piątek, 27 września 2013

Podręcznik fanfikowca cz.12 - Fluff

Mimo że planowałam już przejść do gatunków fanfików, które opierają się nie tyle na treści, co na formacie, doszłam do wniosku, że powinniśmy omówić jeszcze jeden element występujący w fanfikach, czyli fluff. Temat ten poruszaliśmy po trosze kiedy omawialiśmy między innymi de-agingfiki i Hurt/Comfort. Ja sama otrzymałam jakiś czas temu przydomek Królowej Fluffu, gdyż jest to jeden z wielu często występujących w moich pracach literackich elementów.

Jeżeli zajrzycie na Polską Bazę Fanfiction i zerkniecie na ułożony przez Vampircię słowniczek terminów fanfikowych, fluff opisany jest tam jako „wszystko co słodkie i urocze”. W rzeczy samej, fluff jest przeciwieństwem depresyjnego angstu i ma na celu wywołanie miłych uczuć. Jest to gatunek, który operuje na relacjach między postaciami i który czasem pojawia się właśnie we wspomnianych wyżej fikach Hurt/Comfort. Ważne jest jednak to, że zwykle fluff ma dobre zakończenie i przepełnia czytelnika ciepłymi uczuciami (jeśli dobrze zrobiony).

Fiki z elementem fluffu mają kilka podstawowych fabuł:

1.      Hurt/Comfort, jak już wspomnieliśmy w przeznaczonym im rozdziale Podręcznika fanfikowca, zasadza się na tym, że jedna z postaci opiekuje się albo pociesza drugą. Już samo to daje możliwość fluffu, ale nie z każdej sytuacji pocieszania można go wydobyć. Lepiej nie mieszać do tego gore, śmierci ani narkotyków. Oczywiście, czasem to działa, ale już samo sąsiedztwo tak ciężkich klimatów może fluff zniwelować, choć może go też wzmocnić. W zasadzie najlepiej będzie, jeśli Hurt/Comfort ograniczy się do jakiejś choroby, stłuczenia albo nieporozumienia. Tak czy inaczej, ważne, aby to było coś w miarę niewinnego. (O, ładnie to wygląda w Evil Twin, fanfiku z małymi Żółwiami Ninja, w którym Michelangelo po lekturze kilku komiksów doszedł do wniosku, że jeden z jego braci jest zły, a kiedy wychodzi na to, że najprawdopodobniej tym złym bratem jest właśnie Mickey, mistrz Splinter przybywa na ratunek.)

2.      Tak zwane scenki rodzajowe pokazują nam bohaterów spędzających razem czas. To może być rodzinna wycieczka, to może być wspólna zabawa rodzica z dzieckiem albo rodzeństwa, to może być wypad do baru grupki przyjaciół. Jak najbardziej jest tu miejsce na wszelkiego rodzaju humor, crackowy czy zwykły. Prawdę mówiąc, humor z fluffem dość często wchodzi w reakcje, tworząc coś, co się dobrze czyta. (Of Family, Biscuits and Video Games do fandomu Hetalii opowiada o tym jak Anglię odwiedza jego młodszy brat, Sealandia, i jak ta wizyta jest pełna wielu niemiłych niespodzianek i jedną całkiem sympatyczną.)

3.      Wszelkiego rodzaju święta już ze względu na to, że dzieją się w okresie, w którym rodzina i przyjaciele zbierają się w jednym miejscu, może generować mnóstwo fluffu (jak również humoru i angstu). Są to fiki głównie sezonowe, pisane z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia (i znów małe Żółwie Ninja, tym razem w fiku o pierwszych świętach Splintera jako ojca), Święta Dziękczynienia (jeden z one-shotów Avengers Ensamble opowiada o tym jak Mściciele obchodzą Dziękczynienie) albo Walentynek (w Jolly Roger Valentine do fandomu One Piece, mały Luffy, przekonany, że Walentynki nie są tylko dla par, daje prezenty walentynkowe między innymi swojemu mentorowi, Rudowłosemu Shanksowi). Dzień Ojca i Dzień Matki również mogą być, a nawet bywają czasami wskazane. (Ja sama napisałam kiedyś fanfik do One Piece na temat Dnia Dziecka obchodzonego na Baratie.)

4.      Wspomnienia z dzieciństwa, o ile bohater nie dorastał w jakichś dramatycznych okolicznościach, mogą być kopalnią fluffu, począwszy od scen, w których rodzic (albo inny dorosły, pełniący rolę opiekuna) zajmuje się dzieckiem w wieku niemowlęcym i ma z tym pewne problemy (jak w Inheritance, gdzie Howard Stark próbuje nakarmić swojego małego synka, Tony’ego), poprzez starszych braci próbujących opanować swoje niszczycielskie młodsze rodzeństwo (mały Sherlock Holmes, który bawi się w pirata), aż po urocze zwyczaje bohaterów w wieku dziecięcym (Fathers and Daddys opowiadają o tym, dlaczego w pewnym okresie swojego życia Artemis Fowl nazywał swojego ochroniarza „tatą”). Dzieci same w sobie są już urocze, więc generują mnóstwo fluffu.

5.      „Przytulanki”, czyli opowieści, których kulminacją jest uścisk jednej postaci przez drugą. Tul może przyjść znienacka i być spontaniczny (jak kiedy Hulk przytulił Lokiego na polu bitwy), może być wykonaniem prośby (jak kiedy Clint uścisnął Natashę, bo go o to poprosiła po rosyjsku), albo być atakiem na osobę, która nie chce być ściskana albo nie chce nikogo ściskać (Kitty O opisała kilka misternych planów, które Merlin wprowadził w życie, aby Artur go przytulił. Na moje nieszczęście fanfik przepadł.)

Niestety można z tym łatwo przesadzić i sprawić, że fik będzie po prostu za słodki. I też nie każdy lubi fluff, chociaż wielu ludzi, którzy przeważnie gustują w angście, może szukać wytchnienia właśnie w takich miłych i uroczych fanfikach. Jak już wielokrotnie przekonaliście się, czytając Podręcznik fanfikowca, fanfiki spełniają różne zapotrzebowania fanów. Skoro więc w dziele macierzystym nie ma za wiele niewinnych scen przyjaźni, miłości rodzinnej i romantycznej, czy beztroskich zabaw, ludzie mogą poszukać ich w fanfikach.

Tak czy inaczej, na fluffie kończymy omawianie zagadnień fanfikowych związanych z charakterystycznymi dla fanfików elementami fabuły, a od teraz zajmiemy się formatami fanfiction i popularnymi zabawami literackimi. A zaczniemy od obiecanych poprzednim razem songfików.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz