czwartek, 13 czerwca 2013

Top 10 bromansów

Jednym z trzech moich ulubionych motywów w fikcji jest męska przyjaźń. Jest coś wspaniałego i podbudowującego w dwóch mężczyznach gotowych oddać za siebie życie, walczących ramię w ramię i znających się jak łyse konie. Niestety (podobnie jak z pozostałymi dwoma ukochanymi przeze mnie motywami) wielu fanów doszukuje się w nich podtekstów seksualnych, dlatego dość często w różnych tworach fanowskich relacje między dwoma przyjaciółmi przedstawiane są jako romans. Zresztą jedno z popularnych określeń na silną męską przyjaźń to bromance, połączenie słów „bro” (od skrótu „brother”, jednak ów skrót oznacza w zasadzie braterstwo) i „romance”. Tak naprawdę za tym dziwacznym określeniem kryje się więź między dwoma mężczyznami, która jest równie silna jak więź między mężem i żoną – jest to po prostu więź między dwoma najlepszymi przyjaciółmi, którzy się nawzajem dopełniają.

Tak czy inaczej – jako że bromanse są bardzo popularne w fikcji – postanowiłam utworzyć listę dziesięciu tych najbardziej znanych. Dlatego przejrzałam odpowiedni artykuł na TVTropes, porozmawiałam ze znajomymi i pod koniec maja poprosiłam was o propozycje takich par. Przyjęłam zasadę, że musi to być para bohaterów, którą kojarzą nawet ludzie nie zaznajomieni z danym fandomem. Jeżeli nie znalazła się tam wasza propozycja to albo stwierdziłam, że nie wykracza poza fandom, albo moja wiedza na temat tego konkretnego bromansu nie jest dostatecznie szeroka, abym mogła ją dobrze opisać. Jest tam też jeden przykład, który niektórzy mogą uznać za niezgodny z powyższą zasadą, ale postanowiłam go przyjąć ze względu na trochę humorystyczne podejście do samego motywu.

Oto więc lista dziesięciu bromansów, które poruszają ludzką wyobraźnię.

Miejsce 10: Fred Flinstone i Barney Rubble
Wytwórni Hanna Barbera bromans nie jest obcy. Można to zauważyć zarówno w krótkich kreskówkach, w których głównymi bohaterami są zantropomorfizowane zwierzęta (jak Yogi i Boo Boo), jak i w tych skupiajacych się na ludziach (Kudłaty i Scooby). Jednak bodajże najbardziej znaną parą przyjaciół i co więcej – parą przyjaciół o najbardziej rozbudowanej dynamice w całej historii Hanny Barbery – są Fred Flinstone i Barney Rubble.

Fred i Barney są sąsiadami i długoletnimi przyjaciółmi. Razem uczęszczają do Bractwa Bizonów, razem rozmawiają o problemach z żonami, razem stawiają czoła róznym dziwnym rzeczom, które im się przydarzają… Rubble’owie i Flinstonowie w ogóle są bardzo ze sobą zrzyci. Wilma i Betty razem robią zakupy i opiekują się dziećmi, które w przyszłości stają nawet na ślubnym kobiercu. Powróćmy jednak do Freda i Barney’ego.

Jest to niewątpliwie jedna z tych przyjaźni, która potwierdza zasadę, że przeciwieństwa się przyciągają. Fred jest cholerykiem, bywa pyszałkowaty i chciwy i miewa „genialne” pomysły, które zwykle kończą się w bardzo zły sposób. Barney jest wesoły, czasem uchodzi za głupka i częściej wykonuje polecenia Freda, niż inicjuje jakiś plan (co jednak nie znaczy, że nie wrzuca swoich trzech groszy, aby rozwiązać jakiś problem). Na ogół działają razem (zwłaszcza, kiedy muszą coś ukryć przed żonami), jednak już kilka razy zdarzyło się, że dochodziło między nimi do sprzeczek i kłótni, najczęściej spowodowanych przez Freda, który albo uznał, że dobudowane przez Barney’ego pomieszczenie przekracza granicę jego posesji, albo – że towarzystwo Rubble’ów nie jest odpowiednie dla Pebbles. Zawsze jednak Fredowi udaje się zrozumieć swój błąd i to, że potraktował niesprawiedliwie najlepszego przyjaciela, i przeprasza Barney’ego. Barney zresztą potrafi znosić humory Freda i jeśli chce, jest w stanie być naprawdę złośliwy.

Miejsce 9: John Dorian i Christopher Turk
Relacje między JD i Turkiem już w pierwszym sezonie Hożych doktorów są bardzo ciepłe, i ma to głęboki sens, gdyż obaj studiowali na jednej uczelni i mieszkali w jednym pokoju w akademiku. Teraz zaś pracują w jednym szpitalu i przez długi czas dzielą to samo mieszkanie. Mamy więc tą podbudowę więzi, jaka się między nimi nawiązała.

Mimo że spędzają czas na typowo męskich wygłupach, zdarzają im się zachowania, które wydają się dziwaczne nie tylko dla widzów, ale również dla postaci z samego serialu. JD i Turk nie wstydzą się nadawać sobie pieszczotliwe przezwiska, mówić sobie nawzajem, że się kochają, czy wpaść sobie w ramiona. Mało tego – w odcinku My Musical śpiewają piosenkę o swoim bromansie, piosenkę, która przeszła do historii serialu i zyskała cover w wykonaniu Teda i jego chórku. Oczywiście, nie obywa się bez komentarzy na temat ich orientacji seksualnej. Doktor Cox nazywa Turka „lepszą połówką” JD, kiedy chce dopiec młodemu, a Carla nieraz wątpi w to, czy czasem jej mąż nie kocha JD bardziej niż ją. Był nawet odcinek, w którym ich bromans zostaje pokazany w corocznym, prześmiewczym teatrzyku jako miłość gejowska i panowie postanawiają nie obnosić się ze swoim przywiązaniem tak bardzo jak do tej pory. A kiedy w ostatnim, dziewiątym sezonie, JD opuszcza Szpital Świętego Serca już na stałe, Turk za nim tęskni. W końcu jednak znajduje kogoś, z kim mógłby o tym pogadać.

JD i Turk są bromansem pociągniętym do ekstremum, jednakze biorąc pod uwagę, że – jako internista i chirurg – spotykają się z cierpieniem i śmiercią, a także z problemami osobistymi, to dobrze, że ta ich dziwacznie objawiająca się przyjaźń istnieje. To dobrze, że potrafią się przytulić i że są w stanie ze sobą żartować. I choć doktor Cox nie daje JD tak upragnionej przez niego miłości, to na pewno da mu ją jego najlepszy przyjaciel.

Miejsce 8: Shrek i Osioł
Tutaj mamy bromans, który opiera się na tym, że jeden facet denerwuje drugiego. Już kiedy Shrek i Osioł spotykają się po raz pierwszy, widzimy, że zwierze nie przypada ogrowi do gustu. Przez większość pierwszego filmu Osioł próbuje zaprzyjaźnić się ze Shrekiem, zbliżyć się do niego, nawet okazać mu zrozumienie, Shrek zaś odgradza się od niego i obrzuca obelgami i nie bez przyczyny. Można się dopatrzeć w Ośle parodii denerwujących, futrzanych kompanów w disnejowskich (i disnejowsko-podobnych) baśniach. Poza tym Shrek przyzwyczaił się do tego, że jest sam.

Z drugiej strony mamy scenę pod gwiazdami, kiedy Shrek pokazuje Osłowi gwiazdozbiory i opowiada mu o słynnych ograch, których imionami je nazwano. Później wychodzi na jaw, że Shrek jest samotnikiem nie tyle dlatego, że tego chce, ale dlatego, że świat jest do niego uprzedzony. Osioł zaś okazuje mu współczucie, a potem taktownie zmienia temat na lżejszy. Mimo małego nieporozumienia przed wielkim finałem, Shrek w końcu uznaje Osła za swojego przyjaciela i w dalszych częściach (nawet w ostatniej, która wykorzystuje schemat Tego wspaniałego życia i pokazuje świat bez Shreka) są prawie nierozłączni. W Shreku 2 ich bromans zostaje zagrożony przez pojawienie się Kota w Butach, ale Shrek tak naprawdę nigdy o Ośle nie zapomniał, co widać w scenie w deszczu.

