sobota, 10 sierpnia 2013

Podręcznik fanfikowca cz. 11 - Crossovery

Prędzej czy później każdy fanfikowiec (czy nawet fan w ogóle) zaczyna się zastanawiać, jak mogłoby wyglądać spotkanie dwóch fandomów, czy to gdyby bohaterowie obu serii mieliby złączyć siły przeciwko wspólnemu wrogowi, czy to gdyby mieliby skrzyżować broń w celu rozstrzygnięcia, który z nich jest lepszy. Niektóre crossovery pozostają zwykle w sferze marzeń, innym jednak udaje się przejść do stanu faktycznego, a to przez decyzję twórców obu (bądź więcej) serii, a to przez przelanie na papier w formie fanfika.

Kiedyś podzieliłam typy crossoverów na wewnętrzne i zewnętrzne, i choć wtedy miałam na myśli crossovery występujące w komiksach i serialach o superbohaterach, podział ten można zastosować do wszystkich crossoverów, również tych tworzonych przez fanów. Crossover wewnętrzny polega na spotkaniu bohaterów pochodzących z jednego uniwersum, jak również bohaterów, stworzonych przez tych samych twórców (tego samego autora, producenta, firmę, wydawnictwo…). Przy crossoverze wewnętrznym pewne problemy związane z dwoma różnymi wizjami uniwersum nieraz wcale nie występują, ponieważ wiele z tych książek, komiksów i seriali dzieje się właśnie w tym samym świecie, zwłaszcza jeśli są to spin-offy do już istniejących dzieł. (Na przykład Star Trek i jego kontynuacje.) Crossovery wewnętrzne mają często miejsce w samych dziełach macierzystych, zwłaszcza w wyżej wspomnianych komiksach, toteż jeszcze przed Avengers i tie-inami do nich fani pisali crossovery filmów i seriali na podstawie Marvela. I teraz, kiedy coraz więcej ekranizacji komiksów z tego uniwersum trafia co roku do kin, a termin „Marvel Cinematic Universe” przeszedł już do popkulturowego słownika, powstaje coraz więcej crossoverów Avengers z marvelowskimi adaptacjami, które niekoniecznie są produkcją Paramountu (Jak Spiderman.).
Jednak o wiele więcej crossoverów w fanfikach to crossovery zewnętrzne, czyli takie, które polegają na spotkaniu bohaterów z zupełnie różnych, nie pochodzących od tych samych ludzi fandomów. Wbrew pozorom, crossovery zewnętrzne nie są też obce dziełom macierzystym, poczynając od wspomnianych już wyżej komiksów (Stan Sakai wprowadził Żółwie Ninja do świata swojego Usagiego Yojimbo), a na serialach kończąc (bardzo dużo jest crossoverów, w których bohaterowie dzieła macierzystego spotyka Sherlocka Holmesa – zdarzyło się to nawet Lucky Luke’owi). Co by nie mówić, crossovery zewnętrzne dają większe pole do popisu, ale też nastręczają pewnych trudności.
W rozdziale poświęconym magii jako narzędziu fabularnemu w fanfikach omówiliśmy trudności związane z uniwersami i sprzecznymi ze sobą nawzajem wizjami płaszczyzny nadnaturalnej. Przy każdym crossoverze najwięcej problemów sprawia doprowadzenie do spotkania bohaterów. Połowa tych problemów znika, kiedy oba dzieła macierzyste dzieją się w naszym świecie i w tych samych czasach (albo gdy minęło kilka dekad, ale nie całe stulecia, jak w przypadku crossovera Hożych doktorów i MASHa). W takim przypadku pozostaje tylko wymyślić pretekst do tego, dlaczego dana postać (lub grupka postaci) pojawiła się w miejscu zamieszkania/działania innej postaci. To mogą być interesy (Istnieje bardzo dobry crossover Hetalii i Doktora House’a, gdzie Światowa Konferencja jest organizowana w mieście, gdzie znajduje się szpital House’a.), to może być wycieczka (Młodzi Tytani w Metrocity), albo po prostu spotkanie ze starym znajomym, bo nagle okazuje się, że (na potrzeby fika, oczywiście) ci dwaj bohaterowie są właśnie takimi starymi znajomymi. (Na przykład rodziny Holmes i Stark są ze sobą zaprzyjaźnione, toteż Mycroft prosi Tony’ego o przysługę.)
Dużo trudniejsze jest spotkanie postaci z dwóch zupełnie różnych światów albo okresów historycznych. W takim wypadku trzeba nieźle kombinować i w zasadzie najlepiej uciec się do jakiegoś Deus Ex Machina, czyli narzędzia fabularnego, które mogłoby przenieść postać z jednego uniwersum do drugiego. To może być jakieś urządzenie otwierające portal międzywymiarowy, to może być jakiś stary artefakt, który przenosi w jakiś sposób do magicznego świata, i to może być jakaś nadnaturalna istota, która postanowiła zebrać w jednym miejscu po przedstawicielu z każdego świata. Jeżeli jednak jednym z naszych bohaterów jest postać wędrująca w czasie, przestrzeni i między wymiarami, w zasadzie można ich posłać, gdzie nam się żywnie podoba. (Dlatego Superwholock – crossover Nie z tego świata, Doktora Who i Sherlocka – a nawet Superwhomerlock – crossover tych trzech fandomów plus jeszcze Przygód Merlina – daje więcej swobody, niż taka Wielka Czwórka.) No i jest oczywiście AU, które pozwala na prawie wszystko – umieszczenie postaci z kilku światów fantastycznych w jednym mieście, zapisanie ich do jednej szkoły (Hogwart, moi drodzy?), a nawet sprawienie, że Śródziemie, Alagaesia i Westeros znajdują się na jednej planecie i dzieli je tylko kilka pasm górskich i oceanów.
Jak już wspomniałam przy omawianiu fenomenu Wielkiej Czwórki, kiedy już dojdzie do tego międzyfandomowego spotkania (nawet jeśli wszystko dzieje się w naszym świecie i w tych samych czasach), należy przyjąć kolejne założenia, aby crossover mógł zadziałać. Trzeba określić, w którym momencie w obu dziełach macierzystych ma dojść do spotkania (na przykład, czy uwspółcześniony Sherlock Holmes ma się spotkać z Winchesterami przed czy po tym, jak Dean trafił, a potem wydostał się z piekła) i czy bohaterowie jednego fandomu zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się w drugim (na przykład, czy Herosi wiedzą o porwaniach z 4400). Trzeba też (o czym mówiliśmy już w rozdziale o magii) w jakiś sposób pogodzić zasady rządzące magią, życiem pozagrobowym, wampiryzmem itd. w obu dziełach. No i nie zapominajmy o postaciach wspierających – czy powinniśmy kazać im iść wraz z przyjacielem, czy też raczej to ma to być przygoda tylko głównych bohaterów? Kiedy już te wszystkie kwestie zostaną rozstrzygnięte, czeka nas tylko sama fabuła i interakcje między postaciami z dwóch (lub więcej) różnych fandomów.
Niewątpliwie crossovery dają duże pole do popisu, jeśli chodzi o relacje między poszczególnymi postaciami. W zasadzie dość często chodzi nie tyle o spotkanie dwóch różnych światów, co właśnie dwóch postaci, którzy charakteryzują się podobnymi cechami. (Był taki wielofandomowy fanfik do Sherlocka, składający się na kilka krótkich scenek, w których Sherlock spotyka wybitnych detektywów i geniuszy zła, w tym Artemisa Fowla i Shinichiego z Detektywa Conana.) Opisując dynamikę bohaterów z różnych fandomów warto wziąć pod uwagę ich charaktery (zwłaszcza, jeśli stykają się postaci o podobnie wielkich ego), ich metody działania, ich poglądy i ich doświadczenia – szczególnie, gdy owe metody, poglądy czy doświadczenia się drastycznie różnią. Tak jak przy każdej dynamice postaci, zawsze coś stanie się punktem starć dwóch (a czasem więcej) osobowości. Nie zapominajmy też, że aby bohaterowie, pochodzący nieraz z dwóch kompletnie różnych światów, mogli stawić czoła jakiemuś większemu złu, muszą się najpierw lepiej poznać, muszą o czymś rozmawiać, muszą się jakoś porozumieć, muszą sobie zaufać. Po jakimś czasie może nawet zaczną się nawzajem darzyć sympatią, ale to nie dzieje się w próżni.
Jeżeli zaś przenosimy postać z jednego uniwersum do drugiego, stosowne jest opisanie zadziwienia (a być może nawet szoku) wynikającego z ujrzenia czegoś, co nie wygląda już jak jej dom. Wyrwany ze swojego naturalnego środowiska bohater może na przykład porównywać i kojarzyć wszystko, co zastaje, z realiami ze swojego świata.
Na koniec chciałabym poruszyć temat fandomów, z którymi (moim zdaniem) można „crossoverować” niemal wszystko i które to fandomy pozwalają na sporą dozę kreatywności. Moim zdaniem szczególnie nadającą się do tego trzy serie, choć każda z nieco innych powodów.
1.       Doktor Who, jak już wspomniałam wyżej, jest fandomem, w którym główny bohater podróżuje w czasie i przestrzeni. Zwiedza różne uniwersa i w zasadzie może mu się przydarzyć prawie wszystko, tak więc jest do dobry sposób na crossover czegokolwiek z czymkolwiek. (Czego dowodem jest wspomniany wyżej Superwholock.)
2.       Axis Powers Hetalia to seria, w której w zasadzie fandomem jest cała planeta Ziemia. O wiele lepiej sprawdza się w crossoverze z fandomem, który dzieje się w naszym świecie, jednak daje sporo miejsca do popisu, kiedy obsada drugiej serii składa się z osób różnej narodowości albo potomków imigrantów. Niewątpliwie już samo spotkanie personifikacji swojego kraju dostarcza wielu ciekawych możliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o świadomość narodową bohatera (Jeszcze będąc w fandomie Hetalii zastanawiałam się jak mogłoby wyglądać spotkanie obsady oryginalnego Star Treka z personifikacjami państw, z których pochodzą, a nie zapomnijmy, że na Enterprisie służył Japończyk, Szkot i Rosjanin.), a z kolei to, co sama personifikacja chciałaby od bohatera – jeżeli on akurat ma coś, co mogłoby zainteresować świat – też daje wiele pola do popisu. (Mój inny pomysł na crossover z Hetalią dotyczył Powrotu do przyszłości. Otóż chciałam napisać fanfika, w którym personifikacje odwiedziłyby doktora Browna, aby poprosić go o możliwość wypożyczenia Deloreana i zmiany jakichś bolesnych wydarzeń historycznych. A że doktor Brown był potomkiem niemieckiego imigranta, szczególnie istotnym miał być Niemcy, który prosiłby o cofnięcie się w czasie i niedopuszczenie Hitlera do władzy.)
3.       W końcu Silent Hill pozwala na studium postaci, jako że znane z ośmiu gier z gatunku Survivor Horror miasteczko wpływa na każdego przybywającego tam człowieka i tworzy potwory na bazie jego psychiki i przykrych doświadczeń. Silent Hill wyciąga na wierzch poczucie winy, traumę i każdy mroczny sekret, kryjący się w przeszłości bohatera (albo kogoś innego, kto ukrywa się przed protagonistą), i materializuje je w formie przeciwników, z jakimi ów bohater ma stoczyć walkę, i tyczy się to zarówno pomniejszych napastników, jak i finałowych bossów. Ci przeciwnicy na pierwszy rzut oka wydają się groteskowi i dziwaczni, jednak po namyśle nad psychologią protagonisty, której manifestacją mają być owe groteskowe postaci, ich kształt nabiera większego sensu. Toteż wprowadzenie bohatera z jakiejś serii do Silent Hill pozwala nie tylko na jego psychiczne dręczenie, ale również na kreatywność, jeśli chodzi o wygląd i symbolikę jego wrogów. (Ktoś doszedł do wniosku, że jednym z potworów, na które mógłby natknąć się w Silent Hill Batman, byłaby istota przypominająca złączone ze sobą dwie osoby – kobietę i mężczyznę – z dziurami w miejscach, gdzie miałyby znajdować się ich serca.)
I to by było na tyle, jeśli chodzi o crossovery. W dwunastym rozdziale Podręcznika fanfikowca omówimy songfiki.

3 komentarze:

  1. "bohaterowie (...) muszą się najpierw lepiej poznać, muszą o czymś rozmawiać, muszą się jakoś porozumieć, muszą sobie zaufać." Ładnie powiedziane :) I dzięki za wspomnienie o Doctorze - podejrzewałam, że coś o nim będzie, ale nie sądziłam, że już na początku. Warto jednak zwrócić uwagę, że zajęłaś się tylko bardzo popularnymi dziełami. Z pewnością nie brakowałoby i mniej znanych podróżników w czasie, z którymi fajnie by się crossovowało.
    Aż chce się pisać.

    P.S. Pięknie ta zieleń wygląda, zwłaszcza linki!

    OdpowiedzUsuń
  2. A myślałem, że Twój blog przestał istnieć :) Na szczęście dzięki Astroni poznałem jego nowy adres :)
    A do tematu: crossovery według mnie nie są łatwe do pisania, ale dają frajdę. Sam niedawno wrzuciłem Czwartego Doktora do świata Akademii Policyjnej.
    Dasz linka do tego crossovera z Fowlem? :)

    OdpowiedzUsuń