piątek, 19 kwietnia 2013

[FF: Przygody Merlina] Rzeczy, o których nie wiedziałem - część 3

- Proszę, proszę, a któż to tutaj przybył… – powiedział smok, spoglądając na małą postać Gajusza tuż przed sobą. – Spodziewałem się kogoś innego.
- Merlin jest chory – odparł Gajusz. – Ma chorobę piersiową i jego stan nie poprawił się od dwóch dni. Co więcej, wygląda na to, że się pogarsza. Moje lekarstwa są bezużyteczne.
- A więc przyszedłeś tutaj, aby poprosić mnie o pomoc? – zapytał smok.
- Tak. – Medyk podniósł wzrok. – Wiem, że to nie magia, ale może znasz sposób, aby to wyleczyć.
- Tak, znam. Ale nie mogę ci powiedzieć.

Zaskoczony Gajusz wytrzeszczył oczy.
- Więc pozwolisz Merlinowi umrzeć?!
Smok pochylił nad nim głowę.
- Nie, Gajuszu. Twój drogi podopieczny jest ważny również dla mnie. Merlin nie może umrzeć, zanim nie wypełni swojego przeznaczenia. Tak jak wspomniałem wcześniej, spodziewałem się kogoś innego i tylko ta osoba dowie się o tym, jak uzdrowić Merlina.
- Kto to jest? Kim jest osoba, której oczekiwałeś? – spytał spokojnie Gajusz.
Smok zaśmiał się po cichu.
- Cóż, to bardzo ważna osoba. Powiedziałbym nawet: królewski gość.
Gajusz podniósł brwi.
- Uther? Ale on tutaj nie przyjdzie. Nie dla sługi.
- Nie mówię o Utherze. Nie udawaj, że nie wiesz, kogo mam na myśli.
Wtedy Gajusz sobie coś uświadomił i jego oczy rozszerzyły się.
- Artur – wyszeptał. Jego wzrok powędrował na podłogę. – Ale on też nie przyjdzie.
- Ci dwaj to dwie strony tej samej monety, Gajuszu.
Wyraz twarzy Gajusza zmienił się i teraz zamiast zaskoczenia wyrażała ona złość.
- To wina Artura, że Merlin jest chory! Pozwolił mu pracować, chociaż Merlin zaczął kasłać! Dla niego Merlin jest tylko sługą!
- Myślisz tak, bo powoduje tobą żal. Nie pamiętasz, że Artur ryzykował własne życie, aby zdobyć kwiat morteusa? Sam wtedy powiedziałeś, że Artur jest człowiekiem honoru.
- Ale…
- Artur potrzebuje Merlina. A Merlin potrzebuje Artura. Dokonają wielkich rzeczy, ale tylko razem. Właśnie dlatego tym razem tym, który musi tutaj przybyć, jest Artur. Tym razem to Artur jest tym, który uratuje Merlina.
- Jak?
- Pozostaw to jemu. Twoim zadaniem jest tylko sprawić, aby tutaj przyszedł.
- Rozumiem. Jeśli nie ma innego wyjścia… – Gajusz odwrócił się do wyjścia. – Do widzenia, smoku.
Opuszczając jaskinię, Gajusz był zakłopotany. Wiele myśli kłębiło się w jego głowie, wywołując w nim strach. Musiał przekonać Artura, aby przyszedł do jaskini smoka, ale nie wiedział jak. Artur mógł nie uwierzyć, że miał tam przyjść. Poza tym, jeśli Gajusz powie mu od razu, że smok chce się z nim widzieć, książę może nabrać podejrzeń. Tak więc przez całą drogę do swojego domu, medyk zastanawiał się nad jakimś dobrym planem.
Był późny wieczór. Artur położył przed Merlinem miskę z gorącym gulaszem. Chłopak zanurzył łyżkę w gęstej, jasnobrązowej cieczy, włożył ją do buzi i powoli przeżuł.
- Wiesz, co mi to przypomina? Tę zupę ze szczura, którą kiedyś dla mnie zrobiłeś. – Artur rozpromienił się.
Merlin z uśmiechem spojrzał na niego, nadal przeżuwając. Ale zaraz potem spoważniał.
- Co się stało? – zapytał zmartwiony Artur. Merlin zachichotał.
- Nic. Przypomniało mi się, co było potem, w Labiryncie Gedref.
Oczy Artura rozszerzyły się, kiedy wspomnienia z ostatniej próby Anhory stanęły przed nim – obraz Merlina siedzącego naprzeciw niego i obraz dwóch kielichów. Jeden kielich jest zatruty, jeden nie. Obaj chłopcy próbują wykombinować, co zrobić. Jeśli nie przejdą tej próby, Camelot będzie stracony. Niezwykłe jest to, że obaj są gotowi wypić truciznę, aby uratować tego drugiego. Po paru sekundach głębokiego namysłu Merlin ma pomysł, aby przelać wszystko do jednego naczynia. Nagle Artur odwraca jego uwagę, przelewa ciecz do swojego kielicha. Zanim Merlin jest w stanie zrobić cokolwiek, aby go powstrzymać, książę trzyma zatruty puchar i uśmiecha się triumfalnie. Sługa stara się powstrzymać swojego pana, ale Artur go nie słucha, po prostu wypija truciznę jednym szybkim ruchem. Wygląda na to, że jego los jest przypieczętowany. Wkrótce opada na ziemię i ogarnia go ciemność, podczas gdy przerażony Merlin pochyla się nad nim.
Teraz, kiedy byli już bezpieczni, Merlin podniósł swój smutny wzrok na Artura. Obaj nie zauważyli tego, jak drzwi się lekko uchylają i jedno oko Gajusza zagłada do środka, aby przyjrzeć się dwóm chłopcom.
- Wciąż nie wiem, dlaczego to zrobiłeś. Dlaczego wypiłeś tę truciznę w Labiryncie Gedref?
- Nie mogłem zrobić nic innego, Merlinie. – Artur się uśmiechnął. – Ta klątwa była moją winą, więc było jasne, że to ja musiałem ponieść za nią odpowiedzialność. – Jego oczy posmutniały, kiedy spojrzał na Merlina. – I nie mogłem pozwolić ci umrzeć.
- Dlaczego? – dopytywał się wciąż Merlin.
To była dobra sposobność, aby powiedzieć Merlinowi, co Artur o nim myślał. Ale książę nie mógł tego wymówić. Nie mógł tego z siebie wyrzucić, nawet gdy wzrok Merlina stawał się coraz bardziej intensywny i zniecierpliwiony. Artur spojrzał na swojego sługę. Ponieważ cię potrzebuję, Merlinie… Ponieważ jesteś moim przyjacielem… Ponieważ  jesteś dla mnie tak ważny, że z radością bym za ciebie umarł… Miał te słowa na myśli, ale nie był w stanie wymówić ich na głos, nawet jeśli bardzo tego chciał.
Nagle kolejny atak kaszlu przerwał ciszę. Artur położył rękę na ramieniu Merlina, zanim jego sługa przestał kaszleć. Książę przysunął miskę z gulaszem bliżej Merlina.
- Lepiej to zjedz – powiedział, prawie wyszeptał. – Potem pójdziesz spać. Musisz odpocząć.
- Tak jest, panie – odparł Merlin, salutując żartobliwie. Artur cieszył się, widząc go wesołego.
Gajusz mógł wyczuć troskę w głosie księcia. Kiedy medyk wracał do swojego domu, miał czas na głębszą refleksję na tą całą sprawą z Arturem. Gniew Gajusza na księcia powoli ulatniał się, kiedy myślał o zachowaniach Artura względem Merlina. Czasem Artur brał odpowiedzialność zamiast swego sługi i stawiał czoła Utherowi. Artur pomógł Merlinowi obronić Ealdor, przeciwstawił się swojemu ojcu, aby zdobyć morteusa, pozwolił Merlinowi zobaczyć się z przebywającym w więzieniu Gajuszem, kiedy mężczyzna był oskarżony o czary. I do tego jeszcze ta historia z Labiryntem Gedref…
Poza tym podczas tych dwóch dni Artur praktycznie mieszkał tutaj. Przychodził rano ze śniadaniem, rozmawiał z Merlinem i pytał od czasu do czasu, czy chłopak czegoś potrzebował. Opuszczał dom Gajusza, kiedy był wzywany przez króla, musiał trenować rycerzy albo przynieść coś z kuchni; albo kiedy było tak ciemno, że on lub Merlin musieli iść spać.
Artur potrzebuje Merlina. A Merlin potrzebuje Artura… – słowa smoka wybrzmiały w głowie medyka.
A teraz, kiedy Gajusz przysłuchiwał się rozmowie dwóch chłopców i kiedy usłyszał pytanie Merlina, czekał na odpowiedź Artura. Nie padła, ale Gajusz jakoś wiedział, co Artur chciał powiedzieć. Być może jednak Artur troszczył się o Merilna? Może Merlin rzeczywiście nie był dla niego tylko sługą?
Merlin skończył gulasz. Gajusz otworzył drzwi i obaj chłopcy spojrzeli na niego.
- Wybacz, mój panie, ale Merlin musi już iść spać – powiedział Gajusz.
- Oczywiście. – Artur wstał i odwrócił się do Merlina. – Do widzenia jutro.
- Będę czekał. Dobranoc, Arturze. Dobranoc, Gajuszu.
Merlin poszedł do swojego pokoju, podczas gdy Artur opuścił dom. Gajusz poszedł za nim i kiedy książę skierował się do zamku, medyk złapał jego ramię i zatrzymał go. Zakłopotany Artur popatrzył na niego.
- Wybacz, panie, ale jest ktoś, kto naprawdę musi się z tobą spotkać.
- Ten ktoś może zaczekać do jutra i poprosić o audiencję.
Gajusz wiedział, że Artur coś podejrzewał, i starzec nie dziwił mu się. Też byłby ostrożny. Ale medyk wiedział również, że nie miał zbyt wiele czasu. Smok wyjawi sposób na uzdrowienie Merlina Arturowi i tylko Arturowi.
- Ta osoba jest w posiadaniu pewnych informacji, ale podzieli się z nimi tylko z tobą, mój panie. Jeżeli mi nie ufasz, może zawołać kogoś na pomoc.
- Nie, ufam ci – powiedział Artur. Potem dodał z uśmiechem, opierając rękę na trzonku miecza: – Poza tym mam przyjaciela w swojej pochewce.
Gajusz się uśmiechnął.
- W takim razie, chodźmy.
Przez całą drogę do więzienia smoka, nie odzywali się do siebie. Artur posłusznie szedł za Gajuszem, nawet jeśli niebawem poczuł się zakłopotany faktem, że szli prosto do lochów. Więc osoba, o której mówił Gajusz była więźniem? Niedobrze. Lecz wkrótce starzec zszedł głębiej, do podziemi, tam gdzie był… Artur wiele razy myślał o tym, aby zapytać swojego przewodnika, kto właściwie na niego czekał, jednak coś kazało mu po prostu iść za Gajuszem i samemu sprawdzić.
I dotarli tam. Artur mógł ujrzeć tuż przed sobą Wielkiego Smoka, jedynego smoka żyjącego na tym świecie. Stworzenie spojrzało na niego tymi małymi, żółtymi oczami i pochyliło się nad chłopcem, jakby chciało mu się lepiej przyjrzeć. Artur mógł poczuć oddech smoka, kiedy ciepła, cuchnąca bryza doszła do niego z wielkich nozdrzy. Nagle smok cofnął głowę i w końcu się odezwał:
- Witaj, Arturze Pendragonie. Czekałem na ciebie.
Pierwszą myślą, jaka przeszła przez głowę księcia było to, że został zdradzony, że z powodu Merlina Gajusz przyprowadził go tu na śmierć. Artur musiał coś zrobić, bo inaczej zginie. Najpierw chciał uciec, ale Gajusz całym ciałem zatarasował mu przejście.
- Mój panie, proszę, wysłuchaj go. On zna sposób na uzdrowienie Merlina, ale powie to tylko tobie.
Artur spojrzał jeszcze raz na potwora za sobą. Przez chwilę się wahał, ale potem odwrócił się całkowicie do smoka.
- Dlaczego powinienem ci ufać? Mój ojciec wybił wszystkich twoim pobratymców. Masz powód, aby mnie zabić albo oszukać.
- Uwierz mi, młody Pendragonie, nie mam zamiaru cię zabić, zresztą to by mi nie dało żadnego zysku. Więcej, chcę pomóc twojemu słudze. Możesz mnie wysłuchać i odkryć sposób na uratowanie go albo po prostu odejść i pozwolić mu umrzeć.
Artur milczał przez chwilę. Przed oczami stanęło mu wspomnienie kaszlącego Merlina. Zacisnął uścisk na rękojeści miecza i odwrócił się do Gajsuza. Książę chciał zadać medykowi pytanie, ale starzec od razu zrozumiał o co chciał zapytać.
- Stan Merlina się nie poprawia, mój panie. Wykorzystałem całą swoją medyczną wiedzę, ale to na nic. Teraz smok jest jego jedyną szansą. Ty jesteś jego jedyną szansą. Błagam cię, panie: zrób to dla niego.
Jego spojrzenie było takie smutne i szczere… Artur mógł dojrzeć w nich desperację. Desperację starego człowieka, który chciał chronić swojego przybranego syna. I nagle sam książę był zdeterminowany, aby zrobić wszystko, by uratować Merlina. Nawet jeśli to oznaczało zabicie jakiegoś paskudnego stwora albo wdrapanie się na najwyższy szczyt, Artur był gotów uratować życie swojego służącego. Tak więc odwrócił się do smoka i powiedział zdecydowanie:
- Słucham uważnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz