piątek, 22 marca 2013

[FF: Herkules] Opowieści hermesowe - rozdział 8

Hermafrodyt

 
Hefajstos przetarł zaspane oczy, przechadzając się koło bramy do Olimpu. Nagle jego wzrok rozszerzył się ze zdumienia, niedowierzając w to, co boski kowal ujrzał pod bramą. Bóg ognia i kowali podszedł bliżej, aby się upewnić, że widział dobrze i po chwili musiał przyznać, że tak. Po drugiej stronie bramy leżał koszyk z białym zawiniątkiem, z którego wystawała niebieska główka z rzadką, granatową czuprynką, pyzatymi policzkami i zamkniętymi oczkami. Hefajstos otworzył bramę i podniósł maleństwo z chmurnego podłoża. Nadal spało sobie smacznie, najwyraźniej skrzypnięcie bramy nie było dość głośne, aby niemowlę w koszyku się obudziło. Po chwili boski kowal dojrzał wciśniętą między ściankę wikliny a pierzynkę kartkę. Nie tknął jej jednak, tylko zaczął pokuśtykać do sali tronowej Zeusa.


Apollo i Hermes leżeli brzuchami na chmurze i przyglądali się z zainteresowaniem śmiertelnikowi, który z bojaźnią zbliżył się do wyroczni w Delfach. Widać było po nim wielkie zdenerwowanie, trząsł się niemiłosiernie i trzymał mocno obie ręce na rondzie kapelusza. W końcu odezwał się drżącym głosem:
- O W-w-wiel-l-l-k-k-ka Py-py-pytio! Wyj-wyjaw mi-mi-mi-mi, pro-sz-sz-szę, c-co się s-s-stanie, kiedy m-mój pan, Kre-krezus wypowie wojnę Persji?
- I co się stanie? – spytał Hermes, odwracając się do brata.
- Hm… – zamruczał Apollo, zaglądając do swoich notatek. – Według tego, co jest tu napisane, Krezus przegra, a jego królestwo będzie zrównane z ziemią. Ciekawe…
Apollo schował notatki, odchrząknął i zawołał:
- W tej wojnie zostanie pokonane wielkie imperium!
- W tej wojnie zostanie pokonane wielkie imperium… – powtórzyła na dole Pytia zaspanym tonem i z zamkniętymi oczyma.
W pierwszej chwili sługa Krezusa oniemiał, a potem uśmiechnął się z wdzięcznością, złożył kapłance Apolla pokłon i powiedział: „Dziękuję, Pytio.” Potem sobie poszedł.
- I teraz niech kombinuje, kogo miałem na myśli – odparł Apollo, chichocząc złośliwie.
Hermes tylko przyjrzał mu się z miną niezadowolenia.
- Wiesz co, stary? Tak na dłuższą metę to to nie jest śmieszne.
Nagle poczuł, że Zeus go do siebie wzywa i jest bardzo niecierpliwy, co oznacza, że rzecz jest bardzo poważna. Toteż posłaniec bogów wstał, wziął z ziemi kaduceusz i oświadczył:
- Wybacz, brachu. Obowiązki.
Szybko poleciał do sali tronowej, gdzie Zeus i Hefajstos już na niego czekali. Po chwili oczy Hermesa spoczęły na tym, co boski kowal trzymał w rękach. Zawinięte w biały becik maleństwo ciągle jeszcze spało, a jego klatka piersiowa powoli podnosiła się i opadała pod pierzynką. Na widok dziecka Hermes podniósł ze zdziwienia brwi, ale zaraz odwrócił wzrok i spojrzał na swojego pracodawcę.
- Wzywałeś, szefie?
- Tak, Hermesie. Chciałabym zapytać, czy znasz to dziecko? – Zeus wskazał palcem bobasa w objęciach Hefajstosa.
Hermes podleciał bliżej i zaczął uważnie oglądać dziecko ze wszystkich stron. Pierwsze, co rzucało się w oczy każdemu, kto na nie spojrzał, była jego niebieska skóra oraz granatowe włosy, obie cechy wspólne maleństwu i posłańcu bogów. Ale poza tym dziecko to wyglądało jak każde inne – było pyzate, miało wysokie czoło, maleńki, zaokrąglony nosek, małe oczka i rzęsy. Na oko było w wieku jakichś czterech miesięcy. Poza tym Hermes musiał przyznać, że było bardzo słodkie.
Posłaniec bogów zdjął z głowy swój kapelusz i podrapał się po łysinie. Po dłuższym namyśle włożył z powrotem nakrycie głowy, wyciągnął ręce w stronę Hefajstosa i spytał:
- Mogę?
- Z przyjemnością – odparł kowal, oddając dziecko Hermesowi. – Przez trzymanie tego malucha spada mi poziom testosteronu.
Wciąż śpiący malec spoczął w ramionach posłańca bogów. Spokojna i urocza twarzyczka wywołała u patrona złodziei mimowolny, delikatny uśmiech. Potem jednak Hermes posmutniał i spojrzał na Zeusa.
- Przykro mi, szefie. To nie jest moje dziecko.
- Jak to? – zdziwił się bóg piorunów.
- Takie ładne dziecko nie może być moje – odparł Hermes i uśmiechnął się.
- Zgadzam się – dodał Hefajstos.
- A jednak twierdzę, że jest i mam na to dowód – oświadczył Zeus i wyciągnął w stronę Hermesa kartkę, którą to posłaniec bogów odebrał i jedną ręką rozłożył. – Ten list znaleźliśmy przy tym maluchu. Jest adresowany do ciebie, Hermesie.
Hermes spojrzał na kartkę i zaczął ją po cichu czytać.
Drogi Hermesie,
Wybacz, że dowiadujesz się dopiero teraz i w taki sposób. Próbowałam ci powiedzieć wcześniej, ale naprawdę nie miałam zbytnio sposobności. W każdym razie już dłużej nie mogłam ukrywać przed tobą prawdy. To byłoby nie fair w stosunku do ciebie i do naszego maleństwa.
 Dziecko jest twoim synem, ukochany. Ma na imię Hermafrodyt, po tobie i po Afrodycie, która nas do siebie zbliżyła. Postanowiłam posłać naszego maluszka na Olimp, bo tutaj będzie bezpieczniejszy, niż w Arkadii. Poza tym, już najwyższy czas, abyś spędził z nim trochę czasu. Mam nadzieję, że Hermafrodyt nie przeszkodzi ci w pracy i że świetnie się dogadacie.
Całuski
Dryope
Hermesa zamurowało. Spojrzał jeszcze raz na trzymane przez siebie dziecko, a potem na list, i znów na dziecko i znów na list. I nadal nie mógł uwierzyć w to, czego się przed chwilą dowiedział. W końcu nie co dzień zostaje się ojcem. A potem stanął mu przed oczami obraz Dryope i w jego sercu obudziła się jakaś dziwna tęsknota. Cóż, ich związek był trudny, praktycznie był to związek na odległość. W końcu zdecydowali się ze sobą zerwać. A teraz się okazało, że pozostały po nim nie tylko wspomnienia.
Nagle poczuł, że dziecko w jego ramionach zaczyna się ruszać. Małe oczka otworzyły się, wywołując u Hermesa jakiś dziwny dreszcz. Posłaniec zastanawiał się, jak jego syn zareaguje na jego widok. Od razu w jego umyśle pojawiła się jedna opcja: że kiedy tylko malec go zobaczy, rozpłacze się. Hermes w jego wieku najpewniej by się przestraszył, widząc jak obca osoba trzyma go na rękach.
Jednak na widok swojego ojca Hermafrodyt najpierw zamrugał małymi powiekami, jakby ze zdziwienia, a potem uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do Hermesa rękę, która dotknęła jego brody. Bóg złodziei nie potrafił się opanować – po prostu rozpromienił się i przycisnął chłopca mocniej do piersi. Jednakże zaraz na jego twarzy pojawił się smutek. Cały czas Hermes zastanawiał się, czy to dziecko jest rzeczywiście jego (może i miało niebieską skórę, jak on, ale było stanowczo za ładne). Poza tym, nawet jeśli było, to nie wiedział, co robić dalej. Nigdy wcześniej nie zajmował się niemowlętami.
- Wybacz, szefie, ale muszę gdzieś pójść – powiedział nagle do Zeusa.
Schował list do togi, objął dziecko mocno, aby go nie upuścić, i poleciał co sił do osób, które mogłyby potwierdzić jego ojcostwo, bo wiedziały wszystko. Poleciał do Mojr.
Przez cały lot do Hadesu, gdzie trzy panie rezydowały, mały Hermafrodyt śmiał się, wciąż przesuwając rączką po twarzy, szyi i ubraniu swojego „ojca”. Sam Hermes też się śmiał, szczególnie kiedy chłopczyk złapał go za nos. Jednak po jakimś czasie malec zaczął mu już ciążyć. Jeśli Hermes zamierzał go zatrzymać, musiał albo znaleźć jakąś niańkę na czas pracy, albo wykombinować jakiś lepszy sposób przenoszenia dziecka, aby zawsze mieć wolne ręce. Kiedy nareszcie Hermes dotarł do Hadesu, zakrył małemu oczy (kraina umarłych nie była miejscem, które tak młode dzieci powinny oglądać) i wkroczył do środka. Znalezienie Mojr nie zajęło mu zbyt wiele czasu, gdyż zwykle przebywały w sali z wielkim, kamiennym stołem, na którym wyrzeźbiona była mapa całego znanego im świata. Tam Hermes je zastał, kłócące się o swoje jedyne oko. Jednak zorientowawszy się, że mają gościa, od razu przywołały się do porządku.
- Wiedziałyśmy, że przyjdziesz, posłańcu bogów – powiedziała Kloto.
- Upiekłybyśmy babeczki, ale nam się nie chciało – dodała Lachesis.
Hermes zorientował się, że wciąż zakrywał Hermafrodytowi oczy i przez to malec w jego rękach był bardzo niespokojny, więc posłaniec bogów usunął rękę i dał swojemu „synowi” rozejrzeć się po okolicy. Następnie odchrząknął i oświadczył:
- Przyszedłem tutaj, bo…
- Bo chcesz wiedzieć, czy dziecko, które trzymasz w ramionach, jest twoje – dokończyła za niego Atropos.
Wszystkie trzy podeszły do Hermesa i pochyliły się nad Hermafrodytem, który najwidoczniej się przestraszył trójki „pięknych inaczej” panien, bo odwrócił głowę i ścisnął mocno togę „ojca”. Hermes tymczasem zaczął gładzić jego plecki, aby go uspokoić. Po chwili Kloto powiedziała:
- To jest twój syn, Hermesie.
Słysząc to, Hermes spojrzał jeszcze raz na dziecko, a szczególnie na jego oczy, które zamrugały ciekawsko. Dziecko uśmiechnęło się. Bóg złodziei poczuł się nieco zakłopotany, a z drugiej strony – odczuł jakąś dziwną ulgę. Sprawa była załatwiona. Mojry wiedziały wszystko i ostatecznie rozwiały jego wątpliwości, dotyczące ojcostwa. Właściwie mógł już sobie iść, jednak coś wewnątrz niego kazało mu podnieść wzrok na Mojry i niczym w transie spytał:
- Co go czeka?
- A co my, wróżki jesteśmy? – zdenerwowała się Lachesis.
- Nie możemy ci wyjawiać takich rzeczy, bo jeszcze pomanipulujesz losem i zrobisz straszny bałagan – oznajmiła Atropos.
- Chcę tylko wiedzieć, czy mojego syna czeka straszny, czy wspaniały los – odparł Hermes.
- Posłuchaj, Hermie – zaczęła Kloto – rozumiemy, że jako świeżo upieczony ojciec martwisz się o swoje dziecko, ale jeśli ci teraz powiemy, co czeka Hermafrodyta, możesz wszystko zepsuć i w rezultacie jego przyszłość będzie gorsza, niż na początku miała być. Będziesz albo starał się jej uniknąć, albo wręcz przeciwnie, dążyć do jak najszybszego jej spełnienia.
Hermes musiał przyznać, że miały rację. Jednak wewnętrzna ciekawość, a także niepokój nie pozwalały mu tak po prostu przyjąć to do wiadomości. Uciekł się więc do małego podstępu. Uśmiechnął się uwodzicielsko do Mojr i powiedział:
- Czy już wspominałem, że wyglądają dziś panie bosko? Tak promiennie i fantazyjnie. Czyżbyście zmieniły płaszcze na bardziej wiosenne kolory?
Wszystkie trzy zachichotały i odwróciły głowę z zawstydzeniem. Gdyby mogły, zarumieniłby się. Hermes już wiedział, że wygrał. Wiadomo przecież, że aby wyciągnąć od Mojr informacje, trzeba im troszeczkę poschlebiać.
- Dobrze, możemy uchylić rąbka tajemnicy – odparła Kloto. Nachyliła się ku niemu, aby zaraz szepnąć posłańcowi bogów do ucha: – Twój syn będzie istotą o dwóch naturach.
Cofnęła się o dwa kroki. Hermes nie za bardzo rozumiał tę przepowiednię, jednak na twarzach Mojr pojawiło się zniecierpliwienie i wszystkie trzy siostry szybko wygoniły go z Hadesu.
Na powierzchni Hermes usiadł na pobliskim kamieniu i posadził swojego syna na kolanach. Hermafrodyt uraczył go szerokim uśmiechem, na widok którego Hermes również się rozpromienił. Zaraz jednak sposępniał. Nie za bardzo wiedział, co teraz zrobić. Nigdy w życiu nie zajmował się dziećmi. To, że trzeba je przewijać i karmić mlekiem, wiedział tylko z obserwacji i relacji innych rodziców. Nie obawiał się zmiany pieluch, w końcu widział w życiu rzeczy gorsze, niż dziecięca kupa, ale jednak narastały w nim obawy, czy uda mu się zająć Hermafrodytem, nie zabijając go przy tym.
Nagle, ni stąd ni z owąd, twarz Hermafrodyta przybrała smutny wyraz i malec zaczął płakać. Ogarnięty paniką Hermes spróbował się uspokoić. Podniósł dziecko do góry. Przyglądając się mu uważnie, nie znalazł żadnych ran ani sińców. Powąchał też pieluszkę chłopca, ale po zapachu poznał, że to raczej nie był czas przewijania. Posłaniec bogów przytulił swojego syna mocno i zaczął go kołysać. Jednakże to nie dawało żadnych efektów. Hermes naprawdę nie wiedział, co się właściwie dzieje. To nie była pielucha, ból ani potrzeba bliskości, więc co? A tymczasem Hermafrodyt płakał dalej w niebogłosy. Hermes bał się, że zaraz ktoś przybiegnie albo że zjawi się tutaj jakieś dzikie zwierze. Nie ma co – potrzebował rady kogoś, kto się zna na opiece nad dziećmi.
Bóg złodziei wzniósł się w powietrze, nadal tuląc wrzeszczącego Hermafrodyta, i szybko poleciał z powrotem na Olimp. Hermafrodyt wciąż płakał, co tylko wzmagało w jego ojcu zdenerwowanie. Hermes tulił mocno do siebie chłopca, głaskał jego główkę i szeptał mu do ucha cały czas: „Już, już. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze…” Jednak malec wciąż płakał rozdzierając uszy swojego ojca, który starał się zachować spokój.
W którymś momencie Hermes westchnął głęboko.
- Szkoda, że nie możesz mi powiedzieć, czego właściwie chcesz…
Kiedy dotarł już na górę Olimp, poleciał do pierwszej osoby, która przyszła mu do głowy, kiedy pomyślał o kimś, kto mógłby wiedzieć, jak postępować z małymi dziećmi.
- Wybacz, szefowo, że przeszkadzam  – zaczął, kiedy tylko wleciał do komnaty Hery – ale potrzebuję pomocy.
Na widok dziecka w ramionach posłańca bogów Hera w pierwszej chwili oniemiała, a potem na jej twarzy pojawił się znajomy skądinąd uśmiech rozczulenia. Żona Zeusa podeszła do Hermesa i pochyliła się nad chłopcem, który ani przez chwilę nie przestawał płakać. Twarz bogini przez cały czas była rozpromieniona. Tymczasem Hermes był coraz bardziej zestresowany.
- To twoje maleństwo? – spytała Hera i spojrzała na boga złodziei, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Od razu widać rodzinne podobieństwo.
- Proszę mi pomóc. Ja… ja nie wiem, co się dzieje – odrzekł Hermes.
- Możesz mi je dać na chwilę? – zapytała bogini, wyciągając do niego ręce.
Hermes bez słowa przekazał jej swojego syna, a wtedy Hera podniosła do góry jedną rękę, w której od razu zmaterializowała się butelka dla niemowląt, wypełniona mlekiem. Następnie Hera spokojnym, acz zdecydowanym ruchem włożyła smoczek butelki do ust Hermafrodyta. W pierwszej chwili chłopiec wydawał się nie rozumieć, co właśnie się stało, ale zaraz zaczął ssać smoczek i pić mleko. Jego ojciec tymczasem odetchnął z ulgą.
- A więc był głodny…
- Tak, poznałam po krzyku.
- Krzyku?
Hera odwróciła wzrok od Hermafrodyta i spojrzała na Hermesa.
- Niemowlęta nie potrafią komunikować się w inny sposób, niż poprzez krzyk. Z czasem można rozróżnić, czy dany krzyk oznacza głód, ból, czy brudną pieluchę.
- Aha… – Hermes tylko przytaknął ze zrozumieniem. Tymczasem Hera uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
- Swoją drogą, to naprawdę ciekawe, że facet, którego zwykle wszyscy proszą o przysługę, prosi mnie o pomoc.
Hermes odchrząknął. Na jego policzkach pojawił się rumieniec, który w połączeniu z jego niebieską skórą, przyjął fioletowy kolor.
- Nic na to nie poradzę, szefowo – Wzruszył ramionami. – Nigdy wcześniej nie zajmowałem się dzieckiem.
- W takim razie zawsze możesz zapytać mnie, Demeter albo Hestię o radę – odpowiedziała Hera. Odwróciła wzrok od Hermesa i spojrzała na karmione przez siebie dziecko. Zaraz odłożyła butelkę na pobliskim stoliku i popatrzyła znów na posłańca bogów. – Wygląda na to, że już skończył.
Bez słowa oddała dziecko ojcu. Hermafrodyt był tak samo pogodny, jak przed wyjściem z Hadesu. Jego małe oczka powoli zamrugały, aż w końcu chłopczyk zamknął je na dobre. Po rytmicznym ruchu klatki piersiowej Hermes domyślił się, że jego syn zasnął. Bóg złodziei spojrzał na Herę z wdzięcznością.
- Dziękuję, szefowo.
Narrator: Tak oto rozpoczęła się przygoda Hermesa z ojcostwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz