piątek, 21 czerwca 2013

Podręcznik fanfikowca cz. 9 - Humor w fanfikach

Wspominałam już wiele razy, że fani uwielbiają angstowe, mroczne fanfiki. Nie ulega wątpliwości, że potrzebujemy od czasu do czasu właśnie takich angstowych fików, jednakże to wcale nie znaczy, że tylko takie ponure historie cieszą się popularnością na fanfiction.net. Tak naprawdę potrzebujemy również fików, które są lekkie, łatwe i przyjemne i które przywołują uśmiech na twarzy czytelnika. Chyba każdy z nas po przeczytaniu iluś tam smutnych fanfików do jakiegoś fandomu (zwłaszcza, jeśli tenże fandom jest ciężki) postanowił dla odmiany zapoznać się z czymś weselszym. Z tego samego powodu pojawiają się crackvidy na YouTubie.

Fanfikowy humor może opierać się na kilku podstawach, które generują zabawne sytuacje; między innymi na:
1.      Postaciach. Chodzi tutaj zarówno o charaktery postaci kanonicznych, jak i o relacje z innymi postaciami. W pierwszym przypadku na pewno znajdą się jakieś cechy bohatera, które można wykorzystać – sama osobowość (Almost perfect day koncentruje się na hetaliowych Włochach, któremu udało się przez jeden dzień niczego nie zapomnieć ani się nie wygłupić… aż do pewnego momentu), sposób mówienia, zwyczaje, hobby (Hawkeye Hates Prince of Thieves opowiada o reakcji Clinta Burtona na sposób, w jaki w Robin Hoodzie: Księciu złodziei pokazano strzelanie z łuku) itd. Drugi przypadek daje większe pole do popisu. Można sobie przy nim zażartować z różnicy charakterów, z brakiem komunikacji między postaciami, z różnic kulturowych… Pozwala to zarówno na komizm sytuacyjny, jak i słowny. (Texting Conversations: Mycroft and Sherlock – bracia Holmes wymieniają się uprzejmościami w SMSach.)
2.      Wydarzeniach z dzieła macierzystego – wszystkich małych gagach (jeden z moich pierwszych fików po angielsku – kraje śródziemnomorskie urządzają sobie siestę podczas Światowej Konferencji), zabawnych, a także tych mniej zabawnych sytuacjach (nawiązujący do odcinka Pingwinów z Madagaskaru, w którym unieruchomiony Kowalski próbował się wydostać z małego zoo, I Know Why the Cages Bird Needs Company); przedmiotach (That Jerk of My Brother, czyli powód dla którego Mycroft powinien być zły na Sherlocka po nocy pełnej wrażeń), wypowiedzianych wcześniej kwestiach (Morgana licząca barany, bo poradził jej to opętany przez goblina Gajusz)… Nie zapomnijmy również o żartach, które krążą zwykle w danym fandomie (regiony newralgiczne w Hetalii, „majestatyczność” Thorina w Hobbice, Wielki Smok jako Slash Dragon…). Szczególną sympatią darzę wszelkiego rodzaju zbiory zasad, których grupa postaci zebranych w jednym miejscu musi przestrzegać; które to zasady nieraz odnoszą się do poszczególnych postaci i ich tendencji do głupich dowcipów. (No cóż, mam tutaj listę reguł w leżu Wojowniczych Żółwi Ninja; zasady na bieżąco komponowane przez załogę Enterprise’a, a także reguły postępowania ze Szczerbatkiem.)
3.      Przyłożeniu logiki do dzieła macierzystego i fików do niego. Każdy fandom ma swoje nieścisłości, które nie przystają do prawdziwego życia, czy to w zakresie zachowań postaci, czy też reguł rządzących pewnymi zjawiskami zachodzącymi w danym uniwersum. (Marvel Headlines przedstawia humorystyczne nagłówki z gazet, opisujące wydarzenia z Avengers i ich tie-inów. Ostatni rozdział wykracza poza fandom Avengers i nawiązuje między innymi do X-Menów, Piątku trzynastego i nolanowego Batmana.) Jest to idealny materiał do sparodiowania zarówno samego dzieła macierzystego jak i schematów rządzących pisanymi doń fikami. (One Of Those Times – Merlin narzeka na to, że po raz kolejny Artur zawierza komuś obcemu - tym razem Modredowi – kto potem go najpewniej zdradzi i przez to król powiela schemat z poprzednich dwóch sezonów.) Jest również całkiem sporo metafanfików, w których postaci z danego fandomu odkrywają istnienie fanfiction i reagują nań z rezerwą, złością albo rozbawieniem (Tony Stark nie jest nimi zachwycony); lub mają bliskie spotkania trzeciego stopnia ze swoimi zwariowanymi fankami.
4.      Cracku. Crack to – mówiąc w największym skrócie – czysty absurd. To bardzo surrealistyczny typ humoru, w którym królują sytuacje po prostu głupie. Dość często w takich fikach pojawia się de-aging, zamiana ciał, genderbender i mpreg, z tej prostej przyczyny, że już same te sytuacje generują liczne absurdalne sytuacje. (Najlepszy crackowy fik, w którym spotkałam się z męską ciążą, to Dwarves and Hormones. Warto je przeczytać ze względu na niepewnego swojej atrakcyjności ciężarnego Thorina.) Czasem crack zdarza się w danym fiku tak po prostu (jak w The Care and Feeding of Sherlcok Holmes), a kiedy indziej wszelkie absurdalne sytuacje mają swoje źródło w halucynacjach, snach albo opowiadanych przez którąś postać historiach (swego czasu napisałam serię fanfików, w której bohaterowie One Piece opowiadali swoje własne wersje baśni o Czerwonym Kapturku, a inne postacie wtrącały od czasu do czasu swoje trzy grosze.) Crack może również łączyć się z powyższymi trzema punktami.
Jednak tak naprawdę humor w fanfikach opiera się na tych samych zasadach, co humor gdziekolwiek indziej. I wykorzystuje również te same schematy – qui pro quo (Hobbit Tears, gdzie Thorin widzi płaczącego Bilbo, ale nie zauważa, że niziołek kroi cebulę, więc myśli, że Bilbu źle wśród krasnoludów.), the morning after (It Seemed Like A Good Idea At the Time – Tony Stark i Clint Burton budzą się skacowani i próbują przypomnieć sobie, co się działo poprzedniej nocy.), rozrabiające dziecko (Tiny – po prostu mały Sherlock siejący zniszczenie.), jedna postać przedrzeźniająca drugą (jak Kanada Amerykę w Mirror Act do Hetalii.)… Poza tym zdarza się również, że takie fiki humorystyczne zawierają również elementy romansu, przyjaźni, czy nawet Hurt/Comfort. Nie potrzeba więc angstu, aby te motywy się tam pojawiły. Czasem crack działa równie dobrze.
Oczywiście jeszcze będę wracać do humoru w następnych częściach podręcznika, kiedy będę omawiać tematy z nimi związane w ten czy inny sposób, jednak w kolejnej części najprawdopodobniej omówię OC w fanfikach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz