sobota, 13 lipca 2013

Artykuł: O Daltonach słów kilka

UWAGA! Poniższy artykuł, choć stary i już kiedyś publikowany, zawiera kilka dodatkowych informacji i sprostowań, wynikających z poszerzenia mojej wiedzy na temat Daltonów. Tak więc jeśli już to kiedyś czytaliście, nie zaszkodzi przeczytać jeszcze raz, abyście zostali wyprowadzeni z błędu.

Przeciętny fan Lucky Luke’a (taki który coś tam przeczytał, coś tam obejrzał i ma jako takie pojęcie o samotnym kowboju), zapytany o to, jakich zna czarnych charakterów z serii, od razu wymieni braci Dalton. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż to z nimi najczęściej Lucky Luke walczy. Reszta antagonistów pojawia się tylko raz, a nawet jeśli zdarza im się pokazać nie jeden, nie dwa, a nawet nie trzy razy, to i tak są przyćmiewani przez Joego i jego trzech braci. Toteż postanowiłam poświęcić ten artykuł Daltonom i wszystkiemu, co z nimi związane.

W rzeczywistości nie byłoby nigdy Joego, Jacka, Williama i Averella, gdyby Morris nie napisał wcześniej komiksu o historycznych Daltonach, których imiona brzmiały: Bob, Bill, Grat i Emmett (z tym że – jeśli już jesteśmy przy prawdzie historycznej – zdaje się, że Emmett nie należał do rodziny). Komiks nosił tytuł Wyjęci spod prawa i pierwsze kilka stron opisuje Daltonów jako twardych rabusiów dyliżansów, banków i pociągów, a także dobrych strzelców i spryciarzy (zmylają pościg przebierając się za Indian i wskazując drogę przez pustynię, gdzie najbliższy wodopój wypełniony jest słoną wodą). Lucky Luke – wynajęty przez kolej do pilnowania wagonu ze złotem i pochwycenia bandytów – ściga Daltonów przez cały komiks, ci zaś zręcznie mu umykają (posuwają się nawet do operacji plastycznej). W końcu trafiają do Coffeetown, aby obrabować będące tam dwa banki, ale przybywa Lucky Luke i ich pokonuje.

Wyjęci spod prawa są jednym z dwóch komiksów o Lucky Luke’u, gdzie antagonista umiera (oba zostały potem ocenzurowane, ale i tak wyróżniają się końcówką od późniejszych, lżejszych albumów). Na Billa, Grata i Emmetta zawala się dach banku (a w każdym razie tak to wygląda), zaś Bob, który wygrzebuje się spod ruin, zostaje potem zastrzelony przez Luke’a. W ocenzurowanej wersji, Luke nie tyle zabija go, co strzela w lampę, na której jest zawieszony, przez co Bob wpada do beczki. Tak czy inaczej, na ostatnim panelu historyjki widzimy prowizoryczne groby Daltonów.

Nie jest to całkiem zgodne z prawdą historyczną. Faktem jest, że Bob, Grat i Emmett zginęli w strzelaninie po tym jak chcieli napaść na Pierwszy Bank Narodowy w Coffeetown (a może to było Coffeeville?), ale Bill Dalton przeżył i zmarł śmiercią naturalną (według jednych źródeł – było to w więzieniu, według innych Bill został ułaskawiony i umarł już na wolności).

Wkrótce Morris pożałował tego, że rozwiązał tę historię właśnie tak. Być może uznał, że Daltonowie, jako czarne charaktery, mieli całkiem spory potencjał, a on nie tylko nie rozbudował w pełni ich charakterów (jedynie najmłodszy z braci a zarazem przywódca gangu, ma jako taką osobowość), to jeszcze uśmiercając ich tak szybko, na zawsze to sobie uniemożliwił. Niebawem jednak Goscinny, z którym Morris zaczął współpracę nad Lucky Lukiem, wpadł na nowy pomysł, który miał zapoczątkować ciągnącą się serię przygód Luke’a z dobrze znanymi nam braćmi.
Chciałabym zwrócić waszą uwagę na to w jakich sytuacjach zostali przedstawieni historyczni Daltonowie na poświęconej im okładce, a jak ich stworzeni przez Gosicnny'ego kuzyni. Już widać, kto miał być kozacki, a kto fajtłapowaty.

Joe, William, Jack i Averell pojawili się w dwunastym albumie serii, noszącym tytuł Kuzyni Dalton. Jak można wywnioskować z samego tytułu, byli to właśnie kuzyni historycznych Daltonów. Wyglądali dokładnie tak jak swoi krewniacy – te same ubrania, twarze i proporcje (Joe o głowę niższy od Williama, William od Jacka itd.) – z tym, że ani nie byli zbyt dobrymi strzelcami, ani nie wzbudzali zbytniego respektu. Ich motywacja ograniczała się do dwóch punktów. Pierwszy z nich to pragnienie sławy i dorośnięcie do legendy kuzynów, drugim zaś zemsta na człowieku odpowiedzialnym za ich śmierć, czyli Lucky Luke’u. Pierwsza konfrontacja z Lukiem i pierwsze napady nie wychodzą im zbyt dobrze, więc bracia postanawiają potrenować strzelanie, walkę wręcz i inne cenne umiejętności. Kiedy wreszcie wychodzą, aby spróbować ponownie, idzie im o wiele lepiej.

Cały komiks pełen jest zwrotów akcji. Najpierw Daltonowie chcą zabić Luke’a, potem – zauważywszy, że to twardy przeciwnik – proponują mu przyłączenie się do bandy, następnie – po odkryciu, że ich oszukuje – oblegają miasto, w którym się ukrył… Krótko mówiąc, jak w większości komiksów z Lucky Lukiem, cały czas coś się dzieje. Sami Daltonowie (wbrew obiegowej opinii jakoby wzbudzali przerażenie tylko przez wzgląd na swoich bardziej znanych kuzynów) wykazują się perfidią, sprytem i umiejętnościami strzeleckimi, nie mówiąc już o tym, że po jakimś czasie sami są w stanie wzbudzić w ludziach strach. Sam album zrobił tak wielkie wrażenie na francuskim piosenkarzu Joe Dossinie, że tamten napisał o Daltonach piosenkę Les Daltons.

Tak czy inaczej, kuzyni Dalton zadomowili się w uniwersum Lucky Luke’a i od tej pory pojawiali się niemal w każdym numerze. Z czasem dowiadywaliśmy się o chłopakach więcej i więcej, jak również i o innych członkach klanu Daltonów. Wypadałoby zatem przejść do omawiania po kolei każdego z nich.

Zacznijmy od Joego. Tak samo jak Bob Dalton, jest najniższy i pełni rolę przywódcy, jednak Bob był najmłodszym z bandy, podczas gdy Joe jest najstarszy. Niewątpliwie dzięki twórcy Asteriksa zyskał swoją najsłynniejszą cechę, czyli wybuchowość. Często wpada w złość, czasem rzuca się na ludzi, którzy go zdenerwowali, z gotowością do rękoczynów; i dostaje białej gorączki, kiedy słyszy imię Lucky Luke. Jednocześnie to on jest mózgiem całej grupy, to on wpada na genialne plany ucieczki, to on motywuje swoich braci do działania. Przeważnie robi wrażenie szorstkiego w stosunku do kogokolwiek, ale – zarówno w komiksach, jak i w serialu Nowe przygody Lucky Luke’a – jest parę scen, w których widzimy, że Joe potrafi okazać jakieś głębsze uczucia. Raz się zakochał, raz zaopiekował się podrzuconym im niemowlakiem. Jeśli zaś wierzyć Mamuśce Dalton (o której jeszcze sobie powiemy), przypomina bardzo swojego ojca.

Następny jest oczywiście Averell. Od samego początku Averell miał być tym głupim żarłokiem, którego znamy i kochamy (no, cóż… niektórzy kochają). Na samym początku Kuzynów Dalton, kiedy mamy tytułowych bohaterów stojących obok swoich listów gończych, na plakacie z podobizną Averella jest napisane „Nie szukać” (po angielsku: „not wanted”). W zasadzie to on najczęściej denerwuje Joego (Williama i Jacka poniekąd też) swoimi niemądrymi komentarzami, głupimi pomysłami i pytaniami, które zdradzają jego ociężałość umysłową. Wiele jest momentów, w których to on właśnie powoduje klęskę genialnego planu Joego, a to przez swoją łatwowierność, a to przez upór (szczególnie, gdy nagle dochodzi do wniosku, że jest na swoich braci obrażony), a to przez wrodzoną dziecinność, a to w końcu przez łakomstwo. W przeciwieństwie do swoich braci jest bardzo łagodny i uczuciowy, chociaż w Daltonach w śnieżycy był w stanie nieźle pobić Joego, co świadczy, że ma również ciężką rękę. Z kolei w więzieniu zawsze czeka na obiad i z pasją tłucze kamienie. Czasami czytelnik/widz zastanawia się, dlaczego – skoro Averell sprawia tyle problemów – Joe, Jack i William go za sobą ciągną. Spróbuję później odpowiedzieć na to pytanie.

A więc William i Jack. Co ciekawe, ci dwaj, dzisiaj dość nijacy Daltonowie, mieli w Kuzynach Dalton konkretne charakterystyki. William miał być mistrzem kamuflażu, a Jack miał mieć obsesję na punkcie strzelania. Jednakże w następnych komiksach, w obu serialach telewizyjnych i filmach są raczej bezbarwni, zwłaszcza w porównaniu z Joe i Averellem. Rzadko się odzywają, rzadko okazują jakieś cechy charakteru. Co jeszcze smutniejsze, sami twórcy nie wiedzieli który jest który i raz William jest tym wyższym, raz Jack. Wydaje się, że istnieją tylko po to, aby Joe miał kim komenderować, jednak należy zwrócić uwagę na to, że ich rola jest o wiele większa. Za każdym razem, kiedy Averell mówi coś, co denerwuje Joego, Jack i William każą pierwszemu się zamknąć, a drugiego uspokajają. W zasadzie uspokajają go dość często, Joe zaś podenerwuje się przez jakiś czas, a kilka kadrów dalej jest już opanowany i może przystąpić do realizacji planu.

Jack i William pełnią też rolę Watsonów – czasem zadadzą Joemu sensowne pytania, a czasem przemówią mu do rozsądku, jak na przykład w odcinku Nowy tatuś Daltonów, gdzie Joe nie aprobuje narzeczonego matki i chce go nawet zabić, ale jego bracia przekonują go, żeby poznał najpierw swojego przyszłego ojczyma, chociażby dla Mamy Dalton.

Tak oto przechodzimy do matki Daltonów. Jest to postać o tyle interesująca, że jest jedyną kobietą spośród wszystkich wspomnianych członków tej rodziny. Pierwszy raz pojawiła się w komiksie Mama Dalton. Poznajemy ją jako staruszkę, która przechodzi przez ulicę i obrabowuje kilka sklepów. Będący świadkiem tego dziwnego zachowania Lucky Luke dowiaduje się zaraz potem, że ludzie w mieście chcą wspomóc starą panią Dalton, mieszkającą samotnie poza miastem, i dlatego składają się na jedzenie dla niej. A ponieważ Mamuśka ma swoją dumę i nie chce przyjmować jakiejkolwiek jałmużny, pozwalają jej się napadać.
Mama Dalton, będąca no cóż... Mamą Dalton.
Podobno postać Mamy Dalton była zainspirowana Ma Baker – kobietą, która w okresie prohibicji przewodziła gangiem złożonym z jej własnych synów. W zasadzie we współczesnej fikcji można znaleźć kilka przykładów matek-gangsterek, które, a to komenderują swoimi dziećmi, a to wysyłają im do kicia chleb z pilnikiem. Z tym, że Mamuśka Dalton wydaje się być zawsze najpierw matką, a potem bandytką – rozczula się nad tym, że jej chłopcy uciekli z więzienia na jej ślub; robi im obiad, faworyzuje Averella (bo jest najmłodszy) i szuka im żon, aby ocalić ich przed stryczkiem. Nigdy też nie rościła sobie prawa do bycia przywódczynią. Przywódcą – a także głową rodziny – ma być Joe, ponieważ najbardziej przypomina swojego ojca. Mimo wszystko jednak Mama Dalton jest kimś, kto potrafi sobie poradzić, bo to w końcu emerytowana bandytka – jest w stanie wydostać się z aresztu, ogłuszyć szeryfa, a także sprać tyłek swojego dorosłego syna (czytaj: Joego).

Co ciekawe, Mama Dalton nie nienawidzi Luke’a. Kiedy spotyka go po raz pierwszy i orientuje się kim jest, nie chce go zabić, tylko pisze do dzieci list. Biorąc pod uwagę to, że Lucky Luke regularnie miesza jej synom szyki i pakuje ich do więzienia, można by wnioskować, że Mamuśka pała do niego tą samą nienawiścią, co Joe, jednak tak za pierwszym razem, jak i później, traktuje Luke’a jak znajomego albo sąsiada. Być może wynika to z faktu, że Luke tak naprawdę nigdy nie robi jej synom krzywdy i zawsze zainterweniuje, kiedy dziki tłum wpadnie na pomysł, aby Daltonów zlinczować. Mama Dalton wie, że lepiej, żeby to Luke – spośród wszystkich stróżów prawa – odstawiał jej dzieci do więzienia.

Innym krewnym Daltonów, którego poznajemy, jest ich wuj Henry, który w Balladzie o Daltonach mówi im w testamencie, że przekaże im swoje łupy, jeśli staną się „narzędziem jego zemsty” – zabiją ławników i sędziego, którzy go skazali. Jeśli zaś to im się nie uda, pieniądze przechodzą na sierociniec. W scenie z prawnikiem, nawet zanim wspomina się o spadku, widać, że chłopaki uważali go za świetnego bandytę, a Jack stwierdza nawet, że wuj był dla nich wzorem. Niestety Henry Dalton nie jest wspominany w żadnym innym komiksie ani w serialu. Ba – sama Ballada o Daltonach występuje po polsku tylko jako film.

Zarówno o wuju Henrym, jak i o samym ojcu Daltonów możemy wnioskować tylko z opowiadań. Wiemy, że ojciec Joego, Jacka, Williama i Averella miał ten sam temperament, co jego najstarszy syn, i że był podobny do wuja Henry’ego (którego list gończy pokazuje Daltonom prawnik). Wiemy też, że zginął w wybuchu, zapewne mającym na celu otworzyć jakiś sejf. Nawet w Oklahoma Jimie, gdzie Daltonowie pokazani są jako dzieci, nie mamy okazji poznać obu panów. Ponieważ nie żyją, nie możemy dowiedzieć się jacy byli.
Daltonowie jako dzieci. I tak, są łysi.
Warto też wspomnieć o innym członku rodziny, który pojawia się w uniwersum Lucky Luke’a. Poświęcono mu mniej miejsca niż Mamuśce Dalton, ale o wiele więcej niż wujowi Henry’emu. Mowa zaś o bracie Mamuśki, Marcelu Daltonie. Jest uważany za zakałę rodziny, ponieważ nie został bandytą, tylko bankierem. Osiadłszy w Szwajcarii dorobił się majątku, jednak – po części ponieważ nie ma żadnych spadkobierców, po części dlatego, że chce rozwijać swoją firmę – kupuje w Ameryce kolejny bank i postanawia przyuczyć swoich siostrzeńców do pracy w bankowości. Plan – jak większość planów próbujących zrobić z Daltonów uczciwych ludzi – nie wypala. Nie dość, że chłopaki mają trudności z nauką rachunków, to jeszcze decydują się w odpowiednim momencie ograbić swojego wuja. Sam Marcel Dalton jest dżentelmenem, jedzącym wykwintne potrawy, ubierającym się w eleganckie garnitury i dobrze wychowanym. Ponieważ jednak ma typowe cechy rodzinne Daltonów, ludzie w porcie spodziewają się, że on i Lucky Luke zaczną strzelaninę, a strażnik więzienny i naczelnik biorą go za Averella w przebraniu.
Marcel Dalton spotyka Rin Tin Dumba.
Sama rodzina Daltonów jest bardzo ciekawym przypadkiem. W albumie Daltonowie na terapii psychiatra Otto von Himbeergeist, aby udowodnić swoją teorię jakoby kryminalistów można było wyleczyć analizą ich wspomnień z dzieciństwa, przybywa do Ameryki poddać terapii najgorszych złoczyńców na Dzikim Zachodzie, czyli Daltonów. Wszyscy ludzie, których spotyka profesor Himbeergeist i których udaje mu się wyleczyć, byli pijakami, bankierami albo despotami z powodu złych wspomnień z dzieciństwa, ale kiedy Himbeergeist zaczyna badać Daltonów, odkrywa, że ich wspomnienia związane z przestępczością są raczej miłe, bo przepełnione rodzinnym ciepłem.

Daltonowie to klan bandytów i poprzez wspólne popełnianie przestępstw się integrują. Joe, William, Jack i Averell napadali na banki z rodzicami i z wujkiem Henry’m, często dobrze się przy tym bawiąc. Rzadko kiedy współpracują z kimkolwiek spoza rodziny, a jeszcze rzadziej się rozdzielają. I właśnie dlatego Daltonowie zawsze uciekają razem, chociaż Joe mógłby zostawić Averella samego i nie narażać planu na niepowodzenie a siebie samego na strzępienie sobie nerwów.

Fakt, że uważają powieszenie za śmierć naturalną, świadczy o tym, że żaden Dalton nie umarł nigdy ze starości, co najwyżej zginął podczas strzelaniny albo wykonano na nim egzekucję. To poniekąd wskazuje jak wielkie piętno odciska na ich wizji świata i kolei rzeczy występek, będący częścią ich rodzinnego życia.

Na koniec wspomnijmy jeszcze o filmach z Lucky Lukiem, w których Daltonowie się pojawiają. Byłam trochę zawiedziona tym, ze nie było ich w filmie aktorskim z 2009, który jest poważniejszy od reszty i uważany za najlepiej wykonany z wszystkich trzech aktorskich adaptacji przygód samotnego kowboja. Z drugiej strony – zapewne reżyser James Huth doszedł do wniosku, że trzeba dać się wykazać innym czarnym charakterom – Patowi Pokerowi, Jesse Jamesowi, Billy Kidowi, czy Philowi Deferowi. Wszak Daltonowie pojawiają się we wszystkich innych filmach pełnometrażowych z Lukiem. W animowanym Daisy Town i w luźnej (i beznadziejnej) adaptacji tego samego komiksu z Terrence’m Hillem w roli Luke’a; w Balladzie o Daltonach, w Dzielnym szeryfie Lucky Luke’u (która jest złączeniem w jedno trzech odcinków serialu animowanego: Daltonowie w śnieżycy, Mama Dalton i Daltonowie dostają szansę poprawy), w filmie aktorskim z 2008, który w oryginale nosi tytuł Les Daltons i to właściwe bracia są jego głównymi bohaterami; no i w najnowszym Lucky Luke’u na Dzikim Zachodzie, gdzie co prawda nie są właściwymi antagonistami, ale ich wątek przeplata się co chwila z głównym. Toteż w Lucky Luke’u z 2009 Daltonowie są tylko wspominani. Raz przez samego Luke’a, kiedy Belle Star pyta go, czy miał jakieś przygody (jej chodzi o przygody miłosne, ale Luke odczytuje to pytanie jako zupełnie niewinne), a raz przez Billy Kida i Jesse Jamesa, którzy wyrażają swój żal, że Daltonów również nie ma w opanowanym przez bandytów mieście Daisy Town (chyba nawet jest to ta scena z paleniem trawki).
Plakat filmu o Daltonach z 2008.
Niedawno powstał również serial animowany poświęcony całkowicie Daltonom. W zasadzie główny pomysł opiera się na tym, że serial ma pokazywać próby wydostania się bandytów z więzienia. Mnie osobiście serial się bardzo podoba, z dwóch powodów. Po pierwsze – plany, które mają ich wyciągnąć na wolność są bardzo pomysłowe i inteligentne, i tak naprawdę do ich niepowodzenia dochodzi w skutek przyczyn nie związanych z rzekomą głupotą Daltonów. Po drugie – William albo Jack (twórcy serialu nie sprecyzowali tego, a szkoda) wykazuje nieraz ogromne oczytanie, zwłaszcza w naukach ścisłych, czyli tak naprawdę odchodzi od standardowej bierności obu środkowych braci, która charakteryzowała ich niemal od zawsze. Animacja jest jednak trochę dziwna i człowiek przyzwyczajony do obu kreskówek z Lukiem może poczuć się dziwnie.

Tak oto, proszę państwa, wyczerpaliśmy temat Daltonów. A może i nie? W końcu zawsze można o najsłynniejszych przeciwnikach Lucky Luke’a coś dopowiedzieć. Mam jednak nadzieję, że udało mi się powiedzieć o nich na tyle dużo, abyście wiedzieli już skąd się wzięli, jakie są ich charaktery i co ich łączy. To wystarczy jako kompletna charakterystyka tych czterech postaci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz