swoim głupawym uśmieszkiem, pomyślał, że ten głupol pewnie będzie bardzo podekscytowany z powodu tej wizyty. Antonio zawsze cieszył się na widok swojego małego Romano, zwłaszcza po zjednoczeniu Włoch. A kiedy Romano zastanawiał się nad tym głębiej, dochodził do wniosku, że również lubił te wizyty. W domu jego byłego opiekuna była zawsze taka miła atmosfera. Wszak było to miejsce, w którym Romano spędził większość swego życia, tak więc każdy jego zakamarek był wypełniony ciepłymi wspomnieniami. Antonio zawsze robił jakąś pizzę albo churros. Nieważne, co działo się na świecie, Hiszpania zawsze był wesoły i pełen nadziei. I to czyniło Włochy Południowe również pełnym nadziei.

Jednakże los nie pozwalał im ostatnio spotykać się ze sobą zbyt często. Od kiedy zaczęła się ta hiszpańska wojna domowa, Hiszpania nie miał za dużo czasu na spotkania z Włochami. Właśnie dlatego Romano, będąc wkurzonym na to, że nie widział Antonia tak długo, w końcu zdecydował się tego pięknego, kwietniowego popołudnia złożyć mu nieoczekiwaną wizytę. Właśnie dlatego stał teraz przed drzwiami starszego z mężczyzn i czekał, aż się otworzą.
Oczywiście, pomidorowy dupek nie śpieszy się zbytnio, pomyślał Romano, kiedy oczekiwanie zaczęło być coraz bardziej wkurzające. Zamierzał zapukać mocniej i wrzasnąć na Antonio, ale drzwi się otworzyły i Włochy Południowe ujrzał wreszcie Hiszpanię. Starszy z mężczyzn uśmiechnął się radośnie, widząc młodzieńca przed sobą, otworzył drzwi szerzej i z wesołym okrzykiem: „Kope lat, Romano!” uściskał swojego gościa. Romano ostro go od siebie odepchnął, ale Antonio znał go zbyt dobrze, aby go to przygnębiło.
To był moment, w którym Włochy Południowe mógł po raz pierwszy po tak długiej rozłące przyjrzeć się jego twarzy. Włochy nie mógł oprzeć się wrażeniu, że opalona skóra Hiszpanii była trochę blada, jego czoło – spocone, a włosy – w nieładzie. Ale Romano tylko wzruszył ramionami i pozwolił swojemu opiekunowi zaprowadzić go do środka, do salonu. Następnie Antonio dał mu usiąść przy stole. Sam jeszcze nie siadał. Uśmiechnął się tylko do Włoch i oparł rękę na blacie.
- Jesteś głodny, Romano? Myślę, że mam trochę churros z wczoraj. A może wolałbyś świeżego pomidorka?
- Cokolwiek, dupku, byle szybko – zawarczał Romano.
- Niecierpliwy jak zawsze – zaśmiał się Hiszpania.
Oczy Włoch Południowych podążały za Hiszpanem, kiedy ten szybko szedł do kuchni. Na pierwszy rzut oka wszystko było normalnie, ale był taki moment – ledwie kilka sekund – kiedy ręka Hiszpania oparła się na framugę drzwi. Romano podniósł z lekkim zdziwieniem brew, ale zignorował to dziwne zachowanie swojego gospodarza. Po kilku minutach czekania na Antonio, zaczął uderzać palcami o stół. Co ten pomidorowy dupek sobie myślał – kazać mu tak długo czekać na posiłek?
Tymczasem w kuchni, Hiszpania wyciągał z kredensu puszkę z churros i zrzucił je na talerz. Był bardzo podekscytowany tym, że Romano do niego przyszedł w tak trudnym dla niego momencie. Nawet jeśli nie mógł się spodziewać po Włochach żadnych słów pocieszenia, już jego towarzystwo podnosiło Hiszpanię na duchu. Tak po prawdzie, myślał, że będzie sam w swoim domu, z obolałym i zmęczonym ciałem, a tu nagle usłyszał pukanie do drzwi. A kiedy je otworzył, ujrzał zagniewany wyraz twarzy Włoch Południowych. Tak więc Antonio zdecydował się cieszyć tą wizytą w pełni. I jego ból i zmęczenie nie przeszkodzą mu w spędzeniu czasu z jego uroczym Romano.
Antonio gładko, prawie tanecznie, wziął talerz z churros i wszedł do pokoju, uśmiechając się do Romano.
- Nareszcie, dupku! Umieram z głodu! – wykrzyczał Włochy, ale to sprawiło, że Hiszpania uśmiechnął się tylko szerzej i zachichotał.
Z tym swoim optymistycznym uśmiechem na twarzy szedł w kierunku Romano, trzymając oburącz talerz. Ale kiedy był w połowie drogi do stołu, nagle poczuł w lewym ramieniu ból tak silny, że krzyknął, kładąc rękę na obolałym miejscu, i prawie od razu padł na kolana. Jak w zwolnionym tempie churros wylądowały na podłodze, tuż przed nim. Oczy Romano rozszerzyły się w szoku.
- HISZPANIA! – wrzasnął, wstał od stołu i szybko podbiegł do Antonio, który wciąż klęczał na podłodze i zakrywał ramię ręką.
Włochy Południowe ukląkł tuż obok swojego opiekuna. To był moment, w którym Romano to zobaczył – czerwoną plamę na barku Antonio; plamę, która z każdą sekundą powiększała się na koszuli Hiszpana. W pierwszej chwili Romano poczuł nagły przypływ paniki. Co miał robić? Co tu się właściwie stało? Tymczasem Antonio zaczął brać szybkie hausty powietrza, zanim w końcu nie zemdlał w ramionach Romano.
- He-hej, dupku! Nie umieraj mi tu! – krzyknął w panice Włochy, potrząsając starszą nacją.
Hiszpania podniósł głowę, aby spojrzeć na Włochy Południowe. Teraz Włochy mógł ujrzeć jego oczy. Te zielone, zwykle wesołe oczy wydawały się teraz być kompletnie wyzute z tej radości. Były mętne i pozbawione żywotności. Antonio spojrzał w dół i zdjął rękę ze zranionego miejsca, tylko po to aby przyjrzeć się krwi na własnej dłoni. Jego twarz nie wykrzywiła się w grymasie bólu i jego ręka powróciła na zranione ramię. Kolejny przypływ bólu i Hiszpania wrzasnął, sprawiając, że Romano martwił się jeszcze bardziej.
- Cholera! – zaklął. – Hiszpanio, Hiszpanio! Co się stało?!
- Ja… ja myślę… Guernica… – zaczął Antonio, oddychając ciężko, ale urwał, krzycząc z bólu.
- Guernica? To… to małe miasteczko? Co z nim?
- Cz… czuję… Wydaje mi się, że… że ono zostało… – Zacisnął pieść na ramieniu. Jego głos i głowa zaczęły się trząść. – Że ono jest wciąż bombardowane… Oni popierają Republikanów i… Ja wiem… ja wiem, że… że robią źle… ale… ale tam są niewinni ludzie…
Oczy Romano wytrzeszczyły się. Zacisnął zęby.
- O, Romano… – Hiszpania zaczął płakać, przyciskając głowę do torsu Włoch. Wciąż z trudem wdychał powietrze. – Ja… ja nie mogę już tego dłużej znieść. Moi ludzie są podzieleni i… i oni ze sobą walczą… oni krzywdzą siebie nawzajem… oni się nawzajem mordują… Moje ciało jest… na krawędzi wytrzymałości… Jestem zbyt wykończony, Romano.
Położył głowę na jego torsie. Włochy nie odpychał przyjaciela, tylko objął ramionami, nie przejmując się tym, że krew Antonia zaczęła plamić mu koszulę. Wkrótce Hiszpania poczuł kolejny przypływ bólu, ale tylko przygryzł wargę.
- Cholerna wojna domowa… – To były jedne słowa, które wyrwały się z ust Romano.
Nagle zdał sobie sprawę z tego, że Antonio cierpiał straszne rzeczy. Wojna zawsze była zła dla narodu, ale wojna w twoim własnym ciele mogła doprowadzić cię do szaleństwa i rozpaczy. Romano poczuł przypływ poczucia winy, kiedy pomyślał o tym, że był, w pewien zwariowany sposób, powodem złej kondycji Antonia. Wszak Romano, Feliciano i ten ziemniaczany dupek przesyłali hiszpańskim faszystom broń i wspierali ich. Ale najgorsze było to, że on – Włochy Południowe – nie mógł sprawić, aby ten ból zniknął. I bez ich upartych szefów, nie było szans, aby zmusić Hiszpanów do zaprzestania walk. To była wojna o władzę. I mogła zostać przerwana tylko wtedy, kiedy jedna z frakcji – faszyści bądź Republikanie – zdobędzie władzę albo zawrze pakt z drugą grupą. Romano w tej chwili nie mógł też nic zrobić z bombardowaniem Guerniki. Jedyne, co mógł zrobić, to trzymać mocno Hiszpanię.
Nagle usłyszał chichot Antonia, ale ten chichot brzmiał bardzo smutno. Jak śmiech przez łzy. Romano spojrzał w dół na przyjaciela.
- Przepraszam, Romano – powiedział Hiszpania. – Wygląda na to, że tych churros nie da się teraz zjeść.
 - Idioto, ktoś bombarduje Guernicę, a ty martwisz się o żarcie?! No dalej – powiedział, wstając i podnosząc Antonia do góry. – Musimy się zająć twoją raną.
Dom Hiszpanii był tak duży, jak Romano go zapamiętał, ale wiedział dokładnie, gdzie znajdowała się sypialnia Antonia. Zaprowadził tam starszego mężczyznę, podtrzymując go ramieniem w pasie. Hiszpania chwiał się, prawdopodobnie z powodu utraty krwi i braku energii. Kiedy w końcu dotarli do pokoju Antonia, Romano posadził Hiszpana na łóżku i opuścił pomieszczenie, aby wkrótce powrócić z zestawem do pierwszej pomocy. Szybko pomaszerował do Hiszpanii, położył pudełko obok niego i zaczął rozpinać mu koszulę. Antonio mu pozwolił, obserwując podłogę nieobecnym wzrokiem. Jego ciało usiane było świeżymi i starymi bliznami. Nie powiedział ani nie zrobił nic, kiedy jego przybrany młodszy braciszek opatrywał jego rany, a potem położył go do łóżka i okrył kołdrą.
- Odpocznij przez jakiś czas, Hiszpanio – powiedział Romano. – Nie martw się. Zostanę z tobą.
- Powinienem znaleźć ci koszulę na zmianę. – Antonio usiadł, ale Romano ostrożnie położył go z powrotem do łóżka i powiedział:
- Wyobraź sobie, że to sok pomidorowy.
Na twarzy Antonia pojawił się uśmiech i mężczyzna zaśmiał się. Ale nagły przypływ bólu sprawił, że ten uśmiech zniknął. Hiszpania zasyczał i znów zaczął ciężko dyszeć. Włochy Południowe położył rękę na czole Hiszpanii. Było spocone i gorące. Włochy przygryzł wargę i chwycił mocno rękę przyjaciela. Był tak całkowicie bezbronny. Mógł jedynie siedzieć i patrzeć jak Antonio cierpi.
- Jeśli… jeśli umrę… – zaczął Hiszpania, uśmiechając się słabo. Włochy wytrzeszczył oczy. – Jeśli wojna domowa mnie zniszczy, to… to dobrze, że… że mogłem cię zobaczyć, zanim to się stanie.
- Idioto, nie umrzesz. Nawet się nie waż tak mówić!
- Nie jestem… dość silny, Romano. Moje ciało… nie będzie się opierać w nieskończoność.
- Gówno prawda! Pamiętasz jak często byłeś w takim stanie?! I zawsze byłeś tym swoim optymistycznym sobą! Nieważnie, jak twardo upadłeś; nieważne, co ci zrobiono, przetrwałeś to i uśmiechałeś się tym swoim głupkowatym, wesołym uśmiechem!
- Romano, czy ty… płaczesz?
Włochy Południowe naprawdę płakał, ale zignorował komentarz Hiszpanii i tak po prostu kontynuował:
- Kiedy wszystko dookoła ciebie się rozlatywało, kiedy wydawało się, że nie ma żadnej nadziei, ty wciąż się uśmiechałeś! Ten uśmiech był twoją siłą! I moją również!
- Romano…
Na chwilę nastała między nimi cisza. Hiszpania spojrzał na Włochy Południowe. Jego wzrok był wciąż mętny, ale coś się w nim kryło. Coś silnego. Coś jak… determinacja.
- Romano – zaczął Hiszpania. Jego głos był tak cichy, że Romano ledwo go usłyszał – pociesz mnie, proszę.
Włochy Południowe zmarszczył brwi i zastanowił się przez chwilę. Nigdy nie był dobry w uszczęśliwianiu ludzi. A przynajmniej nie świadomie. Bo były momenty, kiedy przypadkiem zrobił albo powiedział coś, co rozśmieszyło Hiszpanię. Teraz musiał sobie tylko przypomnieć jeden z tych momentów. Ale to było trudne. Jego pamięć nie chciała współpracować. Jego umysł był pusty. Cholera, Romano! Myśl, myśl, myśl. Dlaczego musiał być tak bezużyteczny, nawet w czymś tak prostym?
Nagle Hiszpania, tak po prostu, zaczął się śmiać. Zaskoczony Włochy spojrzał na niego.
- Wyglądasz jak pomidorek! – chichotał Antonio.
- Nazwałeś mnie pomidorem. Wracasz do zdrowia, draniu.
Hiszpania wciąż chichotał. Nagle syknął z bólu, ale potem jego oczy zamrugały ze zdumienia i po kilku sekundach uśmiechnął się do Włoch.
- Ból ustał – powiedział Antonio, uśmiechając się szerzej. – Bombardowanie Guerniki się skończyło.
Zaczął się śmiać z ulgą. Romano nie potrafił się powstrzymać, aby się nie śmiać razem z nim. Hiszpania usiadł na łóżku i objął Włochy Południowe, który natychmiast odwzajemnił uścisk. Jednakże obaj wiedzieli, że to nie był koniec cierpień Hiszpanii. Hiszpańska wojna domowa się nie skończyła, poza tym Antonio wciąż musiał się zmagać ze stratami w ludności Guerniki. Przeklęci Hitler, Mussolini i Franco. W takich momentach Romano żałował, że on i Feliciano byli faszystami.
- Dzięki, że tu byłeś – szepnął Antonio, wyciągając Romano z jego ponurych rozmyślań. – Bez ciebie nie przetrwałbym tego koszmaru.
- Nie ma sprawy, pomidorowy dupku. – Romano przerwał uścisk. – Hej, chcesz może coś do jedzenia? Pójdę do kuchni i coś znajdę. Tylko poczekaj tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz