niedziela, 7 kwietnia 2013

Podręcznik fanfikowca cz.6 - Magia jako narzędzie fabularne w fanfikach

Magia zdaje się być idealnym narzędziem fabularnym. Dzięki magii może dojść do absolutnie wszystkiego – od nagłej zmiany charakteru postaci poprzez jej odmłodzenie albo zmianę płci, aż po przywrócenie jej do życia czy szybkie wyleczenie śmiertelnych ran. Magii nie trzeba tłumaczyć  i można być przy niej kreatywnym. Toteż magia często pojawia się w fanfikach i to niekoniecznie do fandomów, które posiadają magię jako element świata przedstawionego. Bo nawet w najbardziej realistycznym fandomie znajdą się fanfiki, w których pojawiają się czarodzieje, czarodziejskie artefakty, eliksiry miłości, baśniowe stworzenia, wyrocznie itd.

Jednakże nie zawsze takie zabiegi wychodzą dobrze, nie mówiąc już o tym, że nie zawsze można sobie pozwolić na spontaniczne wymyślanie jakichś zaklęć. Bywają przypadki, w których fanfiki z elementami magicznymi wyglądają sztucznie czy wręcz niedorzecznie i nadają się tylko na crack. Ostatecznie nawet w fantastyce panują pewne zasady (w końcu magia była kiedyś ściśle związana z nauką). Dlatego właśnie dzisiaj zajmiemy się tym, jak pisać magię w fanfikach.

Jak już pisałam wyżej, mamy fandomy z magią (albo energią o cechach magicznych, jak w wielu anime) jako elementem świata przedstawionego, i fandomy, gdzie magia nie występuje wcale i wszystko da się w jakiś sposób wytłumaczyć, nie odwołując się do magii czy sił nadprzyrodzonych. Dlatego fanfiki z magią do każdego z nich pisze się w trochę inny sposób i właśnie te sposoby sobie dzisiaj omówimy.

Tak więc w fandomie, gdzie magia występuje na porządku dziennym musimy wziąć pod uwagę to, jak jest ona przedstawiona – czy ma jakieś ograniczenia, jakimi zasadami się rządzi, czy wpływa w jakiś sposób na rzucającego czar. Weźmy na warsztat trzy serie – Przygody Merlina, Harry’ego Pottera i Cykl Dziedzictwo Christophera Paoliniego. Kiedy ktokolwiek w Merlinie rzuca zaklęcie (czy to na głos, czy to w myślach), jego oczy na kilka sekund zmieniają kolor na złoty; językiem, w którym wypowiada się zaklęcia i w którym Władcy Smoków przemawiają do smoków i gatunków z nimi spokrewnionych, to staroangielski, a dar tychże Władców Smoków przenoszony jest z ojca na syna. W Harry’m Potterze zaklęcia rzuca się za pomocą różdżki, wypowiada się je po łacinie, przy niektórych z nich wymagane jest konkretne mentalne nastawienie (patrz: ridikkulus i patronus), nie mówiąc już o tym, że wiele z nich jest ujętych w ramy prawne (Zaklęcia Niewybaczalne są zakazane, każdy animag powinien być zarejestrowany, a żeby móc się legalnie teleportować potrzebna jest licencja); niektóre eliksiry wymagają długiego warzenia i w ogóle magia jako nauka ma wiele dziedzin, których uczy się w szkołach dla czarodziejów. W Dziedzictwie językiem magii jest elficki i trzeba bardzo uważać co i w jakiej formie się mówi; magię mogą praktykować ludzie i elfy, zwłaszcza jeśli są Jeźdźcami Smoków, ponieważ poprzez więź ze smokiem zyskują moc; magia ma swoje limity, na przykład wiele zaklęć leczniczych opiera się na odbieraniu życia roślinom i zwierzętom. O ile we wszystkich trzech fandomach można wymyśleć jakieś mniej lub bardziej rozbudowane zaklęcie, o tyle im bardziej szczegółowo opisane zasady działające magią, tym bardziej uważny powinien być fanfikowiec, kiedy wprowadza takie zaklęcie do fabuły fika. Zawsze może opisać wszystko ogólnikowo („wymamrotał zaklęcie”, „rano odprawili rytuał, szepcząc chórem słowa zaklęcia”), ale bardzo pozytywnie może zostać odebrane to, że poszukał odpowiednich słów po łacinie, staroangielsku albo elficku (wielkie dzięki, panie Paolini, za ten słowniczek na końcu każdego tomu Dziedzictwa), no i sprawdzić czy wymyślone przezeń zaklęcie już się kiedyś nie pojawiło w dziele macierzystym. I znów – należy zwrócić uwagę na to, jakimi zasadami kieruje się magia w danym uniwersum, zwłaszcza gdy te zasady są ściśle uszczegółowione (po raz kolejny polecam zapoznanie się z fanowskimi wikipediami, bo przynajmniej na Merlin Wiki znajduje się lista zaklęć, jakie użyto w serialu).

To zresztą tyczy się wszystkich spraw nadprzyrodzonych. Dlatego pisanie crossovera dwóch (lub więcej) uniwersów, gdzie takie rzeczy mają miejsce, jest szczególnie trudne. Pół biedy jeśli w jednym uniwersum (albo nawet obu) magia, życie pozagrobowe, natura smoków itd. jest przedstawiona dość ogólnikowo, aby uniwersa się ze sobą nie gryzły, ale gdy piszemy crossover dwóch dzieł, w których zasady zjawisk nadprzyrodzonych są bardzo rozbudowane, istnieje duże prawdopodobieństwo, że te dwa systemy będą ze sobą sprzeczne. (Na przykład crossovery Harry’ego Pottera i Akt Dresdena, co wcale nie znaczy, że nikt nie próbował.) Są dwa wyjścia z tej sytuacji – albo autor fanfika spróbuje pogodzić oba systemy znajdując cechy wspólne i wymyślając swoje własne zasady uzasadniające istnienie dwóch różnych wizji magii, życia pozagrobowego itd. (na przykład – położenie geograficzne, jeśli rzecz dzieje się w naszym świecie); albo postać (bądź grupa postaci) z jednego uniwersum przenosi się poprzez jakiś portal między wymiarami do drugiego uniwersum. To drugie rozwiązanie jest o wiele łatwiejsze i o wiele bardziej sensowne, jeśli łączymy ze sobą fandomy w dekoracjach heroic fantasy a nie urban fantasy. (Istnieją crossovery z Hobbitem i: serią Elder Scroll, Dziedzictwem, Dragon Age, Grą o Tron, a nawet Inuyashą).

Natomiast w fandomach, w których elementy nadnaturalne nie występują wcale, autor fanfika ma w tym względzie wolną rękę. Sam ustala jakie zaklęcie, artefakt, czy eliksir posunie fabułę do przodu; czym się będzie charakteryzować, jakie będą jego ograniczenia i w jaki sposób będzie można odwrócić skutki jego działania. Bardzo często sposób na odczynienie uroku ma charakter metaforyczny – jeżeli bohater wypił eliksir miłosny i zapałał uczuciem do niewłaściwej osoby, to pomóc mu może tylko pocałunek jego prawdziwej miłości; jeżeli zamienił się z przyjacielem ciałami, to ich męka skończy się, kiedy zrozumieją, że ten drugi nie ma życia usłanego różami; jeżeli opęta go jakiś demon, to siłę do walki z nim da mu świadomość tego, że jego przyjaciele się o niego troszczą. Kiedy indziej rozwiązanie nie jest aż tak głębokie i polega na odnalezieniu jakiegoś zioła, odzyskaniu magicznego artefaktu, który przyczynił się do rzucenia uroku; albo wykonaniu kilku zadań dla czarownicy, która może zdjąć zaklęcie z bohatera.

Przy czym są takie gatunki filmowe i literackie, do których magia średnio pasuje, i chodzi mi tutaj głównie o science-fiction i kryminały. A to dlatego, że oba te gatunki korzystają bardziej z wyjaśnień racjonalnych i nawet jak coś wydaje się być wytłumaczalne tylko przez stwierdzenie: „To magia/duchy/telepatia/itp.”, to i tak na końcu bohater znajdzie wytłumaczenie rozumowe. Wprowadzenie tam wyjaśnienia opartego o zjawiska nadprzyrodzone, mogłoby zostać uznane co najmniej za naciągane. (W przypadku kryminału jest kilka wyjątków od tej reguły, jak Randall i duch Hopkirka, czy Detektyw w sutannie, ale to wynika z głównego wątku fabularnego, na którym zasadza się cała seria.) Toteż jeśli chcemy napisać fanfika w klimacie oryginalnej serii tego typu a jednocześnie wprowadzić elementy nadprzyrodzone, najlepiej od razu dać czytelnikowi do zrozumienia, że takie elementy się pojawią, na przykład zapoznając bohaterów z tajemniczą staruszką, która coś zbyt dużo o nich wie i mówi zagadkami; albo wspomnieć, że w ostatnich dniach miała miejsce seria dziwnych zajść. (W jednym moim fanfiku do kryminału – nie powiem w którym, bo zaspoilerowałabym wam przy okazji zakończenie – miało się na końcu okazać, że za całą intrygą stał demon. Aby nie wydało się to czytelnikom naciągane, główny bohater miał sen o wydarzeniu, przy którym go nie było.)

Oczywiście osobny temat stanowi umieszczenie bohaterów nie-magicznego fandomu w świecie fantasy albo jakiejś baśni, najczęściej w formie AU, gdzie jedna z postaci jest czarownikiem/czarownicą. (Doskonałym przykładem takiego AU fantasy jest Fifteen Years do Hetalii, gdzie książę Ameryka, zamieniony w ducha przez swojego nadopiekuńczego ojca, króla-czarownika Anglię, podróżuje wraz z innym czarownikiem, Rosją, aby odnaleźć sposób na zdjęcie uroku, a po drodze spotykają księżniczkę elfów, Lichtenstein, która zaprowadza ich do wioski, w której rządzi król Szwajcaria. Szkoda, że autor nie kontynuował tego fika, bo był świetny.)

Wydaje mi się, że wyczerpałam temat magii. Za tydzień – jako że wciąż mamy Fantastyczny Kwiecień – zajmiemy się stworzeniami nadprzyrodzonymi w fanfikach, między innymi wampirami, demonami, aniołami i wilkołakami.

8 komentarzy:

  1. "W przypadku kryminału jest kilka wyjątków od tej reguły, jak"... "Holistyczna Agencja Dirka Gently" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Holistyczna Agencja Dirka Gently" to kryminał science-fiction i elementów nadprzyrodzonych to tam nie ma. Chyba, ze o czymś nie wiem.

      Usuń
    2. Nie wiesz. Holistyczna Agencja to niesłychanie znakomita kryminalno-sensacyjno-fantastyczno-romantyczno-hor​rorystyczna książka.

      Klasyfikowana do gatunku fantasy.

      Usuń
    3. Meg, czy ty się chciałaś ze mną kłócić na TEN temat? :D
      Ale Hermi ujęła to ładniej niż ja bym mogła, dzięki.

      Usuń
  2. Podobała mi się ta część Poradnika. Ale powiem Ci, że mam inne zdanie na temat "pisanych" zaklęć niż Ty. Pamiętam, że jak zaczęłaś cytować w fikach zaklęcia, jakich używał Merlin, nie podobało mi się to i chyba Ci o tym wspomniałam. Co innego w takim HP - tutaj zaklęcia są krótkie, łatwo sprawdzić ich etymologię, są wygodne (szybciej powiedzieć "rzuciłem na niego avadę bądź cruciatusa" niż "zaklęcie uśmiercające albo zaklęcie torturujące". Natomiast w Merlinie te zaklęcia są długie i niepraktyczne, w serialu dobrze się sprawdzają, ale według mnie w fanfiku dużo lepiej napisał "wyszeptał zaklęcie". Choć pewnie to kwestia gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, pamiętam. Ale nie zgadzam się, że zaklęcia w Merlinie są długie. Niektóre tak (na przykład to, które Merlin użył do zaczarowania lancy Lancelota), ale były też takie bardzo krótkie (moje ukochane Tosplinge do otwierania drzwi).

      Trochę mnie martwi, że w tej części nie ma zbyt wiele przykładów.

      Usuń
  3. Już się cieszę na następną część poradnika.

    Chociaż takie stworzenia w fanfikach (jeśli fandom o nich nie był) to żenada. Wiesz w ilu fanfikach Harry Potter jest wampirem? A w ilu aniołem... Nie, nie, nie... Straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spotykałam kilka, które były po prostu parodią Zmierzchu XD. W zasadzie to bardzo fajne rzeczy wychodzą z wampirami, zombiakami itd. i różnymi fandomami bardziej w fanartach, niż fanfikach, i nawet pokażę wam kilka fantastycznych fanartów.

      Usuń