Osioł może denerwować, może być czasem niezdarny i prawie się nie zamykać, ale podąża za Shrekiem w każde niebezpieczeństwo i pomaga mu w osiągnięciu celu, niezależnie od tego, co Shrek mu powie. Nie mówiąc już o tym, że Osioł służy mu również radą (nie zawsze dobrą, ale jednak). Czego jeszcze mógłby chcieć aspołeczny ogr od swojego przyjaciela?

Miejsce 7: Doktor Emmett Brown i Marty McFly
Wiele razy już rozpływałam się nad Powrotem do przyszłości i wszystkimi jego odsłonami, a także nad relacjami między doktorem Brownem i Marty’m, jednak nie poświęciłam ich przyjaźni dostatecznie dużo miejsca. Tutaj więc zamierzam pokazać wam fenomen tego bromansu, który z początku wydaje się zwykłą relacją pracodawcy i nastoletniego pracownika, jednak w miarę rozwoju wydarzeń odkrywamy, że jest to coś więcej.

Mamy tutaj przykład przyjaźni między mężczyznami, których dzieli różnica wieku i wykształcenia, a także sposób działania, który można ująć w metaforę strzelby i rewolweru, używanych przez obu panów w trzeciej części trylogii. Doktor Brown przestrzeliwuje linę, na której jest wieszany Marty, korzystając z podrasowanej przez siebie strzelby, wymagającej precyzji i skupienia. Tymczasem Marty strzela szybko, kiedy wymaga tego sytuacja. Doktor Brown wymyśla dopracowane do każdego szczegółu plany, a Marty przeważnie improwizuje. Można powiedzieć, że doktor myśli, a Marty zdaje się na instynkt, jednakże zdarza im się zamieniać role, gdy wymaga tego sytuacja.

Tak czy inaczej – ci dwaj tak różni od siebie mężczyźni dopełniają się i wielokrotnie udowadniają, że bardzo się o siebie troszczą. Jeden nie chce powrócić do właściwych czasów bez drugiego i obaj przedkładają własne bezpieczeństwo nad bezpieczeństwo swojego przyjaciela. Potem mamy cały czwarty epizod Back To The Future: The Game, gdzie Marty musi doprowadzić do zerwania między młodym Emmettem Brownem a Edną Strikcland i kiedy wreszcie mu się to udaje, nie jest zadowolony z tego, że doktor ma złamane serce. Jak już mówiłam – Marty zmuszony jest w tej grze robić doktorowi rzeczy moralnie dwuznaczne, aby ocalić przyszłość, i widzimy wielokrotnie, że nie pozostaje to bez wpływu na jego emocje. Jednocześnie pomaga młodemu Emmettowi pogodzić się z ojcem i motywuje przyszłego wynalazcę wehikułu czasu do zajęcia się nauką na poważnie.

Kiedy zaś w trzeciej części trylogii doktor Brown oświadcza, że zamierza zostać w dziewiętnastym wieku z Klarą, Marty przekonuje go, że doktor nie pasuje do tych czasów, jednakże mówi też: „A może byśmy zabrali Klarę ze sobą…” Wie, że jego przyjaciel nie powinien pozostawać w przeszłości, ale zarazem nie chce, aby doktor miał złamane serce, więc proponuje mu kompromis.

Z kolei doktor Brown stara się zapobiec nieszczęściom, które mogłyby spaść na Marty’ego i jego rodzinę (zarówno przeszłą jak i przyszłą). W końcu w drugiej części przybywa po Marty’ego, aby  jego syn nie popadł w tarapaty.

Doktor Brown i Marty razem podróżowali w czasie, razem próbowali naprawić komplikacje powstałe na skutek ich podróży, wielokrotnie ratowali sobie nawzajem życie i ostrzegali przed nadchodzącymi nieszczęściami (bezpośrednio bądź nie). Już raz to mówiłam, ale powtórzę jeszcze raz: przyjaźń między Emmettem Brownem a Marty’m McFly’em jest czymś, co przetrwało wszystkie zawirowania czasowe i w zasadzie pojawiło się na horyzoncie z chwilą, kiedy doktor Brown naszkicował kompresor czasu w 1955. Błyskotliwy, acz nieco zakręcony naukowiec i sprytny, szybko myślący młodzieniec. Idealna ekipa do podróży w czasie.

Miejsce 6: Pinky i Mózg
Ilekroć zastanawiam się nad motywem Villain Protagonist i znanymi mi przykładami tegoż motywu, zawsze poświęcam trochę czasu na rozmyślanie nad sposobem, w jaki złoczyńca-protagonista traktuje swoich podwładnych i pomocników. W klasycznych filmach i serialach dla dzieci i młodzieży czarne charaktery mają tendencję do traktowania wszelkiego rodzaju mooków, goonów i minionów nie lepiej niż bezdomnego psa. Ze złoczyńcami-protagonistami jest różnie. Raz mamy komenderującego Pali Bebehowi wezyra Iznoguda, kiedy indziej pamiętającego wszystkie imiona swoich kilkuset podwładnych Gru, a w końcu – Megamocnego, który mówi do swojego służącego i przyjaciela, Miniona: „Ty fantastyczna rybo!”

Jeśli chodzi o Mózga (który niewątpliwe podpada pod motyw Villain Protagonist), nasza pragnąca władzy nad światem mysz na pierwszy rzut oka nie wydaje się odbiegać w tym względzie od klasycznego schematu – obrzuca Pinky’ego obelgami, a także go bije, jeśli Pinky zrobi albo powie coś głupiego. Pinky zaś – jak większość minionów w jego położeniu – nie wścieka się, tylko wiernie stoi przy Mózgu, asystując przy jego planach zdobycia świata.

Mimo wszystko jednak w samym serialu było mnóstwo momentów, w których Mózg okazuje troskę
Pinky’emu. Wystarczy chociażby wspomnieć oba odcinki świąteczne (bożonarodzeniowy i halloweenowy), aby się o tym przekonać. W obu Mózg jest bliski zdobycia świata, ale rezygnuje z tego ze względu na Pinky’ego. Zaczyna płakać ze wzruszenia czytając list, w którym Pinky prosi Mikołaja o świat dla Mózga, i jest gotów oddać świat za duszę przyjaciela, kiedy tylko odkrywa, że Pinky sprzedał ją, aby Mózg dostał to, czego chce. Co więcej – kiedy w jednym odcinku Mózg decyduje się zarzucić planowanie podboju świata, bo myśli, że to objaw megalomanii, tym, co przekonuje go do powrotu, jest fakt, że ludzie prawie zdeptali Pinky’ego na śmierć, kiedy chciał do nich przemówić. Wtedy Mózg uzmysławia sobie, że nie pragnie władzy nad światem dla samej władzy nad światem, tylko chce, aby myszy były wysłuchiwane.

Jakby się nad tym zastanowić, Mózg ma do pomocy tylko Pinky’ego. W przeciwieństwie do większości czarnych charakterów z seriali dla dzieci i młodzieży, którzy mogą zmienić swoich niekompetentnych pracowników, ale tego nie robią, Mózg musi zdać się na pomoc Pinky’ego, bo w laboratorium ACME nie ma innych myszy (a przynajmniej przez większość czasu ich nie widać). I też nie można powiedzieć, że przeważnie przyczyną porażki kolejnego wielkiego planu Mózga jest to, że Pinky robi coś głupiego. Równie często to Mózg niweczy własne plany albo pojawia się jakaś okoliczność zewnętrzna. Wydaje mi się, że nawet gdyby Mózg był w stanie zmienić sobie pomocnika i to zrobił, szybko doszedłby do wniosku, że ten drugi nie jest w połowie tak dobry jak Pinky. Pinky – mimo że niezbyt inteligentny – jest lojalnym kompanem i traktuje Mózga jak przyjaciela. Koniec końców potrzebują siebie nawzajem i to nie tylko po to, aby podbić świat. Kto wie – może wiecznie powtarzane: „Móżdżku, co będziemy robić dziś wieczorem?” jest dla Mózga czymś w rodzaju motywacji do dalszego działania, mimo niepowodzeń.

Miejsce 5: Asteriks i Obeliks
Można śmiało powiedzieć, że Asteriks zrodził się z bromansu między Rene Goscinnym i Albertem Uderzo. Jego twórców łączyła wspaniała przyjaźń, która zaowocowała wieloma latami wspólnej pracy i historiami o Małym Galu. Zresztą motyw męskiej przyjaźni między dwoma zupełnie różnymi osobami widać nawet w innym dziele Goscinny’ego i Uderzo Umpa-pie Czerwonoskórym.

Mimo że seria komiksów (a także filmów) zatytułowana jest imieniem Asteriksa, tak naprawdę ma dwóch bohaterów. Asteriks i Obeliks zawsze występują razem. Razem walczą, razem polują, razem jedzą i razem przeżywają przygody. W jednej z krótkich historyjek przedstawionych w Galijskich początkach pokazane są narodziny Asteriksa i Obeliksa w wiosce Galów. Panoramiks stwierdza, że to, iż urodzili się tego samego dnia, jest zwistunem ich wielkiej przyjaźni.

Asteriks jest mały i sprytny, Obeliks ogromny i silny. Często się kłócą (zwłaszcza o to, czy Obeliks powinien wypić magiczny napój i czy to Asteriks powinien rządzić w ich grupie), zawsze jednak się godzą i znów stawiają czoła wyzwaniom ramię w ramię. Co więcej – kiedy Obeliks zmienia się najpierw w kamień, a potem w dziecko na skutek wypicia magicznego napoju i w pewnym momencie dochodzi do sytuacji, w której on, Panoramiks i Asteriks zostają zaatakowani, to właśnie widok Asteriksa w niebezpieczeństwie sprawia, że Obeliks znów staje się dorosłym. Dużo wcześniej, tuż po zmienieniu w kamień, Asteriks spędza przy łóżku Obeliksa całą noc, martwiąc się o niego. Wiele razy również zdarzała się sytuacja, w której któryś z nich włamuje się do więzienia, aby wydostać zeń tego drugiego.

Są uważani za najlepszych wojowników w wiosce, nic więc dziwnego, że to oni właśnie  są wysyłani w misje razem. Także – jak reszta historii pisanych przez Goscinny’ego – Asteriks i Obeliks to jeden z tych bromansów, który uniknął slashowego podtekstu wśród fanów (choć Nonsensopedia bardzo się starała, aby ten podtekst wydobyć) i w rezultacie nie znajdzie się fanfików i fanartów z Asteriksem i Obeliksem jako parą kochanków.

Trudno wyobrazić sobie Małego Gala bez sprzedawcy menhirów. Tak jak ich twórcy dopełniali siebie, tak Asteriks i Obeliks się dopełniają, tworząc jeden z najpopularniejszych bromansów w komiksie francuskim. Oby więc Uderzo nie przyszło do głowy, aby ich rozdzielić, bo Asteriks bez Obeliksa nie byłby taki sam.

Miejsce 4: Don Kichot i Sancho Pansa
Oto więc mamy przykład książkowy, ale nawet ci, którzy nie czytali powieści Cervantesa, wiedzą, że don Kichotowi zawsze towarzyszy jeżdżący na osiołku Sancho Pansa. Don Kichot potrzebował giermka tak jak potrzebował konia i damy serca. Sancho Pansa, prosty chłop ze wsi i głowa wielodzietnej rodziny, zgodził się zostać jego giermkiem, bo don Kichot obiecał mu wyspę na własność. Na początku Sancho podchodzi do fantazji swojego pana w sposób zdroworozsądkowy i nie całkiem pojmuje niektóre zagadnienia – jak fakt, że don Kichot musi zostać pasowany na rycerza przez króla (no bo przecież ma zbroję, miecz i wierzchowca… Sancho myślał, że don Kichot sam się mianował rycerzem) – jednak pozwala się wozić za nim wszędzie, najpierw dla nagrody, potem z ciekawości.

W założeniu Cerantesa don Kichot miał być postacią prześmiewczą, trochę naiwną, wierzącą w bajki, Sancho zaś miał być rozsądny i sarkastyczny. Jednakże zarówno w dziele macierzystym, jak i w różnych jego adaptacjach, widać, że Sancho z czasem przywiązuje się do swojego rycerza, a pod koniec powieści, kiedy don Kichot jest słaby i umierający, Sancho Pansa wyrusza w podróż i przywozi mu Aldonsę, czyli jego damę serca, Dulcyneę z Toboso. W rezultacie don Kichot umiera szczęśliwy. Jednocześnie sam Sancho uważa swoją wyprawę z don Kichotem jako wspaniałą przygodę i żegna szlachcica ze łzami w oczach.

Miejsce 3: Frodo Baggins i Samwise Gamgee
Bromans jest ważnym elementem Władcy Pierścieni i ma swoje źródło w doświadczeniach Tolkiena z frontu drugiej wojny światowej. W rezultacie w trylogii można się doszukać wielu męskich przyjaźni, chociażby między Pippinem i Merry’m, czy Legolasem i Gimlim. Najważniejszą jednak jest ta między powiernikiem Pierścienia, Frodem, i jego ogrodnikiem, Samem.

Jak już wspomniałam w oddzielnym artykule, Sam jest niezastąpioną podporą dla Froda, który musi zmagać się najpierw z brzemiem Jedynego Pierścienia, a potem z jego pokusami. Sam wyruszył na wyprawę, bo Gandalf kazał mu pilnować Froda, ale w swoim oddaniu dla pracodawcy wykracza daleko poza zwykły obowiązek. Z kolei Frodo okazuje swojemu towarzyszowi wdzięczność i uznanie dla jego lojalności, chociaż nie słucha jego ostrzeżeń w sprawie Golluma, a w pewnym momencie nawet odtrąca go, wiedziony podejrzliwością i działaniem pierścienia. Ostatecznie jednak, kiedy pierścień trafia wreszcie do Góry Przeznaczenia, wyczerpany fizycznie i psychicznie Frodo cieszy się, że Sam jest przy nim. W ekranizacji Petera Jacksona w zasadzie im obu wydaje się, że zaraz zginą, więc Sam mówi: „Nie idź tam, gdzie ja nie mogę pójść.” Elijah Wood i Sean Astin całkiem nieźle przekazali emocje, jakie towarzyszyły dwóm przyjaciołom czekającym na śmierć. Frodo traci przytomność, a kiedy znów się budzi, cały i bezpieczny, pierwszą osobą, którą widzi, jest Sam.

Frodo zdaje sobie sprawę z tego, że bez Sama nie zaszedłby daleko. W zasadzie już w Shire widać, że między Frodem a Samem jest bardzo silna więź przyjaźni, która wykracza poza różnice klasowe. I po wojnie, kiedy wracają do Hobbitonu, ich więź jest jeszcze silniejsza, bo przeżyli razem piekło i odkryli, że mogą na siebie liczyć. Zanim Frodo wyrusza, aby wypłynąć na Elfich Łodziach, prosi Sama, aby za nim nie tęsknił, tylko żył długo i szczęśliwie ze swoją rodziną.

Miejsce 2: James T. Kirk i Spock
Najsłynniejszy bromans w historii kosmicznych oper właściwie zawiera w sobie jeszcze trzecią osobę – doktora Leonarda McCoya, który jest przyjacielem kapitana Kirka dłużej niż Spock. Niewątpliwym plusem samego serialu była dynamika między lgicznym do bólu Spockiem, emocjonalnym McCoyem i próbującym ich ustabilizować kapitanem Kirkiem. TVTropes posunęło się do nazwania trzech typów osobowości – silnie emocjonalnego Id, silnie intelektualnego Superego i równoważącego te dwa aspekty Ego – właśnie McCoy, Spock i Kirk.

Właśnie to jest ciekawe, że kapitan Kirk nie uważał stwierdzeń Spocka – bądź co bądź opierających się na intelekcie i zakładających bezsensowność niektórych ziemskich norm (jak narażanie się na niebezpieczeństwo, aby odnaleźć ciało poległego członka załogi) – za skandaliczne, jak doktor McCoy. Nie, Kirk wiedział, że Spock jest Wolkaninem, tak został wychowany i pewne koncepty ludzkiej kultury mogą mu umknąć. To doktor McCoy wciąż sprzeczał się ze Spockeim o różne rzeczy, bo nie rozumiał jak można mówić takie rzeczy.

Sama przyjaźń między Kirkiem i Spockiem rozwinęła się bardzo szybko na przestrzeni trzech sezonów oryginalnego serialu, zwłaszcza, że jednym z głównych wątków w pierwszym sezonie były zmagania Spocka – pół-człowieka, pół-Wolkanina – ze swoją ludzką, emocjonalną naturą. W odcinku, w którym USS Enterprise zostaje opanowane przez wirusa, który wpływa na mózg kilku członków załogi, pozbawiając ich zachamowań i wyciągając na wierzch ich wewnętrzne niepokoje, Spock zaczyna wyrzucać z siebie przed kapitanem wszystko, co leży mu na sercu. Najpierw opowiada o doli swojej ludzkiej matki, która próbowała przystosować się do wolkańskiego społeczeństwa, a potem zwraca się do Kirka: „Kapitanie, wstydzę się przyznać do przyjaźni z panem…”

Z kolei w drugim sezonie mamy odcinek Amok, kiedy to Spock zostaje wezwany na wolkański rytuał godowy, Pon Farr, podczas którego ma walczyć o rękę przyszłej partnerki z tym, kogo ona wyznaczy na rywala. Jest to chwila w życiu każdego Wolkanina, kiedy to do głosu dochodzą jego hormony, więc Spock walczy z narastającą w nim agresją, która ma znaleźć upust właśnie w Pon Farr. Jednak zamiast jednego z wolkańskich mężczyzn narzeczona Spocka wybiera kapitana Kirka. Wtedy następuje słynna scena walki między Kirkiem a Spockiem, która jest jedną z najsłynniejszych scen w całym serialu; scena, w której dwóch najlepszych przyjaciół musi ze sobą walczyć, w zasadzie na śmierć i życie. Wszystko, co dzieje się podczas rytuału i po jego zakończeniu jak najbardziej wpływa negatywnie na Spocka i dlatego zakończenie Amoku rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do tego, czy Spock ceni sobie przyjaźń z Kirkiem, czy nie.

Pozostaje jeszcze kwestia filmów, zwłaszcza Gniewu Khana i słynnej sceny śmierci Spocka. Tak oto kapitan Enterprise’a musi patrzeć jak jego pierwszy oficer i najlepszy przyjaciel umiera. Kirk nie może nic zrobić, wie, że jest już za późno, aby uratować Spockowi życie. Jim Kirk może tylko pozostać przy nim, aby to nie była samotna śmierć. Wszystko co potem następuje – mowa pożegnalna, w której Kirk oświadcza, że Spock był najbardziej ludzką istotą, jaką znał; stwierdzenie jego nieślubnego syna, że Kirk tak naprawdę po raz pierwszy spotkał się z sytuacją bez wyjścia, a także późniejsze wydarzenia w trzecim filmie, gdzie Enterprise wyrusza na poszukiwanie Spocka – świadczą o tym, że śmierć pierwszego oficer odcisnęła na Kirku swoje piętno.

Nawet reboot z 2009 roku, chociaż opowiada o początkach załogi Enterprise i pokazuje Kirka i Spocka sprzeczających się i nie darzących się przyjaźnią, którą widać jak na dłoni w serialu, ostatecznie potwierdza, że nie tylko skład załogi USS Enterprise od początku miał być właśnie taki, ale też, że Kirk i Spock od zawsze mieli być najlepszymi przyjaciółmi.

Koniec koćców Jim Kirk ufa swojemu pierwszemu oficerowi, a Spock ufa swojemu kapitanowi. Czy jest w historii science-fiction bardziej zżyta para przyjaciół?

Miejsce 1: Sherlock Holmes i John Watson
O relacjach pomiędzy Sherlockiem Holmesem i doktorem Watsonem (zarówno w prozie Conan Doyle’a, jak i w uwspółcześnionej jej wersji) rozpisałam się już w oddzielnym artykule, dlatego powiem tak: Oto bromans, który zapoczątkował wszystkie bromanse obecne we współczesnej popkulturze. Wszystkie powtarzające się we wcześniejszych pozycjach tej listy schematy pojawiają się już w powieściach i opowiadaniach o Sherlocku Holmesie. Dwaj mężczyźni o skrajnie różnych osobowościach, którzy mimo wszystko dobrze się dogadują? Proszę bardzo – mamy tutaj chłodnego Holmesa o uporządkowanym umyśle, i uczuciowego, acz pragmatycznego Watsona. Jeden gotów jest pójść za drugim w ogień? Watson ufa Holmesowi i jego umiejętnościom, a Holmes – celnemu oku Watsona i jego obserwacjom. Obaj siebie potrzebują, dopełniają się i są gotowi to przyznać? Ależ Holmes zabiera Watsona na każde śledztwo i nieraz przyznaje, że Watson jest mu potrzebny. Wielu fanów podejrzewa, że ich relacje już dawno wykroczyły poza zwykła przyjaźń i dopatruje się w nich podteskstów homoseksualnych? Jeszcze jak!

Zrozumiałe jest więc, że to właśnie Sherlock Holmes i John Watson zajęli pierwsze miejsce na tej liście. Czy jest w naszej zachodniej kulturze ktokolwiek, kto – spytany o przykłady przyjaźni między dwoma postaciami męskimi – nie przytoczy Holmesa i Watsona? Czy nie jest tak, że nawet ktoś, kto nigdy nie miał książki Conan Doyle’a w rękach, wie, że wielkiemu detektywowi zawsze towarzyszy doktor Watson? Ależ oczywiście, że tak właśnie jest. I zapewne będzie tak jeszcze przez bardzo długi czas. Niektóre z pozycji na tej liście znikną, a Holmes i Watson będą tkwić w ludzkiej świadomości.
I dobrze, bo każdy bromans jest wart zapamiętania. Każdy bromans pokazuje nam, że dwóch mężczyzn jest w stanie stworzyć coś pięknego i zrobić dla siebie bardzo dużo; że ich przyjaźń jest czymś trwałym. I nie jest to przyjaźń, która zamieszkuje tylko królestwo fikcji. Można ją znaleźć również w prawdziwym życiu, tak jak wiele innych relacji opisywanych w literaturze, kinie i telewizji. I to jest również wspaniałe.

2 komentarze:

  1. John Dorian i Christopher Turk chyba nie są kojarzeni przez nieznających fandomu. Istnieją dużo lepiej kojarzeni przyjaciele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o nich mi chodziło, kiedy pisałam ten fragment:
      "Jest tam też jeden przykład, który niektórzy mogą uznać za niezgodny z powyższą zasadą, ale postanowiłam go przyjąć ze względu na trochę humorystyczne podejście do samego motywu."

      Usuń