piątek, 12 kwietnia 2013

[FF: Przygody Merlina] Rzeczy, o których nie wiedziałem - część 2

Był bardzo ciepły wieczór i cały Camelot szykował się do snu. Gajusz zamoczył białą tkaninę w misce, wycisnął ją i położył na rozpalonym czole Merlina. W chacie obecna była również Gwen, która właśnie skończyła pracę i postanowiła sprawdzić, jak się czuje jej przyjaciel. O tym, że Merlin ma chorobę piersiową dowiedziała się, kiedy zdenerwowany Artur wtargnął do komnaty Morgany, aby im o tym opowiedzieć. Starał się zachować swój zwykły spokój, ale Gwen i tak wyczuła w jego głosie coś na kształt troski. Owa troska o Merlina nie było czymś zaskakującym. Obaj byli do siebie bardzo przywiązani, choć na co dzień sobie tego nie okazywali.
Gwen spojrzała na Merlina.
 - To jest jak dejavu – powiedziała nagle, przerywając ciszę. Gajusz popatrzył na nią, podnosząc brew. Gwen ciągnęła dalej: – Merlin wygląda zupełnie tak samo, jak wtedy kiedy wypił za Artura truciznę.
- Tak – stwierdził Gajusz. – I tak jak wtedy, nie wiadomo, czy przeżyje. Wszystko dla księcia Artura Pendragona.
Słysząc to, Gwen oniemiała przez chwilę.
- Artur jest przyjacielem Merlina. Dobrze o tym wiesz.
Gajusz rzucił jej chłodne spojrzenie.
Tymczasem Artur Pendragon właśnie stanął na ganku do chaty Gajusza. Położył rękę na klamce i już miał wejść, kiedy nagle usłyszał po drugiej stronie drzwi zdanie wypowiedziane przez Gwen, a potem gniewną odpowiedź medyka.

- Przyjacielem?! Kto pozwala swojemu przyjacielowi pracować, widząc jak się męczy?! Kto wydaje rozkazy przyjacielowi, kiedy ten kaszle i jest osłabiony?!
- Jestem pewna, że… – zaczęła Gwen, ale Gajusz zaraz jej przerwał.
- Jak dla mnie Merlin jest postrzegany przez Artura przede wszystkim jako sługa! Gdyby tak nie było, na pewno zabroniłby mu pracować, zamiast wylewać na niego kubeł zimnej wody!
Gwen chciała coś powiedzieć, ale Gajusz nagle się uspokoił. Po prostu podszedł znów do Merlina, zdjął kompres i położył rękę na czole chłopaka, spoglądając na niego smutno.
- Merlin jest dla mnie jak syn. Wiem, że bardzo poważa Artura i jest zdecydowany służyć mu całym sercem. Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, jak wiele razy Merlin ratował Arturowi życie. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile jest gotów dla niego poświęcić. Musiałem patrzeć, jak mój przybrany syn cierpiał dla Artura. Jedyne co mogłem zrobić, to przyjąć to tak jak jest. Najbliższa mi osoba wiele razy była bliska śmierci, aby chronić Artura Pendragona i ja nic nie mogłem z tym zrobić.
Artur jeszcze nie wchodził. Stał tylko przed drzwiami, myśląc nad tym, co właśnie usłyszał. Znowu poczuł ciężar w piersi. Wiedział dobrze, że Merlin był gotowy, aby za niego umrzeć (i prawie umarł), ale książę nigdy nie zastanawiał się, co Gajusz o tym myślał. Artur próbował zaprzeczyć słowom medyka o postrzeganiu Merlina jedynie jako sługi. Byli przyjaciółmi. Wszak Artur również wiele razy ryzykował dla Merlnia. Wciąż jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jego codzienne zachowanie mówiło co innego.
- A teraz Artur doprowadził do sytuacji, w której Merlin znów jest bliski śmierci. Ten głupiec nie potrafił dostrzec, że jego osobisty służący nie czuł się dobrze.
Artur oparł rękę o drzwi. Kiedy zamknął oczy ujrzał przebłyski ostatnich kilku dni, kiedy Merlin kaszlał, dotykał swojego obolałego barku albo chwiał się tuż przed nim, ale książę nie zrobił nic poza kazaniem mu, aby zakrył usta albo wracał do pracy. Artur nie mógł uwierzyć, że był tak ślepy i nieczuły. Jak mógł powiedzieć te wszystkie nietaktowne rzeczy choremu Merlinowi? Gdyby mógł cofnąć czas, na pewno dałby Merlinowi kilka dni wolnego, zamiast w kółko mu rozkazywać.
- Rozumiem, że jesteś wściekły na Artura, Gajuszu, ale to nie jest zły człowiek. – Artur usłyszał spokojny głos Gwen.
- Oni nie są przyjaciółmi, Gwen – odpowiedział Gajusz. – Są tylko panem i sługą.
Oczy Artura rozszerzyły się. On naprawdę postrzegał Merlinia jako przyjaciela. Jednego z niewielu prawdziwych przyjaciół w całym tym zamku. I Merlin o tym wiedział.
A może nie?
Jak mógłby to wiedzieć, kiedy jedyne, co słyszał od swojego przyjaciela, to „Jesteś idiotą” albo „Nie potrafisz nic zrobić dobrze”? Jak mógłby wiedzieć, jak bardzo Artur go cenił, kiedy książę był wobec niego taki zimny? Kiedy traktował go jak sługę, nie jak przyjaciela równego sobie? Nawet kiedy byli sami, Artur nie przestał być panem, nie ściągał z twarzy maski obojętności.
Artur wyruszył w podróż, aby zdobyć lekarstwo dla otrutego Merlina. Pozwolił swojemu przyjacielowi zobaczyć swojego mentora, kiedy Aridian oskarżył Gajusza o czary. Pomógł Merlinowi obronić Ealdor. Ale czy kiedykolwiek powiedział mu, że postrzegał go jako przyjaciela?
Nie, nie powiedział. Artur nigdy nie powiedział mu tego prosto w oczy. Ale teraz chciał pobiec do Merlnia i wyznać mu jak wielkim farciarzem był, mając Merlina przy sobie. Chciał przeprosić go za nie potraktowanie go poważnie i doprowadzenie go do choroby piersiowej. Chciał mu powiedzieć, jak wiele Merlin dla niego znaczył.
Ale Artur nie był pewien, czy to odpowiednia chwila. Gajusz wciąż był na niego wściekły. Z drugiej strony, jeśli nie wejdzie, medyk może pomyśleć, że książę nie dba o Merlina. Poza tym Merlin mógł obudzić się w każdej chwili.
Tak więc Artur zapukał do drzwi Gajusza, a potem powoli wszedł do środka. Gajusz i Gwen wstali.
- Dobry wieczór – wyszeptał Artur.
- Mój panie – Gajusz pochylił głowę, ale książę wciąż mógł wyczuć wrogość w jego głosie.
- Co z nim? – zapytał Artur. Jego oczy powędrowały na Merlina.
Gajusz podniósł wzrok i spojrzał na księcia.
- Cóż, jego stan się nie polepszył, ale minął tylko jeden dzień. Teraz robię wszystko, co w mojej mocy, aby obniżyć gorączkę. Zobaczymy, co przyniesie jutro.
- Rozumiem.
Artur usiadł przy łóżku Merlina i przyjrzał się swojemu przyjacielowi. Merlin zakaszlał dwa razy, wciąż się jednak nie obudził. Artur chciał powiedzieć wiele rzeczy, ale milczał. Chciał przytrzymać rękę Merlina, ale siedział nieruchomo. Chciał zrobić milion innych rzeczy, ale nie zrobił. Przygryzł tylko wargę i obserwował przyjaciela smutnymi oczami.
- Proszę, nie umieraj – wyszeptał prawie bezdźwięcznie.
 
Kiedy Artur powrócił do swojej komnaty, nie mógł przestać myśleć o wszystkim co dzisiaj usłyszał. Leżał na łóżku i w ciemnościach pokoju gapił się w sufit. Miał nadzieję – wręcz modlił się o to – że Merlin wydobrzeje. Ten wieczór już był naprawdę nudny i samotny bez niego. Od czasu do czasu Artur miał wrażenie, że wkrótce drzwi się otworzą i zobaczy swojego przyjaciela z tym jego głupawym uśmieszkiem; że Merlin wejdzie i zrobi lub powie coś, co wywoła u księcia śmiech.
Ale Merlin był chory.
I był chory przez Artura. Przez głupotę Artura. Przez brak empatii księcia jego przyjaciel prawdopodobnie umrze. Ta myśl doprowadzała go do szału. Artur chciał krzyczeć, uderzył głową o coś twardego, aby wymierzyć sobie karę. Bycie tutaj i nic nie robienie, kiedy Merlin tak źle się czuł, było dla niego nie do zniesienia, ale Artur wiedział, że nie mógł teraz nic zrobić, jedynie mieć nadzieję. Mieć nadzieje, że Gajusz będzie w stanie wyleczyć jego przyjaciela.
Artur zasnął po północy. Nie przebrał się do snu ani nie zrobił nic innego. Po prostu zamknął oczy i, ubrany w swój zwyczajny strój, zapadł w słodki sen.
 
Powieki Merlina powoli się otworzyły. Poranne słońce wlatywało przez okno, sprawiając, że miejsce było bardziej ciepłe i przytulne. Czuł się senny. Przez chwile obraz w jego oczach był zamazany, ale wkrótce się wyklarował. Wtedy chłopak odkrył, że nie jest w swoim pokoju, tylko  w głównej części pracowni Gajusza. Leżał na łóżku przeznaczonym dla pacjentów.
Czuł, że mu gorąco. Oddychał głęboko i nierówno. Pospiesznie wstał i natychmiast poczuł, jak mu się kręci w głowie.
Wtedy wszedł Gajusz. Uśmiechnął się do chłopaka, wziął ze stołu jakąś miksturę i szybko podszedł do podopiecznego. Merlin spojrzał na niego zmęczonymi oczyma. Gajusz uśmiechnął się jeszcze szerzej i dał mu napój.
- Wypij to, Merlinie. To lekarstwo, które pomoże ci wyzdrowieć.
- Dzięki, Gajuszu – powiedział Merlin i wlał ciecz do swojego gardła. Po chwili skrzywił się z powodu obrzydliwego smaku lekarstwa. – Co to jest do cholery?
- Dobre lekarstwo powinno źle smakować. – Po chwili Gajusz spoważniał. – Masz chorobę piersiową, Merlinie. Dlatego kaszlałeś.
- Więc to nie było przeziębienie?
- Może na początku było, ale potem przekształciło się w chorobę piersiową. Nie możesz opuścić tego miejsca, dopóki nie wyzdrowiejesz. Inaczej umrzesz.
Zanim zaskoczony Merlin mógł cokolwiek powiedzieć, jego opiekun postawił przed nim talerz ze śniadaniem. Były to tylko czarny chleb i ser. Merlin zaczął jeść w ciszy, ale zaraz zaczął bardzo mocno kasłać. Gajusz szybko do niego podbiegł i położył ręce na barkach chłopca. Po kilku sekundach, kaszel ustał. Merlin dotknął czoła, znów czując zawroty głowy. Oparł się o poduszkę i westchnął.
- Naprawdę umrę? – zapytał nagle.
- Nie powiedziałem, że na pewno umrzesz. Możesz umrzeć, jeśli nie odpoczniesz i nie wyzdrowiejesz. – I jeśli moje lekarstwa nie zadziałają, dodał w myślach. – Teraz zjedz śniadanie. Potrzebujesz siły.
- W takim razie… – Merlin wzruszył ramionami i powrócił do chleba i sera.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Gajusz otworzył.
- Witaj, panie – powiedział bez entuzjazmu.
Artur wszedł. Na jego twarzy ukazał się uśmiech ulgi, kiedy ujrzał obudzonego Merlina, który z kolei był zaskoczony jego obecnością. Chłopak nie wiedział, co myśleć. Jeśli książę przyszedł tutaj, aby wyznaczyć mu zadania, Merlin musiałby odmówić. Ale Artur mógł nie przyjąć jego odmowy.
Książę podszedł bliżej do swojego sługi. Merlin wciąż był mokry i Artur mógł poczuć gorąco wydobywające się z jego ogarniętego febrą ciała. Słyszał dobrze jego ciężki oddech. Ich oczy się spotkały. Merlin nie potrafił odwrócić wzroku od dziwnego spojrzenia swego pana. Wydawało się, że Artur chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak zacząć.
- Jeśli przyszedłeś tutaj, aby wyznaczyć mi zadania, panie… – zaczął Merlin, ale Artur mu przerwał.
- Oszalałeś? Nie ruszysz się stąd, póki nie wyzdrowiejesz. To jest rozkaz.
Artur spojrzał w dół i ujrzał śniadanie Merlina. Wziął talerz i położył go na stole.
- Przyniosę ci z kuchni coś bardziej pożywnego. W międzyczasie odpoczywaj i słuchaj Gajusza.
Nie mówiąc nic więcej, Artur skierował się do wyjścia. Zaskoczony Merlin nie wierzył w to, co przed chwilą zobaczył i usłyszał. Kiedy Artur prawie zamknął za sobą drzwi, Merlin nagle zaczął kaszleć, tym razem bardziej gwałtownie. Książę szybko otworzył drzwi i wbiegł do domu Gajusza. Jego oczy rozszerzyły się w szoku. Jego sługa kaszlał bardzo długo i bardzo mocno, jakby zamierzał zaraz wypluć płuca. Po niemalże minucie atak ustał i Merlin spojrzał na Artura, oddychając głęboko i szybko, z oczami pełnymi krzywdy.
Czy to Artur go skrzywdził? Naprawdę był powodem choroby Merlina?
Ale potem Merlin uśmiechnął się tym swoim głupawym uśmieszkiem.
- Wasza Wysokość miała gdzieś iść. Cały czas czekam na to śniadanie.
Artur ocknął się ze swoich ponurych myśli.
- Ach… tak.
Artur opuścił Gajusza. Przez całą drogę do kuchni, nie potrafił pozbyć się ze swojej głowy obrazu kaszlącego Merlina. Starał się myśleć o czymś innym, ale jego umysł powtarzał to wspomnienie wciąż i wciąż. Kto wie, na co jeszcze cierpiał Merlin; jaki ból jeszcze odczuwał? Nawet jeśli czuł się dobrze, to wcale nie znaczyło, że śmierć była mniej prawdopodobna. Tak więc Artur był bardziej zdeterminowany, aby do niej nie dopuścić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz