piątek, 29 listopada 2013

[FF: Axis Powers Hetalia] Białe flagi

Było wiele rzeczy, który Niemcy nie lubił – do diabła, nienawidził! – u Włoch. Jego lenistwa (jak to możliwe, że nie biegał dostatecznie szybko podczas treningów, a pędził jak burza, kiedy trzeba było walczyć z Anglią?), jego nieumiarkowania w jedzeniu gelato (cholera, Ludwig był tyle razy w aptece, że facet, który ją prowadził, przygotowywał pastylki na ból brzucha, kiedy tylko ujrzał Niemcy na ulicy), jego narzekania, jego zwyczaju robienia pasty gdzie popadnie, ale przede wszystkim – jego białych flag.

Feliciano robił je w każdym obozie i machał nimi podczas każdej toczonej razem bitwy. Ludwig skrzyczał go za to wielokrotnie i ciągle mówił mu, że powinien przestać je już robić, ale Włoch nie słuchał (jak zawsze – kolejna denerwująca przypadłość). Niemcy był nauczony walczyć do ostatniego tchu i nigdy się nie poddawać, chyba że to było absolutnie konieczne, więc to oczywiste, że się wściekł, kiedy Włochy zrobił jedną białą flagę dla niego. Feliciano przyszedł do niego i oznajmił, że właśnie ukończył przygotowania do walki (to były składniki do pasty, cholera…), a potem dodał coś „do użycia w trakcie bitwy”. Pobiegł po to, mówiąc, że przyniósł także jedną dla swojego dowódcy. Na początku Niemcy był wzruszony tym, że Włochy coś dla niego zrobił, ale kiedy ujrzał tę białą flagę z napisem: „Poddaję się, Niemcy”, poczuł się tak, jakby zaraz miał zabić Włocha tu i teraz.
- Dość tego, Włochy! – krzyknął, sprawiając, że mała nacja ukryła głowę w ramionach i przestała się uśmiechać tym swoim głupawym uśmieszkiem. Następną rzeczą, jaką zrobił Ludwig, było rzucenie białej flagi na ziemię i wydarcie się: – Dlaczego, do cholery, robisz te śmiecie?!
- Po prostu myślałem… – zaczął przerażony Włochy.
- Nie przeszkadzaj mi, kiedy cię łajam! – Ostry krzyk, głośniejszy od każdego innego krzyku, jaki Feliciano kiedykolwiek słyszał od Ludwiga, sprawił, że w kącikach brązowych oczu zaczęły formować się łzy. – Czy ty masz w ogóle jakiś honor?! Zawsze uciekasz, mały tchórzu! Jak zamierzasz wygrać bitwę, kiedy cały czas się poddajesz?!
- Ludwig… – W oczach Feliciano widać było w nich smutek, strach i niedowierzanie.
- Każdego dnia robisz te cholerne flagi i machasz nimi! Nie wkładasz żadnego wysiłku w treningi! Nie słuchasz, co do ciebie mówię! Jakby cię wcale nie obchodziło, czy wygramy czy przegramy! A ja muszę cię wciąż ratować, bo ciągle narzekasz i wołasz o pomoc! Nie potrzebuję takiego sojusznika!
Oczy Feliciano rozszerzyły i dwie łzy spłynęły mu po policzkach. Ale nie wybuchł swoim głośnym, dziecinnym płaczem. Odwrócił się tyłem do Ludwiga i uciekł przed siebie. Widok uciekającego z płaczem przyjaciela sprawił, że Niemcy natychmiast ochłonął. Jego niebieskie oczy skupiły się na małym brunecie w granatowym mundurze, który to brunet uciekał jak najdalej od niego.
Niemiec przygryzł wargę, zorientowawszy się, co właśnie zrobił. Doprowadził swojego przyjaciela, swojego jedynego przyjaciela, do płaczu. Nakrzyczał na niego i powiedział coś, co pewnie kazało Feliciano myśleć, że nie są już przyjaciółmi. Słowa: „Nie potrzebuję takiego sojusznika.” mogły zabrzmieć jak zerwanie sojuszu, co w tym przypadku równało się zerwaniu przyjaźni.
- Feliciano, czekaj! – Niemcy ruszył za nim, ale Włochy nie przestał biec.
Wkrótce Włoch zniknął z oczu Niemcowi. Ludwig szukał go wszędzie, odczuwając rosnący powoli w jego piersi ciężar poczucia winy. Ale nie musiał szukać długo. W końcu znalazł Feliciano, siedzącego na kamieniu koło płotu Niemiec. Słońce świeciło, kwiaty były w pełnym rozkwicie, ale mały Feliciano na kamieniu pochylił głowę pogrążony w smutku. To był naprawdę łamiący serce widok – zwykle wesoły Włochy w tak deprymującym stanie. Niemcy przełknął ślinę i podszedł do niego, a potem uściskał jednym ramieniem. Włoch spojrzał na niego ze zdumieniem i Ludwig mógł przyjrzeć się jego łzom bliżej. Feliciano gapił się na niego tymi brązowymi, pełnymi smutku i goryczy oczami. Niemcy wiedział, że musiał przeprosić. Po kilku sekundach, kiedy zebrał odwagę i znalazł odpowiednie słowa, nareszcie się odezwał:
- Przepraszam, Feliciano, ja po prostu… przesadziłem.
- Nie, miałeś rację. Jestem beznadziejnym sojusznikiem – odpowiedział Włochy. W jego wielkich oczach pojawiły się nowe łzy. – Nie umiem walczyć i  zawsze uciekam i… i… – Jego głos zaczął się załamywać, kiedy zakrył twarz rękoma. – I gdybyś był w tarapatach, prawdopodobnie nie mógłbym ci pomóc.
- Hej, nie mów takich rzeczy – Niemcy starał się brzmieć miło i przyjaźnie. – Nie wiesz, co byś zrobił w danej sytuacji, dopóki nie znajdziesz się w takiej sytuacji. Poza tym – Uśmiechnął się do Włoch i rubasznie uderzył go w ramię – nie jesteś aż taki zły. Ty po prostu musisz… więcej ćwiczyć.
Feliciano podniósł swój (wciąż smutny) wzrok na Ludwiga.
- I wciąż chcesz być moim przyjacielem?
- Pamiętaj – Niemcy podniósł do góry swój mały palec. – Zawarliśmy Pakt Stalowy, a to oznacza, że nie zamierzam przestać być twoim przyjacielem. No dalej, rozchmurz się. Nie lubię, kiedy jesteś smutny.
Włochy uśmiechnął się lekko.
- Dzięki, Ludwig.
- Wracajmy do treningu.
- Tak jest, proszę pana! – powiedział Włochy i zasalutował Niemcom, wywołując u niego uśmiech.
 
Niemcy ukrył się za jakimś budynkiem, aby uniknąć ostrzału i kolejnych obrażeń. Spojrzał na swoje lewe ramię i ostrożnie zabrał swoją rękę z rany po postrzale. Z małej, niemal idealnie okrągłej dziury w jego ramieniu spływała czerwona rzeka. Musiał jak najszybciej zatamować krwotok albo straci za dużo krwi. Niestety personel medyczny był daleko, daleko stąd, zajęty innymi żołnierzami, tak więc Niemcy musiał radzić sobie sam. Zaczął szukać jakiegoś płótna, chustki albo jakiegokolwiek innego materiału, którego mógłby użyć, ale nie znalazł nic.
Feliciano jakoś udało się do niego przedostać, cudem unikając postrzału. Kiedy w końcu znalazł się przy Ludwigu, wyciągnął jakiś biały materiał. Na początku Niemcy pomyślał, że zamierza tego użyć, aby zrobić kolejną białą flagę, ale oczy Niemca rozszerzyły się, kiedy ujrzał napis: „Poddaję się, Niemcy”.
- Hej, to tylko zadrapanie. Nie muszę się poddawać przez coś takiego – powiedział ostro do Feliciano, a ten się do niego uśmiechnął.
- Kto mówi o poddawaniu się, Ludwig? – odpowiedział Włoch i rozpromienił się jeszcze bardziej.
A potem, tak po prostu, owinął chustę wokół zranionego ramienia Niemiec i związał ją mocno. Ludwig nigdy by nie podejrzewał, że Feliciano ma tyle siły. Potem Włochy podniósł wzrok na swojego pacjenta i odpowiedział wesoło:
- Już. Mówiłem, że może się przydać podczas bitwy.
No cóż, może te białe flagi nie są wcale takie złe?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz